Notka od autora- Wracałam przez górę gdy wpadłam do pod ziemia. Nie spodziewając sie co mnie czeka, spotkanie 2 braci to pikuś przy następnych wydarzeniach... Rozdziały 18+ będą oznaczone 🍷.
Alice exe.
Wracałam z miasta skrótem przez górę Ebbot, jednak potem przekonałam się ,że to był zły pomysł.. W lasku znajdowała się dziura, którą chciałam ominąć,ale potknęłam się o kamień i wleciałam do środka. Nie mogłam uwierzyć ,że to przeżyłam. Wylądowałam na polanie przed żółtym kwiatem.
-Witaj jestem Flowey kwiatuszek!
Flowey exe.
Kolejny raz ta idiotka wpadła przez barierę....Zaraz to nie ona! Inny kolor oczu i włosów. Do tego sukienka letnia w kolorze różu i fioletowe pantofle. Włosy miała spięte w luźny kucyk. Czerwona szminka, okulary koloru bordo i tusz do rzęs. Wpadła do podziemia dorosła idiotka... No nic gram dalej szopkę.
-Słuchaj wyjaśnię ci co to jest LV, to love. A to twoja dusza!-Wyciągnąłem ją z jej piersi.-Złap jak najwięcej love! Zaraz co ty! Zaczekaj!-Na moich oczach dziewczyna poszła w stronę Snowide.
Alice exe.
Co za debil wyciągną moją dusze. Szłam rozmyślając. Im dalej szłam tym robiło się zimniej, w końcu pojawił się śnieg. No super buty mi przemokną. Pomyślałam brnąc w tą białą breję. W końcu dostrzegłam dwie osoby których ludźmi nazwać nie mogłam. Jednego kurdupla i wyrostka.
Sans exe.
-Pap to nie Frisk spójrz!-Wskazałem na dziewczynę idącą w naszą stronę.
-FAKTYCZNIE SANS! TO KTOŚ INNY.-Paps nie mógł tego pojąć.
-Hej, gdzie ja jestem!-Krzyknęła kobieta, głos ani trochę nie przypominał głosu Frisk.-Zamarzam! -Dygotała z zimna, przypominała Frisk kiedy pierwszy raz ją spotkałem.
-CZŁOWIEK!-Pap pokazał na nią.
-Jesteś w Snowid!-Krzyknąłem do blondynki, dziewczyna podeszła do nas dopiero wtedy spostrzegłem , że ma dwu kolorowe oczy.
Alice exe.
Po długiej zimnej drodze, zaczęłam czuć ciepło. O nie hipotermia! Krzyknęłam w myślach. Obraz zaczynał mi się rozmazywać przed oczami. Upadłam i dalej nic nie pamiętam. Myślałam, że już po mnie.
Sans exe.
Dziewczyna upadła jej dusza była w powietrzu z każdą chwilą jej HP sie zmniejszało. Włożyłem ją z powrotem .
-Ej ty! Halo!-Potrząsnąłem nią nie odpowiadała.-Paps zanieśmy ją do Aphys!-Rozkazałem, Pap wziął tę dziewczynę na ręce i teleportowaliśmy się pod drzwi.
Alphys exe.
Oglądałam Anime gdy ktoś uderzył w drzwi, podeszłam do nich. Kiedy otworzyłam zastałam tam zmartwionych braci. Papayrus miał człowieka na rękach.
-Co się stało?-Spytałam
-Aphy pomocy!jej statystyki wynoszą już pewnie 0,5 HP pomóż! Chyba przemarzła! Nie wiem!- Nigdy nie widziałam Sansa w takim stanie, wpuściłam ich a gościa położyliśmy na kanapie.
Alice exe.
Poczułam, że leże na czymś podobnym do kanapy, zaczęłam otwierać oczy. Nade mną stała dinozaurzyca? Chyba tak...
-Sans czł-człowiek się zbudził...-Szepnęła, niski szkielet podbiegł do mnie i spojrzał mi w oczy.
-Dziecino w kiecce się po dworze nie biega.-Zaśmiał się.
-Chociaż żyje..-Burknęłam pod nosem.-Ale na dworze zimno jak cholera.-Pomasowałam w geście rozgrzania sie ramiona.
-Przyzwyczaj sie..-Burknął-To snowid przez całe dnie tu sypie..-Uśmiechnął się szyderczo.
-Snowid?-Spytałam przekręcając głowę jak mały szczeniaczek.- Achaaa... Czyli to tu wpadłam z tej dziury..
-Bariery dziecino...bariery..-Trzepnął face palma, popatrzył potem na mnie wzrokiem takim jakbym była już kiedyś gdzieś z nim.-Alice?-Co do kurwy?! Skąd...ale!
-Ską-kąd to wiesz?-Bałam sie odpowiedzi, nie znałam tej twarzy..Ale przypominał mi Jeff'a the Killera, wieczny uśmiech...
-ROBI SIĘ TU CIEMNO.-Krzyknął wyższy.
-To wymień żarówkę i problem z głowy.-Zażartowałam nie mogąc sie powstrzymać.
Sans exe.
Dobra suchar był niezły nawet w takiej sytuacji.. Powstrzymywałem się od rechotu. Żarówkę..niezłe. Ale skąd ją znam? Nie wiem... Ta dwukolorowa dusza coś mi przypomina, ale nie wiem co... Hm..
Alice exe.
-Skąd mnie znasz ja cię nie pamiętam..-Szkielet wzruszył ramionami.-Poczekaj...Sans?-Kurdupel otworzył szerzej "oczy" jeśli mogłam tak to nazwać.
-Tak.. A ty Alice?-Skinęłam głową. Łoł robi się coraz ciekawiej...- Dobra ta sytuacja jest pojebana...-Usiadł koło mnie, wpatrując się w moje oczy.
-Tak wiem mam dwukolorowe ale to nie żadne dzieło sztuki!-Wkurwił mnie ma za swoje. Odwrócił wzrok, wstał i podał mi rękę.-Co ty chcesz?
-No chodź, zobaczysz...-Nie ufałam mu, ale czułam, że powinnam. Podałam mu rękę i poczułam jak ktoś potrząsną mną i byłam..u nich w domu? Nie wiem..
-Gdzie jestem?-Sans pomógł mi dojść na kanapę, ponieważ gdy próbowałam sama, potykałam się o własne nogi.
-U mnie i Papsa w domu.-Powiedział siadając koło mnie. Zmarszczyłam brwi.
-Chce z powrotem..do mojego domu...-Westchnęłam, Sans wrócił na mnie wzrokiem.
Sans exe.
Cholera jak jej powiedzieć, że nie może? Wymyślałem dobry plan i mam!
-Alice nie możesz bariera się zamknęła zostaniesz tu na zawsze..przykro mi....-Opuściła wzrok, udało mi się to wyjaśnić uff..
Zacząłem żałować gdy po jej policzkach pociekły łzy.
Alice exe.
Byłam zmęczona, bracia poszli do swoich pokoi a ja leżałam na kanapie. Kopnęłam gdzieś pantofle i ułożyłam się wygodnie na kanapie by po chwili odpłynąć do krainy Morfeusza.
Notka od autora:Kilka miesięcy po wydarzeniach z „The End”. Odkąd wyjechałaś ze swoją rodziną do innego miasta, utraciłaś kontakt ze swoim starymi przyjaciółmi, jednak teraz, gdy byłaś już w pełni dorosła, postanowiłaś na odnowienie kontaktu. I tak o to wylądowałaś w takiej oto sytuacji: jedyna dziewczyna mieszkająca w domu z 4 mężczyznami, napięta atmosfera między dwójką z nich, studia i praca na pół etatu, a ty się zastanawiasz, czemu zachowujesz się jak ich matka albo, co najmniej, starsza siostra. I czasami masz tego po prostu dosyć.
Jeżeli spodziewałaś się opowiadania z rodzaju „Ty x Postać”, to się grubo przeliczyłaś. Muszę cię rozczarować, ale jedyne shipy, jakie będą tu występować, to te, które „Ty” lubisz i masz zamiar pomóc w ich realizacji (spodziewajcie się EddMatt i TomTord).
...Postawiłaś pudło z powrotem na miejsce i wróciłaś do salonu. Widziałaś, jak Matt krzątał się po kuchni, a Edd patrzył na niego rozmarzonym wzrokiem i z delikatnym uśmiechem na twarzy. Wydawało ci się, że nie zauważył twojej obecności w pokoju, więc szybko zajęłaś miejsce na fotelu, rozsiadając się w nim wygodnie. Nawet to nie zwróciło uwagi brązowookiego, więc zrezygnowałaś ze swojej wygodnej pozycji, nachyliłaś się w stronę Edda i pstryknęłaś palcami przed jego oczami. Nadal nic. Kiedy tylko weszłaś do pokoju i zauważyłaś tą scenę, myślałaś, że może Edd czuje coś do Matta, ale szybko odrzuciłaś tą myśl dlatego, że mógł tylko się zapatrzeć. Jednak po pstryknięciu i kilku machnięciom ręką przed twarzą szatyna, byłaś prawie stuprocentowo pewna, że twoja pierwsza myśl była tą prawidłową. Walnęłaś Edda delikatnie pięścią w ramię. Reakcja była natychmiastowa.
