24 kwietnia 2021

As pik: Hunter x Hunter- Sędzia, arbiter i kat [Ace of Spades – Jury, Judge, and Executioner- Tłumaczenie PL]

 
Autorka obrazka z okładki: Ayanov
Notka od tłumacza: Akcja odgrywa się w uniwersum anime Hunter x Hunter. Jest ono dostosowane pod kobiecego czytelnika. Związek - Hisoka x Reader. 
Główna bohaterka od zawsze wychowywała się u boku Hisoki. Nastąpił jednak dzień, w którym przepadł on bez śladu. W zaledwie kilka lat od jego zniknięcia, dziewczyna stała się kimś zupełnie innym, kimś zdecydowanie silniejszym.
Pięć lat po tym wydarzeniu bohaterka podejmuje się wzięcia udziału w teście na Łowcę. Tam spotyka Gona, Killuę, Leorio i Kurapikę, a także dziwnie znajomego, posługującego się kartami psychopatę, znanego jedynie pod imieniem Esu. Kim jest mężczyzna i dlaczego okazuje jej tak wiele zainteresowania? 
Tłumaczenie: Aonomi/Sansy Skeleton
Opowiadanie autorstwa: Lost_And_Longing

Spis treści:
As
Nieczyste zagranie

Sędzia, arbiter i kat  (Obecnie czytane)
...

Miała dziesięć godzin do rozpoczęcia się trzeciej fazy, postanowiła więc rozejrzeć się po sterowcu. Przez chwilę podążała za Killuą i Gonem, pozwalając sobie na mały uśmiech, gdy widziała ich wygłupy, ale po pewnym czasie zaczęła czuć, że Killua jej nie lubi.
Cóż, "nie lubi" to było za mocno powiedziane - zdecydowanie lubił ją bardziej niż innych ludzi uczestniczących w egzaminie, jednak nie musiała być geniuszem, by zrozumieć że chce on spędzić czas sam na sam z Gonem. Jako że był zabójcą, zakładała że wolał przesiadywać samotnie, albo maksymalnie z kilkoma osobami - narażał się na mniejsze prawdopodobieństwo zagrożenia. Możliwe także, że po prostu był introwertykiem albo nie ufał jej, tak jak Gonowi. Albo wszystkie trzy na raz, jednak rozumiała przekaz, nie była tam potrzebna.
Po kilku minutach, powiedziała im jakąś wymówkę, by mogła sobie pójść. Spotkała się z wdzięcznym, jednak nadal zimnym wzrokiem Killui, który kiwnął do niej głową. Ostrożnie odpowiedziała na protest Gona i nie dając Killui chwili na zastanowienie, odeszła. Gdzieś w środku, im dalej posuwała się naprzód, tym bardziej w jej sercu narastało zimno i smutek. Tęskniła za uczuciem bycia potrzebną, uczuciem bycia częścią czegoś.
- Hej! - odwróciła się, instynktownie próbując kogoś uderzyć. Została z łatwością powstrzymana, z pewnością poczułaby się zakłopotana, gdyby to inna osoba ją zatrzymała.
- Hej. - powiedziała ostrożnie, patrząc na #294. - Um, weszłam ci w drogę?
Ninja uśmiechnął się.
- Nie, po prostu chciałem ci się przedstawić. Jestem Hanzo.
- Si. Miło mi cię poznać.
- Nawzajem. - odpowiedział. - Może to brzmieć trochę dziwnie, jednak obserwowałem cię. Wygląda na to, że byłaś szkolona w sztukach walki, racja?
Pokiwała głową, zaciskając swe usta. Uświadomiła sobie, że kłamanie niewiele jej da, a ta wiedza i tak nie wpłynęłaby na to, że Hanzo bez problemu byłby w stanie ją pokonać.
- Tak, ale nie uczęszczałam do żadnej szkoły. Nigdy nie byłam formalnie trenowana, więc po prostu przyswajałam strzępki nauki przez kilka lat.
Hanzo pochylił swą głowę, przyglądając się jej, w poszukiwaniu słabości.
- Niewiele osób na egzaminie były szkolone w sztukach walki i uh... - podrapał się niezręcznie po szyi. - Pokonałem ich wszystkich. Chciałabyś się zmierzyć w pojedynku? - przyglądała mu się przez chwilę.
- Uh...
- Nie na serio, czy coś. - doprecyzował szybko. - To tylko sposób na zabicie nudy. Co ty na to?
Ugryzła się w wargę, taksując go wzrokiem. Nie była pewna, czy powinna mu ufać, ale nie wyglądał na osobę, która zabiłaby przeciwnika z innego powodu niż przegrana. "Nie tak jak niektórzy", pomyślała, zachmurzając się. Spojrzała z powrotem na Hanzo, myśląc.
- Chyba mogę poświęcić chwilę czasu na jedną rundkę.
Udało się jej wytrwać przez około dwadzieścia sekund. Była w stanie uderzyć go raz, kopnięciem, zanim ją wymanewrował, unikając następnego ciosu. Znalazł się za nią i zwalił z nóg jednym uderzeniem w szyję. Została ogłuszona, przed oczami zrobiło się czarno, w duchu przeklinała siebie, za nieużywanie Nenu do złagodzenia ciosu. "Wygląda na to, że Hanzo nie umie go używać, więc i tak byłoby to w pewien sposób nielegalne".
- Nadal jesteś przytomna? - powiedział ninja z niedowierzaniem. Zmusiła siebie, by wstać na równe nogi, ciągając się. Wyciągnęła rękę, powstrzymując go przed robieniem czegokolwiek innego. Dyszała, próbując złapać oddech.
- Byłam torturowana raz, czy dwa. - powiedziała. - Może i niewiele, ale wystarczająco by zwiększyć moją tolerancję. - pokręciła delikatnie głową, mrugając w chwili, gdy poczuła przeszywający ból spowodowany przez ten ruch. Obniżyła się do pozycji bojowej. - Jeszcze raz.
Atakowała raz za razem, jednak w ciągu zaledwie minuty, gdy wymienili między sobą kilka uderzeń, ponownie znalazła się na ziemi. Z każdym ogłuszającym, paraliżującym i bolesnym ciosem żałowała, że nie miała poważnego treningu. Za każdym razem, gdy robiło się jej ciemno przed oczami, a świadomość powoli znikała, przeklinała swe własne lenistwo i to, że nie trzymała się planu ćwiczeń.
- Muszę pochwalić twoją zawziętość. - powiedział Hanzo, po szóstej walce. - Wytrzymałaś całkiem długo, jak na kogoś kto nigdy nie ćwiczył odpowiednio.
- Nie przyszłam tutaj, by ktoś starał się, bym poczuła się lepiej i kazał wysłuchiwać nic niewartych komplementów. - powiedziała, marudząc i wstając z ziemi. - Wiem że jestem słaba, dlatego przyjęłam twoje wyzwanie.
Hanzo podniósł brew. Westchnęła.
- Chciałbyś mi dać jakieś rady? Oboje wiemy, że nie ma opcji bym była w stanie ciebie pokonać w trakcie egzaminu, nieważne jak bardzo będę trenować, więc jedyną rzeczą o jaką możesz się martwić, jest to że marnuję twój czas.
Zaczął przechadzać się wokół niej, zastanawiając się. Czuła, jak świdrował ją spojrzeniem, jakby był w stanie dostrzec jej duszę.
- Cóż, mam nadzieję, że szybko się uczysz.

