Handlarz Iluzji
Autor obrazka: artanddetermination
Notka od tłumacza: Opowiadanie Sans x Ty. Opowiadanie dostosowane pod kobiecego czytelnika. Akcja ma miejsce zaraz po pacyfistycznym zakończeniu gry. Potwory egzystują sobie na ziemi, chodzą, robią swoje potworne rzeczy i ... No i jesteś Ty. Wcielasz się w studentkę sztuk pięknych. I z pewnych głupich okoliczności musisz udawać dziewczynę Sansa.
Autor: poubelle_squelette
Tłumaczenie: Yumi Mizuno
Oryginał: klik
SPIS TREŚCI 
Wpadka na imprezie
Pijacka wpadka z psem
Wpadka z pseudo-buziakiem
Wpadka spaghetti
Wpadka przy pozowaniu
Wpadka z lodami
Wpadka METTATONA // Punkt widzenia Sansa
Wpadka Grillbyego
Wpadka przy przytulaniu
Wpadka Undyne
Wpadka z pocałunkiem
Wpadka ze skradzioną bielizną
Wpadka przy kolacji
Wpadka w sklepie spożywczym
Wpadka METTATONA II
Wpadka przy anime  // Punkt widzenia Sansa
Wpadka w trakcie Halloween
Wpadka w galerii
Wpadka na wieczorze panieńskim
Wpadka w drodze
Wpadka na ślubie cz 1 // Punkt widzenia Sansa
Wpadka na ślubie cz 2
Wpadka Alphyne
Wpadka na randce
Wpadka w deszczowy dzień
Wpadka Papyrusa (obecnie czytany)
Wpadka Mikołaja
Wpadka w śnieżny dzień
Wpadka w trakcie choroby
Wpadka w święta
Wpadka w Boże Narodzenie
Wpadka w Sylwestra
Wpadka treningowa
Wpadka z koszmarami // Punkt widzenia Sansa
Wpadka Burgerpantsa
 Wpadka przy automacie z przekąskami
 Wpadka w sądzie
Wpadka u fotografa
Wpadka.. zaraz, co? [+18]
Wpadka w Walentynki
~Rozdziały od 41 i dalej~
Mieliście kubek herbaty z echo kwiatów i miły koc który otulał wasze kolana. Na zewnątrz nadal padał deszcz. 
-Od czego by tu zacząć – mruknęłaś do siebie 
-ZAZWYCZAJ ZACZYNA SIĘ OD POCZĄTKU
-R-racja – wzięłaś duży łyk herbaty – Racja. - głęboki wdech – Sans i ja nie poznaliśmy się w Grillby's 
-WIEM, MÓWIŁ O TYM METTATON W PROGRAMIE, BYŁEM TAM, NIGDY BYM NIE ZROZUMIAŁ DLACZEGO MIAŁABYŚ WSADZAĆ PALEC W JEGO OCZODÓŁ, TO BARDZO NIEPRZYJEMNE UCZUCIE DLA SZKIELETÓW, WIESZ. ALE GDYBYŚ SIĘ TAM Z NIM POZNAŁA TO MIAŁOBY SENS
-Cóż – zaśmiałaś się lekko – Wsadziłam mu palec w oczodół, ale w innych okolicznościach – pauza – i trafiłam tam piłeczką do ping ponga... ALE, uh... nie o tym chciałam mówić. Um... Sans i ja tak naprawdę poznaliśmy się na imprezie. 
-ALE SANS NIE CHODZI NA IMPREZY. NIE PRZEPADA ZA NIMI, TAK NAPRAWDĘ UBŁAGAŁEM GO ABY WZIĄŁ UDZIAŁ W MOIM... - uniósł się lekko -... CZEKAJ.  - nie zamierzałaś czekać, nie chciałaś aby urwał Ci łba. 
-Poznaliśmy się na twoim przyjęciu – Wpatrywał się w Ciebie
-CHYBA SIĘ ZGUBIŁEM 
-Uh, dobra, więc, tak jakby... włamałam się za darmowym żarciem? W domu czekała na mnie zupka chińska i jakby trochę głodowałam... Nie wiedziałam, że to potworza impreza! - schowałaś twarz za dłońmi – No i pojawił się Sans, bo jakiś człowiek wszedł do jego domu. Więc zaczął, skąd znasz papyrusa? A ja wtedy myślałam kim do diabła jest papyrus i uznałam, że to gospodarz, tak? Ale nie mogłam powiedzieć, że weszłam bo to zbyt zawstydzające, więc palnęłam pierwszym co mi wpadło do głowy, czyli, że chodzę z jego bratem – Nie dałaś szansy aby sobie przerwać – I tak, jasne, Sans nie wyrzucił mnie wtedy, tylko dopytywał się i wtedy pojawiłeś się ty, i wtedy powiedział że jestem jego dziewczyną. Niespodzianka! Niespodzianka! Więc uciekłam i nie chciałam wrócić, ale dwa tygodnie później upiłam się i przyszłam przez przypadek, chciałam ci powiedzieć, że nie chodzimy ze sobą. Bo naprawdę, myślałam że już go nigdy więcej nie spotkam, ale kolejnego dnia weszliście do sklepu i uh... resztę już znasz. 
-...DLACZEGO MI NIE POWIEDZIAŁAŚ? - jego głos lekko drżał. 
-Zamierzałam, przysięgam. Wtedy, we włoskiej restauracji, ale pojawił się ten gnój i wszystko samo się potoczyło no i ... ludzie byli ... szczęśliwi że jesteśmy razem. Sans nie chciał ci powiedzieć. No i wykorzystałam Sansa aby mama nie wpakowała mnie w randkę na ślubie? No i Mettaton sprawił, że wszyscy o nas wiedzieli i to działo się tak szybko, że nim się spostrzegłam, każdy się na nas gapił – odetchnęłaś – Wybacz mi, Papyrus – Wyglądał na przybitego, ale nie wiesz czy tym że jego brat nie ma dziewczyny, czy tym, że związek okazał się kłamstwem. 
-TO... WYJAŚNIA WIELE RZECZY – westchnął 
-...na przykład?
--
Szkielety sprzątały po przyjęciu, jak wszyscy goście wrócili do domów. Znaczy się Papyrus sprzątał, a Sans leżał na kanapie pijąc wodę MTT, mówiąc że oczyszcza butelkę. 
-DLACZEGO NIE POWIEDZIAŁEŚ, ŻE MASZ DZIEWCZYNĘ? - leniwie otworzył jedno oko 
-heh nie chodzimy ze sobą długo, myślałem, że za wcześnie. 
-HM... WYDAJE SIĘ MIŁA, JAK MA NA IMIĘ?
-....uh... - Papyrus popatrzył na twarz brata 
-SANS! NIE MOŻESZ UMAWIAĆ SIĘ Z KIMŚ I NIE ZNAĆ JEGO IMIENIA! PIERWSZY ETAP RANDKOWANIE TO PRZEDSTAWIENIE SIĘ 
-....racja – wyrzucił pustą butelkę do kosza 
-POTRZEBUJESZ MOJEJ POMOCY, JUTRO ZACZNĘ CIĘ WSZYSTKIEGO UCZUĆ -Sans zamarł 
-...będziesz mnie uczył jak się randkuje? 
-OCZYWIŚCIE! JESTEM MISTRZEM RANDKOWANIA, NO I DŻENTELSZKIELETEM! NYEH-HEH-HEH! 
--
-A POTEM SIĘ SCHOWAŁ W ŚMIECIOWYM TORNADZIE PÓKI NIE PRZESTAŁEM GO O TO PYTAĆ, MYŚLAŁEM ŻE MOŻE... SIĘ WSTYDZI. NIGDY WCZEŚNIEJ NIE MIAŁ DZIEWCZYNY 
-Wiem – wtuliłaś się w kanapę. Papyrus milczał przez chwilę. 
-ALE NIE ROZUMIEM, DLACZEGO TEN FAŁSZYWY ZWIĄZEK TAK BARDZO WAS ZDENERWOWAŁ? - zaczęłaś nerwowo bawić się palcami i rumienić. 
-Ponieważ zakochałam się w Sansie, tak .... naprawdę. - Aż oczy mu się zaświeciły z radości
-CZY TO NIE WSPANIAŁE? TERAZ NAPRAWDĘ MOŻECIE BYĆ PARĄ, NAWET MÓJ PRZEWODNIK RANDKOWANIA NIE PRZEWIDUJE TAKIEJ OPCJI, MOŻECIE...
-On nie jest we mnie zakochany – Papyrus zamilkł – Tak, więc, um, nie wiem, chyba zaczęłam go lubić jakiś czas po rozpoczęciu znajomości. Nie umiałam przestać... wiesz... chodziliśmy na wypady, nawet mieliśmy powolny taniec na ślubie i myślałam, że może... ale tylko może.. choć trochę... odwzajemnia moje uczucia. I jak poszliśmy do jednej restauracji myślałam, że to będzie idealny moment na wyznanie i .. powiedziałam... ale wtedy wepchnął mnie w friendzone. Z czym.. wiesz... się żyje, tylko... naprawdę...naprawdę miałam nadzieję, że od odwzajemnia to co czuje. To boli. Byłam głupia. I unikałam go przez tydzień. Robiłam wymówki. Zmieniłam zmiany aby nie widzieć go każdego dnia. Próbowałam nie wracać do mieszkania. Nie chciałam go widzieć. 
-NAPRAWDĘ?
-...nie. - wzięłaś głęboki wdech – Musiałam odpocząć i cóż... przyjąć do siebie informacje. Ale to nie było łatwe i ... nakrzyczałam na Ciebie. 
-ROZUMIEM – odstawił swój kubek – MOGĘ CIĘ PLATONICZNIE PRZYTULIĆ? - przytaknęłaś również kładąc naczynie na bok, przywarłaś do niego bokiem. Czule pogładził Cię po włosach. Chwała Ci Papyrusie. -WIESZ, ROZUMIEM CO SANS CZUJE. RAZ BYŁEM NA RANDCE Z LUDZIEM KTÓRY SZALAŁ ZA MNĄ, ALE MUSIAŁEM DELIKATNIE ODMÓWIĆ. 
-Naprawdę? 
-TAK, ALE NIKT NIE WIDZI FRISK ZA MIŁOŚĆ DO MNIE, JESTEM CAŁKIEM NIESAMOWITY. I SZCZERZE TO SANS TEŻ, JEST DRUGI NIESAMOWITY – Podniosłaś się aby popatrzeć na Papyrusa 
-Zaraz chodziłeś z Frisk? Ale on miał pięć lat jak go poznałeś. 
-TO DOŚĆ SKOMPLIKOWANE I NIE BYŁEM MISTRZEM RANDEK JAK TERAZ. NO I POWIEDZIAŁ, ŻE MOŻE ZROBIĆ SPAGHETTI NO I KOMPLEMENTOWAŁ MÓJ STRÓJ. SKĄD MIAŁEM WIEDZIEĆ? WYSYŁAŁ MI SYGNAŁY. - zaśmiałaś się znowu się o niego opierając 
-I jak przyjął odrzucenie przez wspaniałego Papyrusa? Mam nadzieję, że nie zbyt dotkliwie. 
-CAŁKIEM DOBRZE, WYJAŚNIŁEM ŻE NIE MAM UST ABY GO POCAŁOWAĆ, ODKRYŁEM WTEDY MOC EFEKTÓW DŹWIĘKOWYCH
-Ah tak mwah sprawia, że wszystko jest lepsze 
-DZIĘKUJĘ, W KOŃCU KTOŚ TO ZROZUMIAŁ – bawił się Twoimi włosami przez kilka minut, a potem objął mocno. Było miło, ale nadal martwiłaś się, że jest na Ciebie zły. Jego ulubiony OTP okazał się kłamstwem. Nie byłaś pewna jak zapytać o to grzecznie. 
-Jesteś na mnie zły że udawałam tak długo? - mocniej Cię ścisnął 
-Nie – szepnął cicho. Zadrżał lekko – Dziękuję, że mi powiedziałaś. 
-Jasne – odwzajemniłaś uścisk – Wiem, że wspomniałeś iż wszyscy traktują cię jak dziecko. Musi być ci ciężko. 
klik
-..MOŻE TRUDNO W TO UWIERZYĆ, ALE NIM POZNAŁEM UNDYNE, SANS BYŁ MOIM JEDYNYM PRZYJACIELEM W PODZIEMIU – Faktycznie, trudno w to uwierzyć. Papyrus był taki łatwy do lubienia, taki szczęśliwy i otwarty na każdego. Nie chciałaś go zawieść mimo pięciu minut znajomości. Nie mogłaś uwierzyć, że nie miał przyjaciół – ZAJĄŁ SIĘ MNĄ OD MAŁEGO I NIGDY NIE PRZESTAŁ SIĘ OPIEKOWAĆ. BYŁ SZCZĘŚLIWY, ZABIERAŁ MNIE DO LABORATORIUM I BAWIŁ SIĘ ZE MNĄ NAWET KIEDY PRACOWAŁ. ROBILIŚMY BAŁWANY JEDLIŚMY CIASTECZKA I ZAWSZE OPOWIADAŁ MI HISTORIE O POWIERZCHNI. NIE POTRZEBOWAŁEM NIKOGO INNEGO BO MIAŁEM SANSA – Uśmiechnęłaś się, wiedziałaś że jest dobrym bratem i oboje dbają o siebie, ale miło było usłyszeć o tym jaki Sans był – ALE PEWNEGO DNIA PRZESTAŁ BYĆ SZCZĘŚLIWY, WYGLĄDAŁ NA BARDZO ZMĘCZONEGO, A JA NIE WIEDZIAŁEM DLACZEGO. STAŁ SIĘ LENIWY, NIE DBAŁ O SWOJE ŻYCIE, CIĄGLE SPAŁ, NIE CHCIAŁ SIĘ UCZYĆ, PRZESTAŁ CHODZIĆ DO LABORATORIUM, NIE CHCIAŁ SIĘ BAWIĆ NA ŚNIEGU, PRZESTAŁ NAWET PRÓBOWAĆ. STARAŁEM SIĘ ZROBIĆ WSZYSTKO, ABY MU POMÓC, ALE NIC NIE POMAGAŁO – Papyrus się trząsł – NADAL CZYTAŁ MI BAJKI NA DOBRANOC I SZUKAŁ ZE MNĄ LUDZI, ALE BYŁ INNY, MYŚLAŁ ŻE TEGO NIE ZAUWAŻYŁEM, ALE ZAUWAŻYŁEM. DLATEGO ZACZĄŁEM GOTOWAĆ, NIC TAK NIE POPRAWIA HUMORU JAK DOBRE JEDZENIE NA OGNISTEJ MAGII, I ZJADŁ JE NAWET SKOMPLEMENTOWAŁ, CHOĆ WIEDZIAŁEM, ŻE NIE BYŁO ZBYT SMACZNE... - zaczęło boleć Cię serce jeszcze bardziej – BYŁ SMUTNY I CAŁKOWICIE SIĘ PODDAŁ, A POTEM WYSZLIŚMY NA POWIERZCHNIĘ I BYŁO TROCHĘ LEPIEJ, ALE ZACZĄŁ SIĘ STRASZNIE OBAWIAĆ LUDZI Z JAKICHŚ POWODÓW, PÓKI NIE POZNAŁ CIEBIE. 
-Mnie?
-TAK! PO TYM JAK POZNALIŚCIE SIĘ STAŁ SIĘ O WIELE SZCZĘŚLIWSZY, TO DLATEGO TAK BARDZO STARAŁEM SIĘ UTRZYMAĆ WAS RAZEM 
-Oh – I wszystko zaczynało nabierać sensu – Cóż... Nie wiem czy to przeze mnie poprawiło się Sansowi, może docenił słońce, albo pracuje tam gdzie lubi, albo...
-OCZYWIŚCIE, ŻE TO PRZEZ TO IŻ POZNAŁ CIEBIE! - odwrócił się w Twoją stronę – CHODZICIE ZE SOBĄ CZY NIE, JESTEŚ JEDYNYM CZŁOWIEKIEM KTÓREGO NAPRAWDĘ LUBI POZA FRISK. NO I JEST Z NIM OSTATNIO O WIELE LEPIEJ, DLATEGO NIE UMIEM BYĆ NA CIEBIE ZŁY. SANS ZNOWU JEST SZCZĘŚLIWY. - Poczułaś, jak serce Ci zadrżało, a w brzuchu zamieszkały motyle. Nie byłaś do końca pewna co o tym myśleć. Jasne, dobrze się dogadujesz z Sansem, ale serio? Papyrus chyba za bardzo w Ciebie wierzy, próbowałaś zaprotestować. 
-Pap, nie wydaje mi się, że...
-NYEH, NIE CHCĘ TEGO SŁYSZEĆ. TO JA JESTEM TUTAJ SANSOWYM EKSPERTEM I WIEM, ŻE CIĘ BARDZO LUBI... ERRR... PLATONICZNIE. POWINNAŚ GO WIDZIEĆ W ZESZŁYM TYGODNIU KIEDY GO UNIKAŁAŚ, NIE ROZMAWIAŁ ZE MNĄ I MYŚLĘ, ŻE TĘSKNIŁ ZA TOBĄ. BARDZIEJ NIŻ CI SIĘ WYDAJE. - Nie wiedziałaś co czuć. To nie pomagało Ci odkochać się. Przełknęłaś ślinę. Naprawdę jesteś tak ważna dla Sansa?
-Ja tylko... Nie znam go od tak dawna. Jesteś pewien, że aż tak mu na mnie zależy?
-TAK – Uśmiechnęłaś się lekko. Jakoś poprawiło Ci to humor i zasmuciło jednocześnie. 
-Dzięki, zawsze wiesz co powiedzieć. 
-OCZYWIŚCIE, ZE WIEM – siedzieliście w ciszy przez chwilę. - WIESZ, BĘDĘ SIĘ ZBIERAŁ. 
-Jasne – Po chwili wyszedł wcześniej mocno się do Ciebie przytulając i mówiąc Ci że jest szczęśliwszy ze świadomością poznania prawdy oraz tym, że mu ufasz. Czułaś się źle że tak długo go okłamywałaś, ale kamień spadł Ci z serca. Zamknęłaś drzwi i weszłaś do łóżka. 
--
Papyrus wszedł do swojego mieszkania. Sans siedział na kanapie. Bracia spojrzeli sobie w oczy. 
-i jak?
-MIŁO, ŻE KTOŚ W KOŃCU POWIEDZIAŁ MI CO SIĘ DZIEJE – Sans zarżał
-wybacz
-HMPH
-papyrus.. 
-OKŁAMYWAŁEŚ MNIE PRZEZ MIESIĄCE, SANS
-wiem, przepraszam
-WYBACZAM CI – zaczął iść w stronę swojego pokoju – I ONA TEŻ ZA TOBĄ TĘSKNIŁA – I bez względu na to, czy Sans to zauważył czy nie, Papyrus zdecydowanie nie przegapił radości jaka przeszyła serce jego brata. 
Autor obrazka: artanddetermination
Notka od tłumacza: Opowiadanie Sans x Ty. Opowiadanie dostosowane pod kobiecego czytelnika. Akcja ma miejsce zaraz po pacyfistycznym zakończeniu gry. Potwory egzystują sobie na ziemi, chodzą, robią swoje potworne rzeczy i ... No i jesteś Ty. Wcielasz się w studentkę sztuk pięknych. I z pewnych głupich okoliczności musisz udawać dziewczynę Sansa.
Autor: poubelle_squelette
Tłumaczenie: Yumi Mizuno
Oryginał: klik
SPIS TREŚCI 
Wpadka na imprezie
Pijacka wpadka z psem
Wpadka z pseudo-buziakiem
Wpadka spaghetti
Wpadka przy pozowaniu
Wpadka z lodami
Wpadka METTATONA // Punkt widzenia Sansa
Wpadka Grillbyego
Wpadka przy przytulaniu
Wpadka Undyne
Wpadka z pocałunkiem
Wpadka ze skradzioną bielizną
Wpadka przy kolacji
Wpadka w sklepie spożywczym
Wpadka METTATONA II
Wpadka przy anime  // Punkt widzenia Sansa
Wpadka w trakcie Halloween
Wpadka w galerii
Wpadka na wieczorze panieńskim
Wpadka w drodze
Wpadka na ślubie cz 1 // Punkt widzenia Sansa
Wpadka na ślubie cz 2
Wpadka Alphyne
Wpadka na randce
Wpadka w deszczowy dzień (obecnie czytany)
Wpadka Papyrusa
Wpadka Mikołaja
Wpadka w śnieżny dzień
Wpadka w trakcie choroby
Wpadka w święta
Wpadka w Boże Narodzenie
Wpadka w Sylwestra
Wpadka treningowa
Wpadka z koszmarami // Punkt widzenia Sansa
Wpadka Burgerpantsa
 Wpadka przy automacie z przekąskami
 Wpadka w sądzie
Wpadka u fotografa
Wpadka.. zaraz, co? [+18]
Wpadka w Walentynki
~Rozdziały od 41 i dalej~
*Pamiętaj, złamane serce oznacza tylko, że to nie jest koniec historii!

