Autor obrazka: artanddetermination
Notka od tłumacza: Opowiadanie Sans x Ty. Opowiadanie dostosowane pod kobiecego czytelnika. Akcja ma miejsce zaraz po pacyfistycznym zakończeniu gry. Potwory egzystują sobie na ziemi, chodzą, robią swoje potworne rzeczy i ... No i jesteś Ty. Wcielasz się w studentkę sztuk pięknych. I z pewnych głupich okoliczności musisz udawać dziewczynę Sansa.
Autor: poubelle_squelette
Tłumaczenie: Yumi Mizuno
Oryginał: klik
SPIS TREŚCI
Wpadka na ślubie cz 2 (obecnie czytany)
Wpadka Burgerpantsa
Wpadka przy automacie z przekąskami
Wpadka w sądzie
Wpadka u fotografa
Wpadka.. zaraz, co? [+18]
Wpadka w Walentynki
~Rozdziały od 41 i dalej~
Wpadka przy automacie z przekąskami
Wpadka w sądzie
Wpadka u fotografa
Wpadka.. zaraz, co? [+18]
Wpadka w Walentynki
~Rozdziały od 41 i dalej~

Wesela były Twoją ulubioną częścią ślubów, ponieważ ta socjalizacja, żarcie no i ... cóż drinki. Dzisiaj postanowiłaś jednak nie pić, ponieważ wiesz, że skończyłoby to się pijackim wyznaniem miłości na jakie ani Ty, ani Sans nie jesteście emocjonalnie gotowi. Więc, żarcie i socjalizacja. Potwór rozglądał się, przez to ile ludzi było pomyślałaś, że może czuć się niekomfortowo.
-Wybacz za te tłumy. Nie wiedziałam ilu gości będzie. - machnął ręką jakby nigdy nic
-nie martw się tym, dziecino – wiesz, że powiedział to w żartach, ale Twoje serce lekko zadrżało na to przezwisko. - domyśliłem się, że będzie wielu ludzi, na potworze wesela spraszało się prawie całe podziemie
-Naprawdę?
-myślisz, że przesadzam?
-Musiało być wiele skarpetek.
-prawda? nie ma na co narzekać – stuknął Cię palcem w policzek. Zarumieniłaś się więc zabrał swoją rękę.
-Nie przypuszczałam nigdy, abyś lubił takie rzeczy – wystawiłaś w jego stronę język. Uśmiechnął się, światełka w jego oczach na chwilę zajaśniały.
-heh, masz mnie – Zauważyłaś jak inni goście weselni zerkają na was. Uśmiechnęłaś się do nich miło, mając nadzieję że po prostu rzucą pytania i sobie pójdą. W końcu drużba pana młodego podszedł.
-Więc... jesteś kościotrupem, tak? - Sans wyszczerzył się
-ostatnim razem kiedy sprawdzałem to nim byłem, kolego
-Obrazisz się, jeżeli zapytam czy... może mogę spojrzeć na twoje kości?- Chciałaś zaprotestować, ale Sans uniósł już rękę – Wiem, że to może wydawać się niegrzeczne. Nie widziałem po prostu potwora z tak bliska. Nie ma ich wiele tam skąd pochodzę
-wolimy trzymać się razem, tak na wszelki wypadek – Sans wyglądał na zakłopotanego przez to jak mężczyzna się na niego patrzył – skoro już wiem o co ci chodzi, tak, czuję, nie to nie boli, tak moje kości różnią się od ludzkich, trzymają się razem przez magię i tak, to jest prawdziwa odpowiedź
-Twoja fizyczna forma bazuje na duszy, tak? Umiesz zmienić własny wygląd? - A to Cię zainteresowało. Nie słyszałaś o czymś takim. Sans przyglądał mu się chwilę, a potem wzruszył ramionami .
-nie, ale umiem to – delikatne bzyczenie wyszło z jego piersi i pognało na jego rękę. Okryło jego dłoń i palce, jego kości wyglądały na bardziej miękkie. Ostatecznie, miał na sobie coś co wyglądało jak niebieska skóra.
-....Że co? - krzyknęłaś, chwyciłaś za nową magię. - Co do diabła?! Od kiedy to potrafisz?
-widzę, że moja rączka ci się podoba
-Czy podoba? Umiesz zrobić też coś innego? - puknęłaś jego rękę całkowicie ignorując drużbę – To dziwne! Mięciutkie! Nie wiedziałam, że szkielety mogą być takie mięciutkie! - dotknęłaś go – to tak jakbym trzymała rękę człowieka. Dlaczego nie powiedziałeś mi, że tak umiesz, wcześniej?
-co? mam zdradzić ci wszystkie moje sztuczki? - delikatnie zabrał swoją rękę od ciebie – jakoś muszę utrzymywać twoje zainteresowanie sobą, co nie? ale heh jak mam być szczery nie przypuszczałem, że dziecięca magia zrobi na tobie takie wrażenie
-To prawda? - zapytał inny gość – Dzieci potworów naprawdę potrafią czarować?
uh to zależy, naprawdę – mruknął nieśmiało – niektóre lepiej z niej korzystają, inne gorzej, no i rodzaj magii też się liczy, niebieska jest najprostsza to nauczenia i kontroli – Dookoła was zebrał się już całkiem pokaźny tłumek gości słuchających każdego słowa Sansa. Zerknął na Ciebie nieco nerwowo, teraz naprawdę nie czuł się dobrze w centrum. Podeszłaś do niego i powiedziałaś.