Dochodziła druga kiedy wychodziła, była świadoma, że rano będzie nie do życia, jednak  pomimo tego nie żałowała ani sekundy treningu. Rzeczy które Hanzo jej pokazał były bezcenne - jak już mówiła, nadal nie byłaby w stanie dorównać poziomem ninji, ale dawały jej szansę na walkę z Killuą, jeżeli zabójca miałby się kiedyś obrócić przeciwko niej. Gdy szła, nagle pojawił się  mężczyzna z igłami w ciele. Zesztywniała, obolałe mięśnie dawały o sobie znać. W chwili gdy znalazł się w pobliżu, wbrew sobie zwolniła.
- Numer 378. - przywitał ją, przyprawiając ją o dreszcze swym mechanicznym głosem. Wszystko w nim wydawało się być niepokojące i nie chodziło tylko o jego Nen i sadystyczną osobowość.
- Nie przypominam sobie, byśmy mieli przyjemność poznania. Jestem Gittarackur. - czyli tak brzmiało jego imię. Szczerze, było tak dziwne, jak i jego właściciel.
- Możesz nazywać mnie Silent.
- Miło mi cię poznać, Silent. - Gittarackur ruszył ku niej, jego chód był równie straszny jak on sam. - Do zobaczenia pó- Oh, przepraszam. - powiedział, gdy wpadł na nią, posyłając ją na ziemię. Nawet jeżeli przeprosił, nie zatrzymał się na ani sekundę, dalej idąc przed siebie. "Palant."
- Ałć. - bąknęła wbrew sobie, chwytając się ręką za tył głowy. Zatrzymała się. Dlaczego chciała dotknąć głowy? Uderzyła się w bok, nie w głowę. Pozbierała się z ziemi, mrugając z powodu dziwnego bólu i patrząc na oddalającą się sylwetkę mężczyzny. "Co do cholery właśnie się stało?"
Próbowała zająć swe myśli czymś innym, porównując ze sobą siłę Gona, Killui, Kurapiki i Leopolda. Gon miał wielki potencjał, to było oczywiste, jednak ze względu na brak treningu, dawało mu to małe szanse przy walce z Killuą, który był trenowany praktycznie od małego. Pomimo tego, że potencjał Gona wydawał się o wiele większy od Killui, jak na ten moment białowłosy był o wiele silniejszy, jeżeli Gon nie będzie nad tym pracował, pozostanie tak na zawsze. Co do Kurapiki, oczywistym było to, że jest inteligentny. A jak bardzo, to się okaże, tak samo z jego umiejętnościami walki. Leopold to po prostu wielki gamoń - porywczy, pełen pychy i bez jakichkolwiek umiejętności, by faktycznie dokonać tego, co mówi. Naprawdę wątpiła w to, czy uda mu się przejść przez trzecią fazę, jakakolwiek miała ona być.
Tak samo w przypadku innych, starsi mężczyźni nie mieli za bardzo szans zostać Łowcą. Jeżeli naprawdę tego chcieli, powinni oni byli przystąpić do egzaminu wcześniej, nie kiedy ich siła zaczynała stopniowo maleć. Chłopiec łucznik wydawał się wystarczająco sprytny, tak samo jak ciemnoskóry mężczyzna z maczugą wyglądający na myśliwego. Hanzo, oczywiście, był jednym z najbardziej utalentowanych fizycznie na egzaminie, zaraz za Esu i Gittarackur'rze. Nawet bez Nenu był on bardzo trudnym przeciwnikiem i nie będzie miał problemów z przejściem egzaminu, o ile nie jest totalnym idiotą.
Pozostał więc Tonpa. Chociaż marnował swoje umiejętności, skupiając się na pozbywaniu świeżaków zamiast samemu przejść przez egzamin, zastanawiała się, jak silny faktycznie jest - nie widziała go w trakcie walki, nie wykazywał też żadnej inteligencji albo krzty talentu, a jednak udawało mu się przetrwać. Pewnym było to, że gdyby nie był choć odrobinę utalentowany, nie miałby korzyści z niszczenia czyjegoś życia. W końcu, jest o wiele więcej łatwiejszych sposobów na rujnowanie czyjejś kariery niż Egzamin na Łowcę.
- Ah, numer 378! - pokiwała głową, uśmiechając się do napotkanych egzaminatorów. W duchu zdziwiła się, wyglądało na to, że ją rozpoznawali.
- Pani Menchi, Panie Satotz, Panie Buhara, nie spodziewałam się was tutaj o tej porze.
- My tak samo. - powiedziała Menchi, krzyżując ręce na klatce piersiowej. - Musisz wstać za jakieś sześć godzin! Co ty sobie myślisz? Powinnaś być wykończona. - spojrzała na dziewczynę, która jednak kontynuowała wywód. - i przestań z tym całym "pani", jesteśmy w końcu w tym samym wieku.
- Ja również nie chcę być nazywany "panem". - odezwał się Buhara. Menchi spojrzała sugestywnie na Satotza, jednak tamten się nie odezwał. Poddała się, odwracając twarz z powrotem.
- Mniejsza z tym, jest już druga nad ranem. Trzecia faza nie będzie dla ciebie taka łatwa, więc prześpij się jak najdłużej. - Menchi uśmiechnęła się do niej i pomachała, odchodząc.
- Dobranoc, Menchi, Buhara. - Satotz odwrócił się w jej stronę i zaczął gapić, więc westchnęła i dopowiedziała. - Dobranoc, panie Satotz.
- Dobranoc.