*Bądź dzielna jak Momo z Kissy Cutie OVA!

*Znaczy się to nadal nie jest tak dobre jak oryginał :T

*Ale już jest lepsze od drugiego sezonu :V

*Wybacz nie o to mi chodziło

*Tak! Będzie dobrze, obiecuję.

To było ciężkich kilka dni. Unikałaś Sansa jak się dało, nawet spałaś na kanapie by nie słyszeć go w jego pokoju. Miałaś wymówkę, aby wpaść się do rodziny, a kiedy Twoi rodzice zaczęli wypytywać się dlaczego nie ma z Tobą potwora, walnęłaś, że pojechał na jakiś potworzy wyjazd. Pierwsza noc była najgorsza. Zadzwoniłaś do Alphys, która robiła wszystko co mogła, aby Cię rozweselić. Każdego dnia przesyłała Ci jakieś motywujące wiadomości. Zazwyczaj jakieś luźno wyjęte frazy z anime, za którymi nadal nie przepadałaś, ale pozostał sentyment. Byłaś jak cień. Wychodziłaś kiedy musiałaś, żarłaś lody i ryczałaś w łóżku. Bolało tak bardzo, że nie wiedziałaś czy uda Ci się dalej to znieść. Byłaś pewna, że on też Cię lubi... ale kiedy zastanowiłaś się bardziej, zdałaś sobie sprawę, że tak naprawdę nie było zbyt wiele sygnałów. Doszukiwałaś się ich sama. A to sprawiło, że czułaś się jeszcze bardziej upokorzona. Musiałaś wyglądać na zdesperowaną. Ale to jego wybór, a Ty musisz go zaakceptować. Więc to robisz. Postanowiłaś się pozbierać, mijający czas pomógł. Nie dzwonił ani nie pisał. Papyrus oczywiście tak, zastanawiałaś się czy Sans mu cokolwiek powiedział. Paps chciał mieć pewność, czy wszystko dobrze, bo nie widywał Cię w sklepie (zmieniłaś sobie zmiany tego samego dnia po randce) ani w domu (nie otwierałaś drzwi). Lecz nie odpisywałaś mu. Chciałaś aby wszystko wróciło do wcześniejszej normy. Pierwszy dzień porannej zmiany był ciężki, jak zawsze. A dzisiaj najgorszy, bo lało, więc ludzie wchodzili do sklepu nie chcąc zostać zmoczeni. Po dwóch kawach jakie wypiłaś, usłyszałaś dzwonek. Przez drzwi wszedł Sans i Papyrus. Popatrzyliście sobie w oczy pierwszy raz od tygodnia. 

Pa bum.

