Handlarz Iluzji
Tak jak sądziłam, na Przewodniku i Oplątanych się nie skończyło. Dzisiaj (kilka godzin temu) autorka Klatki z Kości zakazała dalszego tłumaczenia swojego opowiadania. Wspaniałomyślnie jednak pozwoliła zostawić to co jest. Tak więc fanów tego opowiadania serdecznie przepraszam, ale nie dowiecie się co dzieje się w dalszej akcji, chyba, że pójdziecie do oryginalnego angielskiego tekstu. Heh. Śmieszne prawda? 

Polskiemu fandomowi z racji na tłumaczenia, zarzuca się brak własnej inwencji twórczej. Co mnie boli. Dodatkowo brak poszanowania praw autorskich z mojej strony. No, ale myślmy logicznie. Zgoda została wydana, nie robię awantury o to, że ktoś chce zdjąć swoją pracę, albo nie wściekam się, jeżeli ktoś nie wyrazi zgody na tłumaczenia. 

Tutaj jednak autorzy wykazują się brakiem szacunku nie tylko do mojej krwawicy ale i do Was - polskich czytelników. Wynikać to może z wielu czynników. 
-obawy przede wszystkim. O to, że tłumaczenie będzie złe. 
-popularności. Widzicie, kiedy byłam małym praktycznie nic nie znaczącym tłumaczem - pozwalano mi na wszystko. Teraz autorzy wychodzą z założenia, że czerpię sławę tylko na ich pracach. Co jest lekko głupie bo jak wiecie, na blogu znajdziecie nie tylko opowiadania, ale i komiksy, no i moje prace jak i Wasze. No ale okej. Pomijam już zupełnie fakt, że jak np czytamy książkę dajmy na to pani Rice, czy jakiegokolwiek zagranicznego pisarza, doceniamy JEGO pracę, a nie tłumacza. Gdzie to tutaj zasługi powinny należeć się jemu. A przynajmniej część ich.

Różnice kulturowe jakie wynikają z wychowania są też znaczące. Zagranica - tak mi się wydaje, mogę się mylić - postrzega Polskę jako mały, nic nie znaczący kraj, gdzie grupka fanów bez własnego dorobku kulturowego czerpie z cudzej pracy. Co jak wiecie Wy jak i ja jest nieprawdą.No ale gadaj sobie tutaj z kimś, kto jest wychowany w innym kraju i "wie lepiej"

Na słuszną sprawę zwróciła uwagę Samael dzisiaj rano, kiedy cała się telepotałam z nerwów, rozgoryczenia, smutku, żalu, poczucia niesprawiedliwości i wielu innych negatywnych uczuć. Toby Fox - twórca Undertale - zdjął swoje prawa autorskie umożliwiając każdemu fanowi dorabianie się na własnej trówczości. Stąd można dowolnie robić maskotki, figurki, wydawać komiksy i gry bez uprzedniego proszenia się go o zgodę. Osoby piszące opowiadania na podstawie jego dzieła, też z tego czerpią. Jakby się one czuły, gdyby nagle mu się odwidziało? Postanowił jednak cofnąć wcześniejszą zgodę prawną (a jak wiemy, prawo nie działa wstecz), i nakazał każdemu skasowanie opowiadania/komiksu/utworu muzycznego/animacji i czegokolwiek innego bo nie - tak i już? Raczej by nie było im miło. 

To samo tyczy się tej sprawy. Najbardziej śmieszy mnie jednak zarzucenie mi braku szacunku do autorów. Wiecie, zapewne buszując po sieci, że mało kto umieszcza autora danego komiksu do swojego tłumaczenia. Wiele prac jest kradzionych. Obrazki bez podpisów krążą w sieci i na dobrą sprawę, nie wiadomo kto jest ich twórcą. Na moim blogu nie ma ani jednej cudzej pracy bez podania autorstwa, a jak sama go nie znam - daję odnośnik do miejsca gdzie to znalazłam. Lub też, jak nie mogę się skontaktować z twórcą, bo albo konto nieaktualne, albo po prostu nie i już. 

No ale to, że grzecznie pytałam o zgodę i czekałam na odpowiedź to oznaka mojego braku szacunku do cudzej pracy. No dobrze. Postanowiłam więc od dzisiaj, kiedy się pozbierałam, a ślady łez wyschły z moich policzków - że się nie dam. Pozostanę, heh, zdeterminowana i od teraz będę przestrzegać prawa autorskiego takim jakie jest. 

Widzicie w kwestii tłumaczenia mamy dwie osoby - autora oryginalnej pracy oraz tłumacza. Każdy kto choć raz tłumaczył cokolwiek wie, że nie jest to nic łatwego. Edycja tekstu, siedzenie w słownikach, szukanie polskich odpowiedników na zagraniczne określenia, dobór stylu który będzie odpowiadał oryginalnemu. To są godziny pracy. Czasem jeden krótki komiks potrafię tłumaczyć godzinę. Czasem opowiadanie czterostronicowe - cały dzień. Bo dochodzi korekta pierwsza, druga i jeszcze podesłanie tekstu Samciowi - mojej becie. Tłumaczenie w prawie jest postrzegane jako własna praca. Jako przetworzone dzieło, lecz nadal własne, oryginalne, autorskie, indywidualne. Ma takie same prawa jak oryginał.

Pomijam już zupełnie to, że nie czerpię korzyści materialnych z tego co tłumaczę i jest to praca typowo - od fanów dla fanów nie na sprzedaż. 

Nie wiem kto i czy się jeszcze do mnie zgłosi, obecnie spodziewam się wszystkiego. Dlatego nie zdziwcie się, jeżeli jeszcze jakieś prace zostaną zdjęte i dostępne tylko u mnie na mailu, albo też zostanie zaprzestane ich tłumaczenie.

Dlatego smutny Yumiś się zezłościł i postanowiłam wziąć prawa autorskie po swojej stronie. Od dzisiaj, każde opowiadanie jakie zostanie przeze mnie przetłumaczone, będzie tylko na tej stronie, ewentualnie na koncie na Wattpad. Lecz główny człon zawsze tutaj. Autorzy opowiadań nie będą informowani o tłumaczeniach - póki co. Zgodnie z prawem, jeżeli po prostu dam link do oryginalnej pracy z zaznaczeniem, że jest tłumaczenie, mam prawa do publikacji. Tak więc prawa się łamać nie będzie. Póki co, bo powiem, że też nie jest mi dobrze z tą świadomością. Chcę poczekać, aż burza ucichnie... Przeczekać złość i zawiść, przeczekać gniew i smutek. 

Najzabawniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że gdzieś ucieka nauka zawarta w grze. Może tylko ja to tak przeżyłam, bo jestem emocjonalnie nadwrażliwa - ale ... gra nauczyła mnie miłosierdzia. Tolerancji. Szacunku do drugiego człowieka. Życie wychowało mnie w przeświadczeniu, że należy liczyć się z cudzą pracą. 

Mogłam przecież, przetłumaczyć opowiadanie i wrzucić jako własne. Powiedzcie mi proszę, czy gdyby nie ja, znalibyście wspomniane opowiadania: Klatka z kości czy Przewodnik? Oplątani było już sławne wcześniej. Jeżeli kilka osób na to by trafiło to super, ale reszta? Wątpię. Takie coś byłoby praktycznie nie do wykrycia. Mogłam też zaczerpnąć z cudzego pomysłu i napisać własnymi słowami opowiadanie. Ooo takie coś ciężko byłoby tym bardziej udowodnić. Zrobiłam to? Nie-e. 

Tak więc przepraszam Was za zamieszanie, za to że sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej, za to że ludzie są jacy są.

Aby uspokoić, nie zawieszam działalności bloga. Co to to nie, póki nerwy mi nie ostygnął, będę Was męczyć moimi wypocinami, albo Waszymi pracami jakie nadeślecie mi na maila. Potem wrócę do komiksów, a następnie do opowiadań. Potrzebuję jednak odpoczynku. 

Ten blog to dla mnie ostoja spokoju i relaksu po dniu pełnym zmartwień, kłopotów i wyzwań. To miejsce gdzie mogę być sobą także dzięki Wam, bo liczę się też z Wami, o czym wielokrotnie Wam wspominałam. Strasznie mi przykro, że ludzka głupota sprawia iż nawet tutaj, nie mogę cieszyć się spokojem i wolnością. Wiele dla mnie znaczy możliwość powrotu w domowe pielesze, rozebrania się (prawie do negliżu - ten kto wymyślił stanik musiał być sadystą), zrobienia herbaty, siedzenia obok mojej kochanej Samael i odpalenia bloga. 

A i jeszcze jedno, taka wesoła może nowinka. Mam nadzieję, że Rydzia się nie obrazi za to co teraz powiem, ale psssst jutro ma urodziny ;) Ja dla niej coś szykuję, więc pojawi się jutro coś ode mnie dla Rydzi. Te osoby jakie będą miały czas i chęci mogą dzisiaj i przez cały jutrzejszy dzień, a nawet i do 9 maja podsyłać mi coś dla naszej kochanej rysowniczki ;3

Ci co śledzą mnie na facebooku już zapewne o tym wiedzą, a ci co nie to się teraz dowiedzą. Sprawa tyczy się dwóch opowiadań. Pierwsze "Przewodnik" do jakiego zostało zrobione też audio - oraz opowiadanie z FlowerFella - Oplątani (Overgrowth) .
Jak zauważyliście, albo i nie, oba zostały zdjęte z mojego bloga. Lecz dlaczego - ohoho~ musimy cofnąć się w czasie. Najpierw zacznę od FlowerFell.

Jak wiecie, w momencie kiedy byłam w trakcie tłumaczenia, autorce odjebało i obraziła się na cały świat. Skasowała najpopularniejsze opowiadanie jakie napisała - to które stało się motorem całego AU, inspiracją dla piosenek, innych opowiadań i tony obrazków. Łaskawie pozwoliła te prace zostawić, lecz poprosiła o zdjęcie tłumaczeń.
Byłam trochę między młotem, a kowadłem, bo pierwsza część już została puszczona na bloga, zaś reszty nie zdążyłam skopiować.Z ratunkiem przyszła mi głupota plagiatorów, którzy korzystając z tego, że autorka skasowała oryginalną pracę, dorobią się na jej sławie. Kiedy tylko ktoś wrzucił to opowiadanie, pochwyciłam je i zadowolona tłumaczę dalej. 
No, ale pytanie. Publikować czy nie - ostatecznie dostałam zgodę na tłumaczenie, więc w sumie wsio mi jedno. Opublikowałam i zadowolone sobie siedziało na blogu do dnia 6 marca 2017. 
Tego to bowiem dnia, zostałam zaatakowana przez zagraniczny fandom, oskarżona o bycie prostakiem, że nie szanuję autorów i mam natychmiast to skasować. 
TUTAJ wkracza autorka Przewodnika.
Która obserwując z boku akcje doszła do wniosku, że mam usunąć moje tłumaczenie jej one-shoota, oraz JestemSansem ma skasować audio. Po zagrożeniu mi kasacją bloga, bez wcześniejszego dogadania się (można powiedzieć, że groźbę dostałam na dzień dobry po wejściu na mojego tumblr) uznałam, że troszeczkę ... ludzie przesadzają. 