- Zrobiłeś, tak jak prosiłem?

Kiwnięcie.

- Dobrze. - powiedział czerwonowłosy, nieznacznie przymykając oczy. - Zapytałeś o jej imię?
- Tak. Powiedziała, że ma na imię Silent, tak samo jak tobie.
Esu wydał z siebie dźwięk zastanawiania, by po chwili odwrócić twarz do Gittarackura.
- Co powiedziała dokładnie?
- "Możesz nazywać mnie Silent", o to. - Mężczyzna nie odezwał się słowem przez kilka sekund, więc iglaty mężczyzna zaczął naciskać. - Dlaczego uważasz to za dziwne, Hisoka?
- Mówiłem ci, byś mnie tutaj tak nie nazywał. Jest zbyt wielu ludzi, którzy mogliby to usłyszeć. - drugi mężczyzna wydał z siebie dźwięk, który można by nazwać westchnieniem, jednak zabrzmiało ono inaczej.
- Dlaczego uważasz to za dziwne, Esu?
- Powiedziała mi to samo. - zatrzymał się, czekając na odpowiedź, lecz po chwili tyko westchnął przeciągle. - Nie uważasz za dziwne to, że gdy ktoś pyta o to, jak się nazywa, nigdy nie mówi "Jestem..." albo "Mam na imię..."? Gdy zadaliśmy jej to pytanie, jedyną rzeczą która powiedziała było "Możesz nazywać mnie...", a nie "Jestem...".
Mechaniczny mężczyzna wzruszył ramionami.
- Więc albo kłamie, albo używa przezwiska. Nie wiem, dlaczego się tym tak przejmujesz. Przecież sam tak robisz.
- Tak, ale ja mam do tego powód. - powiedział łagodnie. - Co oznacza, że ona również go ma.
Gittarackur odwrócił się i usiadł, zamykając swe oczy. - Zresztą, nieważne. Jesteś zdecydowanie za bardzo przewrażliwiony na punkcie tej zwyczajnej dziewczyny. Ona nawet nie jest dobra - byłbym ją w stanie pokonać z zamkniętymi oczami.
Esu zaśmiał się nisko, siadając na dolnym materacu łóżka piętrowego. - Bo nie obserwowałeś jej umiejętności wystarczająco długo, by dostrzec w niej potencjał.
Gittarackur nic nie odpowiedział, próbując zasnąć. Esu obraził się i położył na łóżku, po chwili zamykając swe oczy. Jutro miał nastąpić niebywale długi dzień.

- Macie 72 godziny na zejście w dół tej wieży.

W chwili, gdy zostały wypowiedziane te słowa, zwęziła swe oczy. Rozejrzała się w około, chcąc dowiedzieć się, gdzie znajdują się osoby, które jej zdaniem miały jakiekolwiek szanse na zostanie Łowcą - Esu, Gittarackur, Hanzo, Gon, Killua i kilku innych. Pierwsza dwójka rozdzieliła się po chwili, oboje zaczęli wędrować po platformie. Po mniej niż minucie, na twarzy Esu pojawił się dziwaczny uśmiech. Zeskoczył w dół, znikając pod podłogą wieży.

Zapadnie. Jakoś mnie to nie dziwi.

Rozglądała się w około, naciskając na każdą z płytek, przez którą mógłby przecisnąć się człowiek i po jakichś piętnastu minutach znalazła właściwą. Pozwalając sobie na mały uśmiech triumfu, wskoczyła przez nią na dół do pokoju.
Pokoju, w którym znajdowała się czwórka innych, nieznanych jej ludzi, co znaczyło że nie są ani trochę specjalni.
"Świetnie. Teraz utknęłam z tą czwórką idiotów na 72 godziny."
Przybrała na swą twarz uśmiech i wzięła do rąk zegarek, który pozostał. Gdy przebrnęli przez krótkie wprowadzenie, mieli przed sobą pierwsze większościowe głosowanie. Dwójka z pięciu ludzi zagłosowała na pozostanie w pokoju, i tak, to będzie jedne z najgorszych doświadczeń w jej życiu. Poruszali się przez korytarze grupą, głosując co kilka minut. Musiała walczyć z samą sobą o to, by pozostać spokojna - w przeciwieństwie do reszty, faktycznie wiedziała co ma robić. Po części chciała pokonać (lub zabić) ich wszystkich i poradzić sobie samej z jednym głosem większościowym, jednak pomyślała, że na dłuższą metę miałaby przez to kłopoty, których wolałaby uniknąć.

W końcu, trafili oni na więźniów.
- Jeżeli chcecie się przedostać dalej, musicie wygrać trzy z pięciu walk. W innym przypadku przegracie, a każdemu z nas zostanie odjęte 72 lata z wyroku. - próbowała się uszczypnąć, próbując przekonać się, czy nie jest to jakiś koszmar. Nie mogła uwierzyć, że będzie musiała polegać na tej bandzie słabych idiotów, z którymi musiała przejść przez egzamin - powinien on przecież przetestować jej własne umiejętności, do cholery jasnej, a nie pokazać, jak bardzo na dno może pociągnąć ją czwórka kretynów przy pomocy swej głupoty!
Pierwsza walka miała zajść pomiędzy łucznikami. Mężczyzna, który wyszedł naprzód był całkiem niezły - był jedną z zanotowanych przez nią na początku osób, jednak nie była wystarczająco zachwycona, by mieć chęć sprawdzenia jego imienia. Wygrał, ze sporym trudem, jednak wygrał. Teraz wystarczyła tylko jedna osoba, która mogłaby być równie kompetentna.