- Ał! – krzyknął, odwracając się w twoją stronę i patrząc na ciebie oskarżycielsko. - No w końcu ktoś wrócił na Ziemię! Od dobrych 5 minut próbowałam przykuć twoją uwagę – powiedziałaś, a na twoje słowa chłopak zarumienił się i spuścił głowę w dół, unikając kontaktu wzrokowego z tobą. - N – no bo ja… Z – znaczy… - zaczął się tłumaczyć, zawstydzony. - Ale jak widać ktoś inny miał całą twoją uwagę – powiedziałaś niezbyt głośno, jednak Edd i tak najszybciej jak potrafił zakrył twoje usta dłonią z paniką w oczach i intensywniejszym rumieńcem na policzkach. Ty tylko spojrzałaś w stronę Matta, później skierowałaś swój wzrok z powrotem na Edda i zamachałaś brwiami w stylu „Jeśli wiesz, co mam na myśli”. Nie wiedziałaś, czy to możliwe, ale wprawiłaś go w jeszcze większe zakłopotanie, jednak zabrał rękę z twoich ust i zasłaniał teraz obiema dłońmi swoją twarz. Ty jedynie położyłaś rękę na jego ramieniu i uśmiechnęłaś się ciepło. - Pogadamy później. Teraz mamy film do obejrzenia – powiedziałaś i znów wygodnie rozsiadłaś się w fotelu. Edd spojrzał na ciebie spomiędzy palców, po czym powoli odsłonił twarz, opuszczając ręce. Po krótkiej chwili Matt wrócił z dwoma miskami popcornu, mniejszą dając tobie, a większa biorąc dla siebie i Edda. - Coś mnie może ominęło? – spytał rudowłosy. Edd spojrzał na ciebie z niemą prośbą, którą zauważyłaś i postanowiłaś uszanować. - Nie, nic specjalnego – wepchnęłaś garstkę popcornu do buzi. Edd w tym czasie wstał z kanapy i przyklęknął przy telewizorze, wyciągając kilka pudełek z filmami. - Więc tak, mamy do wybrania… - zaczął przeglądając tytuły napisane na pudełkach – „Kraina Lodu”, „Dzisiaj 13, Jutro 30” , „Lucy”… - „Lucy”! – krzyknęłaś natychmiast, nadal mając pełno popcornu w ustach. Matt i Edd spojrzeli się tylko na ciebie zaciekawieni, na co odparłaś – No co? Film jest naprawdę świetny, a dawno go nie oglądałam. - Okay, mi pasuje – odpowiedział Matt, Edd skierował wzrok na niego, po czym tylko wzruszył ramionami. Włożył płytę z filmem w wyznaczone miejsce i wrócił na kanapę. Po krótkiej chwili film zaczął się. - Edd? – spytałaś nie odrywając wzroku od ekranu. - Tak? – szatyn zadał pytanie, także patrząc cały czas na ekran telewizora. - Dlaczego, pomimo tego całego rozwoju technologicznego i w ogóle, my nadal używamy filmów na płytach DVD? – tym razem już patrzyłaś na niego. - Bo gdybyśmy mieli wybierać film z tysięcy różnych, to zajęłoby to nam całe południe i jeszcze wieczór – odpowiedział, biorąc trochę popcornu z miski. Pomyślałaś, że teoretycznie jest to dość logiczne, więc tylko machnęłaś głową ze zrozumieniem i powróciłaś do oglądania filmu. Po jakiejś półtorej godziny seans się zakończył. Film nadal był dla ciebie świetny, jednak podczas seansu zdarzyło się kilka sytuacji, które odciągnęły twoją uwagę od ekranu – Matt, kładący rękę na oparciu kanapy w miejscu, w którym siedział Edd, oraz to, że ich ręce spotkały się kilka razy, kiedy usiłowali wziąć trochę popcornu z miski. W obu tych przypadkach jedno z nich kończyło z zaczerwienionymi policzkami. Wracając – gdy tylko film się skończył, Edd pożegnał was i próbował uciec do swojego pokoju jak najszybciej, jednak ty go wyprzedziłaś, przypominając, że przecież mieliście porozmawiać. Właśnie dlatego w tej chwili domknęłaś drzwi od pokoju brązowookiego i stanęłaś oparta o nie, gdy na twoich ustach błąkał się głupi uśmieszek. - Edd się zabujał, Edd się zabujał, Edd się zabujał! – zaczęłaś podśpiewywać, tańcząc, podskakując i wykonując inne ruchy. Edd złapał cię jak najszybciej za nadgarstki, powstrzymując od dalszych pląsów i przyłożył palec do ust na znak tego, żebyś była cicho. Natychmiast przerwałaś swój wywód i tylko zaśmiałaś się na widok intensywnie czerwonej barwy pokrywającej policzki szatyna. - Już dobrze, dobrze, będę cicho – powiedziałaś, uśmiechając się. - Dziękuję – odpowiedział Edd, siadając na swoim łóżku. Nie czekając na jego pozwolenie, dosiadłaś się do niego i patrzyłaś na niego. Chłopak zaczął bawić się nerwowo rękawami od swojej zielonej bluzy. - Więc… Matt, prawda? – spytałaś zaciekawiona, jednak spodziewałaś się, jaka będzie odpowiedź. - Tak, Matt… - odpowiedział po dłuższej chwili milczenia, przełykając gulę w swoich gardle. - Szkoda, że pewnie nic z tego nie wyjdzie… - dodał po krótkiej chwili zawiedzionym tonem, z nutą smutku i goryczy w głosie. Automatycznie zrobiło ci się go żal, więc objęłaś go ramieniem, zaś drugą ręką uspokajając posuwałaś z górę i w dół po jego ramieniu. - Edd, jak możesz tak myśleć? – powiedziałaś, a ton twojego głosu znów przestawiał się na „matczyny” i „troskliwy”. - Ale taka jest prawda. Ja jestem niski i gruby, a on? Chodzący ideał… - powiedział zasmuconym tonem, opierając brodę na dłoni. - Nie jesteś gruby, tylko puszysty. Ewentualnie masz grube kości – rzuciłaś żartem, którym spowodowałaś, że chłopak się zaśmiał, więc wiedziałaś, że jesteś na dobrym tropie do poprawienia mu humoru. - Poza tym – Edd, jesteś naprawdę wspaniałym człowiekiem i chłopakiem, o jakim może marzyć każda kobieta i każdy mężczyzna. Jesteś miły, uroczy, wielkoduszny i zabawny – Edd spojrzał na ciebie wielkimi oczami, jakbyś nie mówiła o nim, tylko o jakiejś innej, nieznanej mu osobie. - Jestem pewna, że gdybyś porozmawiał na ten temat z Mattem i wyznał mu swoje prawdziwe uczucia, moglibyście być razem – powiedziałaś i uśmiechnęłaś się ciepło, widziałaś jednak, że chłopaka nadal coś trapiło. - A co jeżeli on nie czuje tego samego do mnie? Gdybym się go o to spytał, to nasza przyjaźń nie byłaby już taka sama, jak wcześniej… - odpowiedział przygnębiony - A jeżeli mu tego nie powiesz, to będziesz żył ze świadomością, że mogło być inaczej. Że może jednak bylibyście razem – odpowiedziałaś. Znów skierował na ciebie swój wzrok, ty jednak tylko wzięłaś go w swoje objęcia i po chwili wypuściłaś. Wstałaś z łóżka i podeszłaś do drzwi, otwierając je. Już chciałaś wyjść, jednak odwróciłaś się na moment w stronę Edda. - Naprawdę świetnie potrafisz rysować ludzi Edd, ale pamiętaj, że Matt ma trochę większe oczy – powiedziałaś, pamiętając poranną sytuację ze szkicownikiem. Tak, widziałaś, co on rysował, bo nie byłaś ślepa. Wyszłaś więc z pokoju, zamykając drzwi. Następnym przystankiem był pokój Matta. Poszłaś w stronę ciemnych, dębowych drzwi i delikatnie je uchyliłaś, wkładając głowę przez powstały otwór. - Hej, Matt – powiedziałaś, odnajdując wzrokiem rudę czuprynę chłopaka. – Mogę wejść i pogadać? Matt odwrócił się w twoją stronę, odrywając swoją uwagę od lustra i patrząc na ciebie z delikatnym uśmiechem. - Jasne, wchodź – powiedział i machnął w twoją stronę ręką na zachętę, żebyś weszła. Wkroczyłaś do pokoju zamykając za sobą drzwi. Otoczyły cię ściany obwieszone wieloma lustrami i ramkami ze zdjęciami. Dominowały te, które ukazywały tylko Matta, jednak było też sporo tych z Mattem i Eddem, kilka z Mattem i Tomem, Tordem, lub z tobą, i z cztery zdjęcia was wszystkich. Usiadłaś na łóżku Matta, zakładając nogę na nogę i opierając się rękoma za plecami. Matt stał naprzeciwko i wpatrywał się w ciebie swoimi dużymi oczami w kolorze lapisu. - Chciałam pogadać o tobie… - zaczęłaś. - Zamieniam się w słuch – przerwał ci Matt, zachwycony. Wiedziałaś, że masz teraz jego uwagę, bo powiedziałaś, że chcesz pomówić o jego osobie, a Matt zawsze był chętny do tego, żeby ktoś wychwalał, doceniał i mówił tylko o nim. - …a właściwie o twoich relacjach – dokończyłaś, a jego entuzjazm trochę zmalał. Jednak tylko odrobinę, bo nadal rozmowa będzie poświęcana głównie jemu. - Jakie masz relacje z innymi, Matt? – zadałaś pytanie, nim rudowłosy miał okazję coś powiedzieć. - Cóż, Torda lubię, chociaż nadal pamiętam ten jeden raz, kiedy mnie uderzył, ty i Tom jesteście moimi przyjaciółmi, a Edd… – zrobił krótką przerwę, po czym na jego policzkach pojawił się prawie niezauważalny rumieniec i delikatny śmiech na twarzy. Zauważyłaś obie te rzeczy i w duchu podskoczyłaś do góry z radości. Jeżeli to oznaczało to, o czym myślałaś, to na pewno uszczęśliwi to pewną osobę. - Edd jest moim najlepszym przyjacielem, którego nie wymieniłbym za żadne skarby - powiedział Matt radosnym tonem, po chwili namysłu jednak dodał - No chyba, że ta rzecz mogłaby uczynić mnie jeszcze przystojniejszym, niż jestem, ale oboje wiemy, że to już nie możliwe - jakby na podkreślenie słów podniósł wcześniej położone lusterko i zaczął się w nim przeglądać, szczerząc zęby w uśmiechu. - A masz może kogoś, kogo darzysz jakimś wyjątkowym uczuciem, na przykład miłością? - spytałaś, przyjmując rolę psychologa, podczas gdy Matt spojrzał się na ciebie pytająco. - Nie to, że pcham się na to miejsce, po prostu jestem ciekawa - dodałaś szybko. Policzki rudowłosego pokryły się rumieńcem, a on sam zmienił miejsce, siadając obok ciebie. Wyglądał na poddenerwowanego, jednak widać było, że coś mu leży na duszy i chciałby się z kimś tym podzielić. - Obiecujesz, że nikomu tego nie powiesz? - spytał, patrząc ci w oczy. - Obiecuję. Twój sekret będzie u mnie bezpieczny - powiedziałaś zgodnie z prawdą. Nawet jeżeli chciałabyś, by ta dwójka się zeszła, to byłaś pewna, że lepiej będzie, jeżeli stanie się to naturalnie, a nie z twoją pomocą. - Edd - rzucił krótko Matt, chowając twarz w dłonie. Szczerze mówiąc - odpowiedź wcale cię nie zdziwiła. Położyłaś rękę na jego ramieniu i poruszałaś uspokajająco przez jakiś czas. - Powinieneś z nim o tym pomówić, Mattie - rzadko używałaś ich zdrobnień, jednak teraz czułaś dziwną potrzebę, żeby to zrobić. Rudowłosy jednak zignorował przezwisko i tylko odjął dłonie od twarzy, opierając je na łóżku po swoich bokach. - Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł... Co jeżeli Edd nie lubi mnie tak, jak ja jego? - spytał z wzrokiem utkwionym w podłogę. - Czy ty wątpisz w siebie? Osoba z najwyższą samooceną, jaką kiedykolwiek znałam, wątpi w siebie? - próbowałaś zażartować, jednak rudzielec nadal zachowywał powagę. - Tu nie chodzi o to, że nie wierzę w siebie, tylko... - zrobił krótką przerwę, biorąc kilka krótkich oddechów, zanim zaczął znów mówić - Tylko nie chcę czegoś zepsuć. Na prawdę zależy mi na Eddzie i nawet, jeżeli nie wyszłoby nam, nie chciałbym stracić go. Jest mi na prawdę bliski i nie chciałbym, żeby pomiędzy nami coś się zniszczyło. Nie wiedziałaś, co powiedzieć. Matt, którego znasz, nie mówił takich rzeczy. Nie byłaś przyzwyczajona do takich głębokich słów wychodzących z ust niebieskookiego. Przeważnie albo zachwycał się sobą, albo zachowywał się beztrosko i infantylnie, a teraz? Mówił z sensem i powagą, której często ci u niego brakowało. - Wow, Matt... Jesteś inteligentniejszy niż myślałam... – powiedziałaś po chwili przetwarzania słów chłopaka. - Dzięki! - powiedział, pałając dumą i z uśmiechem wymalowanym na twarzy, jednak gdy po chwili doszedł do niego prawdziwy sens słów, uśmiech zniknął zastąpiony delikatnie urażonym wyraz twarzy. - Hej! Perliście zachichotałaś i poklepałaś Matta po ramieniu. Dowiedziałaś się już wszystkiego, co chciałaś wiedzieć i czułaś się usatysfakcjonowana. Spojrzałaś na zegarek stojący na półce chłopaka i zobaczyłaś na nim godzinę 19:46. Wstałaś, pożegnałaś się z Mattem, mając uśmiech na twarzy i wyszłaś z jego pokoju. Natychmiast skierowałaś się na parter domu tylko po to, żeby zobaczyć, że nikogo tam nie ma. Dobra, rozumiałaś, że Edd i Matt mogli siedzieć u siebie, żeby przemyśleć kilka spraw, ale Tom i Tord już dawno powinni wyleźć ze swoich pokoi, przynajmniej po jedzenie. „No nic” pomyślałaś i wzruszyłaś ramionami. Poszłaś do kuchni i włączyłaś radio stojące na wysepce kuchennej. Przywitały cię dźwięki klasyka takiego jak „Highway to Hell”. Zaczęłaś się trochę wygłupiać grając na niewidzialnej gitarze i tanecznym krokiem poszłaś w stronę górnej szafki i chlebaka pod nią. Wyciągnęłaś chleb, dżem, miód, masło orzechowe, czekoladę i narobiłaś kanapek na pięć talerzy. Zjadłaś swoje, a pozostałe cztery talerze ułożyłaś tak, że mogłaś je wszystkie naraz zanieść na pierwsze piętro, bez latania w gorę i w dół. Jednak ta posada kelnerki, którą kiedyś miałaś, przydała się… Idąc od drzwi do drzwi i zostawiając pod nimi talerze, pukałaś do każdego z pokoi, by później widzieć, jak każdy z chłopaków wychyla się zza drzwi swoich królestw i bierze z uśmiechem wdzięczności – mniejszym lub większym – jedzenie, które przygotowałaś. Rzuciłaś im krótkie „Smacznego” i wróciłaś na parter. Idąc do łazienki „zapisałaś” sobie w głowie, żeby po pracy zajść do sklepu, bo chleb – i w sumie wszystko – kończyło się. Wzięłaś szybki prysznic, poszłaś do swojego pokoju i wzięłaś się za czytanie książki, okazjonalnie pisząc przez telefon z Bethany. Tym samym zakończyłaś swój dzień.
Autor okładki: Colin
Notka od tłumacza:Blueberry
chce się pieprzyć. Chce się rżnąć. Jego młodszy brat Papyrus uważa, że
to Twoja wina. Czy uda Ci się ukrywać przez Papyrusem związek z Sansem?
Powodzenia dziewczyno, będzie Ci potrzebne!
Opowiadanie osadzone w uniwersum Underswap, dostosowane pod kobiecego czytelnika, pisane w formie pierwszej osoby Kluczową parą jesteś Ty x Sans, lecz pojawiają się rozdziały z Papyrusem. W każdym rozdziale dzieje się ostro i generalnie jest to erotyk z fabułą! Tak więc całość jest +18.
Uwaga
w opowiadaniu występuje wulgarne słownictwo, seks do granic
wytrzymałości, różne zboczenia których teraz po prostu nie chce mi się
wymieniać.