Robiłaś co mogłaś, aby uśmiechać się normalnie.
-Cześć.
-cześć – powoli podszedł do lady – jak się trzymasz? - delikatnie stukał w blat 
-Dobrze – skłamałaś – Jestem zajęta. Wiesz. Szkoła, rodzina i praca i różne takie tam – powoli niepewność dawała się usłyszeć w Twoim głosie – A ty?- Wzruszył ramionami.
-tori powiedziała, że chce kolejną kolację ze wszystkimi więc poszliśmy na nią razem z papsem – pauza, myślał chwilę nim dodał – dzieciak chciał się z tobą znowu spotkać. - Przełknęłaś ślinę. 
-Tak? Szkoda, chciałabym tam pójść – chrząknęłaś – Um. Tak czy inaczej. Kawa, tak? Tak – chwyciłaś kubek i zapisałaś jego imię. Praca przy maszynie pozwoliła Ci oderwać myśli. Kiedy skończyłaś podałaś mu frappe. Przez chwilę wyglądał na zawiedzionego. 
-A GDZIE JAKIEŚ PRZEZWYSKO? - zapytał jego brat – ZAWSZE JAKIEŚ MU DAJESZ. 
-Oh – zadrżałaś lekko. Co to za mina? - Zapomniałam. 
-WSZYSTKO DOBRZE? OBOJE ZACHOWUJECIE SIĘ DZIWNIE. 
-Tak – próbowałaś brzmieć pewnie – Wszystko dobrze, jestem po prostu zmęczona. Mam wiele na głowie i mało sypiam, wiesz? Ale nic mi nie jest – lekko go klepnęłaś w ramię. Nie wygląda na to, że Ci uwierzył, ale nie sprzeczał się przynajmniej. 
-Trzy pięćdziesiąt – z przyzwyczajenia chwyciłaś za długopis w którym notowałaś ile dałaś mu już darmowych kubków. 
-masz – Oh. Miał w ręce odliczoną gotówkę, którą Tobie podał. Racja. To ma sens. Milczeliście w trójkę przez chwilę.
-Rachunek?
-nie
-Dobra. - To było straszne. Patrzyliście i milczeliście. W końcu odwróciłaś wzrok mając nadzieję, że nie wychodzisz na jakiegoś dziwaka. Chrząknęłaś. - Cóż, um, do zobaczenia. 
-ta, do zobaczenia 
-SANS, ZAPOMNIAŁEŚ O POCAŁUNKU NA DO WIDZENIA! - ... Błagam, Papyrus, na miłość boską. 
-nie wydaje mi się, aby czuła się dzisiaj z tym dobrze
-ALE
-Tak. Jestem troszeczkę nie ten tego. Chyba coś złapałam. Nie chcę aby się zaraził czymś więc.. wiesz, pewnie nie będziemy się całować.
-TO NONSENS, LUDZKIE CHOROBY NIE MAJĄ WPŁYWU NA POTWORY – warknął Papyrus – DLACZEGO NIE CHCECIE SIĘ POCAŁOWAĆ? - zarumieniłaś się – SANS, PATRZ, TWÓJ LUDŹ DZISIAJ ZDECYDOWANIE NIE CZUJE SIĘ DOBRZE, JESTEŚ PEWNA ŻE POWINNAŚ PRACOWAĆ? MOŻE IDŹ DO DOMU I RÓB TO CO ROBIĄ LUDZIE KIEDY SĄ CHORZY. 
-Nic mi nie jest – krzyknęłaś – Ja i Sans dzisiaj się nie pocałujemy, to nie jest koniec świata! - Papyrus był zaskoczony Twoim podniesionym głosem. Małe pomarańczowe łzy zaczęły pojawiać się na dnie jego oczodołów. Natychmiast pożałowałaś. 
-PO PROSTU CHCE ABYŚCIE BYLI SZCZĘŚLIWI! - krzyknął – PRZEPRASZAM, ŻE CHCIAŁEM ABYŚ POCAŁOWAŁA SIĘ ZE SWOIM CHŁOPAKIEM – i z tymi słowami wyszedł ze sklepu. 
-nie drzyj się na niego tylko dlatego, że jesteś wściekła na mnie – warknął – to nie jego wina 
-Nie jestem zła na ciebie, tylko.. - warknęłaś z frustracji – Przepraszam, dobra? Nie wiem jak mam się zachowywać bo jestem głupim, zakompleksionym wrakiem człowieka, który nie umie poradzić sobie z własnymi uczuciami – zerknęłaś, cały sklep przyglądał się waszej kłótni. Wywróciłaś oczami i chwyciłaś za rękę potwora ciągnąć go na zaplecze. Jak już tam byliście puściłaś go i obniżyłaś głos – Czy naprawdę chcesz mnie całować? Ponieważ dałeś mi jasno do zrozumienia, że nie chcesz, więc chcę się wycofać z tego całego „randkowania” tak szybko jak się da. 
-nie przypuszczałem, że wszystko się tak zmieni 
-A miało zostać takie samo? - zawyłaś – Wyznałam ci moje uczucia, a ty ich nie odwzajemniasz, co oznacza... Znaczy się jeżeli to co powiedziałeś, jest prawdą. Wiem, że byłeś dość miły abyśmy udawali przyjaciół, ale ty i ja wiemy, że to tylko wymówka. Więc nie wiem co robić, dobra? - Milczał i w mgnieniu oka, już go nie było. Po skończonej zmianie postanowiłaś udać się do kwiaciarni w której Papyrus pracował. Właście przycinał kwiaty, wyglądał na bardzo zdenerwowanego. Zaczęłaś powoli. 
-Cześć Pap 
-HMPH
-Tak wiem, zawaliłam – mówiłaś słabo – Przepraszam, że na ciebie nakrzyczałam... ostatni tydzień nie był dla mnie dobry 
-NIE CHODZI TYLKO O TO, IGNOROWAŁAŚ MNIE. 
-Wiem
-CO ZROBIŁEM? DLACZEGO SIĘ NA MNIE GNIEWASZ? - odstawił nożyce – NIENAWIDZISZ MNIE?
-Oczywiście, że nie. Sans ci niczego nie powiedział?
-NIE I ON TEŻ MNIE IGNORUJE. ZWŁASZCZA KIEDY PYTAM O CIEBIE. WIEM ŻE COŚ SIĘ STAŁO BO TEN STAN TRWA JUŻ TYDZIEŃ. - Kopnęłaś nogą w powietrzu. Rany, chujnia. Widząc złego Papyrusa czułaś się tak, jakbyś kopnęła szczeniaczka czy coś. Poczucie winy zżerało Cię od środka 
-Tak, coś się stało między mną, a Sansem, Ale .. nie chcę o tym mówić – Nie odpowiedział ci, popatrzył na kwiaty. Przyglądałaś się w milczeniu jak robi bukiety, potem związuje je małą wstążką. W sklepie było cicho, słyszałaś tylko tykanie zegara. W końcu odpowiedział. 
-MYŚLISZ, ŻE JESTEM GŁUPI? - poczułaś, jak serce Ci pęka. 
-Nie! Boże nie! Dlaczego tak myślisz? 
-TY I SANS WYJECHALIŚCIE NA WEEKEND I WRÓCILIŚCIE SZCZĘŚLIWSI NIŻ KIEDYKOLWIEK. A POTEM NAGLE OBOJE STALIŚCIE SIĘ WRAKAMI. ALE PRÓBUJECIE ZACHOWAĆ SIĘ JAKBY NIC SIĘ NIE STAŁO, CHOĆ JAK NA DŁONI WIDAĆ, ŻE NIE JEST DOBRZE. KIEDY SIĘ PYTAM CO SIĘ STAŁO MÓWICIE, ŻE NIC, ALBO ŻE NIE MOŻECIE MI POWIEDZIEĆ. MYŚLICIE ŻE JESTEM W STANIE TO ZNIEŚĆ? SANS NADAL MYŚLI, ŻE JESTEM MAŁY, ALE MYŚLAŁEM... ŻE KTOŚ TAK ŚWIETNY JAK MOJA LUDZKA PRZYJACIÓŁKA... W KOŃCU ZACZNIE TRAKTOWAĆ MNIE JAK DOROSŁEGO – Oh. Ałć. 
-O mój Boże, Papyrus – przełknęłaś ślinę – Ja.. nie, nie, masz rację. Jesteś dorosły, prawda? - pauza. Dobra, to czas aby poznał prawdę – Powiem ci o wszystkim, ale nie tutaj. Wpadnij do mnie i obiecuję, że powiem ci wszystko. 
-NAPRAWDĘ? -przytaknęłaś, już czułaś jak żołądek wywraca Ci się do góry nogami. Już na początku waszej znajomości nie umiałaś być z nim dość szczera, teraz to nie jest łatwiejsze. - RAJUŚKU, WIĘC CI WYBACZAM, MASZ TO NARCYZ – wzięłaś kwiat delikatnie w ręce i wyszłaś ze sklepu czując się jakoś dziwnie gorzej, niż wcześniej. Nie miałaś kurtki, ale miałaś to gdzieś. Szłaś powoli chodnikiem w swoim fartuchu z pracy wyliczając wszystkie złe rzeczy jakie Cię dzisiaj spotkały. Fatalne pierwsze spotkanie z Sansem. Krzyk na Papyrusa. Kłótnia z Sansem. Przypomniałaś mu o swoich uczuciach i się teleportował daleko. Przez Ciebie Pap wyszedł na głupka. No i obiecałaś, że powiesz mu prawdę. Usiadłaś na krawężniku. 
-Czy może być jeszcze gorzej? - mruknęłaś. Auto które właśnie jechało ochlapało Cię wodą z naprawdę głębokiej kałuży. Już byłaś mokra przez deszcz, lecz teraz jest jeszcze gorzej. - Jednak może – warknęłaś chowając twarz w rękach. Nadal czułaś się okropnie. Nagle, deszcz ustał. Podniosłaś głowę aby zobaczyć Sansa pochylającego się nad Tobą, w ręku trzymał żółta parasolkę z wyrysowaną kaczką. Zamrugałaś kilka razy upewniając się, że nie śpisz. 
-jak tutaj zostaniesz przemokniesz do kości. 
-Jak mnie znalazłeś? - pauza – I po co przyszedłeś? 
-źle się czułem, że tak zniknąłem – wyciągnął w Twoją stronę rękę by pomóc Ci wstać – miałem wrażenie, że nie skończyliśmy rozmawiać – Nie wiedziałaś jak odpowiedzieć, więc walnęłaś pierwszą rzeczą, jaką miałaś w głowie 
klik
-Głupio wyglądasz z tą parasolką. 
-kaczucha ponoć lubi deszcz – To było znajome, ale inne uczucia. Czułaś jak się uśmiechasz. Kawały, kawały zawsze są dobre. Bezpieczne. Dzisiaj może być dobry dzień. Dasz radę. Zdałaś sobie sprawę, że nadal trzymasz się jego ręki. Puściłaś go szybko. 
-Przepraszam.
-przestań
-Mam przestać? - patrzył wprost na Ciebie
-przestań przepraszać za wszystko, to cię kiedyś zabije 