Następną, z wszystkich możliwych opcji, była walka na żarty.
- Jeżeli będziesz w stanie mnie rozbawić w trakcie następnych czterech godzin... - powiedział straszny, tłusty mężczyzna kpiącym tonem. - ...Wygrasz.
Usiadła, zaciskając swoje zęby, wpatrując się lodowato na więźnia i zastanawiając się, czy jest wystarczająco dobra jako Emiter, by trafić strzałką stworzoną z Nenu, zabijając go. Jedynym jego celem było opóźnienie ich, a cztery godziny limitu były jedynie kolejnym dowodem na to.
Wyrazy uznania - spochmurniały mężczyzna z kaprysem na twarzy, któremu przyszło się zmierzyć w tym wyzwaniu, naprawdę próbował opowiadać żarty. Żaden z nich nie był choć trochę śmieszny, a te które można by za takie uznać, były zdecydowanie niewystarczające, by jakkolwiek ruszyć jego przeciwnika. Po minięciu pół godziny, całkowicie się poddał. W reszcie czasu pozostałych z czterech godzin, w pokoju panowała dziwna cisza, a ona skupiała się na wypalaniu dziur w tyle głowy jej współzawodnika, mając nadzieje, że poczuje jak bardzo jest nim zniesmaczona.
Po minięciu czterech godzin, jej towarzysz został odesłany z powrotem ze wstydem na twarzy, a następnie została wybrana następna konkurencja. Postanowiła walczyć na samym końcu, by mieć szansę na ocenę każdego więźnia, a także jako ostatnia deska ratunku, poprowadzić swoją drużynę do zwycięstwa.

Następny pojedynek był jedną wielką porażką, w chwili gdy czwarta osoba weszła na arenę by zmierzyć się ze swym przeciwnikiem, zaczęła panikować. Co jeśli on też przegra? Czy Stowarzyszenie Łowców serio odeśle ją z powrotem ze względu na czyjąś porażkę?
Zacisnęła usta. Z tego co widziała dotychczas, prawdopodobnie dokładnie tak by zrobili.
Była niemalże pewna, że przez całą walkę wstrzymywała ona powietrze. To normalny pojedynek na śmierć i życie, nic wielkiego. Więzień był zdrajcą najwyższego stopnia i wielokrotnie dopuszczał się kradzieży mienia. To nie siła była tutaj wyzwaniem, a jego inteligencja. Dzięki Bogu pomarszczony, starszy mężczyzna wykazywał się podobną wiedzą, zaledwie udało mu się wygrać, co jak wierzyła było zbiegiem okoliczności, ale wygrana to wygrana. Miała nadzieję, że jej pojedynek też pójdzie dobrze.

- Moje imię to Ichiro. - przeszły ją dreszcze, widząc jego przyprawiający o mdłości, sadystyczny uśmiech. - Skazany za trzynaście gwałtów, trzynaście morderstw. - seryjny morderca... nie. Seryjny morderca i  gwałciciel. Jej oczy zaczęły płonąć furią, Ren wydobywał się z niej niczym ogień, kiedy szła sztywnym krokiem w jego stronę. Morderstwo to jedna rzecz. Ona też kiedyś dopuściła się zabójstwa, żałowała wszystkich czterech. Ale nadal - to były zabójstwa, nie morderstwa. Zabija tylko w ramach samoobrony, nie dla własnej przyjemności.
I na pewno nie gwałciła swych ofiar przed śmiercią.
- Nie zasługujesz na bycie żywym. - wypluła, podkreślając każde słowo. - Jesteś śmieciem, gorszym od każdej  istniejącej rzeczy. Smaż się w piekle! - jej Ren wybuchnął energią. Czuła niebywałą satysfakcję widząc, jak jej przeciwnik blednie. - Nie obchodzi mnie jakiego typu walki chcesz. Jedyne co zaakceptuję, bezwartościowy draniu, to walka na śmierć i życie.
- N-nie ma s-sprawy! - dukał, oddalając się od niej jak najbardziej mógł.
- Zaczynajcie!
Ledwo usłyszała słowa spikera, zbyt zajęta próbą kontrolowania wściekłości pulsującej jej w żyłach. Jest kilka rzeczy gorszych od śmierci, a jedną z nich jest strata chęci do życia. Zbyt wiele razy widziała, jak osoba taka jak jej przeciwnik zabijają tę chęć. Zbyt wiele razy musiała zbierać rozbite kawałki swych przyjaciół po tym, jak zostali wykorzystani, zranieni i złamani. Byli cieniem samych siebie. Myśl, że mogłaby pozostawić go przy życiu, była dla niej nie do zaakceptowania.
Czas dla niej wlókł się, prawie jakby stanął w miejscu. Ledwo pomyślała, czy przez przypadek nie użyła Przesilenia, jednak to nie miało znaczenia. Do diabła z tym testem, do diabła z egzaminatorami, do diabła z Nenem. Jest tylko jeden powód, dla którego chciała zostać Łowcą. By uwolnić świat od podludzi takich jak on. Nie obchodzi ją, czy ze względu na to zostanie zdyskwalifikowana, czy też nie. Nawet jeśli ją stąd wykopią, nadal jest kolejny rok, i kolejny, i kolejny. Nigdy nie zaprzestanie prób zostania Łowcą, chyba że znajdzie lepszy sposób na spełnienie swej misji.
Nie wahała się. Skupiła swoje palące spojrzenie na Ichiro i rzuciła się, wkładając całą swoją siłę w ten jeden, precyzyjny cios. Z martwym wzrokiem patrzyła jak mężczyzna leci dwa metry, cztery, sześć. Na jej ustach nie widać uśmiechu, w chwili gdy tamten spada z platformy. Nie poruszyła się dopóki, sekundy potem, głuchy odgłos nie zabrzmiał w akompaniamencie urwanego przez śmierć krzyku mężczyzny.
Odwróciła się w stronę reszty więźniów. - Jeżeli zamierzacie się kłócić, że nadal nie jest martwy, nie mam nic przeciwko zrobieniu tego samego z wami.
- Nie, nie, wszystko w porządku, naprawdę. - bełkota gość od żartów, ze strachem w oczach. - Zgadzamy się wszyscy, że jest martwy, prawda? - odwraca się do swych towarzyszy, każdy z nich przytakuje głową. Na każdej z nich można było dostrzec różne odcienie przerażenia.
- Świetnie. Więc wynik to trzy do dwóch, dla nas. Wygraliśmy, pozwólcie nam przejść. - odwróciła się z powrotem do swoich kompanów, którzy mają równie przestraszone spojrzenie, co ich przeciwnicy. Parsknęła w pogardzie. Słabeusze. Jedyny, który wydaje się być choć odrobinę obiecujący to łucznik, choć on też nigdy nie stanie się jakoś szczególnie silny.