Nie zdawałam sobie wcześniej sprawy z tego jak Sans słodko wygląda kiedy śpi. Zazwyczaj, po seksie mamy dość czasu aby chwilę porozmawiać nim się zbierze do domu tak, aby Papyrus nie zaczął nabierać podejrzeń. Nigdy nie miałam okazji oglądać go podczas snu i teraz... chcę widzieć ten obraz codziennie. Ręką obejmował mój brzuch, kolanem moje nogi, czułam ciepło bijące od jego kości i spokojny oddech. Nadal nie mogę zrozumieć, że to szkielet. Jego poduszki pachniały jak on i przez głowę przeleciała mi myśl, aby jedną ze sobą zabrać. Zerknęłam na zegarek, drzemka trwała trzy godziny. Nadal czułam jego nasienie w ustach. Zaczęłam analizować to co miało miejsce wcześniej. Tsk, wsadzanie palców i chuja do moich ust kiedy spałam? Co za zboczuszek... Ale to mój zboczuszek. Warknęłam delikatnie czując jak mój szkieleci kochanek się wierci. Drugą rękę miał pod głową. Lekko otworzył oczy zerkając na mnie, mruknął coś niezrozumiałego. Rany, jakie to urocze.
-Cześć Saaaans – szepnęłam miło przysuwając moje biodra do jego – Pobudka – warknął gardłowo, wyraźnie niezbyt zadowolony
-Jeszcze pięć minut – mruknął wtulając się w poduszkę..
-Sans, musimy wstać – pocałowałam go w czoło – Kiedy Papyrus wraca?
-Mmmm – przysunął mnie bliżej do siebie – Nie wiem, koło siedemnastej? Osiemnastej?
-Jest kwadrans po osiemnastej. - Warknął i zamknął oczy mówiąc o dodatkowych pięciu minutach – Rany, jesteś jak on.
-Tsk, a co to miało znaczyć?
-Uwielbiasz leniuchować, prawda? - To sprawiło, że otworzył oczy
-Wspaniały i Wieli Sans nie leniuchuje! - ziewnął głęboko – Jestem po prostu odrobinę zmęczony, bo nie wysypiam się ostatnio – Odwróciłam się w jego stronę i przyłożyłam usta do jego zębów wymoszczając pocałunek. Czułam jak się uśmiecha i odwzajemnia gest obejmując mnie mocniej – Właśnie przez to – szepnął.
-Narzekasz? - zapytałam sarkastycznie składając kilka delikatnych pocałunków na jego karku. Jego ręce przesunęły się na moje biodra i ścisnęły ciało, przechylił się tak, że miałam łatwiejszy dostęp do jego kręgów
-Ależ skądże – westchnął. Zachichotałam i objęłam go nogami w biodrach starając się wymusić na nim odpowiednią reakcję. Udało się, oddychał szybciej i przytulał się tak jak uwielbiałam
-Mmm myślisz, że mamy czas na szybki numerek? - szepnęłam. Usłyszałam klik i drzwi do sypialni Sansa otworzyły się
-ej, sans, wiesz co tu robią rzeczy czło.... - Mój wzrok utkwił w oczach Papyrusa. Panika. Przyłapał mnie jak siedziałam okrakiem na jego bracie. Koniec gr... Sans natychmiast zaczął się śmiać. Jego małe kościste palce znalazły się na moich biodrach, zaczęłam zwijać się ze śmiechu.
-MWEHEHEHEHEH! MYŚLAŁAŚ, ŻE WYGRASZ BITWĘ NA ŁASKOTKI? - krzyknął pchając mnie na plecy tak, że traz to on był na górze.
-Sa-ans, cooo ty ro-ro-roooaaaahahahaha Prze-przestań! Pro-pro-hahaha-proszę! - błagałam desperacko próbując go odepchnąć, ale był szybszy. Za każdym razem kiedy odepchnęłam jedną rękę, ta znajdowała się w innym miejscu. Widziałam Papyrusa i przyglądał się nam... podejrzliwie. Co nie było dobre, ale ej, nie leżę jeszcze w kałuży własnej krwi, więc to dobrze. Sans popatrzył na brata ze szczerym, pogodnym uśmiechem.
-Dziękuję za rozkojarzenie jej Papusiu! Wygrywała i rany, bałem się że mnie pokona! - Papyrus podrapał się po brodzie
-uh-huh – Sans popatrzył na mnie i zaczął dźgać palcami w bardziej wrażliwych rejonach. Kiedy mówiłam mu, gdzie je mam nie spodziewałam się, że wykorzysta te wiedzę przeciwko mnie.
-PODDAJ SIĘ CZŁOWIEKU! PODDAJ SIĘ! NIE MASZ SZANS ZE WSPANIAŁYM SANSEM I JEGO LENIWYM BRATEM!
-D-dooohahahabra. Poddaje się! Możesz p-przestać? - Sans szybko zabrał obie ręce i niewinnie się uśmiechnął kiedy ja łapałam oddech.
-więc, uh – zaczął Papyrus jakoś niepewnie – skoro już to mamy za sobą, co ona tutaj robi? co robią jej rzeczy w salonie? - Sans szybko skrzyżował nogi siedząc na swoim łóżku
-Zostanie z nami przez kilka dni! - oznajmił uradowany. Papyrus popatrzył na niego, a potem na mnie
-dlaczego?
-Moja klima się zepsuła – odpowiedziałam nerwowo. O rany, mój głos tak strasznie drży przez ten cały stres. Miałam nadzieję, że się nie połapał. - Moje mieszkanie zamieniło się w saunę, dosłownie. Sans zaproponował mi waszą kanapę abym mogła się zdrzemnąć – Spokojnie. To nie kłamstwo. Wszystko to co mówisz jest prawdą. Tylko i wyłącznie prawdą. Tylko, dlaczego mi tak ciężko? Papyrus popatrzył na Sansa
-dlaczego mnie nie spytałeś o zdanie? - Sans fuknął
-To też mój dom! No i to dobra przyjaciółka i chciałem jej pomóc! Tylko na kilka dni Papusiu – to brzmiało bardzo odpowiedzialnie... Papyrus westchnął
-ta, dobra, baw się dobrze w motelu szkieletów, chyba, i ej, wiesz że kiedyś marzyłem o tym o tym, aby prowadzić hotel?
-Wynocha z mojego pokoju – Papyrus wyszczerzył się zawadiacko
-aj brachu, tylko mi nie mów, że nie podoba ci się pomysł ze śniadaniem do łóżka
-PAPYRUS! - warknął Sans wypychając rechoczącego brata z pokoju – IDŹ ZROBIĆ COŚ KONSTRUKTYWNEGO, A NIE NISZCZ MI ŻYCIA SWOIMI GŁUPIMI KAWAŁAMI! - Sans czekał, aż jego brat wyjdzie, potem zamknął drzwi i odwrócił się w moją stronę. - Jasna cholera, blisko było – dyszał i przecieknął ręką po czaszce. Nigdy chyba nie przywyknę do tego jak szybko i łatwo przeskakuje między swoimi osobowościami. Czy to... zdrowe? Sans popatrzył mi w oczy i uśmiechnął się przebiegle – Musisz nauczyć się bardziej na siebie uważać, wiesz? - podszedł do łóżka i zaczął poprawiać koc – Nie mogę być przy tobie za każdym razem, kiedy Papyrus zapyta się ciebie ile razy mój kutas był w tobie – Miał racje. Nie umiem kłamać.
-Sans, nie mogę być z nim sama. Musisz dzisiaj zostać. Odpuść trening z Alphys! Proszę... - Sans westchnął ciężko.
-Wiesz, że nie mogę. Jeszcze jedna wymówka i ona zacznie coś podejrzewać. Muszę iść. Przepraszam – Chciało mi się płakać.
Papyrus dołączył do mnie na kanapie później tego wieczora,
poczułam jak w żołądku mi się przewraca obiad. Oglądałam
telewizję, jakiś nowy kryminał bazujący na książce, lecz jak
tylko poczułam ciężar Papyrusa na kanapie nie umiałam się skupić
na niczym innym poza nim.
-coś ciekawego? - zapytał niewinnie.
Popatrzyłam na niego aby odpowiedzieć, trzymał w dłoni butelkę
piwa.
-Um. Nie wiem jak się nazywa, ale wydaje się fajne. Jest
o babce która rozwiązuje przestępstwa, ale nie wie, że jej
siostra jest zakochana w jej najgorszym wrogu, który jest seryjnym
mordercą. Musi rozwiązać zagadkę morderstw nim jej siostra stanie
się kolejną ofiarą. Papyrus milczał przez chwilę, pociągnął
łyk piwa, raczej większy, nim odpowiedział
-fajnie –
Popatrzyłam na niego jeszcze raz, marszcząc brwi. Czy on... jest
pijany.
-Ile wypiłeś dzisiaj? - popatrzył na piwo, a potem na
mnie. Jego wzrok był mętny, światełka w oczodołach ledwo
zauważalne. Uśmiechnął się zawadiacko i wzruszył ramionami.
Zacisnęłam mocniej usta i popatrzyłam na ekran. Papyrus odezwał
się dopiero kiedy zaczęły się reklamy.
-pamiętam wtedy,
kiedy ostatnio tutaj siedziałaś, wtedy odebrałaś mojemu bratu
dziewictwo, prawda? - Zamarłam i powoli odwróciłam się w jego
stronę
-Co ty....
-przestań pierdolić, dobra? - warknął,
jego uśmiech był przerażający – wiem, że mnie ućpałaś
dziwko - Co? - nie wiem jak, ale to zrobiłaś, a teraz bądź ze
mną szczera – upił piwa – powiedz prawdę, co zrobiłaś mojemu
bratu? - Boże
-J-jesteś pijany, Paps... - Czułam pot
spływający po plecach
-no i co z tego? nie znaczy to, że jestem
głupi, naprawdę myślałaś, że się nie dowiem? - Chciałam wstać
z kanapy, ale coś mnie powstrzymało. Papyrus chwycił mnie za
koszulkę, jego kościste palce zmusiły mnie bym się na niego
spojrzała. Byłam blisko jego twarzy, czułam smród piwa w jego
oddechu, życie przemykało mi przed oczami gdy wzrok utkwił mi w
jego prawym, jarzącym się pomarańczowym płomieniem oku. To koniec.
Koniec. Dzisiaj umrę. - powiedz mi, dlaczego nie powinienem cię
zabić, co? na tej samej kanapie, na której skrzywdziłaś mojego
braciszka – Boże. Nie wiem! Powinnam pewnie zginąć. Zasługuję
na to. Jestem pierdolonym bratojebcą. Przepraszam. Nie chcę
umierać. Chciałabym, aby Sans tu był i mnie ocalił bo on...
....musisz nauczyć się bardziej na siebie uważać.
-daj mi
powód, pierdolona mała suko, abym oszczędził twoje żałosne
ludzkie życie
-A-ale my nie...
-nie kłam – mocniej
zacisnął palce na moim rekach, wtedy wpadł mi do głowy
pomysł!....Nie chcę tego robić. - więc? masz cokolwiek na swoją
obronę? - Dobry Panie, wybacz mi za to co zrobię – tak właśnie
myślałmmmmff! - szybko przylgnęłam ustami do jego zębów nim
mnie odepchnął. Nie ruszał się gdy go całowałam, ale nie
odwzajemniał pocałunku. Po chwili żadnej reakcji, powoli odsunęłam
się gotowa przyjąć karę. Popatrzył na mnie, uśmiechnął się,
uścisk nie zelżał. Ale chyba dobrze zrobiłam. Chyba. Po jakiejś
minucie tępego gapienia się na mnie, zaczął badać mój wyraz
twarzy. Złamałam go? Wtedy nagle przyciągnął mnie i wymusił
pocałunek, delikatniejszy niż się spodziewałam. Czułam znajome
dreszcze magii i jego język wyślizgnął się między zębami
wślizgując do moich ust. Co się kurwa dzieje? Uznałam, że
zaszłam i tak już za daleko, postanowiłam odwzajemnić pocałunek.
Objęłam go rękami, chwyciłam za kaptur jego pomarańczowej bluzy
i pieściłam swoim językiem jego. Smakował słodyczą choć nadal
czułam alkohol. Magia delikatnie pieściła moje wargi, bawiła się
moim językiem, przenikała do gardła. Z każdą chwilą pocałunku dyszeliśmy ciężej. Nie ściskał mnie, jego dłonie trzymały
mnie od tyłu za głowę, gdy całował mnie żarłocznie. Boże, to
takie złe. To brat Sansa! Nie. Robię to by się bronić. Nadal żyję
i to się liczy, prawda? Papyrus całował wyśmienicie, zupełnie
inaczej niż jego brat. Jego ręce zaczynały wślizgiwać się pod
moją koszulkę, otworzyłam oczy spanikowana. Boże, co on wyrabia?
O nie, o nie, o nie, Papyrus, proszę, nie zmuszaj mnie do tego...
Pochylił się by zacząć całować moją szczękę, kark, czułam
jak delikatnie skupie moją skórę.