-Prze... - odwróciłaś wzrok rumieniąc się – Po prostu nie chcę być nachalna. Wiesz. Dotykać za długo. Pisać słodkie imiona na kawie.. - pociągnęłaś nosem – Nie chcę aby to wyglądało na coś dziwnego. Dobra, jak... Nie wiem jak to powiedzieć bez wpadania w romantyczne uczucia, ale nie.. uigh... jesteś niesamowity, wiesz? W totalnie platoniczny sposób. Znaczy się, może nie totalnie, ale jakimś sposobem sprawiłeś że twój kościsty tyłek zadomowił się w moim sercu. A ile się znamy, trzy miesiące? I tak, nasze pierwsze spotkania nie były najlepsze, i już przy pierwszym powinnam zapchać się własną piętą, ale ty... ty dałeś mi tak wiele. Nowi przyjaciele, doświadczenia, wiele śmiechu i ... Ja... ha.... ha.. - otarłaś oczy – Nie mogę uwierzyć, że płaczę przed tobą – pociągnęłaś nosem i zadrżałaś – Dlaczego ja ryczę? 
-ponieważ widziałaś mój kościsty tyłek i uznałaś, że masz lepszy 
-...Tylko tyle masz do powiedzenia?! - krzyknęłaś – To nie ma nic wspólnego! Nie słuchałeś mnie? 
-musiałem pomyśleć nad jakimś kawałem 
-Sans, nie możesz choć raz być poważny?
-próbowałem być poważny, ale wolę być sans
-Mój Boże, jesteś okropny 
-jestem najgorszy 
-Dlaczego cię lubię?
-sam nie wiem, jestem tylko szkieletem lubiącym beznadziejne dowcipy 
-I te z pierdzeniem
-te też 
-I jesteś leniem 
-większego nie znajdziesz, śpię trzydzieści godzin dziennie 
-I zostawiasz skarpetki po całym domu 
-a na każdej jest notka od papsa abym je podniósł 
-I stworzyłeś śmieciowe tornado! Kto to robi?
-ono się samo stworzyło – Milczeliście przez moment. Było cicho, tylko stukanie kropel deszczu o parasolkę. Patrzyliście się na siebie. Westchnęłaś. Pomijając to co powiedziałaś, Sans miał wiele wspaniałych cech osobowości, które sprawiły że zakochałaś się w nim szybko i mocno. Lecz trzeba wrócić do normalności. Na chwilę zapomniałaś, jak bardzo bolało Cię serce. - ah rany, słuchaj, wiem co powiedziałem w zeszłym tygodniu, wiesz, chodzi o to że nie przypuszczałem że będę mógł tak dobrze zaprzyjaźnić się z człowiekiem – odwrócił wzrok, lekko się wstydził – nie przepadam za ludźmi, większość z nich nie lubi mnie, ale toleruję ich dla dobra papsa i friska – zerknął na Ciebie – a potem ty weszłaś z buta w moje życie, ale to nic złego, po prostu.... to nie tak, że nic do ciebie nie czuję, tylko... że to co czuję ... uh.. 
-Jest platoniczne. 
-dokładnie – Cóż, przynajmniej bolało trochę mniej. 
-Dobrze 
-ok
-Ok – powtórzyłaś – Więc przyjaciele. Możemy wrócić do tego co było, tak? Do normalności? Wiesz, jak wcześniej Ja... no wiesz, zanim.. Um.. proszę? Uh... tęskniłam za tobą i ... takie tam – teraz nie brzmiało to już tak romantycznie, jak wyznaliście swoje uczucia. Miałaś nadzieję, że Sans nie zrozumie Cię źle i już chciałaś przeprosić, ale przypomniałaś sobie, że masz przestać to robić – I ... uh... chodzi o normalną normę. Nie tą dziwną z dzisiejszego poranka. To... to było.. 
-taa
-Tak?
-jeżeli tego chcesz
-Tak.
-ok
-Przeprosiłam Papyrusa. Na ciebie też jest zły. Myśli, że traktujesz go jak dziecko. - Sans mruknął pod nosem coś czego nie zrozumiałaś. - Ja.. ja naprawdę tego chcę – czułaś się głupio mówiąc to – Wiesz, czasami ludzie dziwnie się czują, kiedy nadal przyjaźnią się z osobami które... no wiesz... są w nich zakochane 
-nie dbam o to 
-Dobrze.
-ok – Cisza. Trutu trutu, gdzieś przejechał pociąg. 
-Um, więc... Sons, swoją drogą. 
-hm?
-Przezwisko o jakim myślałam dzisiaj. Wiesz. Jak sos tylko, że z n w środku. To nie jest jakieś mój dobry wymysł, ale.. - przerwałaś – Tak, nie wiem sama, bałam się, że źle to odbierzesz jeżeli je napiszę wiesz? 
-lubię te przezwiska, to dobry początek dnia – uśmiechnął się – a teraz oddaj mi pieniądze 
-O nie – zaśmiałaś się – Zapłaciłeś mi, więc to oznacza, że twój rachunek zamykam 
-kiedy ja lubię te darmowe kawy – zaśmiał się – zabrać cię do domu? - potrząsnęłaś głowa. 
-Mam jeszcze coś do zrobienia, ale dzięki. 
-dobra – podał Ci parasol – dzięki za ... uh... nie utrudnianie tego, do zobaczenia? tori i asgore chcą się z tobą znowu spotkać, może ty, ja i paps wpadlibyśmy do nich w tym tygodniu?
-Jasne – zerknęłaś na swoje stopy – Z przyjemnością – i już go nie było. Zostawił Cię samą w deszczu. Teraz musisz pozbierać myśli. Czułaś jakby coś przemieliło Ci serce, ale przyjaciele to zawsze coś. Pozbierałaś wszystko to co o nim wiesz. To nie jest typ do związków, więc nie chcesz odbierać tego personalnie (dobra, Twoje serce odebrało to bardzo personalnie). Uspokoiłaś się jednak, że wszystko wróciło do tego stanu w jakim było. No i już wie co czujesz. Wracałaś do domu kompletnie mokra, musiałaś wysuszyć ubranie, włosy i buty. Parasol jaki Ci zostawił był bez znaczenia, skoro już byłaś mokra, ale nie chciałaś jej puścić. Podróż trwała dłużej niż zwykle, co chwile musiałaś stawać aby rozpoznać uczucia i pozbierać myśli. Byłaś w mieszkaniu późnym popołudniem. Jak tylko się tam dostałaś opadłaś zmęczona na kanapę, lecz nie dane było Ci odpocząć. Ktoś gwałtownie zapukał w drzwi. 
-PRZYJACIÓŁKO, TO JA! PROSZĘ OTWÓRZ DRZWI! - Wstałaś i wpuściłaś go do środka. Pozwoliłaś usiąść mu na kanapie obok Ciebie. 
-Zrobić ci coś? To będzie długa historia. 
Autor obrazka: artanddetermination
Notka od tłumacza: Opowiadanie Sans x Ty. Opowiadanie dostosowane pod kobiecego czytelnika. Akcja ma miejsce zaraz po pacyfistycznym zakończeniu gry. Potwory egzystują sobie na ziemi, chodzą, robią swoje potworne rzeczy i ... No i jesteś Ty. Wcielasz się w studentkę sztuk pięknych. I z pewnych głupich okoliczności musisz udawać dziewczynę Sansa.
Autor: poubelle_squelette
Tłumaczenie: Yumi Mizuno
Oryginał: klik
SPIS TREŚCI 
Wpadka na imprezie
Pijacka wpadka z psem
Wpadka z pseudo-buziakiem
Wpadka spaghetti
Wpadka przy pozowaniu
Wpadka z lodami
Wpadka METTATONA // Punkt widzenia Sansa
Wpadka Grillbyego
Wpadka przy przytulaniu
Wpadka Undyne
Wpadka z pocałunkiem
Wpadka ze skradzioną bielizną
Wpadka przy kolacji
Wpadka w sklepie spożywczym
Wpadka METTATONA II
Wpadka przy anime  // Punkt widzenia Sansa
Wpadka w trakcie Halloween
Wpadka w galerii
Wpadka na wieczorze panieńskim
Wpadka w drodze
Wpadka na ślubie cz 1 // Punkt widzenia Sansa
Wpadka na ślubie cz 2
Wpadka Alphyne
Wpadka na randce (obecnie czytany)
Wpadka w deszczowy dzień
Wpadka Papyrusa
Wpadka Mikołaja
Wpadka w śnieżny dzień
Wpadka w trakcie choroby
Wpadka w święta
Wpadka w Boże Narodzenie
Wpadka w Sylwestra
Wpadka treningowa
Wpadka z koszmarami // Punkt widzenia Sansa
Wpadka Burgerpantsa
 Wpadka przy automacie z przekąskami
 Wpadka w sądzie
Wpadka u fotografa
Wpadka.. zaraz, co? [+18]
Wpadka w Walentynki
~Rozdziały od 41 i dalej~
Kolejne dni zalały Cię informacjami – Stowarzyszenie Zwalczania Demonów – wyszło na światło dzienne. I tak jak przypuszczała Undyne, ich działalność skupiła się na oczernianiu w sieci Ciebie i Sansa. Skromny akt wandalizmu przerodził się w sprawnie działającą grupę, która miała na celu dręczenie i terroryzowanie par takich jak wasza. W tym czasie Ty i on byliście zajęci rozmową z prasą jak to wszystko wpływa na wasz związek. Poszliście na konferencję, daliście kilka wywiadów. Ludzie pytali o to samo znowu i znowu, robiło się to męczące ale Alphys miała rację. Wzięcie w tym udziału pomagało, nie tylko wam ale i innym, chciałaś aby reporterzy zadawali lepsze pytania. Spotkaliście się z Toriel i Frisk w ambasadzie – jajks – robiąc plany na przyszłość. Toriel zrobiła wam ciasto, pomogło ono ci się rozładować trochę ale raaany, aż strach myśleć o przyszłości. To co warto powiedzieć, mimo wszystkiego co się działo, Twoje uczucia do fałszywego partnera nie malały. Cóż, do dzisiaj. W końcu był kres spotkań z dziennikarzami. Undyne powiedziała, że póki co macie nie wychodzić, grzecznie odmawiać, mówić że musicie odpocząć od całej tej dramy (co było prawdą). No i tak siedziałaś w swoim mieszkaniu rysując sobie. Masz jeszcze miesiąc do skończenia obrazu na uczelniane przyjęcie co nie jest dużą ilością czasu, lecz w życiu miałaś do tej pory ważniejsze sprawy do załatwienia. Przeszukiwałaś sieć w poszukiwaniu inspiracji... co przerodziło się w szperanie za obrazkami szkieletów... a potem szukałaś zdjęć Sansa i Papyrusa. Właśnie miałaś zabrać się porządnie za rysowanie kiedy Twój telefon się odezwał. 