Owszem, byłam wściekła. Owszem, chciało mi się płakać. Nie dlatego, że ktoś się na mnie rzucił, co dlatego, że po pierwsze czuję iż racja jest po mojej stronie, no i po drugie widać, że są parapety które nie liczą się z cudzą  pracą. 
Obecnie złość przeszła, szkoda tylko zmarnowanego czasu. 

Bo prawda jest taka, że tłumaczami zazwyczaj mało kto się interesuje czy przejmuje. Jak tłumaczą dobrze, to przez większość są niezauważani. Jak tłumaczą źle, to się z nich wyśmiewa. No i tutaj... z prawnego punktu widzenia po uzyskaniu zgody na tłumaczenie mogę z nim robić co zechcę. Tak więc nawet jak autor oryginalnej pracy ją skasuje, ja nie muszę tłumaczenia - bo to moja praca i moja krwawica. 

Nie wspominając już zupełnie o tym, że kto daje i zabiera... 

Oczywiście, jestem w stanie zrozumieć drugą stronę, jednak przez to że umiem wczuć się w to co mogło kierować obiema paniami dochodzę do wniosku, że autorka Oplątanych ma wielkie problemy osobowościowe, nie wie czego chce, robi wielkie coś z niczego i postępuje nielogicznie. Tworzy się zatem obraz osoby niestabilnej, słabej, nie budzącej żadnego szacunku. Natomiast autorka drugiego opowiadania staje się jakby to powiedzieć... zarozumiałą suką, która uważa iż jej praca jest tak zacna, że klękajcie narody? Uznała bowiem, że bardzo nie podoba się jej to iż moje tłumaczenie jej opowiadania publikuję na moim blogu, a wy to komentujecie tutaj, a nie u niej na stronie. 
Trochę to mało logiczne, wiem... No ale tak było. 
No i nie zapominajmy jeszcze o pracy JestemSansem, który co by nie było, włożył swój czas i wysiłek tworząc nagranie. A co za tym idzie, autorka nie liczy się z nikim innym poza sobą. Tak więc wiecie, jak chcecie czytać jej opowiadania to tylko u niej, nu nu. Heh. 

Lecz nie lękajcie się. Skasowane zostało, a i owszem. Dla świętego spokoju. Dlaczego to zrobiłam, skoro wiem, że racja jest po mojej stronie? Widzicie, problem polega chyba na różnicach kulturowych. Ja wiem, że autorka Przewodnika mogłaby mi narobić koło ogona, a wierzcie lub nie, ale dość mam problemów w życiu codziennym, by sobie psuć jedyne miejsce na którym mogę odpocząć. Jeżeli sprawa poszłaby wyżej, czyli do administracji - w tym przypadku - Google, popatrzcie kogo stawiamy na szali. Anglojęzyczny autor vs jakiś tam polski tłumacz. W dodatku, nie jestem dość pewna jeżeli chodzi o moją umiejętność gadania po angielsku na tyle, aby jeszcze się z kimś kłócić używając formalnego języka. Neeeh. 

Zapisałam obie prace u siebie jednak. Mogę przesłać chętnym, jeżeli tylko będziecie chcieli. Piszcie do mnie na maila: yumimizuno@interia.pl 
W temacie wpisując tytuł opowiadania jakie was interesuje. 
Zaś te osoby jakie są zainteresowane nagraniem niech kontaktują się z JestemSans: jestemsans@gmail.com
No i wam wyślę :) 
Tyle. 

ZASADY:
1 - piszecie w komentarzach jakąś scenę np: Reakcja postaci X na postać Y. Albo. Postać X idzie do sklepu i kupuje pączki. Albo Postać X pociesza czytelnika kiedy ten płacze. Czy też Postać X podrywa postać Y. A nawet Postać X jest zazdrosna o czytelnika. Generalnie chodzi o podanie pomysłu na jakąś scenę. 
2 - ja opisuję w formie krótkiego opowiadania pod Waszym komentarzem to co chcecie. 
3 - każda nowa scena to nowy komentarz. Nie ma rzucania własnych pomysłów pod komentarzem, który został napisany przez kogoś innego

Mogą być treści +18
Nie zapatruję się obecnie na yaoi więc proszę o to nie prosić
Żądania mogą dotyczyć gry Undertale oraz pochodnych AU; Zwierzogrodu; moich autorskich opowiadań; 
Tak więc:
Jakie jest Twoje żądanie?

TO ROZDANIE GIER - ZAMKNIĘTE
Kolejne pojawi się... kiedyś.
Dziękuję za udział w zabawie :3   

Notka od tłumacza: Opowiadanie one-shoot dostosowane do kobiecego czytelnika. Akcja dzieje się na powierzchni, gdzie pracujesz wraz z Sansem. Pewnego dnia postanawiacie razem się upić... Związek Sans x Ty. Opowiadanie +18
Autor: Auntine Mem (NotYourMemly)
Oryginał: klik
Tłumaczenie:Yumi Mizuno
~*~
Sans wiedział, że nie powinien być dłużej w Twoim mieszkaniu niż powinien. Skupił się więc na zdaniu, umieszczenia Ciebie w łóżku. Miałaś bardzo ... pijany humor, śmiałaś się pod nosem jak siadałaś na skraju materaca. Zerknął na stolik.

szklanka wody? jest, aspiryna? jest, telefon położony w bezpiecznej odległości? jest.

Nie miałaś klimatyzacji więc otworzył okno, aby wpuścić trochę przyjemnego, letniego powietrza. Odwrócił się by na Ciebie spojrzeć, nieporadnie próbowałaś rozwiązać sznurówki butów. Westchnął i klęknął pomagając je zdjąć. Potem położyłaś nogi na łóżku. Sans wstał z kolan i już miał wychodzić, kiedy chwyciłaś go za sznurek jego niebieskiej bluzy, mamrocząc pod nosem jakieś niezrozumiałe słowa. Pochylił się nad Tobą, spojrzałaś na niego leniwym, pijackim wzrokiem i ..
-Muah! - mokra para ust dotknęła jego zębów. - Dzięki, kosteczko – położyłaś się wygodnie drapiąc po kolanie. Przez chwilę starał się zignorować elektryczne dreszcze magii jakie mrowiły miejsce w którym go pocałowałaś. Zaśmiał się słabo.
-dobranoc dzieciaku, słodkich snów – miał wstać i sobie po prostu wyjść, lecz trzymałaś go jeszcze mocniej – no weź, puszczaj, muszę iść do siebie. - Niczego mu nie ułatwiałaś. Sans przesunął dłonią po Twojej twarzy odgarniając kilka kosmyków włosów jakie się do niej przykleiły. Wyobrażał sobie, jak rano budzisz się pełna wyrzutów sumienia, że chlałaś z nim do drugiej rano. Nie chciał dodawać Ci powodów do zmartwień zostając w Twoim pokoju jeszcze dłużej. Powinien zaprowadzić Cię do domu wcześniej, albo jeszcze lepiej, wezwać taksówkę. Ale nie, za dobrze się bawił. Wtedy wyzwałaś go na pijacki pojedynek i cóż... Rzeczy zaczęły wymykać mu się spod kontroli. Mruknęłaś coś ponownie przyciągając jego uwagę. Zerknął na usta. Jego kciuk przesunął się po Twoich powiekach, nosie, policzkach, wargach... - taka delikatna – Czy to kogoś będzie bolało? Sans był pewien, że jeżeli kiedykolwiek zebrał by w sobie dość odwagi i zapytał się, pozwoliłabyś mu ... pozwiedzać... trochę. Zdecydowanie by się nie gniewał gdybyś sama tego chciała... dobra, zły przykład, ale wiadomo o co chodzi, więc...
Jego pierwszy dotyk był całkowicie platoniczny. Nic wielkiego, co nie? Spałaś już głęboko, delikatnie oddychałaś, Twój uścisk w końcu puścił. Sans stracił poczucie czasu. Zwrócił uwagę na żyły, jak biegną przez dłoń, nadgarstek, rękę, do góry. Sprawdził puls. Jego dusza delikatnie zadrżała mogąc poczuć spokojny rytm Twojego serca. Klęczał teraz przy łóżku. Przystawił palce do karku, aby tam też sprawdzić puls. Rozpiął swoją bluzę i ściągnął ją, zrobiło mu się bardzo ciepło. Zatrzymał się na chwilę i cofnął kiedy miał zamiar ściągnąć też biały podkoszulek. Nic nie będzie w stanie pomóc mu w ochłodzeniu kości. Po prostu będzie musiał to zignorować. Bo przestać nie chciał. Popatrzył na Twoją koszulkę, a potem na szorty.
- nie, nie ma mowy – mruknął do siebie.

ale znowu... to nie tak, przecież widziałeś ją w stroju kąpielowym, nie była wtedy zła pozwalając ci zobaczyć trochę więcej ciała, na plaży kilka miesięcy temu

-to było co innego, to jest co innego

racja, jej bielizna prawdopodobnie zasłania więcej niż bikini

Zadrżał jak zaatakowało go wspomnienie. Choć to pierwszy raz, kiedy dane mu było zobaczyć ocean, nie umiał powstrzymać się od zerkania w Twoim kierunku. A to było jeszcze zanim zdał sobie sprawę, że interesujesz go nie tylko pod względem biologicznym.

no i jest delikatniejsza niż ty, bardziej wrażliwa, po prostu pomyśl jak musi być jej niewygodnie...

Sans nie walczył już dłużej z pragnieniem. Chwycił za dół Twojej koszulki i delikatnie ściągnął ją przez głowę, uważając bardzo na ręce. Pod chłodnymi kośćmi poczuł gorącą skórę, przesunął ręką po ciele. Biodra, brzuch, pępek, poświęcił mu wyjątkowo dużo czasu eksplorując miejsce dookoła niego. Masz łaskotki? Nigdy o to nie zapytał. To byłby ciekawy eksperyment. Zapięcie na przodzie stanika było wyzwaniem, ale nagroda – zobaczenie Twojego jędrnego biustu – to coś czego odopuścić nie chciał. Sans czuł jak jego magia wariuje w kościach. Lewe oko zaczęło tlić się niewielkim niebieskim światłem.
-na gwiazdy, jesteś niesamowita – materac zaskrzypiał cicho. Sans właśnie postanowił pozbyć się Twoich szortów. Na początku wydawało mu się to niemożliwe. Jego kościste palce nie mogły pokonać gładkiego, metalowego zapięcia paska. Był zdesperowany, użył magii, a kiedy wysunął go ze szlufek rzucił na bok nie patrząc nawet gdzie. Położył się na Tobie, wtulając twarz w kark. Jego magia wymykała się z ciała, muskając skórę. Powoli przesunął się między nogi, jedną spuszczając na podłogę. Przeczesał palcami włosy, desperacko poruszając swoim dopiero co stworzonym kutasem po Twojej kobiecości. Piersi poruszały się rytmicznie ocierając o żebra. Sutki zrobiły się twarde. Sans zwrócił na nie uwagę i ścisnął je delikatnie. Widział je w takim stanie raz, albo dwa, ale tylko przez ubrania. Wiedział, że robią się takie kiedy jest Ci zimno, albo...

oh... 