-czekałem na to wiekami,
wiesz – mruczał – jesteś tak kurewsko słodka – ugryzł mnie
w kark – ale zawsze kręciłaś się koło mojego braciszka więc
zacząłem być trochę... heh... zazdrosny... nie spodziewałem się,
że wykorzystasz go, aby zbliżyć się do mnie. - On myśli że tak
jest jak on myśli?Powoli przytaknęłam. To wyjaśni się później.
Papyrus zaśmiał się i wystawił pomarańczowy język by następnie
zagłębić się pod moją koszulkę. W co ja się wpakowałam?! -
heh, to chujowo, ale poprawię ci humor, jesteś smaczna – zamek w
drzwiach był głośniejszy niż uderzenie gromu. Popatrzyłam w
stronę wejścia. Sans stał w progu w swoim stroju treningowym.
Twarz miał wykrzywioną w mieszance czystej furii i zmieszania,
źrenice prawie zniknęły mu w oczodołach. Zacisnął ręce w
pięści, brał głębokie oddechy jakby starał się nad sobą
panować. Papyrus natychmiast zabrał dłonie spod mojej koszulki i
odsunął się ode mnie
-cz-cześć bracie! wróciłeś z
treningu! - był bardzo pijany. Sans nic nie powiedział, czekał, aż
jego brat wstanie by powitać go w drzwiach – jak było? nie dałeś
sobie za bardzo skopać du..ej! - Sans otoczył go niebieskimi kośćmi
zamykając go na środku pokoju. - sans, c-co do diabła? - język mu
się plątał. Sans powoli minął brata, jego kroki były stanowcze
i głośne.
-Właśnie Papyrus, co do diabła? - skrzyżował ręce
patrząc na brata za niebieską klatką kości. Papyrus zerknął na
mnie na kanapę, a potem na Sansa
-to wielkie nieporozu..
-Co
do diabła robiłeś z m o i m c z ł o w i e k i e m? - Papyrus
zamrugał kilka razy starając się zrozumieć słowa.
-co? twoim
człowiekiem? - Sans popatrzył na mnie, mina mu zelżała kiedy
spojrzał w moje oczy. Delikatnie skinął na mnie ręką, dając
znak, abym do niego podeszła. Poczułam ucisk w żołądku. Nie
wyniknie z tego nic dobrego. Postępując zgodnie z tym co mówiła
mi intuicja, usłuchała. Powoli wstając z kanapy podeszłam do
niego z pochyloną głową. Ściągnął niebieskie rękawice
rzucając je na podłogę. Chwycił mnie za brodę, jego mina...
zrozumienie i pełnia współczucia.
-Oznaczyłem ją jako swoją
własność, wiesz?- popatrzył na brata uśmiechając się
przebiegle, objął mnie w talii i przytulił mocno – Mweh heh heh.
Właściwie, oznaczyłem ją wiele razy Papyrus. I ona to kurwa
kocha. Prawda? - przywarł do moich ust raptownie, wpychając
niebieski język. Poczułam znajomy zapach jego ciała, który
doprowadzał mnie do szaleństwa. Instynktownie objęłam jego kark
pogłębiając pocałunek. Robiliśmy to już tak często, a mimo to
ten raz był inny. Robiliśmy to na widoku. Szczęka Papyrusowi
opadła po tym jak usłyszał słowa brata. Myślał, że to jakiś
kawał. Nie słyszał pewnie, jak jego brat przeklina. Rozglądał
się czekając, jak znajomi z Muffet's wyskoczą by krzyknąć "mamy
cię!" Ale to nie jest żaden paskudny dowcip. To rzeczywistość.
Sans przełamał nasz pocałunek, ślina spływała mi po wardze. -
Smakujesz jak on – powiedział wrogo. Popatrzył na brata –
Trzeba to naprawić, co nie? - Zrobił krok do tyłu i wskazał na
ziemię palcem – Na kolana – niepewnie zerknęłam na Papyrusa,
mając nadzieję, że Sans nie zrozumie to opatrzcie. Zrobiłam co
powiedział, klęknęłam przed nim. - Co za grzeczna dziewczynka –
rzucił czule głaszcząc mnie po głowie – Chcesz dzisiaj possać
mojego kutasa? - Czułam że mocno się rumienię.
-Sans...
Papyrus tutaj jest... - ten zaśmiał się nisko.
-Wiem. Chcę aby
patrzył – chwycił mnie mocno za włosy gdy patrzył na brata –
Męczy mnie ukrywanie ciebie – wycharczał przez zęby. Widziałam
niebieską magię piętrzącą się w jego spodniach, czułam, że
widownia tylko dodatkowo go podjudza. - Śmiało – szeptał czule
zwalniając uścisk – Bierz co chcesz. On cię nie powstrzyma –
Rozpięłam guzik spodni i delikatnie rozsunęłam rozporek. Członek
stał w pełnej okazałości, zaś na czubku formowała się kropelka
nasienia. Podniecił się tą sceną... Co za zboczuch. Ale przyznam,
że też mnie to kręci. Stanowczo za bardzo. Zaczęłam lizać od
dołu, powoli sunąc językiem do góry, by zlizać smaczne nasienie.
Czując drażniące wibracje magii na języku. Sans przechylił głowę
i westchnął z ulgą. - Właśnie tak – oddychał powoli –
Uwielbiam kiedy tak robi, wiesz? - patrzył na brata. Delikatnie
wsunęłam czubek w usta, oplatając go wargami. Ssałam. Jęknął w
rozkoszy wypychając w moją stronę biodra. - Ona tak dobrze ssie
mojego chuja... Nnnng, nie wiem co zrobiłem, że na nią zasługuję,
ale jestem zadowolony, że tak się stało – Ostrożnie zaczęłam
brać więcej do buzi, otwierając ją szeroko. Smakował
intensywniej niż to do czego przywykłam, pewnie dlatego, że wrócił
z treningu. Zazwyczaj brał prysznic przed seksem. Nie narzekam. -
Aaah, kurwa – syknął – Jej usta są takie gorące i mokre...
zaraz oszaleję! Szkoda mfff że nigdy nie dowiesz się jak to jest,
co Papusiu? -Popatrzyłam na Papyrusa mając kutasa Sansa w ustach.
Rumienił się na pomarańczowo, nie odwracał wzroku od sceny.
Wygląda na to, że wszyscy w ich rodzinie są zboczeni. Sans
pochylił się i przez kołnierzyk wsunął rękę pod moją
koszulkę, pod stanik, ścisnął moją pierś i zaczął drażnić
sutek. Boże. Jak dobrze. Jęknęłam. - Mweh heh, słyszałeś to?
Uwielbia kiedy ją dotykam. Jeszcze raz, głośniej, tak aby Paps cię
usłyszał – Ścisnął mocniej pierś i pociągnął za sutek.
Krzyknęłam z rozkoszy. Mój kochanek zaśmiał się w odpowiedzi. -
Cudowne. Nigdy nie słyszałeś takich dźwięków z jej ust gdybym
ja tego nie robił – popatrzył na mnie uśmiechając się
przebiegle – Chcesz, abym ciebie polizał cukiereczku? -
Przytaknęłam, bardzo chciałam poczuć jego język na swojej
wilgotnej cipce, Sans zaśmiał się widząc mój entuzjazm.
Delikatnie położył mnie na ziemi. Nie opierałam się. Popatrzyłam
na niego, jak klęka między moimi nogami, kciukiem błądzi po moich
spodenkach i ściąga je powoli – Nie masz majtek? To dobrze. -
Zaczął delikatnie całować moje krocze, z ust umykały mi ciche
jęki. Jego głos był pełen żądzy, znowu mówił do brata – Na
gwiazdy, posłuchaj jej! Jeszcze nic nie zacząłem, a ona już jęczy
moje imię! Założę się, że żadna z jakimi spałeś taka nie
była. - Sans ściągnął do końca moje spodenki. Próbowałam
ukryć rozgrzaną płeć przed chłodnym powietrzem, lecz Sans mi nie
pozwalał, mocniej wbijając kościste palce w ciało. - Błagaj,
abym lizał twoją szparkę – Jeszcze nigdy Sansa takiego nie
widziałam. Byłam zdana na jego łaskę.
-P-Proszę, Sans –
stęknęłam – Proszę poliż mnie, poliż, błagam poliż... -
Sans uśmiechnął się, pochylił o poczułam jego oddech na
płatkach.
-O rany, przed moim bratem? - drażnił się, czubek
jego języka przemknął po mojej kobiecości – Niegrzeczna. Cóż,
skoro nalegasz – Wzięłam wdech gdy jego język się we mnie
zagłębił, a następnie zaczął zlizywać wilgoć z całej płci.
-Oooo kurwa, Sans, taaak – jęczałam kładąc ręce na jego
czaszce. Sans dalej lizał mnie mocno, wchodząc raz za razem do
środka, by następnie kreślić okręgi po łechtaczce, potem
zatrzymał się
-Jesteś taka smaczna, wiesz – dyszał – Jak
deser, który tylko ja mogę zjeść. To wszystko czyni sprawę
słodszą – kciukiem zaczął drażnić mój guziczek jednocześnie
wbijając się językiem w środek. Zaczęłam jęczeć głośniej,
za każdym razem gdy czułam impulsy przeszywające moje ciało.
-Tak, tak, błagam, nie p-przestawaj – warczałam. Paznokcie
wbiłam w dywan. Prawie zapomniałam, że Papyrus się na nas patrzy.
Prawie. Ale miałam to gdzieś. Niech patrzy. Nie zrobi mi krzywdy.
Uniosłam biodra w stronę Sansa, czułam jak powoli zaczynam
szczytować. Jego język jest taki ciepły, wił się w moim wnętrzu,
zmuszał do jęków, do krzyczenia jego imienia znowu i znowu i
proszę, więcej, więcej, więcej...
-Dochodzisz, co? - mruknął
przebiegle. Podniósł się i wytarł brodę w rękę. Warknęłam
niepocieszona. Już miałam zacząć protestować kiedy delikatnie
uniósł mnie – Możesz dojść, ale chcę abyś doszła na moim
kutasie – szepnął. Sans kilka razy poruszał ręką po sterczącym
członku i przystawił jego czubek do mojego wejścia. Jak dobrze.
Lecz jeszcze daleko do pełni satysfakcji. Ten drań uwielbiał mnie
drażnić równie mocno jak ja jego. Popatrzył na brata z okrutnym
uśmiechem na ustach – Patrz jak ją pieprzę. Patrz jak się pode
mną wije, spragniona mojego dotyku. Zawsze myślałeś, że jestem
niewinny i że to na nią musisz uważać, ale pozwól, że coś ci
powiem, braciszku... - Nagle wbił się głęboko we mnie, zaskoczona
zacisnęłam się na jego niebieskim drągu. Piłował mnie
bezlitośnie patrząc jednocześnie na brata – Chroniłeś nie tę
osobę co trzeba – cofnął biodra i znowu zaczął pchać
drapieżnie, krzyczałam jego imię chwytając się za jego żebra.
Dyszał mi w ucho, ciepły oddech wywoływał dreszcze na
kręgosłupie. Rumienił się na niebiesko, kiedy jego kutas
zagłębiał się we mnie. Wychyliłam się, aby niezdarnie go
pocałować, wariowałam z rozkoszy. - Kkkkurwa, zawsze jesteś tak
cholernie ciasna – dyszał między pocałunkami. Odpowiedziałam
wciskając język do jego ust, tak głęboko jak mogłam, czując
jego zęby na sobie.
-Sans, tak, proszę, rżnij mnie –
jęczałam chwytając przez koszulkę jego żeber – Jesteś taki
gruby i Boże, uwielbiam to w jaki sposób mnie pieprzysz – mój
oddech robił się króki i urywany. Sans warknął wbijając zęby w
moje ramię. Czułam każdy cal jego magii pulsujący we mnie,
drażniący moje ścianki, spragniony bliskości ciała.
-Słuchaj
jej Papyrus! - krzyczał dysząc – Pragnie mnie, chce mnie. Prawda
człowieczku?
-G-głębiej, mocniej, Sans! Błagam! Więcej! -
Sans znowu poniósł się żądzy i przekręcił mnie na kolana i
ręce
-Oczywiście, że chcesz, piękna – stęknął masując
moje pośladki kościstymi rękami – Uwielbiasz to w jaki sposób
Cię dotykam, co? Od tamtej nocy w której to ja ućpałem Papyrusa –
zaśmiał się nisko i zaczął we mnie wchodzić. Otworzyłam
szeroko oczy i popatrzyłam na jego brata nadal uwięzionego w
kościstej klatce. Pomarańczowy rumieniec nie zniknął. Lecz mina
na jego twarzy była czymś więcej niż tylko szokiem. Czuł się
zdradzony. - Widzisz jej twarz, co, pierdolony zboczeńcu? - zapytał
brata kiedy poruszał gwałtownie biodrami – Widzisz jak ona... to
kocha? A to wszystko oo kurwa, przeze mnie. Bo ona jest moja – z
każdym słowem wchodził mocniej i głębiej. Krzyczałam z rozkoszy
– Bo brałem mojego pięknego człowiek każdej nocy kiedy tylko
miałem okazję. Nnnggg, cholera, skarbie, dalej! Powiedz mojemu
bratu jak często jednej nocy szczytowałaś!