snas: 14:13 | co tam?

Ty: 14:13 | Rysuję, nudzę się. A co u ciebie?

snas: 14:13 | głodny jestem

snas: 14:14 | wybierzesz się ze mną na lunch

snas: 14:14 | wyczaiłem nowe miejsce z żarciem dla potworów

Twoje serce zadrżało nim przypomniałaś sobie, że już wiele razy jadłaś z nim i jego bratem. Wzięłaś głęboki wdech

snas: 14:14 | domyślam się, że mi nie odmówisz :)

Ty: 14:14 | Ugh, jasne! Moja praca może poczekać :-)

Ty: 14:15 | Spotkam się z tobą i Papsem w samochodzie?

snas: 14:16 | tak właściwie 

snas: 14:16 | dzisiaj tylko ty i ja

Pa bum. Pa bum.

Wiesz, że ekscytowanie się zwykłym lunchem to głupota, ale od tygodnia nie mieliście czasu dla siebie. Zaczęłaś się lekko trząść przez co miałaś problemy z odpisaniem. 

Ty: 14:17 | Dobra, super. Ja prowadzę?
Snas: 14:17 | nie, mój rower jest szybszy

On... on sobie jaja robi, prawda? Przełknęłaś ślinę. Całkowicie zapomniałaś o jego motocyklu. Jazda z nim oznaczała konieczność przytulenia się, prawda? Zarumieniłaś się na tę myśl. Robił to celowo? Chciał być blisko Ciebie tak jak Ty blisko niego? Wzięłaś kilka wdechów. 

Ty: 14:18 | To do zobaczenia :-)

Miałaś nadzieję, że dwie emotki nie zdradzą Twoich uczuć, ale wiesz ze Sans nie przywiązuje do nich większej uwagi. Zbyt leniwy. Szybko poprawiłaś włosy, założyłaś na siebie bluzę (którą Papyrus szczęśliwie wyprał wcześniej) i wyszłaś z domu. Poszłaś na parkin gdzie był Sans, opierał się o swój motor. Serce podskoczyło Ci do gardła. Przełknęłaś je z trudem. 
-Cześć – przywitałaś się machając. Popatrzył na Ciebie z uśmiechem 

Pa bum. 

-gotowa? - popatrzyłaś na pojazd niepewnie – rząd cały czas marudzi, że z powodu globalnego ocieplenia powinniśmy oszczędzać energię, palić mniej światła. więc wczoraj wyłączyłem światła na godzinę. potrąciłem trzech rowerzystów.
-Tylko na tyle cie stać? - myślał przez chwilę. 
-jadą zakonnice na rowerach po wybojach. w pewnym momencie siostra przełożona mówi: dość luksusów! zakładać siodełka! - on już się śmiał. Warknęłaś. 
-To było straszne – mimo to nie umiałaś ukryć uśmiechu. 
-a teraz poważnie, gotowa? - przytaknęłaś. Sans wsiadł na pojazd i posunął się dając Ci znak, abyś za nim usiadła. Czego się trzymać? Ramion? Talii? Wpatrywałaś się chwilę, aż zaczął się śmiać. - obojętne gdzie mnie złapiesz, po prostu nie puszczaj – postanowiłaś objąć go wpół. Czułaś pod rękami jego żebra, mimo bluzy jaką miał na sobie. Przywarłaś do niego, serce waliło Ci jak szalone. 
-Nie puszczę – ścisnęłaś go mocniej. Odpalił i już byliście w drodze. Wyjechał na ulice miasta, ściskałaś go i zamknęłaś oczy. Czułaś wiatr we włosach, czułaś jak przyśpiesza i przyśpiesza. Sans był naprawdę dobrym kierowcą, no cóż przynajmniej nie krzyczałaś i nie płakałaś. Zastanawiałaś się, dlaczego motocykle. Znasz go już jakiś czas, ale nigdy nie pytałaś się dlaczego a nie... cóż skuter albo coś. Myślałaś, że ten bardziej mu będzie pasował. Tak naprawdę wyobrażałaś go sobie w małym, żółto czerwonym autku nim dowiedziałaś się, że lubi motocykle. Te kojarzyły się raczej z jakimś niebezpiecznym ... no... dupkiem. Nie, nawet ten termin do niego nie pasuje. 
-hej, już jesteśmy, możesz uh... mnie puścić – zaśmiał się delikatnie zabierając Twoje ręce. Naprawdę tuliłaś go aż tak mocno? Zarumieniłaś się. 
-Przepraszam
-heh, jasne, po prostu musisz mnie dotykać, co? - wskazał na siebie 

Pa bum.

-Tylko ciebie się tam mogłam trzymać – weszliście do restauracji Potworny Gryz. Kelnerka, mały żywiołak powietrza, od razu rozpoznał Sansa. 
-Cieszę się, że w końcu mam szanse cię poznać. To idealne miejsce dla was. Smaczne jedzenie i ustronne miejsca dla par. Proszę, wejdźcie, siadajcie. Lubicie magie, prawda? 
-Ja ją uwielbiam! - odparłaś z entuzjazmem 
-To cudownie! Wiem, że spotykasz się z potworem i ostatnio może nie było jakoś wam najlepiej, ale liczę, że miło spędzicie tutaj czas – zostawiła was przy stole 
-Może czas umiliłby mi mój chłopak gdyby pokazał jakąś magiczną sztuczkę – popatrzyłaś na niego. Milczał przez minutę. 
-chcesz zobaczyć magię? - przytaknęłaś – dobra, a więc rzucę ci kość – pstryknął palcami, dostrzegłaś jak coś leci w stronę twojego czoła. BAM. 
-Ałłł – pogładziłaś się po czole. Wzięłaś rzecz, mała kosteczka, wielkości opuszka palca. Sans się śmiał. - Dosłownie rzuciłeś we mnie kością. - nadal się śmiał, kopnęłaś go pod stołem – To nie jest zabawne! Naprawdę myślałam, że pokażesz mi coś czadowego! 
-co, to ci cię nie podobało?
-Nie! 
-oj czuję się urażony do szpiku kości 
-Wiesz co, twoje żarty o szkieletach się starzeją – wzruszył ramionami i uśmiechnął się. 
-przepraszam, ale ponoć najlepsze zupy robi się na starych kościach – już miałaś coś odpowiedzieć, ale potwór przyszedł do waszego stolika. Był niski i ubrany jak jakiś czarodziej.
-Witam?
-Witaj przyjacielu, czy mogę umilić wam czas, siedźcie i ciesz się tym to jest serwowane a od czego zaczyna się dzień – z niewielkim i delikatnym światłem pojawiło się przed Tobą menu. Popatrzyłas na Sansa, który zauważył Twoje zakłopotanie. 
-madjick może mówić tylko zaklęciami, czasami są bardzo kreatywne. - przytaknęłaś i popatrzyłaś na wybór. Był za duży! Zerknęłaś na potwora 
-Poproszę to co najmodniejsze – Sans mruknął zgadzając się z Tobą. Potwór przytaknął i pojawiły się dwie kule. 
-Stoliczku nakryj się – mruknął unosząc lekko ręce. Kule zaczęły krążyć dookoła niego. Przyglądałaś mu się całkowicie oczarowana, w końcu magia przełamała się naprzeciwko Twojej twarzy i Sansa, Mad zniknął. Natomiast na stole czekał na Ciebie drink. Piękny. Kielich prawie jak wielka perła, a w środku błyszczący likier. 
-Co to jest? - przyglądałaś mu się z zachwytem. Widziałaś jak unosząc się z niego niewielkie gwiazdki. 
-nie mam pojęcia – wyglądał na równie oczarowanego
-Zdrowie? - ale on nie uniósł kielicha w Twoją stronę – nie bój się, obiecuję, małymi łyczkami – no i podniósł go 
-zdrowie – drobny łyk, ale efekt był. Czułaś się odprężona. Popatrzyłaś na skórę, która świeciła się i błyszczała. Po Sansie prawie nic nie było widać, jego źrenice jednak zmieniły się w małe świecące gwiazdki. 
-Łaaał twoje oczy! - wskazałaś na niego – Ale zajebiste. Chyba nigdy nie znudzą mi się te wasze napoje – popatrzyłaś na małą kartę na stolę. Domyśliłaś się, że inne czary są używane do robienia posiłków, a inne do napoi. Madjick wrócił z kilkoma talerzami. Jako pierwszy na stole wylądował półmisek z warzywami, kiełbaskami i czymś zielonym i błyszczącym, co położył na Twoich rekach. Te natychmiast się zabarwiły i zabłyszczały aż po nadgarstki. Czarodziej ułożył warzywa w szeregu, zaś kiedy je wzięłaś w palce te zaczęły się ruszać i wić. Byłaś w szoku, zarówno z powodu rąk jak i warzyw. - O mój BOŻE – krzyknęłaś – Ja to robię? 
-hej, w zielonym, ci do twarzy – Po chwili podeszło do was kilka potworów oczarowanych Twoją ekscytacją. Nic na to nie mogłaś poradzić. Nigdy, nigdy, nigdy nie znudzi Ci się niesamowity świat potworzej magii. Jak dotknęłaś ostatniej marchewki zielona magia zaczęła znikać. Resztę warzyw Mad uniósł w górę i zaczął miksować je i siekać w powietrzu. Z zachwyceniem patrzyłaś na to co robił. I tak masz sos w sosjerce. Potem podał kolejne coś w kształcie kuli w kolorze pomarańczowym. Dał to tym razem Sansowi. Zobaczyłaś jak niewielkie iskierki zamieniły się w płomienie. 
-Magia ognia? - zapytałaś
-huh – przyglądał się swoim palcom – to nie jest prawdziwa magia – Mad przystawił mu talerz jedzenia, a po dotyku, to zaczęło się gotować. 
-Zrobiło się gorąco czy to tylko ty? - zaśmiałaś się?
-kto igra z ogniem może się sparzyć – słyszałaś jak się śmieje. Mad zrobił kilka sztuczek bawiąc się sosem i mięsem w powietrzu aż w końcu jego kule postawiły przed wami jedzenie. Właśnie miałaś podziękować, ale Mad wyciągnął jeszcze jedną magiczną kulę. Małą, różową, w kształcie serca, jedno podał Sansowi, a jedno tobie. 
Małe serduszko przeleciało dookoła Twojej głowy i zniknęło. Jednak na nadgarstku miałaś delikatny magiczny znak z imieniem Sansa. 
-oznacza to, że z naszymi imionami dostaniemy dodatkowy deser – jego głos był na granicy zniesmaczenia i zdenerwowania 
-Znaczy to, że dostaniemy darmowy deser? - uśmiechnął się do Ciebie. Zaczęliście jeść i rozmawialiście. Lunch mijał naprawdę przyjemnie. Oboje uznaliście, że to miejsce będzie ciekawe dla ludzi, natomiast Sans przyznał że nie takie uczucia magia daje kiedy się z niej korzysta. Ale ej, nadal robiła wrażenie! Kilka potworów przyszło się przywitać i zapytać, czy wszystko dobrze.  Było miło. Smaczne jedzenie. Śmiech. Magia. Dotykałaś kolanem Sansa i znowu poczułaś tego motylka w brzuchu. Miejsce jest odpowiednie, nawet czas nie był niczego sobie, nie było zbyt wielu innych gości, nikt wam teraz nie zawracał głowy. A drink zrelaksował Cię na tyle że byłaś bardziej pewna siebie niż zwykle. Im bardziej o tym myślałaś, tym silniej potrzebowałaś powiedzieć mu prawdę. Dawał Ci wszystkie sygnały. Flirtował, dzwonił i dawał te głupie przezwiska nawet kiedy nikogo nie było dookoła. Nie odmówił na weselu kiedy chciałaś tańczyć, spał obok ciebie. Tak. Pomyślałaś. Dam radę. Właśnie skończył opowiadać jakiś głupi kawał. Zaśmiałaś się. Właśnie miał powiedzieć następny ale mu przerwałaś.- Ej Sans? 
-tak? - teraz albo nigdy, przełknęłaś własny strach i ze wstydem wyznałaś
-Zakochałam się w tobie