Zadrżał nerwowo. Przesunął rękę na dół, byłaś już tak mokra, że majtki stały się przeszkodą. Cicho jęknęłaś pod jego dotykiem, na chwilę się zatrzymał.
 -cóż... cholera – nawet podczas snu, Twoje ciało z radością wita jego dotyk. Sans przestał w tym momencie myśleć nad swoimi poczynaniami. Tak przyjemnie było Cię dotykać. Przytulać. Jego umysł i dusza pragnęły więcej. Wsunął kolano między Twoje nogi. Kiedy jedną ręką ściągał bieliznę, drugą drażnił pierś. Po kilku sekundach pozbył się swoich spodni. Wyrzucił je poza łóżko i usadowił się między nogami. Powoli i ostrożnie przystawiając penisa do wejścia, pozwalając aby odrobina nasienia naznaczyła Twój wrażliwy guziczek. Przeszył go dreszcz. Twoje ciało zdecydowanie odpowiadało, byłaś tak wilgotna, mógł wślizgnąć się bez większych kłopotów. Ostrożnie, cal po calu. Kiedy znalazł się już w całości nowe doznanie praktycznie pozbawiło go kontroli. Wcześniej się dotykał, jasne, ale można było tego porównywać z tym. Zerknął na Twoją spokojną twarz w obawie, że się zbudzisz. Potem delikatnie przystawił swoje czoło do Twojego i zaczął się poruszać. - hnnngh,,, o kurwa, tak – pokręcił biodrami kilka razy. Od miesięcy wyobrażał sobie, że Cię dotyka, zastanawiając się jak byś wyglądała pod nim. Popatrzył na dół, by zwrócić uwagę na piersi; jak jego miednica styka się z Twoimi biodrami. Nic nie mogło się równać z tym momentem, ze słonym posmakiem skóry. Kolejny dreszcz rozkoszy przepłynął po jego plecach. Przytulił się do Ciebie dotykając tak wiele ciała jak to było możliwe. Nic innego się dla niego w tym momencie nie liczyło, tylko Ty i on. Zaczął skubać Cię po gardle, ramieniu, obojczyku. To było jego ulubione miejsce, gdzie kość spotykała się ze skórą. Podnosił się, aby Cię pocałować, coś przyciągnęło jego uwagę, na chwilę zamarł powstrzymując z trudem chuć.
-Mmmmh, Sans! - delikatnie jęknęłaś zaspanym i pijanym głosem. Teraz on warknął. Jego imię opuszczające Twoje wargi... dusza aż śpiewała mu z radości.

na gwiazdy... kurwa... to nie jest... ona nie jest.... powinienem przestać, ale ja ...

Z przerażeniem zdał sobie sprawę, że jest blisko, lecz nim zdążył go nawet wyciągnąć, ekstaza przepełniła jego ciało, a potem wystrzeliła w Twoje wnętrze. Poruszał się niepewnie, w trakcie swojego orgazmu, wypełniając Cię. W końcu opadł dysząc ze zmęczenia. Powoli, jego magia się uspokajała, rozpływając się w powietrzu. Przez moment, wszystko co mógł zrobić to leżeć, inhalując Cię Twoim zapachem. Lecz potem, świadomość tego co zrobił zmroziła go. Mamrotał coś o poczuciu winy, kiedy wchodził w swoje spodnie. Zastanawiał się nawet, czy nie ubrać Cię ponownie, wymknąć się i okłamać cały świat, że do niczego nie doszło.

wróciłbym do domu, wszedł do swojego łóżka i udawał, że nigdy jej nie dotknąłem

Już samo myślenie o tym sprawiało, że było mu niedobrze. Nie. Zamiast tego ubrał Cię w swoją koszulę i wślizgnął się obok, objął ramieniem i zamknął oczy. Chłodne powietrze otuliło wasze ciała. Z doświadczenia wiedział, że ukrywanie błędów nigdy nie kończyło się dobrze. Przynajmniej póki co. Teraz chciał spać, a co przyniesie ranek? ... Się okaże.
Coś ładnie pachniało, zaburczało Ci w brzuchu. Leniwie podniosłaś powieki. Z jakiegoś powodu zawsze rano żałowałaś takich wypadów. Nie martwiłaś się nawet pościeleniem łóżka. Jedną ręką zaczęłaś szukać tele...
-Oooohhh cholera – Podniosłaś się z łóżka i zaczęłaś rozglądać. Byłaś sama. Jak zawsze. Zerknęłaś na nocny stolik. Może wczoraj się totalnie wygłupiłaś, ale Sans... rany jaki on słodki... zrobił co mógł, aby umilić Ci przebudzenie. Telefon, woda, tabletki przeciwbólowe... cóż, tego ostatniego nie potrzebowałaś, z jakichś dziwnych powodów nie miałaś kaca. Lecz nie będziesz z tego powodu narzekać, co nie? Pociągnęłaś nosem. -Co to? - pachnie jak chleb... jajka i .. dym? - Twoi sąsiedzi przypalili śniadanie? Skądkolwiek by nie pochodził, zdecydowanie przebija zapach bekonu i jajecznicy. Ktoś wyłączył alarm przeciwpożarowy.
-w diabły to! - niski, znajomy głos dochodził z Twojej kuchni w towarzystwie stuku kilku naczyń o siebie. Sans? Co on tutaj robi? Wyskoczyłaś z łóżka aby spojrzeć i w jednej chwili potknęłaś się.
-KURWA! - spadłaś na podłogę po drodze uderzając się głową w stolik. Słyszałaś, jak Sans szybko odstawia talerze na bok, oczywiście, pewnie chce zobaczyć co Ci się stało, tylko że właśnie uświadomiłaś sobie, że nie masz majtek.
-_____, co...? - zatrzymał się w progu i otworzył szerzej oczy kiedy na Ciebie spojrzał – przepraszam! przepraszam, ja... ja.... uhhh... śniadanie! - nim zdążyłaś odpowiedzieć, odwrócił się i wrócił do kuchni. Zaczęłaś się gładzić po głowie, wstałaś na nogi i chwyciłaś za aspirynę. Wygląda na to, że jestem będzie potrzebna. Dzień, koniec końców, zaczął się ciężko.  
Kurwa, kurwa, kurwa. Nienawidzisz siebie kiedy jesteś pijana. Zdecydowanie nie poszłaś do domu sama, tak jak sobie zaplanowałaś. Spędziłaś noc z Sansem, misja wykonana, ale .... jakim kosztem? Dumą? Przyjaźnią? Trzeba będzie go zapytać, i... ugh.. Ta mina kiedy Cię zobaczył. To wina? Wstyd? Może. Żałuje, że zaakceptował zaproszenie? Dlatego, że jesteś człowiekiem? O Boże, a co jeżeli Twoje ciało go obrzydza do takiego stopnia, że już nigdy na Ciebie nie spojrzy? Po to robi śniadanie? Stara się zrobić dobry grunt pod przyznanie, że ta noc była pomyłką? Przez takie myśli poczułaś się jeszcze gorzej.
Nie śpieszyłaś się ubierając. Przesunęłaś palcami po niewielkich śladach palców na Twoich biodrach. Nie byłaś w stanie przypomnieć sobie niczego. Jeżeli Sans faktycznie postanowi już nigdy więcej tego nie powtórzyć, chciałabyś przynajmniej mieć jakiekolwiek wspomnienia. Kiedy w końcu uznałaś, że nie będziesz w stanie czekać ani chwili dłużej, uczesaniu się mimo tlącego się nada bólu w głowie, zastanawiałaś się czy już wyszedł. Nic z tych rzeczy. Jak tylko znalazłaś się w kuchni nadal tam nył. Stał z kubkiem kawy w rękach. Nie przepadał za tym napojem. Zorientował się, że jesteś w pomieszczeniu kiedy przesunęłaś krzesełko
-Cześć – uśmiechnęłaś się słabo, jego zazwyczaj luzacki wyraz twarzy teraz był zesztywniały
-ta.. uh... cześć – Na talerzu miał coś co przypominało pobojowisko wojny jajek z bekonem, a to wszystko na wzgórzach tostowych. Ciężko dokładnie powiedzieć co właściwie jadł. Czułaś się lekko winna, że kazałaś mu tyle na siebie czekać – zrobiłem też dla ciebie... możesz zjeść...– pokazał na swoje „śniadanie” - jeżeli chcesz – spróbowałaś trochę potrawy, nie było takie złe pomijając fakt, że trudno było rozpoznać jakikolwiek smak.
-Dzięki.
-oh, dobra... - milczeliście przez chwilę kiedy jadłaś. Zauważyłaś, że szkielet przygląda Ci się dziwnie, a potem patrzy w swój kubek. Jego gładkie palce zacisnęły się mocniej na naczyniu.
-Więc... czy możesz mi powiedzieć...
...co się stało wczoraj?
...co zrobiłam wczoraj?
-chcę z tobą porozmawiać o ... - oboje zamarliście.
-Oh, uh, dobra.. Znaczy się... Jasne... Tak... okej – potwór był zdenerwowany
-więc... um... pamiętasz...? znaczy się, pamiętasz nasz pijacki pojedynek?
Wpatrywałaś się w kościotrupa siedzącego naprzeciwko. Kawa w jego kubku zdążyła już dawno wystygnąć. Sans naciągnął nawet na twarz kaptur swojej bluzy próbując się schować. Czy on kurwa mówił poważnie?
-więc, uh... taa... cholera... dzieciaku.... naprawdę mi przykro – Wstałaś i nachyliłaś się nad stołem, a następnie spoliczkowałaś go. Mocno. To był błąd, nie tylko dlatego, że właściwie nie należało mu się, ale też, że Ciebie zdecydowanie zabolało to bardziej niż jego.
-Ała! Kurwa! - syknęłaś przystawiając do siebie rękę. W jednej chwili Sans wstał z krzesełka i podszedł do Ciebie, jak zawsze chciał pomóc, lecz cofnął się w pół gestu, kiedy dostrzegł irytację malującą się na Twojej twarzy.
-dzieciaku, proszę, wiem dlaczego jesteś na mnie zła – Naprawdę, Sans? - naprawdę, łapię – Nie, wydaje mi się, że nie. - ale pozwól mi spojrzeć na swoją rękę, porządnie się zraniłaś
-Nie mogę w to uwierzyć, palancie! Naprawdę nie mogłeś zaczekać, aż się obudzę?
-ja... um... co proszę? - zgłupiał. Nie słuchałaś.
-Raaaany, czy coś by ci się stało, jakbyś ze mną pogadał? Kurwa mać, Sans! - Stałaś teraz chodząc dookoła stołu, śledził Twoje kroki zagubiony – Przez cały dzień stresowałam się, jak zrobić kolejny krok, a ty... - popatrzyłaś na niego – zrobiłeś ich kilka i to wtedy kiedy spałam?! Ze wszystkich samolubnych... UGH! Wiesz co?
-er... - skrzyżowałaś ręce na piersi mierząc go wzrokiem.
-Idę wziąć prysznic. Kiedy wrócę, oczekuję że ten bałagan – pokazałaś na stół z potrawą i szafki – zniknie, a ty – wskazałaś na niego
-taa. łapię... też mam zniknąć, nie chcesz mnie już nigdy widzieć, to uczciwe– spuścił głowę jakby nie chciał widzieć Twojej reakcji
-To jedna opcja, ale z drugiej strony, mogę ci wybaczyć jeżeli pokażesz mi co przegapiłam – Teraz to go zbiłaś z pantałyku
-... że co proszę? - westchnęłaś.
-Sans, próbuję się do ciebie dobrać od Bóg raczy wiedzieć jak dawna. Tak, to co zrobiłeś było głupie. I samolubne. I nielegalne – Oczy Sansa przy tych słowach właściwie zniknęły – Coś ty sobie myślał?
-nie myślałem, tak szczerze powiedziawszy – przyznał. Na jego kościach pojawił się niewielki niebieski rumieniec, który lubiłaś oglądać.
-Tak mi się właśnie wydawało – zaśmiałaś się lekko – Chodzi mi o to, że lubię cię. Bardzo. I szczęśliwie, mam dzisiaj nastrój na wybaczanie.
Sans obserwował w ciszy jak odwracałaś się i zmierzałaś do łazienki. Czuł drżenie magii gotującej się w jego szpiku, bulgoczącej z głodu. Świadomość tego że będziesz się myć nie ułatwiała mu sprzątania.
Oryginał: Spintherella
Tłumaczenie: Yumi Mizuno
Spis treści:
1 | 2 | 3 | 4 | 5 |
6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
11 | 12 |(Obecnie czytany) 13 | 14 | 15 |
16 | 17 | 18 | 