-P-Pięć! -
krzyknęłam ledwo kontaktując, czułam ból gdy jego biodra raz za
razem uderzały w moje pośladki.
-I oooo k-kurwa.. wiesz
dlaczego pozwoliłem ci tak wiele razy dojść, tak że nie mogłaś
potem chodzić?
-B-bo jestem twoja Sans!
-Masz kurwa rację –
i wtedy poczułam jak jego kutas dosięgnął mojego czułego punktu.
Dosłownie krzyczałam z rozkoszy i zaczynałam tracić rozum
-Tak,
Sans, tu, tu, tu! Nie przestawaj, nie przestawaj, proszę, nie
przestawaj, o Boże – Kompletnie oczarowany moim pragnieniem skupił
się na ruchach pocąc się lekko. Papyrus i ja raz jeszcze
wymieniliśmy się spojrzeniami. Kość o kość stukała u niego wyraźnie. Mocno zaciskał zęby w czystej furii, ale się nie
przejmowałam! Nic nie może mi zrobić! Z Sansem jestem bezpieczna,
i mogę robić co chcę i jak chcę i zaraz dojdę i ...
-Czyja
kurwa jesteś? - Sans wysyczał przez zęby. Jego ostre pazury
zaorały moje plecy od ramienia aż po pośladki
-Twoja Sans!
Tylko twoja! Sans, Sans, Sans, Sans..
-O tak! Jesteś tak nnngggg
cudowna! Człowieku Ja... Masz dojść dla mnie! Pokaż Papusiowi jak
dobrze ci dzięki mnie! Tak! Oooo Chryste. Masz... - brzmiał na
coraz bardziej zdesperowanego i ... zmartwionego? Nigdy go takim nie
słyszałam w takiej sytuacji. - Człowieku! N-nic ci nie jest? -
jego głos był normalny, oddech zrelaksowany, ale jakoś
zaalarmowany.
-C-co? Tak, nic mi nie jest, ja... - Sans trzymał
mnie za ramiona i delikatnie nimi trząsł, martwił się.
-Ej,
obudź się. No już obudź się – Co? - Boże. Obudź się już! -
Otworzyłam moje oczy. Byłam na kanapie. Dyszałam ciężko, byłam
cała spocona. Rozejrzałam się i zauważyłam Sansa klęczącego
koło kanapy w ciemnościach salonu, martwił się. Miał na sobie...
piżamę? - Chwalić gwiazdy! Nie śpisz! - szepnął niepewnie
obejmując mnie – Jęczałaś i krzyczałaś tak głośno i Ja...
ja zacząłem się bać – serce biło mi jak oszalałe, kiedy
docierało do mnie to co mówił. Ja... spałam? Całowanie się z
Papyrusem, a potem Sans wracający z treningu i pieprzący mnie przed
bratem... To tylko sen? Ale był taki... realny
-O-oh –
rozglądałam się za czymś, na czym mogłabym sprawdzić godzinę.
Ale ni cnie było – Która godzina?
-Trzecia nad ranem. Paps
powiedział, że usnęłaś na kanapie nim wróciłem z treningu
więc... - zadrżał lekko, patrzyliśmy się przez chwilę na siebie
w błogiej ciszy – Śniłaś o Papyrusie? - zapytał czule. Skąd
on...? - mówiłaś kilka razy jego imię – zaczął wyjaśniać
zauważając moją minę – ale potem mówiłaś moje imię znowu i
znowu jakbyś mnie wołała i potem zaczęłaś krzyczeć. Czy on...
skrzywdził cię we śnie?
-C-cóż... - Nie pozwolił mi
dokończyć i przytulił mocno.
-Wszystko będzie dobrze.
Obiecuję. Zawsze będę z tobą, nie pozwolę aby stało ci się coś
złego. - objęłam go.
-Dzięki Sans... To naprawdę miłe. -
Czułam ciepło na plecach, jakby... ślad szponów.
Notka od tłumacza: Opowiadanie Sans x Ty. Opowiadanie dostosowane pod kobiecegoczytelnika. Akcja ma miejsce zaraz po pacyfistycznym zakończeniugry.
Potwory egzystują sobie na ziemi, chodzą, robią swoje potworne rzeczy i
... No i jesteś Ty. Wcielasz się w studentkę sztuk pięknych. I z
pewnych głupich okoliczności musisz udawać dziewczynę Sansa.
Kiedy Sans i Papyrus zaprosili Cię na spędzenie wieczoru na grach spodziewałaś się kart, szachów, puzzli czy domina. Może jakiś Chińczyk, albo Scrabble czy nawet Monopoly. Nie spodziewałaś się Królewskie Bitwy połączonej z chwytaniem flagi oraz Dance Dance Revolution. Wiele zasad miała ta gra, kiedy próbowali Ci ją wyjaśnić dość prosto. Miałaś razem z osobami z twojej grupy chować swoją grupową flagę za puzzlami i zagadkami mając nadzieję, że te będą dla nich za trudne, by je rozwiązali. Potem znaleźć flagi pozostałych nie wpadając w żadną z pułapek. Wygrywa ta drużyna, która jako pierwsza zdobędzie flagi wszystkich pozostałych albo wygrywa ta osoba, która jako jedyna nie wpadnie w żadną z pułapek i pozostanie jedyna na placu boju. Zaskakująco, to była popularna gra w Podziemiu, wymagała siły, szybkości, zręczności, ćwiczyła umysł i magię. Frisk miał przydzielać wszystkich do drużyn. Myślał długo i ostatecznie przydzielił siebie z Toriel i Floweyem, Alphys z Asgorem, Undyne z Papyrusem a Ciebie z Sansem. Po godzinie w której próbowaliście uniknąć niezwykłych elektrycznych niewidzialnych paralizatorów z Sansem schowaliście się w szafie gdzieś na końcu posiadłości Dreemurrów. Sans drzemał od dobrych piętnastu minut. Zdecydowałaś się go obudzić
-Wiesz... nie powinniśmy teraz szukać flag? Czy coś....
-nieee, musisz być cierpliwa jeżeli chcesz wygrać – Oparłaś się o ściankę w szafce
-Nie jestem co do tego taka pewna. Papyrus i Undyne tworzą całkiem dobry zespół. Dobrzy w zagadkach, magii i walce.
-heh, tego bym nie był taki pewien – powiedział wyciągając telefon z kieszeni. Podał Ci abyś zobaczyła setki wiadomości od Papyrusa.
paps 11:06 | WIEM, ŻE NIE POWINIENEM PISAĆ.
paps 11:06 | ALE UNDYNE CIĄGLE MI MÓWI, ŻE MOJE ZAGADKI NIE SĄ DOŚĆ „ZŁOWIESZCZE”
paps 11:06 | WIĘC JEJ MÓWIĘ, ŻE SĄ FINEZYJNE
paps 11:07 | OCZARUJĄ I POKONAJĄ PRZECIWNIKA!
paps 11:07 | ZAŚ TE KTÓRE OPIERAJĄ SIĘ JEDYNIE NA SILE....
paps 11:07 | NIE SPEŁNIAJĄ WYMOGÓW KOGOŚ TAKIEGO JAK JA!
paps 11:08 | GDYBYM PRZYSTAŁ NA JEJ ZAGADKI MOJA REPUTACJA SZCZEREGO SZKIELETA … LEGŁA BY W GRUZACH!
Nie umiałaś powstrzymać się od prychnięcia śmiechem.
-Wygląda na to, że ich .. dynamika jest nieco... ekstremalna. Oboje chcą być numer jeden
-dwie silne indywidualności w zespole – Słyszałaś tylko historię o przygodach kulinarnych tej dwójki, wydawały się bardzo... nieprzewidywalne i kończyły się czasami pożarem w domu. Oboje byli pełni pasji, choć każdy w inny sposób. - zagadki oparte na zaskoczeniu i włóczniach wyskakujących ze ścian, nie przypadną papsowi do gustu, on ich nienawidzi – Nawet nie chcesz wiedzieć, jak umieszczą wyskakujące włócznie ze ścian w domu. Po prostu przyjmij to do wiadomości. Nagle głośny krzyk przebrzmiał w mieszkaniu. Uniosłaś głowę, krzyk dobiegał z pokoju w którym Ty rozstawiłaś pułapkę. Chwyciłaś za zamknięte drzwi gotowa wybiec by zobaczyć rezultat – słuchaj, nie chcesz tam iść
-Ale... ale moja pułapka... - nie miałaś magii więc zrobiłaś ją w ludzki sposób. Zainspirowana Kevinem samym w domu, postanowiłaś zbudować taką, która złapie każdego, kto na nią wpadnie. Byłaś z siebie całkiem dumna, rozlewając syrop na ziemię, przyczepiając sznurki do różnych klamek, oczywiście nie brakowało poduszek pierdziuszek, w końcu byłaś z Sansem. On natomiast nie męczył się z robieniem pułapek. Narysował kilka wykreślanek na ścianach. Nie przypuszczałaś, aby ktokolwiek się zatrzymał, by na nie spojrzeć.
-zaufaj mi – ale chciałaś zobaczyć, jak ci poszło! Skrzyżowałaś ręce
-No weź, czas ruszać. Marnujemy tutaj tylko czas
-cierpliwości, chcesz wygrać, prawda? - Warknęłaś
-Tak, ale ty chyba nie!
-więc poczekaj, albo idź wpakować się w jakaś z pułapek, a ja sam nie dam rady dokończyć gry
-To, że masz tylko 1HP nie pomaga
-to, że nie masz magii nie pomaga – Racja. Postanowiłaś poczekać. Nie wiedziałaś, czy Sans jest cierpliwy czy po prostu leniwy. Może to i to. Pewnie to i to. Usiadłaś na ziemi i czekałaś. Po kilku minutach, usłyszałaś głośny huk. Sans wstał i wystawił w Twoją stronę rękę – a no, czas na nas – unosiliście się w powietrzu w pokoju obok. Sans nie pozwalał, abyście chodzili po podłodze. Undyne ostrożnie stąpała po podłodze na której rozlałaś syrop.
-NGHAAA!
-co tam? - nim zdarzyła odpowiedzieć, Sans wziął kolejny skrót. Oboje szliście korytarzem. Rozglądałaś się pełna podejrzeń, wszystkiego co mogło być potencjalnym zagrożeniem. Sans poruszał się jakby nigdy nic.
-Masz wiele doświadczenia w tej zabawie?
-eh, w to bawią się dzieci, bawiliśmy się tym co znaleźliśmy w śmieciach jakie wyrzucaliście, a nie było tam wiele sprawnych zabawek
-Oh – Sans popatrzył się na Ciebie
-nie.. nie patrz tak na mnie, kiedy byliśmy mali, wiele waszych rzeczy w ogóle nie istniało, nie żałuj kogoś, że nie miał czegoś, bo nie zostało jeszcze odkryte. - Naprawdę tak na niego patrzyłaś?
-Przepraszam, ja... - machnął ręką.
-nic się nie dzieje, chodź, wydaje mi się, że tędy możemy przejść – pokazał na drzwi. Przekręcił gałkę i otworzył dzwi. Na końcu pomieszczenia było pudełko z żółtymi flagami Alphys i Asgora
-Jak...?
-dobra, czerwonych nie da się przekroczyć, nie możesz na nie wejść, żółte cię porażą, a to nie jest miłe doświadczenie, unikaj ich, zielone to alarm i będziesz musiała walczyć z potworem, nie bądź tak zaskoczona, w ich drużynie została już tylko jedna osoba, pomarańczowe są zapachowe, pachniesz jak pomarańcze, niebieskie to woda, możesz po nich przejść, chyba, że pachniesz jak pomarańcze... wtedy piranie będą cię gryźć, no i jeżeli obok niebieskiego jest żółty to zostaniesz porażona elektrycznością.. fioletowe sprawią, ze będziesz pachniała jak mydło cytrynowe, a to sprawi, że piranie nie będą cię gryźć, więc po fioletowym możesz przejśc po niebieskim, różowy jest bezpieczny, więc staraj się po nich chodzić, jasne?
-....Nie
-dobra, czerwonych nie da się....
-Skoro znasz zasady dlaczego sam nie pójdziesz po flagę?
-jeden cios i umrę – delikatnie położył rękę na piersi – z ciężkim sercem powierzam ci odpowiedzialność i proszę abyś zaufała moim radom – warknęłaś, ale weszłaś na pułapkę. Różowy. Różowy. Niebieski. Fioletowy. Różowy. Niebieski. Oparłaś się o czerwony by przeskoczyć przez żółty. Różowy. Pomarańczowy. Fioletowy. Pomarańczowy. Różowy. Różowy. NiebAAAŁA! Cofnęłaś się. Czaiła się tam mechaniczna pirania. Jasne. Śmierdzisz jak pomarańcza. Prawda? Cofnij się. Fioletowy. Niebieski. Różowy. Różowy. Pomarańczowy. Różowy. Fioletowy. Brawo, jesteś na końcu.
