Handlarz Iluzji
Autor: ginkgerror
Error należy do: loverofpiggies
Ink nalezy do comyet
Tłumaczenie: Nidda
Spis treści:
Rozdział I
Rozdział II
Rozdział III
Rozdział IV
Rozdział V
Rozdział VI (obecnie czytany)
Rozdział VII
Rozdział VIII













Nazwa: Quarterspin
Autor: PetStarPlanet

POWRÓT DO SPISU TREŚCI

Charakterystyka AU
Opiera się na zamianie postaci jak i ich charakterów, no i zmianie lokacji najczęściej na ich przeciwności. Poza standardowym motywem z koniecznością przejścia przez Podziemie, jest dodanie elementu "ciemności" która powoli pochłania serca potworów sprawiając, że stają się złe. To z niej został stworzony Gaster w tym AU. Ciemność ta może nawet zabić potwora. 
Głównym bohaterem jest Asriel, przedstawiany w formie dziecka. Po wchłonięciu duszy Frisk, może stać się dorosłym. Gaster przejął funkcję Floweya z oryginalnej gry. Jest w całości pochłonięty przez ciemność i zły do szpiku kości. Właścicielem zajazdu jest Metta (Mettaton w wersji ducha) który jest tutaj bardzo popularny. Toriel, która nadal jest tutaj matką Asriela, zajmuje się gotowaniem. Undyne nie ufa nigdy do końca Asrielowi i kiedy ten postanowi zabijać potwory, staje się głównym bossem. Generalnie postacie są bardzo pomieszane. Frisk jest tutaj niezależny, NPC, którego Asriel może zabić (i zagarnąć jego duszę wraz z mocą) albo oszczędzić (wtedy się zaprzyjaźniają). Papyrus to dowódca straży, Sans królewski naukowiec, uwielbiający kawały i odpowiedzialny za stworzenie Gastera. Królem natomiast jest Napstablook, zaś Chara to jego adoptowane dziecko. 
Wygląd postaci pozostaje bez zmian

Nazwa: Quarantale
Autor: cloudninedreamer (historia) oraz spacegate (grafika)

POWRÓT DO SPISU TREŚCI

Charakterystyka AU
Unikatowość tego świata polega na przedstawieniu go. Klimat postapokaliptycznej przyszłości. Podczas wielkiej tragedii niektórzy z ludzi zaczęli mutować, zamieniając się w potwory. Ci co nie zostali dotknięci zarazą schowali się. Pozostali żyją na powierzchni walcząc z różnymi dziwacznymi rzeczami, jakie może przynieść przyszłość w której doszło do prawie kompletnej apokalipsy. 
Frisk postanowił opuścić bezpieczne schronienie i w skafandrze przemierzać tereny skażone próbując znaleźć antidotum na mutację. 
Jako, że wszystkie potwory były kiedyś ludźmi, w tym AU nie ma żadnej magii. 
Cała historia jest w formie opowiadania na blogu cloud. 

Autor: marvyanaka
Tłumaczenie; Sansy Skeleton
Spis treści:
Część 01 (obecnie czytana)
Część 02
Część 03
Część 04

tłumaczenie porzucone












Autor: niutellat
Tłumaczenie: Ojro



Spis treści:

|0|(obecnie czytany)|1 | 2 | 3 | 4 |














Autor: hopelessromantic721 
Tłumaczenie: Ojro



Autor: renrink 
Tłumaczenie: Ojro



Autor: muskka 
Tłumaczenie: Ojro





Autor: mudkipful
Tłumaczenie: Ojro
Notka od autora: Opowiadanie będzie składało się z dwóch lub trzech części. Dostosowane do czytelnika pełnoletniego. Czytelniczka x Mettaton.
Autor: Silent Omen
Spis treści:
Rozdział I
Rozdział II (obecnie czytany)
Rozdział III
~~~~


- Zostań – usłyszałaś nad ranem. Miły i niski męski głos w twoim łóżku. Zupełnie, jakbyś tego właśnie oczekiwała. Po raz pierwszy od dawna budząc się nie czułaś samotności.
- Nie mogę – odparłaś wciągając na tyłek majtki. Nie jakieś fikuśne, koronkowe, tylko takie zwykłe z bawełny, z mordą żyrafy z przodu. Wiedziałaś, że patrzy na ciebie, ale co z tego? Przecież to tylko robot. Dużo blachy i bajerów. Dla niego nie ma znaczenia, czy mu się podobasz, czy nie, nie ocenia cię, a komplementami rzuca z programu. Powie ci to co chcesz, zrobi to co chcesz, nawet zbuntuje ci się, jeśli chcesz. Mogłaś być przy nim sobą, jak przy zgaszonym świetle sama w czterech ścianach, gdy opadają z ciebie wszystkie te społeczne konwenanse, bariery i fałszywe uśmiechy dnia minionego. Bo to tylko robot. Za to ceniłaś go najbardziej. Był idealny. Nie to, co ułomny, ludzki samiec. A seks z nim… no kurwa, czysta poezja! Ojcem jego umiejętności był chyba sam Valentino.  
- Będę czekał na ciebie – wyciągnął rękę i pogładził cię wierzchem po udzie. Wzdrygnęłaś się na ten dotyk, choć przecież nie mroził chłodem metalu. O nie, był zadziwiająco ludzki, o czym miałaś okazję przekonać się zeszłej nocy. Te żółtki to dopiero mają mózgi…
                Założyłaś swoją znienawidzoną, ołówkową spódnicę i pończochy. Później w łazience ułożyłaś włosy w staranny koczek, usta pociągnęłaś szminką. Spojrzałaś w lustro, na ten nienaganny look i uzmysłowiłaś sobie, że sama jesteś jak robot. Żyjesz w ten sposób od dawna, ale przecież każdy robi codziennie coś, na co nie ma ochoty. Dzieci chodzą do szkoły, ty do pracy, samobójcy żyją jeszcze ten jeden dzień, a mężatki sypiają ze swoimi spasionymi, zarośniętymi mężami. Życie.
                Nagle zza drzwi usłyszałaś słowa znanej piosenki:
I’M SEXY AND I KNOW IT!!!
                Odpalił VOX FM na cały regulator. Twoja stara wieża ryknęła niczym murzyński boombox na przedmieściach Brooklynu. Nie pozbyłaś się jej chyba tylko przez sentyment i stała tak na lodówce już od lat.
                - A co tu się odjebało? – po wejściu do kuchni zobaczyłaś zastawiony stół. W powietrzu unosił się słodki zapach dzieciństwa. Naleśniki z czekoladą, miodem i cynamonem, rogaliki i truskawki. Skąd on to wszystko wytrzasnął?! Przecież w twojej lodówce był tylko keczup Pudliszki i pomidor, na którym zaczęło rozkwitać nowe życie. Nawet zwykłe, kuchenne serwetki poskładał w wymyślne trójkąty, na wzór wystroju tych drogich restauracji.
- Śniadanie, mój skarbie! Moja żabko, pączuszku z marmoladą, koteczku…
- Wystarczy…
- … króliczku, serdelku, frędzelku…
- Skończ, kurwa!