- Ej, to klub potworów czy wesele? Idźcie pobujać się na parkiecie! - Serio? Kilka osób zaśmiało się i poszło, inni zaczęli ze sobą rozmawiać.
-pobujać się? - zapytał zerkając na ciebie – proszę, powiedz że nie chcesz mną bujać.
-Musiałam coś wymyślić, aby sobie poszli – wzruszyłaś ramionami – Więc... jakie inne magiczne sztuczki tam masz? Możesz mi pokazać?
-raaany, powinnaś o to poprosić papyrusa, wie o wiele więcej niż ja, ja byłem zbyt leniwy aby się uczyć czegoś poza niebieska magią – wzruszył ramionami – właściwie zrobisz mi przysługę, jak nie powiesz mu o tym, nie powinienem tego robić, dostanie ataku serca jeżeli się dowie
-Dobra, nie powiem, ale tylko wtedy jeżeli ty mi powiesz więcej o magii – opuściłaś powieki do połowy – Proszę? Jestem bardzo ciekawa
-od kiedy to jestem twoją chodzącą encyklopedią na temat potworów?
-Wiesz ja totalnie jestem twoją chodzącą encyklopedią na temat ludzi, ale nigdy się o nic nie pytasz
-dobra, niech ci będzie, jest wiele typów magii, tysiące, ale dominują magie żywiołów, mamy magię w różnych kolorach i kolor duszy potwora ma na to wpływ i sprawia, że dana magia jest naturalna, moja dusza jest niebieska więc najlepiej radzę sobie w niebieskiej magii, papsa jest pomarańczowa ale woli używać niebieskiej
-Dlaczego?
-ponieważ niebieskie ataki sprawiają, że jeżeli nie chcesz zostać zraniona musisz stać w miejscu i się nie ruszać, przy pomarańczowych musisz się ruszać, nauczył się niebieskiej trenując ze mną – musiał zauważyć zmieszanie na Twojej twarzy – wiem że to trochę pomieszane, zapytaj się papsa albo undyne jak wrócimy, a czy teraz mogę przestać być twoją potworzą encyklopedią i wrócić do bycia partnerem? - nie odpowiedział właściwie na Twoje pytanie, ale i tak wiesz więcej niż wcześniej. Serce znowu Ci zadrżało na dźwięk jego ostatnich słów.
-Jasne. - wtedy DJ wszedł na scenie, wszyscy zaczęli klaskać, para rozpoczęła swój pierwszy taniec. Zerknęłaś na Sansa, który przyglądał im się z uwagą, pochyliłaś się i szepnęłaś – To ich pierwszy taniec jako para. Taka ładna tradycja, po nim będą tańczyć ze swoimi rodzicami, a potem żarcie. Tańczyłeś na potworzych weselach
-tak jakby
-Patrzyłeś się tak, jakbyś nigdy tego nie robił
-zapamiętam sobie ten sarkazm – zażartował – to wielkie przyjęcie, pierwszy ślub, pierwszy taniec, wielkie pierścienie, bufet, wielkie wszystko, i wszyscy robią coś innego niż zwykle, więc tak, tańce też są ale nieco inne – mruknęłaś w odpowiedzi zerkając na szczęśliwych małżonków. Widziałaś bijącą od nich radość. Przywarli do siebie wpatrują się sobie w oczy. Chciałabyś być na ich miejscu. Po tańcu przyniesiono jedzenie. Całe szczęście, panna młoda była na tyle miła, że zadbała aby Sans dostał jedzenie z magią. Twoi rodzice dołączyli do was po chwili, wyglądali na dumnych i szczęśliwych. - jest fajna – przyznał biorąc kolejny kęs jedzenia
-Znamy ją prawie całe życie – przyznała mama – pracowała dla nas jako opiekunka
-Mamo, nie zawstydzaj mnie – odęłaś lekko policzki
-Wierzę, że sama już to zrobiłaś – Sans nie mógł się powstrzymać i zaśmiał się cicho. Kopnęłaś go nie-tak-lekko pod stołem.
-Więc Sans – zaczęła patrząc na was – Co myślisz o dzieciach?
-Mamo!
-No co? Mogę przecież zapytać! Nie dzwoniłaś do mnie od lat i teraz w końcu mam szanse poznać twojego chłopaka, więc może odpowiedzieć mi na kilka rzeczy. No i przecież nie mówię, że masz mieć je już teraz, zaraz. - Wypuściłaś powietrze przez nos
-to oczywiste, lubię dzieci ale nie chce mieć własnych
-Naprawdę? - zapytałaś zaskoczona – Nawet... w Podziemiu? Nawet z innym potworem?
-nie – cisza. Długa. Cisza. Nagle ktoś zastukał w kieliszek ściągając uwagę na całującą się przy stole parę. Potem złączyli się łokciami pijąc wzajemnie ze swoich kieliszków, już miałaś mu to wyjaśnić, kiedy on..