-Rany! Nie ma już flag! - powiedziałaś patrząc do pustego pudełka – Ktoś musiał nas uprzedzić – odwróciłaś się. Się b popatrzeć na Sansa. Był obok.
-eh, wszystkich nie zdobędziemy
-....Mogłeś teleportować się przez ten cały czas?
-zapomniałem o tym – uśmiechnął się cwanie – jakże śmiałbym odebrać ci tej wspaniałej zabawy – delikatnie szturchnęłaś go w ramię
-Jesteś najgorszym partnerem! Następnym razem chcę być z Papyrusem!
-a więc będziemy się o niego bić.
-Jasne, jasne. Po prostu zamknę cię w koszu na brudną bieliznę i wygram. - Sans zaśmiał się
-dobra, wiem gdzie powinniśmy się teraz udać. - Chwycił Cię za rękę. Byliście w innej części posiadłości. Wyglądała jakby już została zbadana. Na podłodze wiele było złamanych zabawek. Sans rozglądał się dookoła, a potem udał w stronę drzwi, na których był ekran z wieloma x, oraz mata do tańczenia. - staniesz na tym zielonym? - zrobiłaś tak, lecz zaraz potem zobaczyłaś jak niewielka strzałka przelatuje Ci koło twarzy, odskoczyłaś
-Sans!
-unikaj tego – Niewielkie strzały śmigały nad Twoją głową kiedy poruszałaś się na macie do tańczenia w rytm muzyki. Starałaś się unikać pocisków jak się dało. Sans użył magii i zaczął zmieniać wszystkie X na O. Ciężko było się skoncentrować w takich warunkach, ale szybko skończył zagadkę i mogliście swobodnie otworzyć drzwi.
-Cholera! Tutaj też nie ma flagi! - krzyknęłaś
-choć, został nam ostatni pokój – Ten przypominał pokój Frisk. Rozejrzałaś się. Wszystko wyglądało normalnie...
-Przyszłaś tu bo myślałaś, że możesz wygrać?! Ty?! I ten śmierdzący śmieć?! Co za debile! - popatrzyłaś na półkę z książkami. To Flowey patrzył na was z jej szczytu. Obok niego, była flaga jego drużyny.
-Co? Żadnych pułapek? - zapytałaś, zastanawiając się, dlaczego to on chroni flagi. Jego uśmiech poszerzył się
-Nie zauważyłaś? Już w jedną wpadłaś! Łał, ludzie są głupi. Myślałaś, że tak po prostu wejdziesz i sobie weźmiesz flagę? Popatrz w dół – zaczął się śmiać. Pochyliłaś głowę. Stałaś na niebieskim znaku stopu.
-łoł, ten kwiat zna się na rzeczy
-... Coś mnie ominęło? - zapytałaś unosząc nogę. Nie byłaś przytwierdzona. Mogłaś się poruszać. Nie, nie ma też niewidzialnych lin. Nie ma piranii. Czy ukrytych włóczni. Nic. Zeszłaś ze znaku
-stój... - małe usteczka Floweya otworzyły się szeroko
-C-co?! Czy ty właśnie.. OSZUKUJESZ?! DOBRA, SKORO CHCESZ OSZUKIWAĆ, TO BĘDZIEMY OSZUKIWAĆ! - tysiące małych nasionek pojawiło się za nim, by następnie wystrzelić w Twoją stronę, większość trafiła w brzuch, ale kilkoma oberwałaś w głowę. Wtedy drzwi do ich sypialni otworzyły się. Wszystkie nasionka opadły na podłogę. Frisk wszedł trzymając wszystkie flagi w rękach
-WYGRALIŚMY! Mama i ja nawet rozwiązaliśmy wykreślanki Sansa i oh... Flowey! - Frisk podbiegł do swojego biurka, chwycił za spryskiwacz i zaczął pryskać kwiatkowi w twarz – Nie wolno atakować gości nasionkami! To niegrzeczne!
-Ale oni OSZUKIWALI! - wskazał pnączem w Twoją stronę – Zeszła ze znaku stopu!
-...O co chodzi z tym znakiem?
-WIDZISZ Z JAKIMI KRETYNAMI MNIE ZOSTAWIŁEŚ?!
-Jeżeli staniesz na niebieski znak stopu, musisz się zatrzymać – cierpliwie tłumaczyło dziecko – Znaczy się, przeczytaj. To właściwie proste w zrozumieniu - …. Nie miałaś pojęcia co się dzieje. Ale wygląda na to, że gra się skończyła. Była... zaskakująca, ale dobrze się bawiłaś. Wszyscy potem posprzątali dom, a Toriel zrobiła jedzenie. Po posiłku, Frisk zdecydował się zagrać w coś bardziej ludzkiego. Przyniósł pudełka z planszówkami i rozstawił je w salonie. Toriel przyszła z przekąskami dla wszystkich. Krótka gra za którą grą. Piotruś. Chińczyk. Rzutki. I tak minęło kilka godzin. Kiedy słońce zaczęło zachodzić nastał czas na
-Ostatnia gra! - powiedział – Siadamy w kółeczku. Prawda czy wyzwanie! - jęknęłaś
-Dzieci nadal się w to bawią?
-Tak! - wykrzyczał Frisk – W zeszłym tygodniu graliśmy w to całą klasą na bardzo nudnych zaa... - zauważył podejrzliwy wzrok Toriel – na bardzo nudnej przerwie!
-ładnie dzieciaku – wszyscy usiedli w kółku. Frisk wyjaśnił zasady. Wybiera się prawdę albo wyzwanie. Jeżeli wybierzesz prawdę, musisz odpowiedzieć szczerze na zadane ci pytanie. Jeżeli wyzwanie, zrobić to co będzie ci powiedziane. Tylko raz możesz odpuścić na grę. Więc trzeba z tego korzystać rozsądnie. Frisk zaczął
-Papyrus. Prawda, czy.... WYZWANIE?
-HM... ZACZNĘ GRĘ WYZWANIEM, RÓB TO CO NAJGORSZE MAŁY CZŁOWIECZKU, ZAPEWNIAM, ŻE WSZYSTKIEMU PODOŁAM.
-Masz zachowywać się jak Moldsmal!
-CO ZA ŁATWE ZADANIE DLA WSPANIAŁEGO PAPYRUSA, ZARAZ POKARZĘ CI MOJE TALENTY – wstał i zaczął się bujać i trząść niczym galaretka. Frisk zaczął się śmiać, tak samo jak wszyscy pozostali. Papyrus wrócił na swoje miejsce. - DOBRA... UM.. UNDYNE, PRAWDA CZY WYZWANIE?
-Pfft, nie będę gorsza. Wyzwanie! I ma być trudne!
-HMMMM, MASZ.... BYĆ MIŁĄ AŻ DO KOLEJNEJ RUNDY
-Co do ku.... FUHUHUHU Ja... uh... znaczy się – zacisnęła pięści – co za... wspaniałe i imponujące... zadanie mój.... kumplu – Chrząknęła – Toriel, prawda czy wyzwanie?
-Oh! - Toriel podniosła głowę – Zrobię chyba tak jak wszyscy i wybiorę wyzwanie
-TAK! Pokaż im mamo! - dopingowało dziecko. Undyne podała miskę pianek ze stolika Toriel
-Chubby Bunny
-O jejku.. - Toriel wzięła w ręce pianki – Mam nadzieję, że podczas tego wyzwania powiem chociaż gorąca pianka. - Zaśmiała się tak samo jak Sans, wszyscy tylko wywrócili oczami. Zaczęła wsadzać pianki w usta.
-Gorąca pianka?
-jadłaś kiedyś potworze pianki? - zapytał Sans – są dość.... - pokazał Toriel aby dała mu jedną. Sans podał ją Tobie – spróbuj sama – Wsadziłaś ją natychmiast do buzi. Od razu poczułaś znajome wibracje jakie towarzyszyły każdemu potworzemu jedzeniu, do tego ciepło i …. czułaś zapach ogniska? Pianka zaczęła rozpływać się w Twoich ustach pozostawiając po sobie posmak prażynek.
-Czy to nie oczywiste, że chodzi o magię ognia głupi czło... - Flowey zaczął, ale Frisk pociągnął go za płatek – UGH! Dobra! To ma w sobie magię ognia. Jasne. Ty... nie głupi człowieku. - Przełknęłaś oblizując się. Naprawdę smaczne. Toriel miała w ustach już prawie dwadzieścia pianek. Wyglądała zabawnie, tracąc swoje zwyczajne kształty i wypychając usta i policzki słodyczami. Frisk nagrywał tę chwilę. Jeszcze jedna pianka i już nie mogła mówić, drżała tylko od własnego śmiechu.
-Tylko trzydzieści? Kichaa uuhhh Znaczy się zastanawiałam się, czy są kiszone ogórki w domu..
-KIEPSKO UNDYNE – Toriel czekała aż pianki się rozpuszczą, potem je przełknęła
-Sans! Prawda, czy wyzwanie?
-eh, wyzwanie
-Powiedz kawał.
-KICHA!
-Że ja?
-Ale cały czas je mówi Toriel! - Sans tylko się zaśmiał
-czym bawi się szkielet w piaskownicy?
-Czym? -zapytała, choć w jej oczach widać było błysk
-łopatkami – oboje zaczęli się śmiać
-Buuu – zaczęłaś – Stare!
-heh, dobra, prawda czy wyzwanie? - zapytał ciebie. Planowałaś wybrać prawdę, ale skoro wszyscy robili wyzwanie, to nie będziesz się wychylać
-Wyzwanie.
-cudownie – sięgnął do kieszeni swojej bluzy i wyciągnął czerwoną butelkę rzucając ją w Twoją stronę – do dna.
-....To keczup?
-majoże – odkręciłaś butelkę patrząc na nią z obrzydzeniem. Nim w Twojej głowie pojawiła się myśl o odpuszczeniu, zacisnęłaś palce mocniej i pociągnęłaś wielki łyk. Na języku poczułaś keczup. Przełknęłaś go szybko. Zadrżałaś. Silny, pomidorowy smak połączony z pianką nie tworzył miłej mieszanki.
-Bleeee, dobra – wytarzałaś usta w rękę – Flowey, prawda czy wyzwanie?
-Ja? - zapytał zaskoczony – Pffft, nic. Ta gra jest głupia – Frisk uniósł ostrzegawczo palec – Dobra. Frisk... Prawda
-Uh.. - musiałaś pomyśleć. To Twoja szansa, aby go lepiej poznać, nic o nim tak naprawdę nie wiesz. Nie wiesz nawet ile ma lat. Co lubi, a czego nie. Wszystko co zauważyłaś to to, że nie przepada właściwie za wszystkimi – Kogo z tego pokoju lubisz najbardziej?
-Papyrusa oczywiście – Paps uśmiechnął się zadowolony, że został wybrany. Byłaś zaskoczona. Odpowiedział bez chwili zastanowienia, ale nie widziałaś, aby ta dwójka kiedykolwiek się ze sobą bliżej zadawała... albo w ogóle. Przynajmniej nie przy Tobie. Byłaś pewna, że wybierze Frisk. Oh, cóż, wygląda na to, że nie ma kogoś, kto nie cieszyłby się z towarzystwa Papyrusa. - Frisk, prawda, czy wyzwanie?
-Prawda!
-Czego dotyczy ta straszna rzecz o jakiej kłamiesz? - zapytał szczerząc się. Frisk milczał. Nagle poczułaś się źle, byłaś pewna, że wykorzysta swoją szansę na odpuszczenie. Ciężko mówić o kłamstwach przy przyjaciołach, tym bardziej dorosłej grupie. A;e wszyscy w kółku patrzyli z życzliwością i ciekawością na jego odpowiedź. Atmosfera była jednak kompletnie inna od wcześniejszej. Czułaś się zaskakująco niezręcznie
-... w zeszłym tygodniu, zjadłem paczkę chrupków, choć mama mówiła, że mi nie wolno, i powiedziałem jej, że to ty to zrobiłeś – powiedział pochylając głowę pełen win. Wszyscy się rozluźnili, Undyne zaśmiała pod nosem, Alphys odetchnęła z ulgą. Toriel pogłaskała Frisk po głowie, choć nie ukrywała niewielkiego zawodu zachowaniem dziecka. Frisk westchnął – Ciesze się, ze mogłem to z siebie wyrzucić. Dobra! Alphys! Prawda czy wyzwanie?
-W-wyzwanie?
-Udawaj, że jesteś sprzedawcą i sprzedaj jakiś śmieć komuś w tym pokoju – Alphys popatrzyła na Undyne
-Jestem ś-śmieciem. K-kup mnie. 1G.
-SPRZEDANE! - krzyknęła przyciągając Alphys do mocnego uścisku i cmoknęła ją kilka razy głośno w policzek. Frisk uniósł kciuki do góry,.
-Wiedziałem, że ci się uda. Sprzedałaś siebie! - Alphys popatrzyła na Asgora
-P-prawda czy wyzwanie?