- Jak sobie życzysz, księżniczko! – wyrzucił Mettaton z kucharską czapką na głowie. Bujał tyłkiem na boki i dzierżąc w dłoni patelkę urzędował przy kuchence. Jego buty postukiwały na kafelkach, jakby po twojej kuchni biegała tępa lafirynda na szpilkach. Podśpiewywał sobie refren wielce twórczej piosenki i ogólnie zachowywał się niczym Magda Gessler podczas kuchennych rewolucji. Nie mogłaś powstrzymać wybuchu śmiechu. Zwłaszcza, gdy Mettaton klepnął się w tyłek i podrzucił patelką naleśnik do góry. Nie wiedziałaś, czemu miał służyć ten manewr, ale zgodnie z prawami fizyki kwantowej naleśnik plasnął o podłogę. Zignorował to. Zamiast tego wymierzył w ciebie patelką i wymruczał do rytmu piosenki:
- Girl, look at that body!
A ty poskładałaś się ze śmiechu. Musiałaś sobie usiąść przy stole, bo aż brzuch cię rozbolał. Jeszcze nigdy w tym mieszkaniu nie było tak głośno.
- Wyrzuciłem te stare parówy, które trzymałaś w zamrażalce – oznajmił urywając piosenkę w pół słowa.
- Jakie parówy? – uniosłaś brwi zdziwiona. Serio nie wiedziałaś nic o żadnych parówkach, nie wiedziałaś także, co one mogły robić w zamrażalniku. Pomyślałaś, że tylko jakiś chory, nieprzystosowany społecznie pojeb mógłby trzymać parówki w takim miejscu.
- Ty mi powiedz – ni z gruszki ni z pietruszki przysiadł na brzegu stołu tuż przed twoją twarzą. Oparł się nogą o siedzenie twojego krzesła i położył sobie na udzie twoją dłoń, a następnie przesunął nią powoli do góry. – Powiedz… - szepnął ci do ucha. Przysięgłabyś, że poczułaś na skórze jego oddech – czy… - przeszedł cię dreszcz, kiedy polizał cię po szyi. Jego język był mokry. Zauważyłaś to już zeszłej nocy, choć nie wiedziałaś jak to możliwe. - … mam zajebiste nogi? Twoim zdaniem?
Całą magię chwili szlag trafił.
- Spierdalaj – zepchnęłaś go ze stołu, udając wielce obrażoną. Czy takie zachowanie on też miał zaprogramowane? Potrafił być taki czuły, szarmancki i elegancki. A chwilami zachowywał się jak skończony debil. Programowali go polscy studenci, czy co…? Faktem było jedno: szybko zaczęłaś się przyzwyczajać do jego obecności w swoim ciasnym mieszkaniu.
                Pierwszy raz od dawna zjadłaś śniadanie przed wyjściem z domu. Nie pamiętasz, kiedy ostatnio w ogóle jadłaś śniadanie. Zazwyczaj w drodze do pracy zahaczałaś o Piekarnię pod Telegrafem, tam kupowałaś sobie jakąś bułę i jadłaś w pośpiechu.
                W przedpokoju założyłaś botki. Miałaś właśnie zdjąć płaszcz z wieszaka, lecz ubiegł cię on. Po dżentelmeńsku przytrzymał ci kapotę, żebyś mogła się w nią wcisnąć.
- Dzięki – mruknęłaś rumieniąc się. Zapięłaś guziki i odruchowo wrzuciłaś klucze do torebki.
- Lunch – robot wepchnął ci w rękę papierową torbę. Lunch…? Dla mnie?
- Dzięki… - powtórzyłaś i gdy naciskałaś na klamkę, poczułaś obejmujące cię w pasie ramię. Jego włosy omiotły twój policzek, spojrzałaś na niego zaskoczona. Złożył krótki pocałunek na twoim czole i wyszeptał:
- Dasz radę.
                A potem wyszłaś szczerząc się jak głupia. 
***
                Praca w korpo to straszna chujnia, ale hajs się zawsze zgadza. Normalne, nie lubisz jej, bo nie masz lubić. Praca nie jest do lubienia, tylko do robienia. A ty jesteś tu tylko łatwo zastępowalnym, mającym ładnie się uśmiechać trybikiem. Masz zapierdalać z kawką, jeśli pan prezes sobie zażyczy, kserować umowy, porządkować segregatory i przyjmować gości. No i ganiać po boksach za tym, czego nie dopilnowali wyżej postawieni od ciebie. To twoja rola na osiem godzin w ciągu doby, pięć dni w tygodniu. Plusem były wolne weekendy i podwójnie płatne nadgodziny. I oto jesteś.