Autor: rem289
Tłumaczenie: Yumi Mizuno
Spis treści:
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | (Obecnie czytane) 7 |











Notka od tłumacza: Jest to opowiadanie +18 dostosowane do kobiecego czytelnika. Papyrus i Blue mają do Ciebie dość dziwną prośbę. Związek: Sans (Undertale) x Sans (Unserswap) x Ty x Papyrus (Undertale) x Papyrus (Underswap). Aby było jaśniej połapać się w postaciach. Blue = Sans (Underswap) oraz Stretch = Papyrus (Underswap).
Autor: NekoElena
Oryginał: klik
Tłumaczenie: Yumi Mizuno
~*~
Sobotni wieczór w barze Grillbiego był dla Ciebie normą. Zimna szklanka rumu z kolą, dookoła potwory i ludzie. Między stolikami chodził właściciel przybytku. Właśnie upijałaś kolejny łyk drinka, kiedy drzwi się otworzyły, zerknęłaś by zobaczyć kto to. Papyrus i Blue. Oboje mieli na sobie swoje „bojowe zbroje”. Znałaś ich. Sans coś przegapił w maszynie jaką budował i powstało przejście do innego wymiaru, przez które przeszły dwie alternatywne osobowości braci i zaczęły wchodzić w interakcje się ze wszystkimi. Oryginalny Papyrus był wysoki, głośny i dziecinny, jego starszy brat Sans natomiast niski, cichy i leniwy. Choć stanowili swoje przeciwieństwa kochali się. Blue i jego brat Stretch mieli zamienione osobowości. Nic więc dziwnego, że Papyrus i Blue szybko się dogadali, biegali po mieście robiąc co rusz jakieś łamigłówki. To co wszystkich jednak zaskoczyło to fakt, że pojawili się w barze. Oboje często wspominali, że nie przepadają za takimi miejscami. Sama to słyszałaś kilka razy z ich ust przy różnych okazjach. Niewiele osób było w stanie wytrzymać z braćmi, ale Ty tak. Byłaś w stanie wytrzymać nawet z ich alternatywnymi wersjami. Nie zaskoczyło Cię więc to, że dwa szkielety zmierzały w Twoim kierunku.
-_____! CIESZĘ SIĘ, ŻE CIĘ ZNALEŹLIŚMY! – powiedział Papyrus swoim zwyczajnym, bardzo głośnym tonem. Przywykłaś do donośności jego głosu, lecz mogłaś dostrzec, że kilka osób popatrzyło się na Was krzywo
-Zawsze tutaj wpadam w soboty – wzruszyłaś ramionami – Czego potrzebujecie chłopaki? Musi to być coś ważnego, skoro przyszliście aż tutaj. – Blue się wzdrygnął.
-TO PRAWDA _____! POTRZEBUJEMY TWOJEJ POMOCY W CZYMŚ! – miał taki sam ton głosu jak Papyrus. Upiłaś kolejny łyk.
-Z czym? – popatrzyli po sobie nerwowo, a potem pochylili się lekko nad stolikiem. Zainteresowałaś się
-My um… właściwie chcielibyśmy… abyś udzieliła nam …. Lekcji – szepnął Papyrus zaskakująco cicho. Nie przypuszczałaś, że umie tak mówić!
-Lekcji? Dlaczego nie zapytacie o to Undyne albo Alphys? Albo nawet waszych braci? – zastanawiałaś się, jak czegokolwiek mogłabyś ich nauczyć. Oboje się rumienili, Papyrus na pomarańczowo a Blue… na niebiesko.
-Naszych braci nigdy o to nie zapytamy – szepnął niższy szkielet, drugi mu przytaknął.
-A pytanie Undyne czy Alphys byłoby … głupotą. – dodał. Tutaj się zagubiłaś. Dopiłaś drinka i zmarszczyłaś brwi.
-Co to za lekcja? Dlaczego myślicie, że akurat ja wam mogę pomóc? – Papyrus złączył ręce przed sobą.
-U-um… widzisz, nasi bracia myślą, że nie damy sobie rady, ale… cóż, chcemy spróbować, a nie mamy nikogo kto mógłby nas nauczyć. – Zaczęłaś się śmiać. Nic nie mogłaś na to poradzić, to było takie zabawne. Mówiłaś Sansowi i Streachowi, że ten dzień kiedyś nadejdzie, prędzej czy później. Nigdy jednak nie przyszło Ci do głowy, aby prosili Ciebie o pomoc.
-Przepraszam, przepraszam, nie śmieję się z was… - powiedziałaś łapiąc oddech – Pytacie się mnie o to, abym nauczyła was o seksie? – Kiedy na ich twarzach rumieniec się powiększył, dostałaś swoją odpowiedź. Uśmiechnęłaś się i potrząsnęłaś głową. – Wasi bracia mnie zabiją, jak to zrobię. No i … dlaczego ja? – Papyrus zaczął gładzić się po kości przedramienia.
-Cóż… Wiem, że ty i mój brat… wcześniej… - To była prawda. Ty i Sans kochaliście się kilka razy nim jego maszyna zrobiła boom. Pierwszy raz miał miejsce po pijaku, drugi kiedy uznaliście, że warto zacząć jakiś związek. No, a potem potrzebowałaś czasu, aby poukładać wszystko w głowie, problem z maszyną niczego nie ułatwiał.
-Tylko dlatego, że ja i Sans … że nas coś łączyło… kiedyś… nie oznacza, że powinnam iść z tobą do łóżka. Co by nie było jesteś jego młodszym batem. To samo tyczy się też ciebie, Blue. – ten warknął ze złości. Papyrus aż trzasnął otwartymi dłońmi o stół.
-TYLKO DLATEGO, ŻE JESTEM MŁODSZY NIE OZNACZA, ŻE NIE JESTEM DOROSŁY! MOGĘ SAM PODEJMOWAĆ DECYZJE BEZ PYTANIA SIĘ SANSA O ZGODĘ! – krzyknął. Zaraz po nim dodał Blue gotując się z wściekłości.
-JA JESTEM STARSZYM BRATEM KURKA WODNA! STRETCH NIE MOŻE MÓWIĆ ZA MNIE CO MAM ROBIĆ, A CZEGO MI NIE WOLNO! – Rozejrzałaś się po otoczeniu, w barze zrobiło się cicho. Szkielety usiadły na swoich miejscach nieco zmieszane. Myślałaś chwilę, a potem westchnęłaś. Możesz im wyjaśnić jak to działa. Nic złego się nie stanie od zwykłej rozmowy, prawda? Przetarłaś oczy palcami i warknęłaś.
-Dobra, dobra.. macie rację. Pomogę wam z tą… lekcją. – wskazałaś na nich palcem – Ale jeżeli wasi bracia mnie nakryją, to macie mnie bronić.  – przytaknęli podekscytowani. Odniosłaś szklankę do lady, zapłaciłaś i wyszłaś z baru. Szliście razem do domu Papyrusa, który nie znajdował się daleko. Kiedy weszliście do środka rozejrzałaś się. – A gdzie te dwa lenie?
-POWIEDZIELIŚMY IM, ŻE CHCEMY PIŻAMAPARTY BEZ NICH! WIĘC NIE WIEMY GDZIE SĄ, ALE NIE POWINNI WRÓCIĆ AŻ DO JUTRA! – Blue wzruszył ramionami.
-TAK! NADAL UWAŻAM, ŻE MÓJ POKÓJ SIĘ NADA DO LEKCJI! TAK NA WSZELKI WYPADEK! – Chwycił za Twoją dłoń i pociągnął Cię schodami na górę. Miałaś coraz silniejsze wrażenie, że ta dwójka wszystko sobie dokładnie zaplanowała. Pokój wyższego szkieleta nie zmienił się. Wyścigowe auto jako łóżko, stolik pełen figurek. Chłopcy usiedli na materacu, a Ty wzięłaś krzesełko spod komputera i zajęłaś miejsce naprzeciwko nich krzyżując nogi.
-Dobra. Myślę, że najlepiej będzie po prostu odpowiadać na pytania. – popatrzyli po sobie, jako pierwszy odezwał się Papyrus.
-WIEMY Z NASZYCH PORADNIKÓW RANDKOWANIA, ŻE JEŻELI TRZECIA RANDKA JEST SUKCESEM MOŻNA PRZEJŚĆ DO CZEGOŚ WIĘCEJ I SPOTKAĆ SIĘ W MIESZKANIU. ALE CZYM JEST TO … COŚ WIĘCEJ? – mruknęłaś chowając twarz w dłoniach.
-Rany… a wiecie czym jest penis i wagina? Wiecie czym jest oral? Znacie w ogóle takie nazwy? – patrzyłaś raz na jednego, raz na drugiego.
-OCZYWIŚCIE, ŻE WIEMY CZYM JEST PENIS! MAMY GO! – krzyknął Blue w obronie – MY… MY DOTYKALIŚMY SIĘ WCZEŚNIEJ!
-Ale nie wiecie czym jest wagina? – po ich twarzach już znałaś odpowiedź – To intymna część każdej kobiety. Jest jak… kurwa, jak by to wyjaśnić? – stuknęłaś się kilka razy palcem po policzku – Penis wchodzi do waginy – mówiąc to wsadziłaś palec do dziury zrobionej z dwóch, drugiej ręki. Chłopcy wyglądali na zagubionych.
-CZY MOŻESZ… CZY MOŻEMY ZOBACZYĆ WAGINĘ? – to pytanie padło od Papyrusa. Zamrugałaś kilka razy zaskoczona.
-Cóż… tak… chyba… Czekajcie – wyciągnęłaś telefon i włączyłaś Google by na grafice znaleźć zdjęcia. To nie było nic trudnego. Pokazałaś im monitor komórki. Po chwili Blue popatrzył na Ciebie. Miał szczenięce oczka… cholerne szczenięce oczka.
-CZY MOŻEMY… ZOBACZYĆ… TWOJĄ WAGINĘ? – Chciałaś uciec od tego hipnotyzującego wzroku i popatrzyłaś na Papyrusa, to był błąd, miał taki sam wyraz twarzy. Byli tak cholernie rozkoszni, że nie byłaś w stanie odmówić. Zacisnęłaś zęby i opuściłaś powieki.
-JAK MAMY SIĘ CZEGOŚ NAUCZYĆ, JAK NIE ZOBACZYMY TEGO W RZECZYWISTOŚCI? – wyższy praktycznie wymruczał te słowa. Logika podpowiadała Ci, że to na bank część ich planu. Popatrzyłaś na nich, byli bliżej wpatrując się błagalnie. Warknęłaś i zrezygnowana uniosłaś dłonie w powietrze.
-Doba… - westchnęłaś, wstałaś. Sans i Stretch Cię zamordują. Ściągnęłaś koszulkę przez głowę i położyłaś ją na oparciu krzesełka. Rozpięłaś spodnie i ściągnęłaś je razem z majtkami, po drodze wysuwając stopy z butów. Nigdy nie przepadałaś za skarpetkami, dlatego ich nie miałaś. Kiedy zostałaś tylko w staniku usiadłaś na krześle i rozchyliłaś nogi. – To moja wagina – mruknęłaś nonszalancko. Przyglądali się jej z iskrzącymi się oczami. W tym obrazu było coś…. Dziwnie uroczego. Nie spodziewałaś się, że Papyrus przyciągnie bliżej krzesełko, musiałaś się mocno chwycić siedzenia, aby z niego nie spaść. Wtedy dopiero zaczęłaś się rumienić. Oboje chwycili Cię za kostki sprawiając, abyś nie mogła zamknąć nóg. – E-ej, zwolnijcie…
-PRZEPRASZAMY _____! PO PROSTU JEST TAKA ŚLICZNA! CHCEMY SIĘ JEJ LEPIEJ PRZYJRZEĆ! – Papyrus był pomarańczowy od rumieńca. Blue przytaknął i przybliżył się.