Złoczyńcy wyszli, a przed nimi pojawiła się ścieżka. Na końcu niej znalazły się oświetlone zielonym światłem drzwi. Odwróciła swe spojrzenie.
- Chodźmy. Kto wie ile jeszcze przed nami. - z oczami szeroko otwartymi zaczęli iść wąską ścieżką wpatrując się w ciemność, jakby nigdy wcześniej jej nie widzieli. "Czyżby dopiero teraz odkryli, że jeśli tam wpadną, to umrą? Idioci."
Spojrzała na swój zegarek, wyraźnie niezadowolona.
- Wykorzystaliśmy trochę ponad szesnaście godzin. Nadal mamy więc pięćdziesiąt sześć, ale musimy się pospieszyć. - Jej towarzysze pokiwali głowami z respektem - i strachem - w ich oczach. Zamiast iść z nią, zaczęli za nią podążać; nawet patrzyli, który przycisk wybierze przed podjęciem własnej decyzji. Nie przepada za byciem traktowaną jako lider, ale jest przekonana o swojej wiedzy i umiejętnościach, więc dzięki temu jest w stanie wpłynąć na nich tak, że będą podejmowali dobre wybory. Musiała to przecierpieć.

Następnych pięć godzin było, delikatnie mówiąc, ciężkie. Startując od bycia gonionym przez dziesiątki więźniów z pochodniami, przez prawie wpadnięcie do klifu, po niemalże utonięcie w wodach z piraniami. Ledwo miała czas, by zaczerpnąć powietrza. Nie trzeba było dodawać, że wszyscy byli wyczerpani. Dotarli do pokoju, w którym znów mogli wybrać X lub O.
- To będzie ostatnia decyzja podjęta głosem większości. - przeczytał łucznik, a w sumie, chyba nazywał się Pokey? - Wybierzcie X lub O.
Rozejrzała się. Wnętrze pokoju było wystrojone licznymi rodzajami broni, wątpiła jednak w to, że znajdują się tam jedynie dla ozdoby. Przygryzając wargi spojrzała w dół i nacisnęła X. Gdy spojrzała znów w górę, wszyscy inni postąpili tak samo. Pięć X'sów, zero O.
Jakby to nie mogło stać się jeszcze bardziej dziwne, nagle zaczęła do nich przemawiać rzeźba stojąca obok pary drzwi.
- Proszę, wybierzcie drogę. Są dwa wybory. Jeden pozwala przejść piątce, jednak droga którą zapewnia jest długa i trudna. Drugi natomiast pozwala na przejście trójce, jest krótka i łatwa. Nawiasem mówiąc, pierwsza, długa i trudna, droga wymaga przynajmniej czterdziestu pięciu godzin. Druga doprowadzi was do celu w zaledwie trzy minuty. Wciśnij O by wybrać drogę trudną, X by wybrać drogę łatwą. Jeżeli zostanie wybrane X, proszę o przykucie dwóch wybranych osób do ściany kajdanami, zanim zostaną otwarte drzwi. Wspomniane osoby nie będą mogły się ruszyć, dopóki nie minie limit czasowy.
Hm, minimum czterdzieści pięć godzin, tak? Przez ostatnie zmarnowane pięć godzin, pozostało im ledwie pięćdziesiąt. Jeżeli wybiorą pierwszą opcje, może skończyć się na tym, że żaden z nich nie zda, jeśli zrobią choć jeden zły ruch. Westchnęła. Nie chciała by do tego doszło, jednak... zamknęła oczy, słysząc swe bicie serca.

Raz, dwa, trzy. Robi kilka kroków. Cztery, pięć, sześć. Cios w głowę powala jedną z osób na ziemię. Stracił przytomność - nie życie. Siedem, osiem, dziewięć. Drugi sprawia jej trochę więcej kłopotu, ale również ląduje na ziemi.
Patrzy na pozostałą dwójkę - Pokey'a i dziewczynę.
- Najwyraźniej jest nas teraz trójka. Możemy teraz głosować.
Żaden z nich nie protestował, trzy X'sy pojawiły się na ekranie. Po chwili, gdy nic nie nastąpiło, wydała z siebie sfrustrowany dźwięk i schyliła się wciskając X na zegarkach pozostałej, nieprzytomnej dwójki. - Wygląda na to, że musi zważyć całą naszą piątkę. - patrzy na swoich towarzyszy. - Weź tego, ja wezmę tamtego.
Stęknęła podnosząc mężczyznę (musi naprawdę wziąć się poważnie za ćwiczenia), próbując zignorować szept Pokey'a. "Tylko mi się wydaje, czy ona jest tak straszna jak Esu?"
Próbowała także nie poczuć wdzięczności, słysząc jak dziewczyna odpowiada "Nie. Esu zabija dla przyjemności. Si nawet odrobinę go nie przypomina."
Po przykuciu dwójki do ścian kajdanami, spojrzała na nich przepraszająco i wyszeptała:
- Wybaczcie. Spróbujcie ponownie w przyszłym roku. - następnie odwróciła się i ledwie się uśmiechnęła, widząc otwarte drzwi z symbolem X. - Więc, jesteście gotowi?
- Jak nigdy dotąd. - odpowiada zielonowłosa dziewczyna.
- Oczywiście. - odpowiada Pokey.

Share:

23 kwietnia 2021

Undertale: Handplates- Powód nie ma znaczenia [It doesn’t matter why- Tłumaczenie PL]

 Oryginał: Zarla
Tłumaczenie: Shiro Higurashi

Notka od tłumacza: Komiks autorstwa Zarla. Opowiada on o początkach życia Sansa oraz Papyrusa, którzy powstali jako dzieło eksperymentu Gastera. Tytuł - Handplates nawiązuje do znajdujących się na dłoniach Papyrusa i Sansa tabliczkach, jedynej rzeczy łączącej ich z tragiczną przeszłością. Dlaczego nie pamiętają swojego wcześniejszego życia? Jak stali się wolni? Co się stało z Gasterem? Zapraszam do śledzenia komiksu po te i inne odpowiedzi.