…
…
Nie mogłaś rozczytać emocji z jego twarzy, nic nie mówił. Twoje serce biło jak szalone. Dlaczego on milczy? Czujesz jak Twoje policzki są czerwone i robią się cieplejsze z każdą mijającą sekundą. Przez chwilę miałaś wrażenie, że nie możesz oddychać. Nie mogłaś teraz na niego nawet patrzeć. Tak więc patrzyłaś się na swoje kolano. Milszy? Dlaczego milczy?
-taa – w końcu – nigdy nie przypuszczałem, że będę miał tak dobrą przyjaciółkę człowieka, póki nie spotkałem ciebie 





…
Oh.
-Przyjaciółkę? - miałaś nadzieję, że nie usłyszy drżenia Twojego głosu 
-...ta – ałć. Czujesz się jak idiotka. Czy to w ten sposób Cię odtrąca? Tak delikatnie? Wpycha Cię w friendzone? Ciekawe czy gdyby wiedział.... Oczywiście, ze wiedział! N wie wszystko! Marzyłaś aby otworzyła się pod Tobą ziemia i pożarła cię w całości. Najlepiej będzie, jak spróbujesz ugrać, że chodziło Ci o platoniczne zauroczenie 
-Przyjaciele, jasne, oczywiście – głos Ci lekko drżał, delikatnie szturchnęłaś go w ramię – Najlepsi, co nie? 
-najlepsi – zrelaksował się 
-Ha... ha... - zakasłałaś lekko.- Będę usiała iść wybacz, mam jeszcze coś co zrobienia o czym  zapomniałam. Nom mam pomóc Wyattowi w jego obrazie. 
-zawiozę cię tam, dobra? - zapytał Sans
-Nie, nie, wszystko dobrze, mamy w planach spotkać się w niedalekiej kawiarence – wstałaś szybko – Um, dzięki za ... uh .... przyjacielski wypad.... kolego – wychodząc z pomieszczenia popatrzyłaś na niego. Kiedy odeszłaś dość daleko, w końcu pozwoliłaś sobie na płacz jaki w sobie trzymałaś. Kiedy zaczęłaś zwalniać kroku, zaś Twój oddech się uspokoił powoli zaczęłaś iść. 
-Głupia, głupia, głupia – mówiłaś do siebie. To bolało. Bardzo bolało. Dlaczego to zrobiłaś? Dlaczego otworzyłaś swoje głupie usta i zrujnowałaś wszystko? Miałaś tyle szczęścia, że Sans pozwolił Ci zachować swoją twarz, mówił tylko o przyjaźni. Boże, jak można być tak głupim? Ale ty nie byłaś, mówiłaś do siebie. Nie naprawdę. Te wszystkie sygnały jakie wysyłał... one były i one były prawdziwe, prawda? Czuł się z tobą dobrze i rozmawialiście o wszystkim, otworzył się przed Tobą i nawet razem flirtowaliście, prawda? No tak. Serce zabiło Ci mocniej. Wzięłaś kolejny ostry i przerywany wdech. Szłaś dalej, powoli, do domu. Jak już wróciłaś, było całkiem późno. Popatrzyłaś na parking, ale nie było tam jego motoru. Całe szczęście. Teraz będziesz mogła wypłakać swoje uczucia nie ryzykując, że Cię usłyszy. Weszłaś do mieszkania, zamknęłaś za sobą drzwi, okryłaś się kocem i schowałaś po nim. Wcześniej bałaś się, że może powiedzieć „nie' ale teraz boisz się że możesz stracić najlepszego przyjaciela jaki trafił Ci się w życiu. 
Autor obrazka: artanddetermination
Notka od tłumacza: Opowiadanie Sans x Ty. Opowiadanie dostosowane pod kobiecego czytelnika. Akcja ma miejsce zaraz po pacyfistycznym zakończeniu gry. Potwory egzystują sobie na ziemi, chodzą, robią swoje potworne rzeczy i ... No i jesteś Ty. Wcielasz się w studentkę sztuk pięknych. I z pewnych głupich okoliczności musisz udawać dziewczynę Sansa.
Autor: poubelle_squelette
Tłumaczenie: Yumi Mizuno
Oryginał: klik
SPIS TREŚCI 
Wpadka na imprezie
Pijacka wpadka z psem
Wpadka z pseudo-buziakiem
Wpadka spaghetti
Wpadka przy pozowaniu
Wpadka z lodami
Wpadka METTATONA // Punkt widzenia Sansa
Wpadka Grillbyego
Wpadka przy przytulaniu
Wpadka Undyne
Wpadka z pocałunkiem
Wpadka ze skradzioną bielizną
Wpadka przy kolacji
Wpadka w sklepie spożywczym
Wpadka METTATONA II
Wpadka przy anime  // Punkt widzenia Sansa
Wpadka w trakcie Halloween
Wpadka w galerii
Wpadka na wieczorze panieńskim
Wpadka w drodze
Wpadka na ślubie cz 1 // Punkt widzenia Sansa
Wpadka na ślubie cz 2
Wpadka Alphyne (obecnie czytany)
Wpadka na randce
Wpadka w deszczowy dzień
Wpadka Papyrusa
Wpadka Mikołaja
Wpadka w śnieżny dzień
Wpadka w trakcie choroby
Wpadka w święta
Wpadka w Boże Narodzenie
Wpadka w Sylwestra
Wpadka treningowa
Wpadka z koszmarami // Punkt widzenia Sansa
Wpadka Burgerpantsa
 Wpadka przy automacie z przekąskami
 Wpadka w sądzie
Wpadka u fotografa
Wpadka.. zaraz, co? [+18]
Wpadka w Walentynki
~Rozdziały od 41 i dalej~
-Mam nadzieję, że się dobrze bawiliście – powiedziała panna młoda do Ciebie i Sansa. Wszuscy zaczynali się rozchodzić, ale para upewniała się, że każdy zostanie przez nich należycie pożegnany. 
-tak, śluby są pełne emocji, nawet tort był cały we łzach – panna młoda zamrugała, a potem uśmiechnęła się lekko, szturchnęła Cię w ramię 
- Widzisz! Nadal jest zabawny choć teraz jestem trzeźwa! Lepiej trzymaj mocno tego słodziaka, albo ja ci go ukradnę 
-Wzięłaś ślub dosłownie dobę temu – mruknęłaś. Mrugnęła Ci w odpowiedzi. Pożegnaliście się z Twoimi rodzicami. Dostałaś ochrzan od mamy za nie za częste dzwonienie, no i oboje powiedzieli Sansowi, że jest świetny i z przyjemnością jeszcze go kiedyś spotkają. Sans odparł tym samym i oczywiście kiedyś wpadnie na kolacje. Weszliście do auta. 

~

-I.. i to ty-tyle? - zapytała Alphys. Właśnie streściłaś im wypad informując że nie było żadnej bomby. Słuchały cierpliwie i uważnie. Postanowiłaś być szczera z nimi i powiedzieć o swoich uczuciach. To było dziwnie, to było dziwne, zaczęło się o pytania o to jak wyznała swoje uczucia Undyne a zakończyło się na Twoim przyznaniu do zakochania w Sansie. Była bardzo miła. 
-Myślę, że od stuleci Sans się tak nie bawił. - Undyne nie. Wiedziałaś, oczywiście, że jeżeli powiesz coś Alphys, Undyne będzie wiedziała wszystko. Ich opinie właściwie były takie same, choć Undyne była bardziej...władcza. Wolałaś rozmawiać z Alphys, choć Undyne była teraz obok. 
-K-kochanie, pro-proszę
-Powinni przestać zachowywać się jak dzieci w piaskownicy. Nawet ty miałaś jaja aby przyznać się do swoich uczuć! 
-Ja... nie po-powiedziałam i-ich jak trze-trzeba – mruknęła – t-t-t-to było ... prze-przez przy-przypadek? - popatrzyła na Ciebie – O-odgrywałam scenki z F-frisk na wysy-wysypisku śmie-e-ci i dałam po-ponieść się emo-emocjom? - zarumieniła się delikatnie i nerwowo przebierała pazurami – D-dosłownie wy-wyznałam swoje u-uczucie do U-Undyne! Może... uh, może tez po-powinnaś spróbować. 
-O MÓJ BOŻE! Skarbie, mogę być Sansem? 
-Um.. 
-Nie będziemy odgrywać żadnych scenek – przerwałaś im – No i .. jest jeszcze coś – objęłaś się ramionami – Kiedy wracaliśmy nie mogłam się powstrzymać. Chciałam wiedzieć o nim wszystko. Znaczy się, co ja wiem o nim poza tym, że jest zabawny i lubi frytki? Zaczęliśmy od prostych pytań, o ulubiony kolor (czarny) i o najlepszego przyjaciela (papyrus) rozmowa układała się dobrze. Pytał się o to samo mnie, ale.. 