Wysoki na kilka pięter biurowiec był geometryczną, żelbetonową składanką, którą wypełniały okna z granatowego szkła opalizującego w świetle słońca. Przez to budynek rzucał się w oczy, świecił się bowiem jak psu jajca nawet w pochmurny dzień. Pomysł jakiegoś świrniętego artysty-inżyniera. Równo przystrzyżone, karłowate drzewka o równiutkich listkach wyrastały z równych donic wypełnionych białym żwirem. Perfekcyjnie. Zawsze jak wracałaś niszczyłaś tę biurokratyczną harmonię poprzez wyrzucenie jednego kamyka z donicy. To sprawiało, że czułaś się spełniona po całym dniu pracy. Był to swoisty gest, którym przypieczętowywałaś godzinę siedemnastą, gdy na nogach bolących od biegania na obcasach wychodziłaś z korpo-rzeźni.
Nauczona doświadczeniem nie reagowałaś już skrętem kiszek przy każdym przekraczaniu automatycznie rozsuwających się drzwi biurowca. Jasna podłoga jak zawsze lśniła czystością, a personel rutyniarsko szczerzył gęby, gdy ktoś wchodził, nawet jeśli to byłaś tylko ty. Dresscode obowiązywał też mimikę twarzy. Etyka zawodowa pieprzonych robotów importowana prosto z Ameryki. Kraju wiecznej szczęśliwości, gdzie bankrutujący biznesmen do końca trzyma fason, do końca keep smiling pod krawatem w grafitowym garniturze, a potem skacze z wieżowca na główkę. I do samego końca nikt nie wie dlaczego. Stopniowo i nieubłaganie przenika to do nas. Tak, do nas. Do tej zaściankowej, katolickiej Polski, gdzie cebula to nie warzywo, tylko styl życia.
Myślałaś o tym jakie to przykre do czasu, aż winda zatrzymała się na ostatnim piętrze.
- Cześć.
- Cześć.
- Cześć.
- Cześć.
Poszłaś do swojego boksu witając się z towarzyszami niedoli i z niedokończoną przed weekendem robotą. O radości niepojęta…
***
- Kurwa… - jęknęłaś stojąc na klatce schodowej. Przyfrunęłaś tu jak gołąb do darmowego chleba, ale perspektywa pokonania czterech pięter bolała twoje nogi.
- Pierdolę, nie dam rady – mruknęłaś sama do siebie i zdjęłaś buty. – Ohhohoh… - poczułaś falę ulgi, która ciepłem rozlała się po twoich stopach. Od razu lepiej. Przez całą drogę myślałaś o nim. Że to w sumie super, że ktoś na ciebie czeka i że te cztery ściany w końcu kojarzą ci się z domem. Długo przyzwyczajałaś się do samotności, ale przywyknięcie do niego zajęło ci raptem jeden dzień. Miesiąc… Czy to długo? A co potem? Nie! Jeszcze nie teraz! Nie będziesz o tym myśleć w tej chwili. Teraz masz się cieszyć i korzystać! A potem chuj, najwyżej adoptujesz psa. Albo kota. Pies wywróci ci chałupę do góry nogami zanim wrócisz i jeszcze nasra na dywan.
Na drugim piętrze zauważyłaś starą Ludwinkową. Typową żonę, typową Grażynę, która w rzeczywistości miała na imię Baśka. Kobieta przed pięćdziesiątką, z dwójką dzieci na głowie i mężem, który był całkiem w porządku gościem, choć od ślubu pod pantoflem. I ona zauważyła ciebie. Jakby tylko na to czekała. Popatrzyła się na trzymane przez ciebie buty i uśmiechnęła się. Ale nie serdecznie, nie ciepło, tylko tak z przekąsem.
Stara dziadówa – przeszło ci przez myśl.
- Dzień dobry – rzuciłaś mimo to zmęczonym głosem.