Spis treści:

/poprzednie strony/

KOSTKA RUBIKA:

To była w 90% wina grawitacji
Jakim cudem ją wziąłeś 
Uzdrowienie
Gdybym nie znał cię lepiej 
Dałeś z siebie wszystko
Czemu taki jestem?
Pewnie, że widziałem dobroć

WIDZENIE:

Sypnęło się
:/
Dwa obrazy
Bezwartościowy 
Czekam z niecierpliwością
Odległa obietnica

POZIOM BRUTALNOŚCI:

Nie ma tu lepszego
Powód nie ma znaczenia (Obecnie czytane)
Potnę cię koleś ;_;
...

Share:

22 kwietnia 2021

Komiks: Deltarune- Papierowy szlak- 1 [Paper Trail- Tłumaczenie PL]

 Notka od tłumacza: Komiks autorstwa Lynx.

Opowiada on o wydarzeniach dziejących się już po akcji z samej gry. Susie i Kris nadal odwiedzają przyjaciół w ich Mrocznym Świecie w trakcie lekcji. Niestety ich tajemnicze schadzki nie umknęły uwadze Toriel, która postanowiła zaradzić wymykaniu z lekcji naszych głównych bohaterów i postanowiła wyczyścić schowek z rzeczy, z których poniekąd powstał świat Lancerna i Ralseia i oddać je do innych miejsc. Jeśli chcesz zobaczyć, czy Krisowi i Susie uda się odnaleźć i przywrócić wszystkich mieszkańców Mrocznego Świata, zapraszam do czytania!


Autor: Lynxgriffinarts

Tłumaczenie: Melinda


SPIS TREŚCI:


1 | (Obecnie czytane) 2 | 3 | 4 |


Share:

19 kwietnia 2021

Tajemnica prostoty: O rasach człowieka



Witam Was moi kochani!


     Pomysł na tę notkę przyszedł raczej przypadkowo, lecz nim się zorientowałem zapełniłem suto notatnik aby przekazać Wam splot różnych myśli które są zalewie podstawą podstaw i liźnięciem tematu tak aby skłonić Wa do refleksji i do samodzielnego zagłębiania tego tematu już na własny rachunek.


Geneza człowieka - człowiek jako istota biologiczna

     Bezdyskusyjnie należy odrzucić kreacjonizm i skupić się niezależnie od implikacji politycznych na tzw ewolucjonizmie, którego koncepcje nadal ewoluują.

     Kochani moi, na pierwszych zajęciach z historii zapewne kiedyś jakiś nauczyciel liznął temat powstania człowieka. Pokazał wam to w formie ewolucji, prozaicznie podobnej do ewolucji pokemona. Możecie błędnie wnioskować, że ewolucja człowieka przebiegła w sposób prosty, od driopiteka do homo sapiens sapiens, tymczasem przeszłość człowieka to gęsty las, a co najmniej rozrosłe drzewo którego gałęzie liczą setki różnych humanoidów, czyli istot człekopodobnych niekoniecznie będących człowiekiem. W skutek doboru naturalnego mieszały się te wszystkie formy i równolegle w czasie występowały różne osobniki jak neandertalczyk i człowiek myślący. Niemożna wykluczyć, a raczej jest pewne, że rodzaj ludzki odziedziczył cechy wielu spośród tych osobników.

     Musicie bowiem zrozumieć, że fakt iż teraz na ziemi jest homo sapiens sapiens nie oznacza, że dawne gatunki człowieka zniknęły bezpowrotnie. Są one nadal obecne w nas samych, tak samo jak obecne są geny naszych dziadków. Większość dawnych istot człekopodobnych dała bowiem płodne potomstwo z innymi plemionami dając w ten sposób nowy rodzaj, to tak jak z psem. Łącząc dwie różne rasy psa otrzymujemy trzecią, znowu łącząc tę z innym mamy kolejną. Co prawda, w końcu można nas nazwać kundlami genetycznymi, ale takimi które pokonały rasowców w dążeniu do przystosowania się w zmieniających okolicznościach świata.

     Neandertalczyk dał nam wyjątkowy koloryt. Co prawda, są kwestie sporne czy neandertalczyk i wtedy obecny homo sapiens wydawać mogli płodne potomstwo. Zgodnie z tym co daje nam najnowsza nauka teza ta została potwierdzona wykopaliskami w Syrii w Damaszku, tzw dziecko neandertalczyka, które posiadało cechy homo sapiens, mniej więcej 30 tys lat temu. Niezwykły koloryt o jakim wspomniałem to blond włosy i niebieskie oczy, albowiem spokojnie można powiedzieć, że neandertalczyk był Europejczykiem przystosowanym do chłodnego klimatu, zaś homo sapiens przybył z Afryki i cechował się ciemnym pigmentem.

     Patrząc na współczesną ludzkość zauważamy ogromne różnice pomiędzy osobnikami, różnice rasowe oczywiście. Popatrzcie w telewizję, na jakiś film i zobaczycie że barwa skóry oscyluje od jasno różowej po czarną, zaś wzrost od w okolicach półtora meta do ponad dwóch. Są różnice w wyglądzie profilu, kształcie nosa, gatunku włosów także można powiedzieć, że ludzie różnią się od siebie tak bardzo jak wyhodowane przez nich rasy psów.

Poza czynnikami genetycznymi należy mieć wzgląd na środowisko. Tym jesteś co jesz.

     Grubość skóry murzyna jest większa niż osobnika rasy śródziemnomorskiej czy nordyckiej, haczykowaty nos Semity przystosowany jest do suchego klimatu i nie puszcza wilgoci, odwrotnie niż nos murzyna który jest dostosowany tak aby te wilgoć wchłaniać i natychmiast wypuszczać. Skośne oczy Azjatów i wysokie kości policzkowe niektórych ras arktycznych, a nawet grubość tkanki tłuszczowej jest przystosowaniem do arktycznego klimatu. Wszystko to tworzyło się cały czas, i jeszcze się nie skończyło.

     Człowiek nadal ewoluuje. Są znane przypadki prób przystosowania dzieci prymitywnych znad Amazonki do współczesnej szkoły - wnioski są bardzo różne, na ogół się ich nie publikuje ze względu na tzw poprawność rasową.

Formy i rasy człowiekowatych - humanoidzi i ludzie

     Humanoidzi to formy człekopodobne natomiast ludzie to te osobniki biologiczne które widzisz za oknem. Którym jesteś, wśród których żyjesz.