~

-Powiedziałeś kiedyś, że pierwszą rzeczą jaką zrobił Papyrus po wyjściu na powierzchnię było prawko. A ty co zrobiłeś? - patrzył się przez okno dość długo, zaczynałaś się bać że usnął. W końcu powiedział. 
-wszedłem na szczyt góry ebbott i patrzyłem w niebo, nie wierzyłem własnym oczom, to tak wyglądała powierzchnie, zostałem tam na trzy dni i nie schodziłem. 
-Ja też nigdy nie zapomnę co robiłam tego dnia – zaśmiałaś się ciepło – Zmywałam naczynia i oglądałam wiadomości. W szoku stłukłam talerz.
-heh, czy wielkie straszne potwory cię przestraszyły?
-To było raczej... Nie mogłam uwierzyć, że stare mity i legendy są prawdą. Ale tak, bałam się troszeczkę – powiedziałaś szczerze – Bałam się, że będziecie źli na ludzi, ale potem zaczęliście się przyjaźnić. 
-wiesz ta impreza na którą się włamałaś to było przyjęcie z okazji naszej rocznicy wyjścia na powierzchnię
-Naprawdę? - teraz czujesz się jeszcze gorzej przez tamto wtargnięcie 
-mogę się zapytać, dlaczego to zrobiłaś? - Oh. Zarumieniłaś się.
-Um. To głupie ale... uh... byłam głodna i chciałam darmowego żarcia

~

Undyne parsknęła śmiechem. Popatrzyłaś na nią groźnie.
-Przecież o tym wiedziałaś! 
-wybacz, ale... - zaśmiała się jeszcze raz – To takie głupie! Wchodzisz do cudzego domu dla żarcia jak ostatni śmieć i mówisz że o Boże... chodzisz z SANSEM! 
-To przestało być takie ś-śmieszne kiedy o-ona naprawdę go lubi – powiedziała potworzyca – W-więc przy-przyjęcie, i co potem? Przyszłyśmy potem, przegapiłyśmy cię. A-ale teraz jak o tym myślę... P-Papyrus wspomniał o dzie-dziewczynie Sansa która szy-szybko wyszła w po-pośpiechu – Undyne znowu się śmiała, schowałaś twarz za dłońmi ze wstydu. To chyba najbardziej zawstydzająca rzecz jaką zrobiłaś. Myślenie o tym sprawiało, że chciało Ci się płakać, schowałaś się przecież w ich szafie! - M-mów dalej. 

~

Sans milczał, by w końcu powiedzieć.
-tak dzieje się często?
-Wiesz – pauza – W tym semestrze mam więcej zajęć, a wiesz że rzeczy na mój kierunek nie są tanie, a przez dodatkowe godziny nie mogę pracować zbyt wiele w sklepie więc.. wiesz... czasami nie miałam nic do jedzenia. Przez większość miesiąca żyję na zupkach chińskich 
-możesz zawsze.. no wiesz, wpaść, pap gotuje całkiem dobrze, albo napisać do tori, przyniesie ci ciasto albo da jedzenie które wyżywi mała armię – powiedział – to naprawdę miła kobieta, jeżeli byś jej powiedziała przychodziłaby systematycznie tylko by się upewnić, że odżywiasz się odpowiednio – Pytanie nasunęło się samo, a dręczyło Cię odkąd ją poznałaś. 
-Ty i Toriel... Czy wy... no wiesz... byliście razem? Albo próbowaliście? 

~

-TY NIE! - Undyne krzyknęła. Praktycznie wyrzuciła kubek herbaty w powietrze – Naprawdę zapytałaś go o Toriel? 
-A skąd miałam wiedzieć, że nie powinnam?
-NGHAAA! To jest oczywiste! OCZYWISTE! 
-Ależ nie – syknęłaś – Powiedział mi, że nic do niej nie czuł, bo ona jest z Asgorem – warknęłaś – I jak rozmawialiśmy o więziach dowiedziałam się, że nie da się ich złamać. 
-R-rozmawialiście o w-więziach? N-naprawdę? - wzruszyłaś ramionami
-Tak. Miałam wiele pytań odnośnie waszych ślubów – pauza – Dlaczego się tak na mnie patrzycie? Przecież nie poprosiłam go o ... no nie wiem... wyjęcie mojej duszy czy coś. - zachichotały – Oh dorośnijcie... 

~

-poślubiłabyś potwora? - To nie było proste pytanie. Przytaknęłaś. 
-Szczerze. Chciałabym poślubić potwora. Właściwie byłabym bardziej zaskoczona gdyby jakiś chciał poślubić mnie. Ludzie nie żyją długo. Mielibyśmy krótkie wspólne życie – myślami popłynęłaś do waszego wspólnego tańca – A ty, poślubiłbyś człowieka? 
-nie śpieszy mi się do ślubu, czy to z potworem czy z człowiekiem – Oh
-Rozumiem 
-nie zrozum mnie źle, jeżeli znajdę odpowiednią osobę to może... ale eh, jedyne dzwony jakie widzę bijące mi w przyszłości to te z głośników papyrusa które dudnią mi w uszach
-Nie masz uszu – zaśmiał się. 

~

Upiłaś herbaty. Alphys wyglądała na zasmuconą, ale próbowała nadal Cię rozweselić. 
-C-cóż, po-powiedział, że jeżeli pozna właściwą o-osobę! - delikatnie dotknęła Cię w rękę – Pozostań z-zdeterminowana! - Undyne bawiła się telefonem
-Ej smarku, widziałaś wiadomości? - pokazała Ci ekran – Jest specjalny mały artykuł o tobie i o nim 
-Co?! - krzyknęłaś chwytając komórkę. Tablody były bezlitosne. Choć dały Ci spokój po sprawie z Mettatonem, to nadal pojawiało się coś w internecie, ale przecież ostatnio nic nie robiłaś! 
WIADOMOŚCI! SŁAWNA MIESZANA PARA WIDZIANA RAZEM NA LOKLANYM WESELU. CZY TO WRÓŻY IM WSPÓLNĄ PRZYSZŁOŚĆ? To nie był do końca artykuł. Po prostu wasze zdjęcia. Byłaś zmieszana. Wszyscy na przyjęciu szanowali prywatność. Zerknęłaś na autora. 
-Milton – syknęłas – Boże, zapłaci za to – zacisnęłaś ręce na aparacie nim oddałaś go właścicielce – Powinnyście widzieć go na weselu. To ten cham. Próbował się do mnie dostawiać. Do mnie! 

~

Milton podszedł do Ciebie trzymając w ręku dwa kieliszki wina. Kieliszki wydawały się małe w jego grubych palcach. 
-Dla pięknej pani, która nadal wisi mi randkę – Ten gość serio tak myśli? Nie oglądał wiadomości?
-Nie, dziękuję. Dzisiaj nie piję. - odstawił alkohol na stół i przetarł ręką swoje bardzo użelowane włosy. Potem chwycił Cię za rękę (fuj!) i przystawił do swoich ust. Na wąsach miał okruszki jedzenia, zaś pocałunek był lepki i oślizgły (okropność!). Uśmiechnęłaś się grzecznie i zabrałaś rękę. Boże. To z tym typem chciała zeswatać Cię mama? Nie umiałaś z nim rozmawiać, a Sans nic nie robił!
-To może chociaż taniec?
-Nie, dziękuję – zrobiłaś krok w tył. 
-To co powiesz na...
-powiedziała nie – w końcu się odezwał – wiesz to chamskie przystawiać się co cudzej dziewczyny kiedy partner jest zaraz obok – Jego dziewczyny. Jego dziewczyny. JEGO dziewczyny. 

Pa bum. Pa bum.

Milton zerknął na Sansa. 
-Poprosiłem tylko o taniec. Nie chcę ci jej porwać. Choć powinna na to wesele przyjść ze mną, wiesz. - I na całe szczęście nie przyszłaś. Czułaś jego pot wymieszany z wodą kolońską. Ugh. Sans wstał ze swojego siedzenia i staną między wami. 
-powiedziała nie. - Milton zaczął się pocić. Widziałaś jak małe kropelki formowały się pod jego koszulą. Wiedziałaś, że zaczyna się bać choć sama nie widziałaś Sansa jako kogoś przerażającego. Milton zadrżał i mruknął coś, a potem sobie poszedł. Odetchnęłaś z ulga.
-Dzięki
-możesz na mnie liczyć. 

~

-C-cóż, to było miłe, co nie? Z-zdecydowanie c-chciał cię bro-bronić. 
-A ty nie masz nic do dodania? - popatrzyłaś na Undyne która nadal wisiała na telefonie – Zazwyczaj komentowałaś. - była skupiona na komórce. Wyglądała na zmęczoną kiedy w końcu na Ciebie popatrzyła 
-Pamiętasz tych gości co zdemolowali ci mieszkanie?
-Tych od... tej organizacji przeciwko potworom?
-Tak. Cóż, większość z nich została wypuszczona z aresztu bo ktoś wpłacił za nich kaucję – popatrzyła na Ciebie – przepraszam, że przerwałam te historię, ale myślałam, że lizałaś się już z Sansem czy coś. 
-Powinnam się bać? - policjantka położyła telefon na stole 
-Ty i Sans możecie być na językach. Radzę, abyście zrobili jakąś konferencję z pracą albo ugh poszli do Mettatona czy coś. Zamarłaś i popatrzyłaś na Alphys, która tylko przytaknęła. 
-B-będzie grze-grzeczny! - Przyjemne uczucie zakochania jakie drażniło Twój brzuszek natychmiast umarło. Miałaś nadzieję, że ten rozdział Twojego życia się zakończył, ale wygląda na to, że to nie koniec. Takie są konsekwencje spotykania się z potworem. Rasiści zawsze będą sprawiać problemy. Undyne wstała od stołu. 
-Będę musiała zająć się sprawą i zwiększyć patrole. A co do ciebie – wskazała – tak co do ciebie, zaczniesz trenować, z samego rana! Nie pozwolę, abyś stała i czekała na atak jak ostatnia ofiara losu. 
-Ale... mam pracę i ... studia – warknęła. 
-Dobra. To nocą! Tak czy inaczej wytrenuję cię! - pochyliła się nad stołem by pocałować Alphys w czoło – Wrócę dzisiaj późno, skarbie. Przepraszam – znowu na Ciebie popatrzyła – Słuchaj, lubię cię, więc dam ci radę. Wkładaj PASJĘ w to co robisz, niczego nie ŻAŁUJ! 
-Łatwo mówić – mruknęłaś
-S-spróbuj... j-ja się cieszę, że spróbowałam. - Łatwo tobie mówić mruknęłaś znowu. One miały szczęśliwy związek. Krótko po tym wróciłaś do domu. Było jeszcze wcześnie, choć już się ściemniało. Spędziłaś u nich całe popołudnie. Weszłaś do mieszkania, bardzo czystego i ... co zaskoczyło Cię najbardziej, na stole był talerz spaghetti z podziękowaniami od Papyrusa. Poszłaś do sypialni. Okryłaś się kołdrą w łóżku, Twój kot wskoczył na Ciebie. Słyszałaś jak Sans szurał po pokoju, a potem jak skrzypnęło jego łóżko kiedy na nim siadał. Zastanawiałaś się, czy dzisiaj będzie dobrze spał. 