-WIĘC TYLKO PENIS MOŻE TAM WEJŚĆ? – był taki niewinny. Poczułaś, jak rumienisz się jeszcze bardziej i potrząsnęłaś głową.
-U-um… właściwie… wiele rzeczy może um… wszystko co jej nie rozerwie… um.. palce… język… zabawki… - wzięłaś głębszy wdech, kiedy poczułaś jak dłonie niższego odgarniają na bok Twoje płatki.
-TO CIĘ BOLI? – przez chwilę był przestraszony.  Kiedy potrząsnęłaś głową uśmiechnął się szeroko i ponowił czynność. Czułaś, że robisz się mokra. Mocno Cię trzymali, tak że nie mogłaś uciec… No i od dawna z nikim tego nie robiłaś. Jęknęłaś, kiedy poczułaś, jak jeden z nich wsadza w Ciebie palec.  - OH! _____! PRZEPRASZAM! POWINNIŚMY WPIERW SPYTAĆ CIĘ O POZWOLENIE! – Blue popatrzył na Papyrusa, ten przytaknął.
-TAK LUDZIU! CZY MOŻEMY … POBAWIĆ SIĘ Z TOBĄ? ABYŚMY LEPIEJ ZROZUMIELI WSZYSTKO? – Gdyby zapytał się Ciebie o to jakiś czas temu zdecydowanie byś odmówiła. Lecz w zaistniałych okolicznościach, Twoje ciało desperacko pragnęło kolejnego dotyku. Mogłaś im oczywiście po prostu przynieść jakąś książkę i wszystko wyjaśnić. Przygryzłaś wargę i przytaknęłaś.
-J-jasne… ś-śmiało. – uśmiech Blue się poszerzył, śmiało wsunął w Ciebie swojego palca
-OH _____, JESTEŚ TAKA CIEPŁA I MOKRA – zauważył. Zamknęłaś oczy skupiając się na jego ruchach. Papyrus wolną ręką zaczął pieścić okolice kobiecości, by po chwili odnaleźć bezbłędnie magiczny guzik. Na chwilę się zatrzymał by zbadać Twoją reakcję. Zaczęłaś lekko jęczeć, kiedy kręślił niewielkie kółka na nim.
-CO TO JEST _____? CHYBA LUBISZ JAK SIĘ CIEBIE TUTAJ DOTYKA!
-ZACISKA SIĘ TEŻ NA MOIM PALCU.  – Podniosłaś lekko powieki i popatrzyłaś na nich.
-To.. ah… to moja haaahhha ł-łehhh mmmmm łechtaczka… Tak dobrze~ - jęknęłaś poprawiając się w siedzeniu, wtedy Papyrus przyśpieszył. Nabrałaś więcej powietrza w płuca, zaś Blue głębiej wsunął w Ciebie palec wyraźnie czegoś w środku szukając.
-PAPYTUS, TO MIEJSCE O JAKIM CZYTALIŚMY… NIE CZUJĘ GO – mruknął zerkając na towarzysza. Otworzyłaś szerzej oczy.
-Z-zaraz! Mieliście plaaaaaaahhhhgggnn~! – słowo Ci uciekło, kiedy Papyrus mocniej przycisnął wzgórek.
-TAK _____. SZUKALIŚMY INFORMACJI, ALE NAPRAWDĘ CHCIELIŚMY ABYŚ TO TY NAS NAUCZYŁA. JESTEŚ DLA NAS WAŻNA _____ I NA KAŻDEJ STRONIE BYŁO NAPISANE, ŻE PIERWSZY RAZ POWINIEN BYĆ Z KIMŚ KOGO NAPRAWDĘ SIĘ LUBI – przyglądał Ci się z uwagą
-Mogliście mi powiedzieć… - patrzyłaś raz na jednego, a raz na drugiego. Blue spuścił wzrok i wyciągnął palec z Ciebie.
-CZY TO ZNACZY, ŻE CHCESZ ABYŚMY PRZESTALI?
-Kurwa nie! – odezwałaś się natychmiast – Co prawda wolałabym, abyście wpierw mi wszystko powiedzieli, ale szczerze nie przeszkadza mi to. Lubię was. Wszystkie wersje. Nie umiem tego wyjaśnić, ale tak jest. – Papyrusa te słowa uszczęśliwiły, Blue natomiast ścisnął Cię mocniej za łechtaczkę, aż pisnęłaś.
-UWAŻAJ NA SŁOWA _____! – zarumieniłaś się i przytaknęłaś delikatnie, zdając sobie sprawę że pewnie byłby dobry w dominowaniu, gdyby spodobała mu się ta zabawa. Papyrus zerknął na niego.
-TO JAK POSZUKAM PUNKTU G, A TY PIEŚĆ ŁECHTACZKĘ. – Nie miałaś nawet czasu na odezwanie się, zaraz wsunął w Ciebie swoje palce. Były znacznie dłuższe i mógł wejść głębiej. Dostrzegłaś malujący się na jego twarzy przebiegły uśmiech, kiedy wsuwał kolejnego. Potem zaczął kręcić nimi, wyciągać je i wsadzać, podczas gdy Blue bawił się Twoim magicznym guzikiem.
-Aaaahhhaaannnn! – Musiałaś się mocno trzymać, aby nie spaść. Niższy miał wiele zabawy. Jego ruchy nie były nigdy takie same, raz szybko, raz wolno, raz delikatnie, raz mocno, wyższy niestety miał ten sam problem co jego kompan wcześniej.
-TEŻ NIE WIEM GDZIE JEST PUNKT G! _____ WIESZ GDZIE MOŻE BYĆ? – Popatrzyłaś na niego i podniosłaś lewą rękę do góry
-W-właśnie… właśnie tak… - mówiąc to zrobiłaś jakby gest przywołania. – R-rób tak… - szkielet wyglądał na niego zdziwionego, ale zrobił jak mu powiedziałaś. Palec po chwili trafił bezbłędnie – TUTAJ! – krzyknęłaś. Chłopcy wymienili się spojrzeniami. Jeden drażnił Cię z zewnątrz, drugi od wewnątrz. Czułaś jak budował się w Tobie orgazm. –Ja… ja… ahhhahsnnn… Ja… zaraz….! – szeptałaś między jękami. Całkowicie straciłaś kontakt ze światem. Krzyczałaś czując, jak zaciskasz się dookoła palców wyższego, Blue nie przerywał natomiast swojej zabawy, tak długo aż nie zaczęłaś drżeć w ostatnich spazmach rozkoszy. Kiedy w końcu przestali, z ledwością otworzyłaś oczy, dostrzegłaś, że Papyrus zlizuje Twoje soki, swoim długim pomarańczowym językiem ze swoich palców.
-_____! JESTEŚ PYSZNA! – Blue popatrzył na niego.
-JA TEŻ CHCĘ SPRÓBOWAĆ – zaczął zbliżać się do Twojej kobiecości, kiedy go zatrzymałaś.
-Z-zaraz… - Twoje ręce jeszcze się trzęsły – Spadnę z krzesełka… - Szkielety podniosły się w tym samym czasie.
-_____! PRZEPRASZAMY! – Papyrus wziął Cię na ręce. Nawet nie chciałaś wiedzieć jak silny jest. Zaniósł Cię na łóżko. Zaraz potem Blue zajął strategiczne miejsce między nogami.
-MOGĘ SPRÓBOWAĆ? – zapytał mając gwiazdki w oczach. Zaśmiałaś się i przytaknęłaś. Myślałaś, że zrobi tak jak Papyrus, wepchnie palce i już, lecz zamarłaś, kiedy poczułaś jak wsuwa w Ciebie swój język. Gdy skończył, podniósł się oblizując swoje zęby. – MIAŁEŚ RACJĘ! ____ JEST BARDZO PYSZNA! – Zarumieniłaś się lekko.
-Cóż… powinnam już iść… zanim wasi bracia wrócą – Chcieli przecież dowiedzieć się czym jest wagina, prawda? Papyrus zatrzymał Cię jednak, kładąc rękę na ramieniu.
-ALE _____ CHCIELIŚMY …. NO WIESZ… - rumienił się – SPRÓBOWAĆ WSZYSTKIEGO! – zarumieniłaś się jeszcze bardziej zdając sobie sprawę z tego o co proszą. Zaczęłaś się zastanawiać, czy jesteś na to gotowa. Nie chciałaś zniszczyć waszej przyjaźni. Kiedy spojrzałaś w ich oczy wiedziałaś, że naprawdę Cię lubią. Sami mówili, że chcą przeżyć swój pierwszy raz Tobą. Niepewnie przytaknęłaś.
-Dobra – mówiąc to pozbyłaś się stanika. Oboje uśmiechali się szeroko ściągając z siebie swoje zbroje. Usiadłaś na łóżku czekając, aż będą gotowi. Papyrusa był długi, wąski i pomarańczowy. Blue zdecydowanie krótszy, lecz znacznie szerszy, no i niebieski. Myśl, że mają w Ciebie wejść sprawiła, że zaczęłaś zastanawiać się nad tym, czy podjęłaś słuszną decyzję. Kiedy stali tak nago, wyczułaś, że czują się skrępowani i niepewni co robić dalej. Wygląda na to, że będziesz musiała na początku przejąć kontrolę.Jak załapią o co chodzi nie będziesz im przeszkadzać. - Papyrus, połóż się na plecach – zrobił to co powiedziałaś. Usiadł na swoim łóżku z wyprostowanymi nogami. Znalazłaś się na nim, klęczałaś na wysokości bioder. - Blue, chodź za mnie. To chyba najłatwiejsza pozycja – Wzięłaś głęboki wdech, kiedy wszyscy byli już na swoich miejscach. - Dobra... um.. to będzie też coś nowego dla mnie.. ale uh... Opuszczę się na Papyrusa, a ty Blue.. będziesz musiał trochę nawilżyć swojego penisa, aby łatwo wszedł w mój... no tyłek – Niższy szkielet zarumienił się, ale przytaknął. Zaczął pieścić swoje przyrodzenie, odrobina nasienia pojawiła się na czubku. Zerknęłaś na wyższego. - Gotowy? - kiedy skinął głową zaczęłaś wsuwać go w siebie. Wstrzymałaś oddech, zacisnęłaś się na nim, aż warknął z przyjemności. Jak był już w całości chwycił Cię za biodra. Powoli zaczęłaś się poruszać, lekko jęcząc. Po kilku pchnięciach poczułaś za sobą Blue, chwycił Cię za talię jedną ręką. Zatrzymałaś się i lekko wypięłaś – T-tylko powoli, dobrze? - nie wiesz, czy usłyszał, ale zaczął nacierać na Twoje drugie wejście. Był naprawdę wilgotny. Jak wszedł jednym, pewnym pchnięciem krzyknęłaś wykrzywiając głowę do tyłu. Blue również jęczał, na chwilę się w Tobie zatrzymał, abyście oboje mogli się pozbierać. Po kilku chwilach coś w nich wstąpiło. Papyrus sam chwycił Cię mocniej i zaczął się poruszać. Biorąc pod uwagę to jaki jest silny nie trzeba było wiele, aby przejął całkowitą kontrolę nad Tobą. Położyłaś się na nim. Potem oboje z Ciebie wyszli i w jednym czasie ponownie się zanurzyli przybierając to samo tempo. Krzyczałaś zaciskając swoje palce na żebrach Papyrusa.
-_-____... TY.... AHHHHH.... TAK... TAK... DOBRZE! - Pomarańczowy szkielet jęknął w Twoje ucho. Blue przystawił twarz do Twojego karku.
-TAKA.. T-TAKA .. CIASNA... HGGGGNNNNN~! - czułaś, jak w Twoim ciele buduje się kolejny orgazm. Myślałaś, że będziesz musiała sama się poruszać, błagać ich o to aby przyśpieszyli, zapewniać, że nic Ci się nie stanie, ale .. nie potrzebowali tego. Oboje widzieli Twoją duszę i wiedzieli, że nie czujesz prawdziwego bólu, że Twój krzyk oznacza tylko i wyłącznie rozkosz. Opuściłaś głowę.