     Zasadniczo wyróżniamy trzy typy rasowe współczesnego człowieka.

  • Europeidalny - np. typy rasowe nordyckie, subnordyczne, dynarskie, śródziemnomorskie i niektórych spośród tzw Chamitów (ciemnoskórzy o cechach europeidalnych). Najliczniejsza. Zamieszkuje Europę spore obszary w Azji, przede wszystkim Rosja azjatycka, Afganistan, Pakistan, Iran Półwysep Arabski, Afryka Północna i w formie niezbyt czystej obie Ameryki, oraz Australia, Nowa Zelandia oraz wszystko to co zostało przez rasę europeidalną skolonizowane.
  • Mongoloidalny - Znajduje się na drugim miejscu pod względem ilości zamieszkując Daleki Wschód, Indochiny i Malaje, a także Amerykę Południową i Północną w swojej odmianie Indiańskiej. Albowiem Indianie to też mongoloidzi. Rasę tę dzielimy na właściwą (mongołowie, Chińczycy, Japończycy, Wietnamczycy, Koreańczycy etc) która charakteryzuje się jasnym odcieniem skóry. Dalej mamy Malajów (ludność Tajlandii i Indonezji) o znacznie ciemniejszej barwie skóry no i w końcu Indianie od odmian Północnej Ameryki niemal o typie europeidalnym, po rasy Indian Ameryki Południowej (również Aztekowie i Inkowie) którzy znacznie bardziej przypominają swoich żółtych braci z Azji.
  • Negroidalny - Najmniej liczna, która dzieli się na odmianę Drawidyjską (południowe Indie); papuaską (znacznie jaśniejsza barwa skóry, brązowe mocno skręcone włosy); właściwą - ludy z tzw grupy Bantu zamieszkujące Afrykę od Sahary po Przylądek Dobrej Nadziei jest to ich praojczyzna, stąd zostali wywiezieni jako niewolnicy głównie do dzisiejszych Stanów Zjednoczonych oraz Brazylii. Żyją również w Europie, ale to zupełnie inna historia związana ze współczesną migracją zarobkową.


Co wyróżnia istotę ludzką

     Z punktu widzenia fizyczności, zacznijmy od najważniejszej rzeczy, która umożliwiła nam ewolucję - kciuk. Człowiek ma kciuk który umożliwiający chwytanie, no bo spróbujcie utrzymać kubek herbaty bez pomocy kciuka. Ciężko, a wręcz niemożliwe do zrealizowania, prawda?

     Kolejną rzeczą jest pojemność czaszki liczona procentowo do wagi ciała. Słoń ma oczywiście większy mózg niż człowiek, lecz mniejszą proporcję do masy ciała.

     Pozycja wyprostowana i dostosowanie stopy do pokonywania dużych odległości, wspinania się, pływania, generalnie nasze stopy są uniwersalne, nie posiadają tylko skrzydeł i nie możemy za ich pomocą latać.

     Język – taka, a nie inna budowa jamy ustnej sprawia, że wydajemy dźwięki artykułowane. W ogóle język jest pierwszym i najważniejszym cudem świata. Do tego dochodzi jeszcze nasze uzębienie, które sprawia, że z równą łatwością szatkujemy mięso (przednie zęby) oraz mielimy rośliny (tylne).

     Cechą też jest to, że dymorficznie jesteśmy spłaszczeni. Człowiek stojąc wyprostowany wygląda jak prostokąt, zaś każde inne zwierze mniej lub bardziej przypomina bryłę, weźcie chociażby korpus takiego kota.

     Idąc głębiej, człowiek jest świadom samego siebie, nie mówię tutaj, że zwierze nie jest, ale pies wie że jest tym kim jest, jednak nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest psem. Wie, że jest on i są inne istoty podobne mniej lub bardziej do niego i ten wysoki gość co daje jeść. Człowiek natomiast nie dość że posiadł umiejętność nazywania wszystkiego i zdaje sobie sprawę z odrębności i różnic świata jakie go otaczają to jeszcze je rozpoznaje i nazywa. Moc nadawania bowiem imion i nazw jest tym, co właśnie Bóg dał Adamowi w raju aby go wyróżniało spośród innych zwierząt. Człowiek posiada twórczą inteligencję, która umożliwiła mu wynalezienie chociażby koła czy telefonu komórkowego. Innymi słowy człowiek jest w stanie dostosować świat do swoich własnych potrzeb. Z jednego przedmiotu może zrobić pięć innych, znaleźć alternatywne metody pozyskiwania tej samej substancji czy uzyskania tego samego. Do jednego celu albowiem prowadzi wiele dróg.

     Człowiek zdaje sobie sprawę ze zjawisk metafizycznych i je nazywa. Człowiek ponad to jest świadom śmierci, przemijania, upływu czasu; umiejscawia rzeczy, odkrycia, wspomnienia w czasie i umie obliczyć ile od tego wydarzenia minęło dni/miesięcy/godzin.

     Człowiek owszem, jest przykuty do swojej zwierzęcej strony, jest głody - je. Jednak w odróżnieniu od zwierząt posiada wolną wolę, czyli może się głodzić na siłę jak uzna, że jest za gruby. Aczkolwiek to bardzo prymitywne porównanie, lecz sam fakt tego, że możemy się świadomie sami sprzeciwić własnej fizyczności na korzyść innej istoty albo by uzyskać doświadczenie duchowe sprawia, że różnimy się od zwierząt. Te bowiem, kiedy odczuwają brak czegoś lgną do uzyskania tego wszelkimi znanymi im metodami.


Twór genów przodków czy tabula-raza (tablica niezapisana) - człowiek istotą społeczną

     Mozaiką genów jaką jest człowiek można nazwać dziełem przypadku lub też misternym planem stworzenia. Jednak geny to nie wszystko. Owszem bycie geniuszem się dziedziczy lub też następuje w sposób połączenia się odpowiednich genów.