~

-O czym są twoje koszmary? - zapytałaś skręcając – Przepraszam! Wiem, że to może być zbyt osobiste. Nie musisz mi mówić, jak nie chcesz. - Sans milczał przez dłuższy czas. Drodze towarzyszył pomruk silnika. Już zastanawiałaś się jakim głupim kawałem przerwać ciszę kiedy nagle zaczął mówić. 
-doświadczyłaś kiedyś deja vu?
-Jasne, jak każdy.
-cóż, śnię o tym że żyję w ciągu tych samych kilku dni znowu i znowu i znowu, śnię, że budzę się w snowdin i orientuję się, że nikogo nie ma, śnię że pap – zacisnął mocniej zęby – że pap nie żyje od dawna i nie mogę go zobaczyć. 
-To brzmi strasznie, przepraszam – Boże, śni o śmierci brata? O uwięzieniu w Podziemiu? Nie jesteś w stanie nawet wyobrazić sobie co to za uczucie, nawet jeżeli to tylko sny. - Ale jesteś tutaj i jest dobrze – odparłaś – To są tylko koszmary, a nie prawda
-hm
-I założę się, że tulenie się do pewnego świetnego człowieka pomogło z koszmarami, prawda? - zapytałaś żartobliwie mając nadzieję, że powie „tak” 
-jasne, nie miałem koszmarów, za to mnie obśliniłaś. - zaśmiał się zaś Ty otworzyłaś usta w szoku. 
-Ja się nie ślinię! 
-może nie miałem koszmarów bo uciekły przestraszone twoim chrapaniem
-Nie chrapię! 

~

Ty 00:12 | Lubisz mnie? 

Wpatrywałaś się w wiadomość przez długi czas i ostatecznie postanowiłaś ją wykasować idąc spać. Za bardzo się bałaś, że odpowiedź może brzmieć „nie”
Nowsze posty Starsze posty Strona główna

Categories

  • ► DeltaRune 43
  • ► Do czego warto fapać 7
  • ► EddsWorld 52
  • ► Głos Ludu 1
  • ► Hazbin Hotel 7
  • ► Helltaker 10
  • ► Helluva Boss 20
  • ► Inne gry 72
  • ► Inne komiksy 246
  • ► My Little Pony 68
  • ► Tajemnica prostoty 15
  • ► Undertale 2933
  • ► Zootopia 228
  • ♥ 18 [Dla pełnoletnich] 418
  • ♥ Anime/Manga 41
  • ♥ Crushon.ai 1
  • ♥ Discord 56
  • ♥ Eventy 333
  • ♥ Handlarzowe gry 285
  • ♥ Komiksy 2727
  • ♥ Ogłoszenia 188
  • ♥ Oneshoot 170
  • ♥ Opowiadania 871
  • ♥ Papytus - maskotka blogowa 50
  • ♥ Prace czytelników 39
  • ♥ Tłumaczenia 3107
  • ♥ Ukończone 1621
  • ♥ Yaoi/yuri 98
  • Audio 1
  • Blizny czasu [Time Scar] 11
  • Córka Discorda [Daughter of Discord] 15
  • Cross x Dream 3
  • Czy to uczyni Cię szczęśliwą? [Would That Make You Happy?] 35
  • DeeperDown 23
  • Deos Numbria 9
  • Endertale 10
  • Fallen Flowers 23
  • Gra w kości [The Skeleton Games] 54
  • Handplates 86
  • Hellsiblings 4
  • HorrorTale 34
  • Mendertale 9
  • Między Ciałem & Kością [Between Flesh & Bone] 1
  • Mój martwy chłopak 16
  • My boo 43
  • Naprzeciw [Stand-in] 31
  • Nie jest to najlepszy sposób na życie 2
  • nieTykalny 14
  • Ocalić Blitzo 17
  • Opiekun Ruin 14
  • Poniżej zera 2
  • Prędzej czy później będziesz moja [Sooner od Later You're Gonna be Mine] 18
  • Projekt badawczy potwór 22
  • Słodkie Tajemnice 1
  • Springtrap i Deliah 33
  • SwapOut 10
  • Timetale 1
  • Uleczyć Blitzo 2
  • Wpadka na Imprezie i inne wstydliwe anegdoty [The Party Incident and Other Embarrassing Anecdotes] 48
  • Zagrajmy 12
  • Zapomniana Wytrwałość 4
  • ZombieTale 11

POPULAR POSTS

  • Und3rt8l3: S8n2 x F11sk x P86yrus [ by K8yl8-N8 - tłumaczenie PL] [+18]
  • Undertale: Underlust [AU - Underfell - tłumaczenie PL] cz I
  • Undertale: Sposób o jaki nikt nie prosił [The Crossover No One Asked For - tłumaczenie PL]
  • Gra: Żądanie #2 [ZAMKNIĘTE]
  • Gra: Żądanie #5 [ZAMKNIĘTE]
  • Gra: Żądanie #4 [ZAMKNIĘTE]
  • Gra: Żądanie #3 [ZAMKNIĘTE]
  • Undertale: AU - AlterTale
  • Postaw mi kawusię.
  • Ogłoszenie: Roczek Zwierzogrodu
Obsługiwane przez usługę Blogger.

ARCHIWUM BLOGA

  • ▼  2025 (10)
    • ▼  kwietnia 2025 (1)
      • Undertale: Horrortale- Część XIII [18+] KONIEC KSI...
    • ►  lutego 2025 (2)
    • ►  stycznia 2025 (7)
  • ►  2024 (3)
    • ►  grudnia 2024 (1)
    • ►  października 2024 (1)
    • ►  stycznia 2024 (1)
  • ►  2023 (26)
    • ►  listopada 2023 (2)
    • ►  października 2023 (1)
    • ►  sierpnia 2023 (1)
    • ►  lipca 2023 (1)
    • ►  czerwca 2023 (2)
    • ►  maja 2023 (2)
    • ►  kwietnia 2023 (1)
    • ►  marca 2023 (5)
    • ►  lutego 2023 (4)
    • ►  stycznia 2023 (7)
  • ►  2022 (36)
    • ►  grudnia 2022 (4)
    • ►  listopada 2022 (7)
    • ►  października 2022 (7)
    • ►  września 2022 (6)
    • ►  sierpnia 2022 (4)
    • ►  lipca 2022 (5)
    • ►  stycznia 2022 (3)
  • ►  2021 (119)
    • ►  grudnia 2021 (7)
    • ►  listopada 2021 (4)
    • ►  października 2021 (7)
    • ►  września 2021 (10)
    • ►  sierpnia 2021 (5)
    • ►  lipca 2021 (11)
    • ►  czerwca 2021 (5)
    • ►  maja 2021 (17)
    • ►  kwietnia 2021 (17)
    • ►  marca 2021 (14)
    • ►  lutego 2021 (13)
    • ►  stycznia 2021 (9)
  • ►  2020 (192)
    • ►  grudnia 2020 (7)
    • ►  listopada 2020 (11)
    • ►  października 2020 (29)
    • ►  września 2020 (26)
    • ►  sierpnia 2020 (6)
    • ►  lipca 2020 (21)
    • ►  czerwca 2020 (12)
    • ►  maja 2020 (2)
    • ►  kwietnia 2020 (26)
    • ►  marca 2020 (23)
    • ►  lutego 2020 (19)
    • ►  stycznia 2020 (10)
  • ►  2019 (412)
    • ►  grudnia 2019 (6)
    • ►  listopada 2019 (37)
    • ►  października 2019 (60)
    • ►  września 2019 (4)
    • ►  sierpnia 2019 (20)
    • ►  lipca 2019 (63)
    • ►  czerwca 2019 (48)
    • ►  maja 2019 (2)
    • ►  kwietnia 2019 (1)
    • ►  marca 2019 (19)
    • ►  lutego 2019 (23)
    • ►  stycznia 2019 (129)
  • ►  2018 (1142)
    • ►  grudnia 2018 (107)
    • ►  listopada 2018 (82)
    • ►  października 2018 (88)
    • ►  września 2018 (84)
    • ►  sierpnia 2018 (83)
    • ►  lipca 2018 (82)
    • ►  czerwca 2018 (61)
    • ►  maja 2018 (134)
    • ►  kwietnia 2018 (111)
    • ►  marca 2018 (121)
    • ►  lutego 2018 (78)
    • ►  stycznia 2018 (111)
  • ►  2017 (2190)
    • ►  grudnia 2017 (117)
    • ►  listopada 2017 (93)
    • ►  października 2017 (138)
    • ►  września 2017 (149)
    • ►  sierpnia 2017 (203)
    • ►  lipca 2017 (310)
    • ►  czerwca 2017 (195)
    • ►  maja 2017 (277)
    • ►  kwietnia 2017 (326)
    • ►  marca 2017 (146)
    • ►  lutego 2017 (108)
    • ►  stycznia 2017 (128)
  • ►  2016 (680)
    • ►  grudnia 2016 (134)
    • ►  listopada 2016 (179)
    • ►  października 2016 (99)
    • ►  września 2016 (134)
    • ►  sierpnia 2016 (50)
    • ►  lipca 2016 (60)
    • ►  czerwca 2016 (23)
    • ►  stycznia 2016 (1)
  • ►  2015 (33)
    • ►  grudnia 2015 (3)
    • ►  listopada 2015 (1)
    • ►  października 2015 (4)
    • ►  maja 2015 (4)
    • ►  kwietnia 2015 (8)
    • ►  marca 2015 (12)
    • ►  stycznia 2015 (1)
  • ►  2014 (1)
    • ►  grudnia 2014 (1)

Labels

Obserwatorzy

Copyright © Kinsley Theme. Designed by OddThemes