- A dobry, dobry. Ja sprawę mam do pani – oho, zaczyna się. – Proszę z łaski swojej GZIĆ SIĘ ciszej, bo dzieci nie mogły wczoraj przez te pani wrzaski spać – położyła szczególny nacisk na „gzić się”. I ten wyraz twarzy. Zmęczonej życiem, ale teraz triumfujący chwilą, jakby właśnie otrzymała puchar za ripostę roku. Chciałaś rzucić coś na szybko, na odwal się, mało ambitne „a weź spierdalaj” przyszło pierwsze na myśl po ciężkim dniu. Uśmiechnęłaś się czule.
                - Było tak zajebiście, że po wszystkim nawet pani mąż wyszedł na papierosa – odcięłaś się i ruszyłaś w górę. Usłyszałaś, jak Roman – jej mąż – ryknął śmiechem z głębi mieszkania. Ludwinkowej z oburzenia opadła kopara, podparła się pod biodrami trzymając w ręce brudną szmatę.
                - Widzicie ją, to ja matka, dwoje dzieci wychowuję, a tu gówniara…!
                - Baśka, wracaj! – wrzasnął męski głos z mieszkania. – Przestań maniany odstawiać!
Zaraz potem usłyszałaś trzask drzwi, który echem poniósł się po całej klatce schodowej.
               
                Weszłaś do mieszkania. Nie musiałaś nawet wyciągać kluczy z torebki, czekało na ciebie otwarte. Rzuciłaś buty w kąt i dopiero wtedy zauważyłaś płatki róż rozsypane na podłodze. Palnęłaś się otwartą dłonią w czoło i przetarłaś nią twarz. Jakie to kiczowate... Z marszu weszłaś do łazienki. Zmyłaś make up, rozplątałaś koka. Dopiero teraz dostrzegłaś cienie zmęczenia pod oczami. Masz nadzieję, że za tych kilkanaście lat nie będziesz jak ta Ludwinkowa. Stara, brzydka, zaniedbana i roztyta od kolejnych ciąż, z niekończącym się stosem garów w zlewie. Boże, uchowaj…
Zdjęłaś wszystkie niewygodne ciuchy, z niemałą ulgą uwolniłaś cycki od biustonosza. Hmm, Mettaton pewnie coś naszykował, sądząc po tych rozrzuconych tu i ówdzie zwłokach bogu ducha winnych róż. Jakiś romantyczny wieczór, czy coś w tym guście. Piżama z rzygającym tęczą królikiem na klacie, czy ta czarna, satynowo-koronkowa, „na schadzki z gachami” – jak to mawia Ludwinkowa? Trudny wybór… Bawełna i rzygający królik, czy seksowna satyna? Lunch był taki dobry. A te truskaweczki, no bomba. Co tam. Seksowna satyna. Wcisnęłaś się w przykrótką, satynową koszulę nocną. Ktokolwiek ją zaprojektował, na pewno nie myślał o tym, że przeznaczeniem tego ciucha jest zdrowy sen. To miało pełnić funkcję papierka od cukierka.
Stanęłaś przed lustrem, potrząsnęłaś grzywą. Nie było źle, pomijając te cienie pod oczami, które zdradzały twoje zmęczenie. Pff, co się będziesz przejmować zmęczeniem, zaraz przejdzie. Zjesz coś, odpoczniesz i…
                Wyszłaś. Postanowiłaś podążać tropem płatków, który w oczywisty sposób zaprowadził cię do sypialni. Starałaś się po cichu otworzyć drzwi, które nieoliwione od wieków zaskrzypiały złowieszczo. Na łóżku siedział Mettaton i przeglądał coś w Internecie na twoim komputerze.
- Cześć kotku – odezwał się nawet nie odwracając za siebie. – W kuchni masz obiad. Zostawiłem też dla ciebie litr lodów, czekoladki i coca-colę. Pewnie jesteś zmęczona po pracy, włącz sobie jakieś Barwy Szczęścia i odpocznij.
Co, do kurwy…?
Stałaś jak ta idiotka bez majtek w progu swojej sypialni, a on się nawet nie odwrócił.
- Mam też dla ciebie niespodziankę – dodał pospiesznie.