-Ahhhhaannn! Ja... ja... ahhh... zaraz.... oh.... - Papyrus wtulił w Ciebie swoją czaszkę
-DOJDŹ DLA NAS _____! - nakazał
-DOJDŹ! - zawtórował mu Blue mocniej wciskając się w Ciebie. Krzyczałaś zamykając oczy, przyjemność przeszyła Cię na wylot. Oboje poruszali się teraz wolniej i delikatniej, pozwalając, abyś się uspokoiła. Kiedy w końcu rozkosz Cię opuściła opadłaś bezwładnie na wyższym potworze. Wiedziałaś, że oni jeszcze nie skończyli, pozwalają Ci złapać oddech. Po chwili niespodziewanie Blue chwycił Cię za ramiona. Poczułaś jak Papyrus się unosi mocno Cię przytulając. Byłaś między nimi. Przez chwilę zastanawiałaś się jak chcą się poruszać swobodnie, jak mają zamiar to kontynuować. Objęłaś Papsa ramionami i oparłaś tył głowy o ramie Blue. - NIE MARTW SIĘ _____, PAPYRUS MOCNO CIĘ TRZYMA! - wtedy zdałaś sobie sprawę z tego co się dzieje. Wypełnili Cię ponownie. Utrzymywali na swoich rękach, tak, że byłaś jakby delikatnie zawieszona między nimi. Co warto jednak zaznaczyć, zamienili się miejscami. Teraz to Blue okupował Twoją szparkę, natomiast Papyrus dobierał się do tyłka. Biorąc pod uwagę to, jak już byłaś mokra, nie mieli żadnych problemów z dostaniem się do środka. Początkowo zaczęli w tym samym tempie. Blue zainteresował się w trakcie Twoim magicznym guziczkiem i zaczął go nieznośnie drażnić. Trzeci raz czułaś, jak błoga przyjemność wypełnia całe Twoje ciało, jak robisz się ciaśniejsza. W chwili największej ekstazy krzyczałaś ich imiona. Tym razem jednak przyśpieszyli. Czułaś, że tracą wspólny rytm, że oboje są już blisko. Objęłaś ręką czaszę Blue, drugą chwyciłaś za ramie Papyrusa. W jednym momencie doszli oboje, krzycząc Twoje imię, wystrzeliwując nasienie głęboko w Twoje ciało. W trójkę leżeliście w takiej pozycji głośno dysząc. Blue jako pierwszy z Ciebie wyszedł i przeturlał się obok. Papyrus delikatnie opuścił Cię na prześcieradło tak, abyś leżała między nimi. Miałaś nadzieję, że nie pogniewa się, jak się o niego oprzesz, aby złapać oddech. Rozkoszne wyczerpanie przerwał dźwięk otwieranego zamka w pokoju.
-hej, stretch, popatrz co znalazłem – z przerażeniem malującym się na twarzy podniosłaś głowę by zobaczyć Sansa i Stretcha w progu. Ich oczy iskrzyły się od magii.
-.... Oooo kurwa.... - Sans wyszczerzył się.
-kurwa to dobre określenie, dzieciaku, masz wielkie kłopoty chyba, że znajdziesz dobry powód przez który jesteś naga z naszymi braćmi – Wpatrując się w niego powoli wstałaś z łóżka, choć z trudem bo Twoje nogi nadal były jak z waty, a mięśnie drżały
-Powiem wam, jak oboje wejdziecie do środka... - szepnęłaś uwodzicielsko przygryzając lekko dolną wargę. Szkielety popatrzyły po sobie nim weszli do pokoju stając krok od Ciebie. Poruszyłaś kusząco biodrami, przymknęłaś oczy – Widzicie... prawda jest taka.. - szepnęłaś przeciągając palcami po bokach ich czaszek. Kiedy oboje zamknęli oczy z powodu Twojej pieszczoty, wiedziałaś, że masz szansę - ... to był ich pomysł! - Z tymi słowami chciałaś wybiec przez drzwi i prawie by Ci się to udało, gdyby nie zostały zatrzaśnięte przez pomarańczową magię, zaś niebieska pochwyciła Twoją duszę. Nie mogłaś się ruszyć.
-naprawdę myślisz, że w to uwierzymy? - Sans uniósł brew
-Eh... nie szkodzi spróbować – mruknęłaś.
-SANS! PUŚĆ _____! - krzyknął nagle Papyrus.
-TAK! ONA MÓWI PRAWDĘ! - Blue wstał z łóżka – NAKŁONILIŚMY JĄ DO TEGO! - Stretch wywrócił oczami.
-nie próbujcie jej ratować, to tylko bratojebca – Skoro i tak zaraz Cię zabiją, postanowiłaś nie brać do siebie żadnego słowa... Choć musisz przyznać, że było w tym trochę racji.
-Jesteś zazdrosny Stretch? - zapytałaś, kiedy mogłaś już odwrócić się w ich stronę, był nieco zmieszany, uśmiechnęłaś się bardziej – Jesteś jedynym, w tym pokoju, który mnie jeszcze nie zerżnął. - światełka w jego oczach zniknęły, a zaraz potem lewe wypełniło się ognistą magią. Jęknęłaś z bólu, kiedy w ostatniej chwili niebieska magia Sansa wyrwała Cię z objęć pomarańczowej.
-mówiłaś coś? - Nie byłaś w stanie się odezwać, nawet jeżeli chciałaś. Czułaś jak ich aury biją się o Twoją duszę. To było nawet... przyjemne doznanie. Nie zorientowałaś się, jak ten niewielki pojedynek wygrał Papyrus, brał w ogóle w tym udział? W każdym razie byłaś teraz w jego ramionach, obok niego stał Blue.
-BĘDZIECIE MNIE TERAZ SŁUCHAĆ! - warknął donośniejszym głosem niż zawsze – JA I PAPYRUS POPROSILIŚMY _____ ABY TUTAJ PRZYSZŁA! CHCIELIŚMY, ABY BYŁA NASZĄ PIERWSZĄ! TY I SANS PRÓBUJECIE NAS ZAWSZE PRZED WSZYSTKIM BRONIĆ, ALE MY LUBIMY _____ I WSZĘDZIE MÓWIĄ, ŻE TAKIE RZECZY POWINNO SIĘ ROBIĆ Z KIMŚ KOGO SIĘ LUBI!
-DOKŁADNIE – odezwał się Papyrus – BYŁA DLA NAS TYLKO MIŁA! NAWET WTEDY KIEDY PRAWIE JĄ ZŁAMALIŚMY... - dodał zakłopotany. Zarumieniłaś się.
-Wy... uh... mnie nie... - zaczęłaś delikatnie, wyraźnie zawstydzona.
-OH! NIE? TO DOBRZE! - objął Cię mocniej. Przystawił swoje zęby do Twojej głowy, składając na niej delikatny pocałunek. Zarumieniłaś się jeszcze bardziej, leniwi bracia popatrzyli po sobie. Sans wyraźnie jako pierwszy się uspokoił.
-dobra, bracie, jeżeli tak mówisz
-NA POCZĄTKU POPROSILIŚMY JĄ O LEKCJE – poczułaś na sobie świdrujący wzrok Sansa, lecz nie miałaś odwagi na niego spojrzeć.
-taaak... lekcja... i czego _____ was nauczyła?
-POKAZAŁA NAM SWOJĄ WAGINĘ! - odezwał się Blue – JA I PAPY ZNALEŹLIŚMY JEJ ŁECHTACZKĘ I PUNKT G! - zakryłaś twarz dłońmi czując, że przekroczyłaś już dawno poziom zawstydzenia. Potem mówił Papyrus.
-POTEM _____ POWIEDZIAŁA ABYM WSZEDŁ W JEJ POCHWĘ, A BLUE W JEJ ... UHM... TYŁEK – w tym momencie on się rumienił – A POTEM ZOBACZYLIŚMY JAK MA ... UM.. _____ JAK TO SIĘ NAZYWA?
-Orgazm.. - wymamrotałaś.
-TAK! WŁAŚNIE TO! - Papyrus popatrzył na brata – A POTEM SIĘ ZAMIENILIŚMY MIEJSCAMI. WTEDY WY WESZLIŚCIE. - Sans i Stretch poparzyli po sobie, niższy nieco zbliżył się do wyższego i zaczął do niego coś szeptać. Nie spodobał Ci się ten uśmiech malujący się na ich twarzach. Nie chcesz nawet wiedzieć o tym rozmawiali. W kościach czułaś, że masz pecha. Odwrócili się do braci, Sans lekko zachichotał.
-hej, skoro lekcja jeszcze się nie skończyła, może w niej pomożemy? - Otworzyłaś szerzej oczy, reakcja dwóch pozostałych była pełna ekscytacji.
-NAPRAWDĘ BRACIE? NIE WYGLĄDASZ NA ZBYT SZCZĘŚLIWEGO, TEŻ CHCESZ POMÓC? - Blue popatrzył na swojego krewniaka. Ten tylko przytaknął.
-jasne, dla ciebie wszystko. - Sans znowu chwycił Twoją duszę, przeciągnął Cię na środek pokoju, tak abyś klęczała na kolanach – wiecie, że możecie rżnąć nie tylko jej cipkę i dupę?
-UWAŻAJ NA SŁOWA! - Papyrus i Blue krzyknęli jednocześnie. Zignorowałaś tę scenę, wystarczyło, że spojrzałaś nerwowo na twarz Stretcha stojącego naprzeciw Ciebie. Właście ściągał spodnie, zamrugałaś kilka razy kiedy dostrzegłaś wielkiego, pomarańczowego kutasa, był zdecydowanie krótszy niż Papyrusa, lecz gruby równie jak Blue. Chwycił Cię za czubek głowy i przyciągnął do siebie. Mruknęłaś, kiedy na siłę wepchnął swoje przyrodzenie do Twoich ust. Miałaś tylko chwilę, aby rozluźnić gardło nim przejął kontrolę. Warknęłaś starając się ją odzyskać, to Ty miałaś zrobić mu loda i nikt nie będzie Ci mówił jak masz to robić. Sans puścił Twoją duszę, więc miałaś trochę więcej swobody. Uniosłaś ręce do góry i chwyciłaś za jego kości biodrowe. Jęknął głośniej, cofnęłaś się, aby zacząć kreślić językiem niewielkie kółeczka na czubku jego członka. Usłyszałaś, jak za Tobą zaśmiał się Sans.
-ostrzegam, nie pozwól, aby zaczęła tobą rządzić – uśmiechnęłaś się w duchu czując jak Stretch warczy
-kuuuurwa... nie mogę poradzić... cholera, skąd ona jest w tym taka dobra? - mówiąc to wszedł w Twoje usta głęboko. Po chwili dostrzegłaś, że obok stoi Blue wyraźnie zainteresowany.
-RAJUŚKU! PODOBA SIĘ JEJ TO! - rumienił się głęboko. Jego brat chwycił Cię za głowę tak, abyś się nie cofnęła.
-nie przestawaj... - warknęłaś niezadowolona. Nie przypuszczałaś, że kiedyś będziesz w takiej sytuacji. Chciałaś uciekać, kiedy poczułaś jak jakaś dłoń zaczyna delikatnie gładzić Cię po pośladku.
-niektórzy ludzie, zwłaszcza _____, lubią jak przyjemność miesza się z bólem – mówił Sans, otworzyłaś szerzej oczy zdając sobie sprawę o czym mówi. Uniósł wysoko dłoń i dał Ci siarczystego klapsa w pośladek. Lekko podskoczyłaś. Papyrus i Blue przesunęli się nieco aby oglądać, jak Sans dalej Cię bije. Za każdym razem, kiedy szczypiący ból przeszywał Twoje ciało, jęczałaś wprost w Stretcha, lecz nie przestawałaś go pieścić. Wtedy właśnie uświadomiłaś sobie, że robią to aby Cię ukarać. Do tanga trzeba dwojga... albo trojga... ahh mniejsza. Wyciągnęłaś jego przyrodzenie ze swoich ust i odwróciłaś się w stronę Papyrusa i Blue