-Wybiorę prawdę, jeżeli ci to odpowiada
-O-opowiedz nam skąd masz ksywkę Pusio Królisio – Pusio Królisio?! Słyszałaś wiele jego pseudonimów, ale nigdy ten. Jego uśmiech lekko zadrżał.
-Ah. Gerson mi je nadał kiedy byłem młody. Byliśmy dobrymi przyjaciółmi – Nie masz pojęcia kim jest Gerson
-sprzedawca, znał asgora przed wojną, ma dość heh, grubą skorupę
-Przychodził często odwiedzić moją rodzinę przed wybudowaniem Nowego Domu. To był bardzo żywy okres dla stolicy Podziemia. Jeden z piekarz piekł cudowne ah... marcepanowe króliczki – wyglądał na rozmarzonego – Toriel i ja byliśmy młodymi władcami, mimo to nie mogliśmy swobodnie przechadzać się ulicami między naszymi poddanymi. To nie tak, że ciasta Toriel mi nie wystarczały, po prostu lubiłem czasem zjeść marcepanowego króliczka. Gerson przynosił mi kilka – Asgor chrząknął – Ah... no i kiedy je jadłem, futro na moich łapach lepiło się co lukru króliczka.
-Taaaato! Nieee! - krzyknął Frisk – A ja myślałem, że to przez to że jesteś taki miękki!
-To przezwisko pasuje w wielu aspektach – powiedział zawstydzony – Dobra. Undyne...
-TAK! MOJA KOLEJ! RANY KOLEŚ, PUSIO KRÓLISOO... SERIO?! - zalała się śmiechem – Wiedziałam, że jesteś wielkim puszkiem – chrząknęła – Wyzwanie!
-Masz podnieść wszystkich w tym pokoju
-O TAK KURWA!
-Nie knij!
-O TAK! - natychmiast podeszła do Friska, uniesienie go nie było problemem. Podrzuciła nim kilka razy, a potem podeszła do Sansa i Papyrusa, i oni nie sprawili jej wyzwania. Potem podeszła do Ciebie. - Ile masz mięcha na tych kościach, smarku?
-To niegrzeczne pytać kogoś o waaaaaah! - Undyne uniosła Cię bez problemów.
-Nie wiem czy zauważyłaś nerdzie, ale jestem dwustoma kilogramami żywych mięśni! Uniesienie ludzkiego ciała dla mnie to nic – pokazała unosząc się kilka razy. Uśmiechnęła się zadowolona i odstawiła Cię na ziemię. Potem Alphys. Byłaś zaskoczona, widząc, że nie ma problemów. Asgore był jedynym który stanowił dla niej wyzwanie, jeżeli można to tak nazwać – Już! Dobra! - wskazała na Ciebie – Prawda czy wyzwanie?
-Tym razem prawda – cmoknęła
-Opowiedz o swojej najbardziej wstydliwej wpadce! - Wszyscy patrzyli na Ciebie. Rany. Jesteś tym typem osoby... ciężko się zdecydować aby wybrać najbardziej upokarzającą wpadkę. Właściwie. Już wiesz która to... Chrząsnęłaś
-Odpuszczam, dzięki.
-No eeeeeej – warknęła Undyne. Wzruszyłaś ramionami
-Sans. Prawda czy wyzwanie
-eh, wyzwanie
-Zaśpiewaj dla nas – ciche oooohy zabrzmiały w tle. Sans nawet się nie zarumienił. Schował ręce do kieszeni
-też odpuszczę
-Ale z was słabeusze!
-Undyne, nie wolno nikogo do niczego zmuszać – Toriel przybyła na ratunek, choć i ona była zawiedziona.
-tori, prawda czy wyzwanie?
-Tym razem prawda – powiedziała uśmiechając się lekko
-jaki jest tajny składnik twojego ciasta? podziel się przepisem bogów – Toriel zaśmiała się w łapę.
-To proste naprawdę. Sekretnym składnikiem jest matczyna miłość i pajęczy pył – Zaśmiałaś się. Jej kawal był świetny., Nie w jej stylu, dlatego zabawny. Ale wtedy zdałaś sobie sprawę, że nikt inny się nie śmieje. Patrzą na Ciebie urażeni.
-....Zaraz, naprawdę?
-Tak kochanie! Pajęczy pył ma wiele zastosowań w Podziemiu, choć w większości wykorzystuje się go do pieczenia. Jest drogi. Musi być właściwie przygotowany. - szczeka Ci opadła
-Czy... we wszystkim....?
-N-nie we wszystkim! A-ale to częsta p-przyprawa – wyjaśniła Alphys.
-Sam też na początku myślałem, że to coś dziwnego – Frisk próbował pomóc – Ale Muffet wyjaśniła mi, że to część ich kultury! Pająki uwielbiają wiedzieć, że część nich staje się częścią cudzej radości – Natychmiast przypomniały Ci się te chujowe statystyki o ludziach jedzących podczas snu pająki. Teraz zastanawiać się można, ile ich zjadłaś w przeciągu ostatniego miesiąca. Ale.. skoro Twój brzuch nie buntował się i jeszcze żyjesz, to nie może być aż tak źle.
-Wygląda na to, że muszę jeszcze dużo się dowiedzieć o potworzej kulturze – powiedziałaś.
-Raaany, wujku Sans, dlaczego nie uczysz swojej dziewczyny? - zapytało dziecko. Oboje zadrżeliście na słowo „dziewczyna” choć byłaś pewna, że nikt tego nie zauważył. Znaczy się, ci którzy wiedzieli, zauważyli, ale cała rodzina Dreemurróe wyraźnie nie. Grając w grę prawda albo wyzwanie, lepiej unikać tego typu wpadek. Cholera. Prawie zapomniałaś o całej waszej sytuacji. Ty i Sans jesteście przyjaciółmi, ale udajecie że jesteście w związku. Jej. Powinnaś teraz coś powiedzieć?
-eh, co mam powiedzieć dzieciaku? twoja ciocia woli uczyć się w swoim tempie – powiedział zwyczajnie.
-Alphys – Toriel przerwała rozmowę – Prawda czy wyzwanie?
-uh w-wyzwanie?
-To moja dziewczyna! - krzyknęła Undyne
-Hm... - Toriel myślała chwilę – Masz kumkać jak Froggit – gra trwała jeszcze godzinę. Papyrus miał zachowywać się jak pan na włościach, Ty miałaś wrzucić kilka kostek lodu za swoją koszulkę, Asgore śpiewał dziecięce piosenki wraz z Friskiem. Alphys musiała oglądać pierwsze 10 min Mew Mew Kissy Cutie 2 (którego nie lubiła), Undyne miała powiedzieć od kiedy kocha się w Alphys i tak jakoś, rozmowa zaczęła się o waszych pierwszych miłościach i związkach. Pierwszą miłością Asgora była Toriel i odwrotnie. Ale wychowywali się w czasach gdzie małżeństwa aranżowane były popularne. Choć zapewniali, że to miłość od pierwszego wierzenia, dla Ciebie nadal brzmi trochę jak bajki. Alphys ze wstydem opowiadała, że jej pierwszą miłością była fikcyjna postać z książki jakiej nie znałaś. Dotyczyła bohaterki, która walczyła w imię sprawiedliwości. Była Silna. Piękna. Wysoka
-Jesteś pewna, że to nie było o mnie? - zaśmiała się Undyne
-c-cóż masz z nią wiele wspólnego – pierwszą miłością Undyne okazał się jeden z wartowników Waterfall. Skopała jej dupę, ale była naprawdę fajna dla dzieciaków. Undyne chciała jej zaimponować, ale ostatecznie jej idolka umarła. Po krótkim czasie Asgore zaczął ją trenować.
-METTATON – powiedział Papyrus, kiedy przyszła na niego kolej.
-Jako... pudełko? - Frisk śmiał się
-...TAK. MIAŁ BARDZO ODPOWIEDNIE KSZTAŁTY – Powiedziałaś o swoim pierwszym zakochaniu, a potem popatrzyłaś na Sansa. Wspomniałaś mu co prawda kiedyś jak siedzieliście razem na kanapie, ale opowiadanie o pierwszej miłości i tak było wstydliwe. Nagle zapytałaś
-A ty...?
-eaumora, żywiołak wodny.
-NIE PAMIĘTAM EAUMORY
-to było przed twoimi narodzinami – Sans wyglądał na zrelaksowanego, ale sposób w jaki mówił nie był taki. Nie brzmiało to tak, jakby jego zakochanie dobrze się skończyło. Chciałaś wiedzieć więcej, choć i tak się domyślasz co mogło się stać, ale... teraz nie czas na to. - wasza kolej – popatrzył na Floweya i Frisk
-Fuuuuj – skrzywił się kwiat
-T-tak! Fuj! - dołączył Frisk – To obrzydliwe! Nigdy się nie kochałem! I.... nigdy nie będę! W żadnym potworze! Czy dziecku! Czy potwornym dziecku! - wstał i wziął Floweya – I już późno. Mamo, jak mogłaś pozwolić mi zostać do tak późna?! Idę... położyć się do łóżka! Nie mówicie i miłościach bo ja nie jestem zakochany! - To oznaczało koniec gry. Wszyscy wstali. Toriel i Asgore poszli za Friskiem i Floweyem położyć ich do snu. Papyrus zaczął zbierać gry z ziemi. Undyne zaproponowała wszystkim herbaty, zaś Alphys miała jej pomóc. Choć byłaś pewna, że to wymówka, aby mogły się poprzytulać. Wyszłaś na balkon by zaczerpnąć świeżego powietrza. Po chwili samotności drzwi się otworzyły
-Cześć Sans – przywitałaś się – Dobrze się dzisiaj bawiłeś?
-całkiem dobrze, bawiłem się przednio
-Nie wiedziałam, że „bawić się przednio” oznacza drzemać gdzie popadnie. - wzruszył ramionami z uśmiechem wsadzając ręce do kieszeni bluzy. - Ale też się dobrze bawiłam, więc... dziękuję za zaproszenie. Nie musiałeś tego robić.
-jesteś częścią naszej grupy – powiedział odganiając Twoją niepewność. Nie wiedziałaś co powiedzieć. Wiedziałaś, że dom Dreemurrów zawsze ma otwarte drzwi dla Ciebie, tak samo dla Undyne i Alphys. Choć często się z nimi nie spotykasz, czułaś się jakbyś nie powinna tutaj być. To głupie, ale byłaś szczęśliwa wiedząc, że jesteś zaakceptowana. Nie chciałaś, aby ta noc się skończyła. Oparłaś się o barierkę
-Prawda czy wyzwanie? - Sans popatrzył na Ciebie unosząc brew
-jeden na jednego, co? ostrożnie, bo możesz żałować wyzwania bez widowni
-Myślę, że świat nie musi widzieć jak piję kolejną butelkę keczupu
-heh, racja, a więc, prawda – Niemal natychmiast chciałaś zapytać się go o pierwszą miłość, lecz zamiast tego popatrzyłaś na gwiazdy. Migotały. Myśl przyszła do Ciebie
-Może to głupie pytanie, ale dlaczego studiowałeś astrofizykę? Zastanawiałaś się nad tym kiedyś. Nie było gwiazd do studiowania w Podziemiu, to ciekawy wybór. - Sans podrapał się po głowie
-szczerze, od zawsze czułem się jak nie z tej ziemi – wywróciłaś oczami – właściwie, szukałem sposobów aby zniszczyć barierę, była pewna stara legenda o gwieździe, posiadającą astronomiczną moc – powiedział mrugając – legenda mówiła, że ta gwiazda potrafiła zabrać kogoś w określony punkt w przeszłości, więc uczyłem się o gwiazdach aby, no wiesz, cofnąć się nim powstała bariera – wzruszył ramionami – ale nigdy jej nie znalazłem, wygląda na to, że to tylko mit.
-Nie wierzę, że tak racjonalny naukowiec jak ty ścigał za legendami
-a no, masz mnie – milczałaś przez chwilę
-Przykro mi, że nic nie zlazłeś. Jak długo się jej uczyłeś?
-trochę, potem spędziłem kilka dekad ucząc się jak brać skróty, bo być może to zacznie działać, wiele mi zajęło zrozumienie jak rozdzielić się na atomy i połączyć w innym miejscu
-TO TAK działa?! - zapytałaś czując, jak w brzuchu Ci się przewraca. Przypomniało Ci się kiedy się teleportowaliście. Czyli za każdym razem... coś rozkładało cię na atomy?!
-myślałaś, że znikasz i pojawiasz się w innym miejscu? - Um. Tak. Tak właśnie myślałaś. - heh nie martw się i nie myśl o tym za bardzo, jesteś w dobrych rekach, nie pozwolę ci umrzeć, w każdym razie, po tym jak nauczyłem się jak robić to na sobie, nauczyłem się zabierać ze sobą przedmioty i innych, myślałem, że może uda mi się przeniknąć barierę i wynieść wszystkich przez... - zatrzymał się – właściwie, to kłamstwo, chciałem wyciągnąć tylko siebie i papsa, nie jestem typem bohatera – popatrzył na stopy – jestem samolubny? - jesteś.