- A chuj ci w dupę i wsadź se tam też swoją niespodziankę! – wypaliłaś szybciej, niż pomyślałaś i trzepnęłaś drzwiami. Nie wiedziałaś w zasadzie o co się tak wściekłaś. Chyba o to, że poczułaś się tak, jakbyś dostała w twarz. I w sumie byłaś głodna. Poszłaś więc do kuchni, a pachniało tam zaiste bosko. Może to dupek, ale serio, gotować potrafi. Powinien prowadzić jakiś show w TV. Może „Gotuj z Zabójczym Robotem”, albo inne Master Chef. Zajrzałaś do piekarnika, a tam czekał na ciebie upieczony, jeszcze gorący kurczaczek obtoczony w ziołach. Chwyciłaś za nóżkę i wgryzłaś się w nią niczym głodny lew w zawodzącą agonalnie antylopę. Niebo w gębie. Pożarłaś ją szybko, ale stwierdziłaś, że zjesz jeszcze jedną. Potem wyciągnęłaś z lodówki coca-colę i pociągnęłaś obfity łyk, a na koniec siarczyście beknęłaś. W końcu byłaś u siebie w domu. Usłyszałaś gorące brawa za plecami. Spaliłaś buraka i powoli odwróciłaś się w kierunku, z którego dobiegały. W progu stał Mettaton i uśmiechał się delikatnie. Miał na sobie ciemny garnitur. Nonszalancko opierał się o framugę i lustrował twoją sylwetkę od góry do dołu. Zauważyłaś, że jego różowe tęczówki żarzą się przyciemnionym blaskiem. Innym, niż zazwyczaj. Nie byłaś pewna skąd, ale byłaś przekonana, że patrzy z pożądaniem. Jeśli można mówić o pożądaniu u robota.
- Fiu fiu… Tego się nie spodziewałem – zauważył ledwie słyszalnym głosem. Przypomniałaś sobie, iż przecież nadal jesteś śmiertelnie obrażona, toteż ostentacyjnie trzasnęłaś drzwiami od lodówki. Tak mocno, że z góry spadło jabłko i potoczyło ci się pod nogi. Zanim schyliłaś się po nie, ubiegł cię on. Przyklęknął przed tobą i niby przypadkiem dotknął twojej łydki. Poczułaś, jak materiał rękawa muska twoją skórę. Zadrżałaś cała, a serce nagle mocniej zabiło w twojej piersi. Zamiast jabłka, chwycił ciebie. Ciepłe usta, prawie ludzkie, przylgnęły do twojego kolana, a jego dłoń zaczęła delikatnie wodzić po nagiej łydce. Usłyszałaś cichy, wibrujący pomruk. Ręka powoli zawędrowała wyżej. Na pewno wiedział, że drżysz, że robi ci się duszno. Podniósł się szybko i przyparł cię do blatu kuchennej szafki. Był wyższy od ciebie o głowę. Kątem oka dostrzegłaś zielone jabłko, które poturlało się pod stół. Spróbowałaś wyrwać się z jego uścisku, naparłaś rękami na jego tors, lecz on stał w miejscu niewzruszony jak skała. Szczerzył się tylko uśmiechem wilka i patrzył ci wyzywająco w oczy tymi dzikimi tęczówkami, teraz tak ciemnymi, że nieomal fioletowymi. Nim się spostrzegłaś wykręcił ci ręce do tyłu i przytrzymywał je teraz w kamiennym uścisku. To prawie bolało. Nachylił się ku twojej twarzy przytulając ostrożnie do twojego policzka. Jego czarne włosy całkowicie przysłoniły ci widok. Za żadne skarby świata nie chciałaś dać poznać po sobie jak bardzo podnieciła cię cała sytuacja, choć zdradzało cię twoje własne serce rozbijające się szaleńczo po klatce z żeber. Robiło się naprawdę gorąco, na twoim ciele pojawiła się gęsia skórka.
- Jesteś dzisiaj taka niegrzeczna… - wymruczał ci prosto do ucha. Nogi się pod tobą ugięły. Wypięłaś do przodu pierś chcąc znaleźć dla siebie trochę przestrzeni między blatem, a nim, zademonstrować jasno, że się nie boisz, chociaż ta niepewność nakręcała cię tylko coraz bardziej. Coraz mocniej. Przygryzłaś wargę. Spróbowałaś wyrwać się z jego objęć. Nadaremnie.