     Chcę tutaj wam zaznaczyć, że jesteście tym i będziecie tymi ludźmi w jakim otoczeniu się urodziliście. Geniuszem może być Pigmej lecz nie ma możliwości wykorzystania tego potencjału i będzie dla głupiego turysty tylko dzikusem, zaś największy matoł klasowy zawsze będzie wyżej postawiony niż wcześniej wspomniany Pigmej albowiem urodził się tu, a nie w innym miejscu. Dla zrozumienia, gdyby ten żyd, Einstein urodził się w biednej rodzinie powiedzmy gdzieś na Ukrainie nie zostałby tym kim został. Żyjemy bowiem i dorastamy w społeczeństwie, zbiorze innych ludzi o zbliżonych lub całkiem różnych od naszego światopoglądach, charakterach i wyglądzie, lecz potrafimy się dogadać bo jesteśmy jednym społeczeństwem i egzystujemy na tych samych zasadach i myślimy w jednym języku.


Czy to dobrze, że się różnimy?

     Tak, bo bez tych różnic nie byłoby rozwoju. W momencie kiedy wszyscy będziemy tacy sami znikną bodźce, które dzisiaj decydują o postępie. W końcu ubierać się tak samo i preferować te same wartości staje się nudne. Zrozumcie, że ludzie się różnią i to dobrze, że się różnią, bo gdyby się nie różnili najprawdopodobniej siedzielibyśmy jeszcze na drzewie iskając się wzajemnie z wszy.


Równoległość czasu tu na ziemi

     Istnieją różne cywilizacje na różnym poziomie. Np dzisiaj wiele milionów ludzi żyje nadal w średniowieczu, a nawet w neolicie. Nie wszyscy jednakowo korzystamy ze współczesności bo cóż można powiedzieć o świecie który posiada około miliarda analfabetów i tyleż ludzi głodnych, a trzeba wiedzieć że nieodpowiednia dieta i brak protein wpływa na niedorozwój mózgowy.


Koncepcje polityczne, a prawda antropologiczna

     Polityka popularnej współcześnie tolerancji nakazuje nam wszystkim siebie zrównywać jednocześnie zwalcza zaciekle wszelkie różnice od tzw normy jaką stanowi zachodnia cywilizacja. Zamyka nam się oczy na prawdę taką, że rasa rasie nie jest równa. Tak jak człowiek człowiekowi. Wiedza o tym, jest nazywana brutalnie rasizmem a rasizm teraz kojarzy się człowiekowi z czymś złym. A to nie jest prawda. Rasista to osoba która zdaje sobie sprawę z różnic, nie ma na oczach różowych okularów, widzi że sąsiad spod 4 jest czarny a nie "biały inaczej".

     Widzi, że Kryśka z bloku obok jest żółta bo odziedziczyła to po ojcu czy tam matce i lepiej radzi sobie z przedmiotami ścisłymi niż Marysia, która jest biała i wychowała się wraz z rodzicami tutaj na Polskiej ziemi od pokoleń. Bycie rasistą to nic złego. To świadomość różnic i wiedza, że murzyn to dobre zwierze pociągowe, zaś z żółtymi się nie zadziera bo Ci mają mini karabin maszynowy w lewej kieszeni marynarki o jakim nawet nam się nie śniło albowiem jest rozmiaru paznokcia. To bowiem, że Japończycy wszystko miniaturyzują i są tak świetni jak chodzi o wynalazki, to że murzyni nadal siedzą w lepiankach ze śliny i błota i to, że Europejczycy mają w swojej możliwości wykorzystać jednych i drugich to nie tylko kwestia narodowości czy kultury, ale i genów.

     Ponieważ zasadniczo to właśnie z rodzaju genów bierze się narodowość i kultura danego kraju. Koncepcja globalizmu przez to upada już zanim zostanie wprowadzona. Człowiek nie może być obywatelem Ziemi, albowiem człowiek od człowieka się różni i nigdy nie będzie równy sobie wzajemnie.

Share:

18 kwietnia 2021

17 kwietnia 2021

Undertale: Handplates- Nie ma tu lepszego [The brightest thing down here- Tłumaczenie PL]

 Oryginał: Zarla
Tłumaczenie: Shiro Higurashi

Notka od tłumacza: Komiks autorstwa Zarla. Opowiada on o początkach życia Sansa oraz Papyrusa, którzy powstali jako dzieło eksperymentu Gastera. Tytuł - Handplates nawiązuje do znajdujących się na dłoniach Papyrusa i Sansa tabliczkach, jedynej rzeczy łączącej ich z tragiczną przeszłością. Dlaczego nie pamiętają swojego wcześniejszego życia? Jak stali się wolni? Co się stało z Gasterem? Zapraszam do śledzenia komiksu po te i inne odpowiedzi.

Spis treści:

/poprzednie strony/

KOSTKA RUBIKA:

To była w 90% wina grawitacji
Jakim cudem ją wziąłeś 
Uzdrowienie
Gdybym nie znał cię lepiej 
Dałeś z siebie wszystko
Czemu taki jestem?
Pewnie, że widziałem dobroć

WIDZENIE:

Sypnęło się
:/
Dwa obrazy
Bezwartościowy 
Czekam z niecierpliwością
Odległa obietnica

POZIOM BRUTALNOŚCI:

Nie ma tu lepszego (Obecnie czytane)
Powód nie ma znaczenia
...

Share:

10 kwietnia 2021

Undertale: Handplates- Odległa obietnica [A far-off promise- Tłumaczenie PL]

   

 Oryginał: Zarla
Tłumaczenie: Shiro Higurashi

Notka od tłumacza: Komiks autorstwa Zarla. Opowiada on o początkach życia Sansa oraz Papyrusa, którzy powstali jako dzieło eksperymentu Gastera. Tytuł - Handplates nawiązuje do znajdujących się na dłoniach Papyrusa i Sansa tabliczkach, jedynej rzeczy łączącej ich z tragiczną przeszłością. Dlaczego nie pamiętają swojego wcześniejszego życia? Jak stali się wolni? Co się stało z Gasterem? Zapraszam do śledzenia komiksu po te i inne odpowiedzi.

Spis treści:

/poprzednie strony/

KOSTKA RUBIKA:

To była w 90% wina grawitacji
Jakim cudem ją wziąłeś 
Uzdrowienie
Gdybym nie znał cię lepiej 
Dałeś z siebie wszystko
Czemu taki jestem?
Pewnie, że widziałem dobroć

WIDZENIE:

Sypnęło się
:/
Dwa obrazy
Bezwartościowy 
Czekam z niecierpliwością
Odległa obietnica (Obecnie czytane)
Nie ma tu lepszego
...

Share:

7 kwietnia 2021

POPULARNE ILUZJE