-Nie. - popatrzył na Ciebie sceptycznie – Wiesz, sytuacja w jakiej się znajdowaliście była … wyjątkowa. Ty po prostu... dbałeś o swoją rodzinę. To ma sens – naszła Cię kolejna myśl – Więc Papyrus to twoja jedyna rodzina?
-za wiele pytań koleżanko, więc prawda czy wyzwanie?
-Uh, prawda
-jaka jest twoja najbardziej wstydliwa wpadka? - jego oczy błysnęły. Warknęłaś.
-Naprawdę?
-jestem ciekawy, masz wiele do wyboru
-Robisz sobie ze mnie jaja teraz
-hehehe, więc, która?
-...Noc naszego poznania – wyznałaś. Zaśmiał się
-naprawdę? moim zdaniem to 4 na 10 w skali wstydu – prawie go szturchnęłaś.
-Nie umiem myśleć o tej nocy bez płakania. Bo... ugh.. - warknęłaś chowając twarz za rękami – Wtedy byłam głupia, myślałam sobie dlaczego ten gość się tak na mnie gapi
-heh
-I ugh wtedy kiedy zdałam sobie sprawę... - bąknęłaś – Ahhh, nie chcę o tym myśleć. Nigdy w życiu tak bardzo się nie wstydziłam, a to wiele znaczy.
-gdybyś mogła się cofnąć w czasie, zmieniłabyś to?
-...Chyba nie. Gdybym nie poszła na tą imprezę nigdy byśmy się nie poznali, prawda?
-hmm, nie, widywalibyśmy się w sklepie, byłbym modelem w twojej klasie, no i widywalibyśmy się w moich pracach.
-Ale czy bylibyśmy przyjaciółmi? - zapytałaś poważnie – Znaczy się jasne, widywałabym cię, ale byłbyś tylko szkieletem z sąsiedztwa. Nie Sansem Szkieletem. Moim przyjacielem. No i my ni... znaczy się, to że nie lubisz ludzi to żaden sekret. Ja jestem wyjątkiem, prawda? Gdybyśmy się nie poznali wtedy, byłabym jak wszyscy.
-ja... to nic osobistego... - przerwał sobie – nie, masz rację, pewnie nie bylibyśmy przyjaciółmi gdyby nie tamto – wyglądał na zawiedzionego
-A więc było warto, nic bym nie zmieniła gdybym mogła – powiedziałaś z uśmiechem – Prawda, czy wyzwanie?
-prawda
-Więc Papyrus jest twoją jedyną rodziną?
-odpuszczam
-Ej no
-odpuszczam
-Wykorzystałeś już swoją szansę. Nie możesz drugi raz
-to była inna gra, teraz odpuszczam
-Więc masz zaśpiewać
-ale wybrałem prawdę – warknęłaś, a on się zaśmiał
-Dooooobra. Dlaczego nienawidzisz śpiewać? Masz naprawdę piękny głos. No i śpiewałeś Papyrusowi kiedy był mały. To cię krępuje?
-tak
-...Wyjaśnisz?
-nie
-Sans, ta zabawa nie jest zabawna póki nie dasz pełnej odpowiedzi.- oparł się plecami o balustradę, popatrzył na Ciebie
-to nie tak, że to nienawidzę, tylko... od dawna... ja tylko... ja nie... - gubił się w słowach – to pomagało papsowi spać, więc miałem cel, bez tego nigdy... nikt nie słuchał więc ja...
-Brak ci pewności siebie? - zaskoczyłaś go nagle
-tak – nie chciałaś naciskać, choć miałaś przeczucie, że byłby wyśmienitym piosenkarzem. Usiadłaś na ziemi spuszczając nogi między barierkami. - prawda czy wyzwanie? - zapytał dołączając
-Hm... wyzwanie
-poliż rurkę
-Fuuuuuj! - jęknęłaś – Obrzydliwe – zaśmiał się
-wiem, zrób to. - nie odpuścisz! Przystawiłaś język do poręczy i polizałaś ją trochę, a potem odsunęłaś się
-Ble. Nie tak obrzydliwe jak myślałam, ale nadal fuj. Prawda czy wyzwanie?
-pożałuję, jeżeli wybiorę wyzwanie?
-Nie wiem, może tak, może nie – uśmiechałaś się.
-wyzwanie więc
-Skoro nie chcesz zaśpiewać, to może... zanuć coś? Podobało mi się ostatnio, ale usnęłam szybko. Chciałabym usłyszeć to jeszcze raz. Proszę – zapytałaś tak miło jak umiałaś. Sans schował się pod kapturem
-ja.. uh... - wychylił lekko głowę – wiesz.. mogłabyś... zamknąć oczy? - zrobiłaś to – dobra.. uh... - Słyszałaś jak się wierci, przysuwa w Twoją stronę. Zaczął nucić. Jego niski głos uderzył w Twoje ucho, był blisko, bardzo blisko, rozpoznałaś znajomą melodię. To musi być ta sama, jaką nucił ostatnio. Jak się nazywa? Brzmi jak kołysanka, jest taka miła. Czułaś, jak robisz się senna. Lecz utwór się skończył i Sansa nie było przy Tobie. Otworzyłaś oczy i zamrugałaś kilka razy, siedział zwisając nogi z balkonu, choć nieco dalej niż wcześniej.
-Podoba mi się. Jak się nazywa?
-nie wiem, był posąg ukryty w waterfall, który grał muzykę jak się rozwiązało zagadkę, paps go uwielbiał i miał na jego punkcie obsesję, kazał się tam zabierać każdego dnia, piosenka go usypiała więc... nauczyłem się jej.
-Więc śpiewałeś ją jemu?
-utwór nie ma żadnych słów, śpiewałem inne piosenki stare jazzowe kawałki, kilka kołysanek jakie pamiętałem czy inne w tym stylu rzeczy
-Chciałabym kiedyś się usłyszeć
-heh, cóż, nie rób sobie nadziei – W miły sposób powiedział Ci, że to się nigdy nie stanie. Westchnęłaś.
-Dziękuję za to, było miło. - Długa cisza. Właśnie chciałaś zaproponować powrót do środka, kiedy Sans nagle się odezwał
-czy.... możesz coś dla mnie zrobić?
-O to chodzi w zabawie, prawda?
-to bardziej przysługa
-A więc podwoję cenę – zaśmiałaś się – O co? - wyciągnął w Twoją stronę rękę. Oboje wstaliście.
-możesz zamknąć oczy? - zrobiłaś co mówił i zamknęłaś. Czekałaś. Może zmienił zdanie? Nagle poczułaś jak obejmuje Cię ramionami – Oh.. - Przez chwilę nie mogłaś się nawet ruszyć. A potem zaczęłaś się śmiać i odwzajemniłaś przytulenie – A to za co?
-tak... po prostu... - jakimś sposobem „tak po prostu” było najlepszą odpowiedzią jaką mógł udzielić. Jezusie, ten szkielet Cię zabije.
-Nie musisz pytać, jeżeli chcesz się przytulić dziwaku
-...
-Prawda czy wyzwanie? - nie przerywałaś przytulenia, mówiłaś w jego kaptur
-prawda – szepnął
-Co o mnie myślisz? ….. Sans?
-myślę, że jesteś...
-CIIIIIIIII! Nic nie słyszę! - zamarliście w ciszy. Czy to Undyne? Nasłuchiwałaś, słyszałaś szepty.
-M-myślę że powinniśmy w-wrócić do środka! Z-zawołamy ich kiedy herbata im wystygnie!
-Cóż... - syknęła Undyne – skoro nie chcą by inni ich słyszeli powinni ściszyć głosy! - wychyliłaś się za barierkę. Nie widziałaś ich, ale byłaś pewna, że są pod wami
-Rany... - powiedziałaś – Jesteśmy w mydlanej operze? - Sans oparł się o barierkę
-zróbmy jedną – uśmiechnął się cwanie – oglądałaś kiedyś show mettatona undernovela? - uśmiechnęłaś się.
-Oh! Co też wygadujesz! - krzyknęłaś – Jak możesz mówić mi tak okropne rzeczy? I to do mnie? Udałam ci! - oparłaś się dramatycznie o barierkę starając się nie śmiać
-myślałem, że to ja mogę ufać tobie – powiedział – przez ten cały czas, zwodziłaś mnie, wiedziałem, że nie mogę ufać ludziom, powinienem cię zostawić samą
-Jak śmiesz! - uniosłaś palec robiąc scenę, choć nikt tego nie widział. Sans wzruszył ramionami szczerząc się szeroko – A wszystko czego chcę to aby świat był dobry! To tobie zależy tylko na pieniądzach!
-a więc zerwijmy się, oddaj mi rękę którą ci dałem
-To nie było zabawne
-zabawne to było kiedy twój ex-kuzyn z trzeciego pokolenia zabrał ją siostrze przyjaciela brata syna i nie oddał.
-Mój ex-kuzyn z trzeciego pokolenia zabrał siostrze przyjaciela brata syna?! To mój wróg! Nie porównuj mnie do niego!
-DOBRA! Poddajemy się nerdy! Wiecie, że podsłuchujemy.
-UNDYNE! TO ROBIŁO SIĘ CIEKAWE! CHCIAŁBYM DOWIEDZIEĆ SIĘ O TYM CO EX-KUZYN Z TRZECIEGO POKOLENIA ZROBIŁ Z RĘKĄ SIOSTRY PRZYJACIELA BRATA SYNA I DLACZEGO JEST JEJ WROGIEM. MOŻEMY POCZEKAĆ, AŻ WYJAŚNIĄ TO? - oboje zaczęliście się śmiać
-To zabawne – powiedziałaś – To kara za podsłuchiwanie – przybiliście sobie z Sansem żółwiki – Chodźmy do środka
-idź przodem, dołączę potem – To był długi dzień. Sans pewnie chciał mieć trochę czasu dla siebie, więc go rozumiałaś. Weszłaś do środka, na stole czekała herbata. Chodziłaś trochę po pokoju, by po chwili dołączył do Ciebie Sans z Papyrusem. Byłaś zmęczona, usypiałaś przystawiając głowę do poduszki. Zerknęłaś na telefon ostatni raz, miałaś kilka wiadomości od Sansa jakich wcześniej nie widziałaś.
snas 22:12 | jesteś świetna
snas 22:12 | to myślę o tobie
snas 22:15 | ...heh, trudno jest pisać to co myślę, więc cofam wcześniejsze odpuszczenie i zaśpiewam dla ciebie
Wzięłaś głęboki wdech. Zmienił zdanie?
snas 22:20 |[Dostarczono: Audio File 0002]
Kliknęłaś na plik podekscytowana, że usłyszysz jego śpiw. Czekałaś chwilę przyjemną nuta, niską, spokojną, jazzową, miłą dla ucha.
…
Zaraz, znasz tę piosenkę...
Boże, kiedy ostatni raz ją słyszałaś?
Miłość nie jest nam obca Znasz zasady, tak samo jak ja
-Sans! - krzyknęłaś. Zza ściany usłyszałaś jego śmiech. Wiadomości zaczęły pojawiać się na Twoim telefonie.
snas 22:34 | oh zaraz, wiem co powiedzieć
snas 22:34 | nigdy z ciebie nie zrezygnuję nigdy cię nie zawiodę nigdy nie ucieknę i nie porzucę
Ty 22:34 | Nie mogę uwierzyć, że wysłałeś mi Ricka. Jak śmiesz?
snas 22:35 | czy sprawiłem że płakałaś czy się pożegnałem czy skłamałem by cię zranić?
Ty 22:35 | Zamknij się, nie wierzę w to. Nie wierzę. Nie dam się na to nabrać.
snas 22:35 | geeeeeeet dunked on
Ty 22:35 | Jesteś najgorszy!
snas 22:35 | stawiam 10g że się uśmiechasz
snas 22:36 | heh, ale uh, szczerze, znaczysz dla mnie wiele
snas 22:37 | nie wyobrażam sobie życia bez ciebie
Notatnik: PRZYJAŹŃ Czy to dziwne, jeżeli wyzna, że Sans jest moim najlepszym przyjacielem? Poznaliśmy się pół roku temu ale nie umiem wyobrazić sobie życia bez niego .. i on też nie. Szybko się dogadujemy i dobrze. Wspólny koncert i noc zabaw... Zawsze wie co powiedzieć, abym się uśmiechnęła. I mi ufa. Domyślam się, że to wiele znaczy. Czasami mam wrażenie, że ze mną flirtuje, ale... te ostatnie tygodnie pokazały mi, że jesteśmy naprawdę dobrymi przyjaciółmi. Wolę to, niż stracić go na zawsze. Może powinnam wziąć to za znak, że powinnam ruszyć do przodu? Pomijając jego uściski i ukradkowe dotyki (zupełnie jak z memów) czy wiadomości, zachowuje się normalnie. Może lepiej niż ja umie wszystko rozdzielać? Nadal jestem podusią? Biorąc pod uwagę to jak mówił o swojej pierwszej miłości, pewnie nie szuka drugiej... Odstawiłaś długopis. Póki co, tyle.