- Czego chcesz, dziewczynko? – zapytał szeptem, mimo, że doskonale znał odpowiedź. Przyglądał ci się z zadowoleniem. Czas jakby zatrzymał się w miejscu. O boże… Potrząsnęłaś głową, włosy zasłoniły trochę czerwone niczym piwonie policzki. Wtem wepchnął kolano między twoje nogi. Jęknęłaś przerażona i gwałtownie otworzyłaś oczy. Zaśmiał się półgłosem, najwyraźniej rozbawiony twoją reakcją. Bez najmniejszego wysiłku podniósł nogę do góry, aż zawisłaś na niej. Twoja satynowa koszulka mimowolnie się zadarła odsłaniając to i owo. Materiał garniturowych spodni podrażniał twoją nagą płeć, a ty ciągle miałaś ręce unieruchomione na plecach. Nie mogłaś nawet dosięgnąć podłogi palcami stóp. Zaczęłaś się wiercić w walce o wolność, ale tylko traciłaś siły, a on napawał się twoją bezradnością.
- Odpowiedz… - szepnął.
- Mhmm…
- Hmm?
- Zerżnij mnie.
- Przepraszam, nie słyszałem.
- Zerżnij mnie!
Nic nie powiedział, ale podziałało. Przerzucił sobie ciebie przez ramię jakbyś była workiem kartofli i zaniósł do twojego pokoju. Tam rzucił cię na łóżko, poluzował swój różowy krawat nie odrywając od ciebie przeszywającego, lodowatego spojrzenia. Światło komputerowego monitora odbijało się w jego oczach nadając mu wyglądu wygłodniałej bestii. Nie zostało nic z jego wcześniejszej życzliwości, ani śmieszkowania.
Miecio nie miał racji. Jeżeli tak jego zdaniem wyglądał pedał, to ty właśnie zostałaś gejem.
Nowsze posty Starsze posty Strona główna

Categories

  • ► DeltaRune 43
  • ► Do czego warto fapać 7
  • ► EddsWorld 52
  • ► Głos Ludu 1
  • ► Hazbin Hotel 7
  • ► Helltaker 10
  • ► Helluva Boss 20
  • ► Inne gry 72
  • ► Inne komiksy 246
  • ► My Little Pony 68
  • ► Tajemnica prostoty 15
  • ► Undertale 2933
  • ► Zootopia 228
  • ♥ 18 [Dla pełnoletnich] 418
  • ♥ Anime/Manga 41
  • ♥ Crushon.ai 1
  • ♥ Discord 56
  • ♥ Eventy 333
  • ♥ Handlarzowe gry 285
  • ♥ Komiksy 2727
  • ♥ Ogłoszenia 188
  • ♥ Oneshoot 170
  • ♥ Opowiadania 871
  • ♥ Papytus - maskotka blogowa 50
  • ♥ Prace czytelników 39
  • ♥ Tłumaczenia 3107
  • ♥ Ukończone 1621
  • ♥ Yaoi/yuri 98
  • Audio 1
  • Blizny czasu [Time Scar] 11
  • Córka Discorda [Daughter of Discord] 15
  • Cross x Dream 3
  • Czy to uczyni Cię szczęśliwą? [Would That Make You Happy?] 35
  • DeeperDown 23
  • Deos Numbria 9
  • Endertale 10
  • Fallen Flowers 23
  • Gra w kości [The Skeleton Games] 54
  • Handplates 86
  • Hellsiblings 4
  • HorrorTale 34
  • Mendertale 9
  • Między Ciałem & Kością [Between Flesh & Bone] 1
  • Mój martwy chłopak 16
  • My boo 43
  • Naprzeciw [Stand-in] 31
  • Nie jest to najlepszy sposób na życie 2
  • nieTykalny 14
  • Ocalić Blitzo 17
  • Opiekun Ruin 14
  • Poniżej zera 2
  • Prędzej czy później będziesz moja [Sooner od Later You're Gonna be Mine] 18
  • Projekt badawczy potwór 22
  • Słodkie Tajemnice 1
  • Springtrap i Deliah 33
  • SwapOut 10
  • Timetale 1
  • Uleczyć Blitzo 2
  • Wpadka na Imprezie i inne wstydliwe anegdoty [The Party Incident and Other Embarrassing Anecdotes] 48
  • Zagrajmy 12
  • Zapomniana Wytrwałość 4
  • ZombieTale 11

POPULAR POSTS

  • Und3rt8l3: S8n2 x F11sk x P86yrus [ by K8yl8-N8 - tłumaczenie PL] [+18]
  • Undertale: Underlust [AU - Underfell - tłumaczenie PL] cz I
  • Undertale: Sposób o jaki nikt nie prosił [The Crossover No One Asked For - tłumaczenie PL]
  • Gra: Żądanie #2 [ZAMKNIĘTE]