-oh, mamy coś podobnego, ale pijemy pasję
-To brzmi... niebezpiecznie
-może dla ciebie – wyszczerzył się – ale twoja reakcja nie była normalna, na większość potworów działa to po prostu rozluźniająco, jak się upijesz jest miłośnie, ale jeden nam nie szkodzi
-Co to ... Pasja? - zapytała mama
-Nic takiego! - odparłaś szybko chwytając Sansa za ramię – Chodź, zaraz będą rzucać bukietem! - zabrałaś go od stołu i jak byliście już na bezpiecznej odległości powiedziałaś – Wybacz. Wiem, że może być czasami... wścibska.
-to nic, przepraszam za to z dziećmi
-Nie! Nic nie szkodzi! Um. Moja rodzina naprawdę chce abym się ustatkowała. A dla mnie dziwnie jest myśleć o małżeństwie i ślubie teraz, to nie jest dla mnie.. realne póki co. - Sans myślał przez chwilę.
-przepraszam, że odstraszam ci potencjalnych partnerów
-Nie! - Twoje serce zabolało – Właściwie to robisz mi przysługę! Znaczy się, nie chcę się z nikim teraz umawiać, a gdyby nie ty to rodzice nie dawaliby mi świętego spokoju... a jeżeli cóż... zerwiemy uh.. znowu wrócę do rutyny randkowej więc um... Tak. Dzięki/ - przyglądał Ci się przez chwilę, a potem się zaśmiał
-skoro tak mówisz
-Tak – uśmiechnęłaś się ciepło – Nie ma wiele więcej na weselach, więc... zatańczymy? - podałaś mu dłoń. Jak na kogoś kto jest leniwy Sans nie był nawet złym tancerzem. Zauważyłaś to już na imprezie halloweenowej. Nie byliście dobrzy, ale świetnie się bawiliście a i tak większość gości była już pijana, więc nie było się czego wstydzić. Dziewczynka z kwiatkami o imieniu Lucy i Naghan przyszli do was chcąc tańczyć. Sans pozwolił Lucy stać na jego butach, kiedy Ty uniosłaś Nathana do góry i mocno objęłaś. Byłaś pewna, że Twoja mama na 99% zrobiła wam zdjęcie. Muzyka na chwile ucichła, no i wodzirej wszedł na scenę z mikrofonem.
-Dobrze się bawicie? - ludzie klaskali – To super! Cóż, panna młoda poprosiła o zagranie tej piosenki...
-ZŁAŹ ZE SCENY!
-Milton, to było chamskie – powiedział ktoś z gości. Wodzirej wyczyścił gardło.
-To piosenka zadedykowana dla wszystkich par. - Chciałaś już wrócić do siedzenia, ale zatrzymała Cię panna młoda
-O nie – wskazała na Sansa – Będziesz tańczyć i będziesz się dobrze bawić i będziesz szczęśliwa. To rozkaz. - Muzyka zaczęła grać. Dlaczego to musi być ta piosenka?
-wszystko dobrze?
-Tak. Um. My nie... Musimy. Tego robić, wiesz. Znaczy się wiem, że to jej rozkaz, ale...
-spokojnie to przecież tylko taniec – chwycił Cię za talię.
Pa bum. Pa bum.
Delikatnie położyłaś rękę na jego ramię. Jakoś to wszystko było intymniejsze niż dzielenie łóżka, a nawet wasze pocałunki. Może to dlatego, że on wyszedł z inicjatywa? Lubi Cię tak samo bardzo jak Ty jego? Dlaczego tak trudno się go czyta? Stałaś wsłuchując się w delikatna muzykę.
Chwyć mą dłoń... Weź całe moje życie...
Zacisnęłaś ręce nieco mocniej, czerpiąc z tego momentu tyle ile się dało. Gdybyście naprawdę się umawiali, to byłby idealny moment na pocałunek. Sceneria, humory i muzyka, wszystko tworzyło idealny moment. Gdybyś tylko była odważniejsza, to może by tak było?
Nie mogę już dłużej walczyć z tym, że zakochuję się w tobie...
Taniec minął i tyle. Goście klaskali, Sans Cię puścił uśmiechając się czule choć bardzo chciałaś, aby ta chwila potrwała jeszcze choć chwilę dłużej. Podali tort, leciała muzyka, no i po jakimś czasie zakończyło się samo wesele. Wróciliście do pokoju hotelowego późno w nocy, przebraliście się i weszliście do łóżka. Okryłaś się kołdrą, wyglądał jakby się wahał.
-Nie gryzę
-wiem
-Sans, mam gdzieś do czego się tulisz kiedy śpisz. Nawet jak znowu się tak obudzimy to nic.
-dobra – wszedł i usnął zaraz po tym jak zgasiłaś światło. Ty za to leżałaś i myślałaś. Marzyłaś.
Nie mogę już dłużej walczyć z tym, że zakochuję się w tobie...









