-Też chcecie? To dobre doświadczenie. - Stretch warknął, ale pozostali przysunęli się bliżej. Wiedziałaś, że zdenerwuje to leniwych braci, dlatego chwyciłaś Papyrusa za członka, natomiast Blue pieściłaś językiem. Poczułaś jak niższy chwyta Cię za tył głowy. Jęknął głośno, kiedy wsunęłaś go głęboko w siebie. Po chwili to samo zrobiłaś Papyurusowi. To zapewne nie będzie takie samo doświadczenie jak w przypadku Twoich pozostałych dziurek, lecz znałaś się na tym co robiłaś. Co chwilę zmieniałaś jednego, na drugiego, wtedy usłyszałaś mruczący szept koło swojego ucha.
-podoba ci się to, co szmato? - jęknęłaś na określenie. Kiedy zajmowałaś się Blue poczułaś kolejne mocne uderzenie. Krzyknęłaś mocniej pompując obu braci. Na wierzch wychodziła zboczona cześć Ciebie, która chciała dalej grać w tę grę.
-B-BRACIE! NIE RAŃ JEJ! - krzyknął Paps starając się ukryć jęki rozkoszy kryjące się za słowami. Sans wyszczerzył się leniwie.
-nie bój się, ona to uwielbia, co nie, szmato? - znowu Cię uderzył. Jęknęłaś, odwracając się z lekkim uśmiechem, oczy miałaś prawie przymknięte.
-Tak Sir... bij mnie mocniej... byłam niegrzeczną dziewczynką... - zarumienił się na te słowa. Wiedziałaś, że lubił być dominujący w łóżku, zwłaszcza kiedy nazywałaś go Sir. Nie pozwolił, abyś zwracała się do niego Panie, a ty odmówiłaś mówić Tatusiu; Sir było czymś w rodzaju kompromisu. Popatrzyłaś na dwóch znajdujących się przed Tobą, kiedy Sans znowu Cię uderzył.
-N-NA GWIAZDY... JAKI MA ŁADNY WYRAZ TWARZY – głos Blue nerwowo zadrżał.
-skoro już wiemy, że możesz zabawiać się więcej niż z jednym kutasem, zrobimy coś takiego – Sans warknął i odciągnął Cię do Papyrusa i Blue. Warknęłaś gardłowo, Stretch był na łóżku, wyraźnie czekał. Sans pchnął Cię w jego stronę, wspięłaś się. Chwycił za biodra i nadział na siebie. Na chwilę musiałaś zamknąć oczy. Zastanawiałaś się, kto weźmie Twoje tyły. W jednej chwili zacisnęłaś się na kutasie Stretch, syknął z przyjemności. Sans nie był delikatny, wszedł w Ciebie jednym, mocnym pchnięciem. Krzyknęłaś kiedy przeszył Cię ból, zamarłaś na chwilę. Niemalże zdradzona popatrzyłaś za siebie na Sansa.
-Co to miało znaczyć? - warknęłaś. Ten popatrzył na Ciebie i wyszczerzył się.
-wiem, że lubisz odrobinę bólu, ale nie chciałem cię zranić, teraz jeżeli to zrobię to taki bonus. - zmarszczyłaś brwi – nic nie ma za darmo, co nie? - nie podobał Ci się wyraz jego twarzy. - hasło to reset. - Stretch nagle poruszył się w Tobie.
-możecie się oboje do kurwy nędzy zamknąć i zacząć? - warknął. Zachichotałaś przenosząc na niego wzrok.
-Jaki spragniony... - warknął poruszając się gwałtownie i zdecydowanie. Zaczęłaś jęczeć. Sans zaśmiał się i we dwójkę szybko złapali jednakowe tempo. Mruknęłaś z przyjemności, kiedy niższy chwycił Cię za włosy i pociągnął. Potem raz jeszcze i jeszcze. Nagle warknął i pochylił się w Twoją stronę
-nie ignoruj ich szmato – próbowałaś się skupić nad tym o czym mówił, wtedy zobaczyłaś dwa członki naprzeciwko swojej twarzy. Jeden pomarańczowy, drugi niebieski. Zdałaś sobie sprawę, że w pokoju przecież jest jeszcze Papyrus i Blue, nadal czekali aż się nimi zajmiesz. Wszystko było znacznie bardziej niepewne i chwiejne, zwłaszcza, że Sans nie puścił Twoich włosów. Czułaś jak powoli rośnie w Tobie napięcie, tak bardzo pragnęłaś jeszcze raz dojść. Ktoś klepnął Cię w pośladek. Chciałaś zobaczyć kto, ale Sans trzymał stabilnie Twoją głowę.
-jest blisko, czuję to – zauważył Stretch.
-blue, pap, podejdźcie no tu, chcę wam coś pokazać – Sans wyszedł z Ciebie i puścił Twoje włosy. Zaczęłaś się zastanawiać co ma zamiar zrobić. Stretch nie puszczał Cię, kiedy pozostałe potwory znajdowały się na tyłach. Poczułaś, jak Sans chwyta i rozchyla Twoje pośladki. - właź blue – jęknęłaś, kiedy ten powoli wsunął się w Ciebie, pchnął kilka razy nim Sans go zatrzymał, warknęłaś nie będąc pewną co się dzieje. Klepnął Cię w pośladek – cicho, leż spokojnie i się zrelaksuj, szmato – mogłaś tylko przytaknąć. - dobra pap.... przesuń się ... o tutaj... właśnie tak... o a teraz wejdź.
-J-JESTEŚ PEWNY BRACIE? BLUE JUŻ TAM JEST – Papyrus popatrzył na niego niepewnie – NIE WIEM, CZY DA RADĘ ZNIEŚĆ DWÓCH W JEDNEJ DZIURZE. - otworzyłaś szerzej oczy i popatrzyłaś na nich przerażona.
-Nie dam! Sans, co ty wyrabiasz? - robiłaś się nerwowa. Stretch chwycił Cię za głowę i zmusił do głębokiego pocałunku, Twoje usta wypełnił jego język, nie byłaś w stanie się opierać. Nie przerywał, kiedy Sans mówił dalej.
-zignorujcie ją, da radę, tak właściwie to to uwielbia, po prostu wejdź w nią powoli, dobra? - skłamał. Chciałaś znowu zaprotestować, ale Stretch jeszcze żarliwiej Cię całował. Jego druga dłoń ześlizgnęła się na dół, drażnił teraz Twój magiczny guziczek, abyś się nieco odprężyła. Nic to jednak nie pomogło, ból pojawił się kiedy Papyrus zaczął wciskać siebie w Twój tyłek. Słyszałaś, jak dwa szkielety zaczęły delikatnie jęczeć.
-TO.... OH GWIAZDY... TAK CIASNO – stęknął Blue. Poczułaś, jak po policzkach leją Ci się gorące łzy, ból był ogromny. Stretch przestał Cię całować, zamiast tego zaczął gryźć po ramieniu. Krzyczałaś. Już miałaś zacząć błagać aby przestali, aby wyciągnęli, kiedy Sans znalazł się naprzeciwko ponownie łapiąc Cię za włosy.
-zaorane dziwko – wyszczerzył się i wsunął się w Twoje usta.
-teraz możecie się ruszyć – oznajmił Stretch. Poczułaś jak znowu chwyta Cię za biodra, abyś się nie ruszała. Dwa szkielety po chwili znalazły wspólny rytm poruszając się w tyłku. Papyrus chwycił Cię za ramie, przystawiając czoło do łopatki, podczas kiedy Blue przesunął rękę na łechtaczkę. Sans w znacznie wolniejszym tempie niż pozostała trójka penetrował usta. Drżącymi ramionami trzymałaś się łóżka i bioder Sansa. Ognista przyjemność migotała przed oczami. Jeszcze nigdy wcześniej nie czułaś się taka pełna. Korzystali ze wszystkich dziurek, to było takie... wspaniałe~ W końcu, ból całkowicie zniknął, zaczęłaś jęczeć i odpowiadać na ruchy Sansa. Ten popatrzył na Ciebie wyraźnie zaskoczony.
-j-jasna cholera... podoba ci się to – jęknął poruszając się szybciej. Znowu znajdowałaś się blisko, Stretch warknął i przyśpieszył.
-k-kurwa... ja.... ja nie.. - Nim dokończył zdanie, Papyrus i Blue krzyknęli w ostatecznej ekstazie, czułaś jak wypełniają Twoje wnętrze doprowadzając na skraj przyjemności. W tym momencie sama ją osiągnęłaś, zaciskając się na leniwym bracie, który również rozładował swój ładunek, Sans doszedł na końcu wpatrując się w Twoją twarz całkowicie wykrzywioną przez rozkosz. Połknęłaś wszystko co miał Ci do zaoferowania, a wtedy wyszedł. Co Cię zaskoczyło. Pomógł delikatnie pozostałym z Ciebie wyjść i położył ostrożnie na łóżku obok Stretcha. Po chwili przymknęłaś oczy i zaczęłaś się śmiać. Wszyscy popatrzyli na Ciebie.
-coś taka wesoła? - kiedy udało Ci się odzyskać zmysły popatrzyłaś na nich.
-Szczerze, przez chwilę myślałam, że umrę, ale zamiast tego miałam najlepszy orgazm w życiu! - Papyrus i Blue zarumienili się, podczas kiedy Stretch wyglądał na zmieszanego jak Sans wywrócił oczami.
-nadal masz kłopoty za to, że udzieliłaś im lekcji bez zapytania się nas o zgodę. - uniosłaś rękę, aby powstrzymać dwóch braci przed krzyczeniem.
-Właściwie są dorośli i chyba lepiej, że przyszli z tym do mnie, a nie kupili sobie prostytutkę, co nie? - Blue popatrzył na Ciebie zaciekawiony.
-CO TO PROSTYTUTKA? - pokazałaś na niego rękami szepcząc „widzicie?”. Sans zerknął na wyższego leniwca, który tylko westchnął.
-dobra, ale następnym razem uprzedź nas.
-Jeżeli tylko zaprosicie mnie raz jeszcze do czegoś takiego, to jasne – wyszczerzyłaś się. Stretch uniósł brew.
-chcesz zrobić to jeszcze kiedyś? - zaśmiałaś się
-Nie mam nic przeciwko temu, abym była w otwartym związku z wami wszystkimi. Było .. niesamowicie – Papyrus mocno Cie przytulił.
-OH BOŻE! TAK SIĘ BAŁEM, ŻE NIE BĘDZIESZ CHCIAŁA TEGO POWTÓRZYĆ! - uśmiechając się pogładziłaś go po plecach.
-Jak mówiłam, lubię was wszystkich. Nie mam nic przeciwko takiej zabawie. - W końcu Stretch i Sans się uśmiechnęli. Papyrus wyraźnie się uspokoił, ale Blue nadal był zmieszany. Fuknął popatrzył na wszystkich.
-NIE ODPOWIEDZIELIŚCIE NA MOJE PYTANIE! CO TO PROSTYTUTKA? - wraz z dwójką leniwych braci zaśmiałaś się cicho.
Nowsze posty Starsze posty Strona główna