  • Gra: Żądanie #5 [ZAMKNIĘTE]
  • Gra: Żądanie #4 [ZAMKNIĘTE]
  • Gra: Żądanie #3 [ZAMKNIĘTE]
  • Undertale: AU - AlterTale
  • Postaw mi kawusię.
  • Ogłoszenie: Roczek Zwierzogrodu
Obsługiwane przez usługę Blogger.

ARCHIWUM BLOGA

  • ▼  2025 (10)
    • ▼  kwietnia 2025 (1)
      • Undertale: Horrortale- Część XIII [18+] KONIEC KSI...
    • ►  lutego 2025 (2)
    • ►  stycznia 2025 (7)
  • ►  2024 (3)
    • ►  grudnia 2024 (1)
    • ►  października 2024 (1)
    • ►  stycznia 2024 (1)
  • ►  2023 (26)
    • ►  listopada 2023 (2)
    • ►  października 2023 (1)
    • ►  sierpnia 2023 (1)
    • ►  lipca 2023 (1)
    • ►  czerwca 2023 (2)
    • ►  maja 2023 (2)
    • ►  kwietnia 2023 (1)
    • ►  marca 2023 (5)
    • ►  lutego 2023 (4)
    • ►  stycznia 2023 (7)
  • ►  2022 (36)
    • ►  grudnia 2022 (4)
    • ►  listopada 2022 (7)
    • ►  października 2022 (7)
    • ►  września 2022 (6)
    • ►  sierpnia 2022 (4)
    • ►  lipca 2022 (5)
    • ►  stycznia 2022 (3)
  • ►  2021 (119)
    • ►  grudnia 2021 (7)
    • ►  listopada 2021 (4)
    • ►  października 2021 (7)
    • ►  września 2021 (10)
    • ►  sierpnia 2021 (5)
    • ►  lipca 2021 (11)
    • ►  czerwca 2021 (5)
    • ►  maja 2021 (17)
    • ►  kwietnia 2021 (17)
    • ►  marca 2021 (14)
    • ►  lutego 2021 (13)
    • ►  stycznia 2021 (9)
  • ►  2020 (192)
    • ►  grudnia 2020 (7)
    • ►  listopada 2020 (11)
    • ►  października 2020 (29)
    • ►  września 2020 (26)
    • ►  sierpnia 2020 (6)
    • ►  lipca 2020 (21)
    • ►  czerwca 2020 (12)
    • ►  maja 2020 (2)
    • ►  kwietnia 2020 (26)
    • ►  marca 2020 (23)
    • ►  lutego 2020 (19)
    • ►  stycznia 2020 (10)
  • ►  2019 (412)
    • ►  grudnia 2019 (6)
    • ►  listopada 2019 (37)
    • ►  października 2019 (60)
    • ►  września 2019 (4)
    • ►  sierpnia 2019 (20)
    • ►  lipca 2019 (63)
    • ►  czerwca 2019 (48)
    • ►  maja 2019 (2)
    • ►  kwietnia 2019 (1)
    • ►  marca 2019 (19)
    • ►  lutego 2019 (23)
    • ►  stycznia 2019 (129)
  • ►  2018 (1142)
    • ►  grudnia 2018 (107)
    • ►  listopada 2018 (82)
    • ►  października 2018 (88)
    • ►  września 2018 (84)
    • ►  sierpnia 2018 (83)
    • ►  lipca 2018 (82)
    • ►  czerwca 2018 (61)
    • ►  maja 2018 (134)
    • ►  kwietnia 2018 (111)
    • ►  marca 2018 (121)
    • ►  lutego 2018 (78)
    • ►  stycznia 2018 (111)
  • ►  2017 (2190)
    • ►  grudnia 2017 (117)
    • ►  listopada 2017 (93)
    • ►  października 2017 (138)
    • ►  września 2017 (149)
    • ►  sierpnia 2017 (203)
    • ►  lipca 2017 (310)
    • ►  czerwca 2017 (195)
    • ►  maja 2017 (277)
    • ►  kwietnia 2017 (326)
    • ►  marca 2017 (146)
    • ►  lutego 2017 (108)
    • ►  stycznia 2017 (128)
  • ►  2016 (680)
    • ►  grudnia 2016 (134)
    • ►  listopada 2016 (179)
    • ►  października 2016 (99)
    • ►  września 2016 (134)
    • ►  sierpnia 2016 (50)
    • ►  lipca 2016 (60)
    • ►  czerwca 2016 (23)
    • ►  stycznia 2016 (1)
  • ►  2015 (33)
    • ►  grudnia 2015 (3)
    • ►  listopada 2015 (1)
    • ►  października 2015 (4)
    • ►  maja 2015 (4)
    • ►  kwietnia 2015 (8)
    • ►  marca 2015 (12)
    • ►  stycznia 2015 (1)
  • ►  2014 (1)
    • ►  grudnia 2014 (1)

Labels

Obserwatorzy

Copyright © Kinsley Theme. Designed by OddThemes