Categories

  • ► DeltaRune 43
  • ► Do czego warto fapać 7
  • ► EddsWorld 52
  • ► Głos Ludu 1
  • ► Hazbin Hotel 7
  • ► Helltaker 10
  • ► Helluva Boss 20
  • ► Inne gry 72
  • ► Inne komiksy 246
  • ► My Little Pony 68
  • ► Tajemnica prostoty 15
  • ► Undertale 2933
  • ► Zootopia 228
  • ♥ 18 [Dla pełnoletnich] 418
  • ♥ Anime/Manga 41
  • ♥ Crushon.ai 1
  • ♥ Discord 56
  • ♥ Eventy 333
  • ♥ Handlarzowe gry 285
  • ♥ Komiksy 2727
  • ♥ Ogłoszenia 188
  • ♥ Oneshoot 170
  • ♥ Opowiadania 871
  • ♥ Papytus - maskotka blogowa 50
  • ♥ Prace czytelników 39
  • ♥ Tłumaczenia 3107
  • ♥ Ukończone 1621
  • ♥ Yaoi/yuri 98
  • Audio 1
  • Blizny czasu [Time Scar] 11
  • Córka Discorda [Daughter of Discord] 15
  • Cross x Dream 3
  • Czy to uczyni Cię szczęśliwą? [Would That Make You Happy?] 35
  • DeeperDown 23
  • Deos Numbria 9
  • Endertale 10
  • Fallen Flowers 23
  • Gra w kości [The Skeleton Games] 54
  • Handplates 86
  • Hellsiblings 4
  • HorrorTale 34
  • Mendertale 9
  • Między Ciałem & Kością [Between Flesh & Bone] 1
  • Mój martwy chłopak 16
  • My boo 43
  • Naprzeciw [Stand-in] 31
  • Nie jest to najlepszy sposób na życie 2
  • nieTykalny 14
  • Ocalić Blitzo 17
  • Opiekun Ruin 14
  • Poniżej zera 2
  • Prędzej czy później będziesz moja [Sooner od Later You're Gonna be Mine] 18
  • Projekt badawczy potwór 22
  • Słodkie Tajemnice 1
  • Springtrap i Deliah 33
  • SwapOut 10
  • Timetale 1
  • Uleczyć Blitzo 2
  • Wpadka na Imprezie i inne wstydliwe anegdoty [The Party Incident and Other Embarrassing Anecdotes] 48
  • Zagrajmy 12
  • Zapomniana Wytrwałość 4
  • ZombieTale 11

POPULAR POSTS

  • Und3rt8l3: S8n2 x F11sk x P86yrus [ by K8yl8-N8 - tłumaczenie PL] [+18]
  • Undertale: Underlust [AU - Underfell - tłumaczenie PL] cz I
  • Undertale: Sposób o jaki nikt nie prosił [The Crossover No One Asked For - tłumaczenie PL]
  • Gra: Żądanie #2 [ZAMKNIĘTE]
  • Gra: Żądanie #5 [ZAMKNIĘTE]
  • Gra: Żądanie #4 [ZAMKNIĘTE]
  • Gra: Żądanie #3 [ZAMKNIĘTE]
  • Undertale: AU - AlterTale
  • Postaw mi kawusię.
  • Ogłoszenie: Roczek Zwierzogrodu
Obsługiwane przez usługę Blogger.

ARCHIWUM BLOGA

  • ▼  2025 (10)
    • ▼  kwietnia 2025 (1)
      • Undertale: Horrortale- Część XIII [18+] KONIEC KSI...
    • ►  lutego 2025 (2)
    • ►  stycznia 2025 (7)
  • ►  2024 (3)
    • ►  grudnia 2024 (1)
    • ►  października 2024 (1)
    • ►  stycznia 2024 (1)
  • ►  2023 (26)
    • ►  listopada 2023 (2)
    • ►  października 2023 (1)
    • ►  sierpnia 2023 (1)
    • ►  lipca 2023 (1)
    • ►  czerwca 2023 (2)
    • ►  maja 2023 (2)
    • ►  kwietnia 2023 (1)
    • ►  marca 2023 (5)
    • ►  lutego 2023 (4)
    • ►  stycznia 2023 (7)
  • ►  2022 (36)
    • ►  grudnia 2022 (4)
    • ►  listopada 2022 (7)
    • ►  października 2022 (7)
    • ►  września 2022 (6)
    • ►  sierpnia 2022 (4)
    • ►  lipca 2022 (5)
    • ►  stycznia 2022 (3)
  • ►  2021 (119)
    • ►  grudnia 2021 (7)
    • ►  listopada 2021 (4)
    • ►  października 2021 (7)
    • ►  września 2021 (10)
    • ►  sierpnia 2021 (5)
    • ►  lipca 2021 (11)
    • ►  czerwca 2021 (5)
    • ►  maja 2021 (17)
    • ►  kwietnia 2021 (17)
    • ►  marca 2021 (14)
    • ►  lutego 2021 (13)
    • ►  stycznia 2021 (9)
  • ►  2020 (192)
    • ►  grudnia 2020 (7)
    • ►  listopada 2020 (11)
    • ►  października 2020 (29)
    • ►  września 2020 (26)
    • ►  sierpnia 2020 (6)
    • ►  lipca 2020 (21)
    • ►  czerwca 2020 (12)
    • ►  maja 2020 (2)
    • ►  kwietnia 2020 (26)
    • ►  marca 2020 (23)
    • ►  lutego 2020 (19)
    • ►  stycznia 2020 (10)
  • ►  2019 (412)
    • ►  grudnia 2019 (6)
    • ►  listopada 2019 (37)
    • ►  października 2019 (60)
    • ►  września 2019 (4)
    • ►  sierpnia 2019 (20)
    • ►  lipca 2019 (63)
    • ►  czerwca 2019 (48)
    • ►  maja 2019 (2)
    • ►  kwietnia 2019 (1)
    • ►  marca 2019 (19)
    • ►  lutego 2019 (23)
    • ►  stycznia 2019 (129)
  • ►  2018 (1142)
    • ►  grudnia 2018 (107)
    • ►  listopada 2018 (82)
    • ►  października 2018 (88)
    • ►  września 2018 (84)
    • ►  sierpnia 2018 (83)
    • ►  lipca 2018 (82)
    • ►  czerwca 2018 (61)
    • ►  maja 2018 (134)
    • ►  kwietnia 2018 (111)
    • ►  marca 2018 (121)
    • ►  lutego 2018 (78)
    • ►  stycznia 2018 (111)
  • ►  2017 (2190)
    • ►  grudnia 2017 (117)
    • ►  listopada 2017 (93)
    • ►  października 2017 (138)
    • ►  września 2017 (149)
    • ►  sierpnia 2017 (203)
    • ►  lipca 2017 (310)
    • ►  czerwca 2017 (195)
    • ►  maja 2017 (277)
    • ►  kwietnia 2017 (326)
    • ►  marca 2017 (146)
    • ►  lutego 2017 (108)
    • ►  stycznia 2017 (128)
  • ►  2016 (680)
    • ►  grudnia 2016 (134)
    • ►  listopada 2016 (179)
    • ►  października 2016 (99)
    • ►  września 2016 (134)
    • ►  sierpnia 2016 (50)
    • ►  lipca 2016 (60)
    • ►  czerwca 2016 (23)
    • ►  stycznia 2016 (1)
  • ►  2015 (33)
    • ►  grudnia 2015 (3)
    • ►  listopada 2015 (1)
    • ►  października 2015 (4)
    • ►  maja 2015 (4)
    • ►  kwietnia 2015 (8)
    • ►  marca 2015 (12)
    • ►  stycznia 2015 (1)
  • ►  2014 (1)
    • ►  grudnia 2014 (1)

Labels

Obserwatorzy

Copyright © Kinsley Theme. Designed by OddThemes