Handlarz Iluzji
Autor okładki: Rydzia
Notka od tłumacza: Od czasu zniszczenia bariery minęły miesiące. Potwory w końcu uzyskały prawo do przemieszczania się po mieście. Siedzisz nocą w swoim małym mieszkanku i robisz swoje kiedy nagle słyszysz muzykę zza ściany. Czy Twój sąsiad zawsze musi słuchać muzyki tak strasznie głośno? Masz tego serdecznie dość. Ściany są cienkie i słyszysz, jak chodzi po mieszkaniu, krzyczy albo... gra w gry.... Zaraz, znasz tę grę. Czas rozpocząć plan "jak wkurwić sąsiada palanta". Tylko dlatego, że jesteś wampirem, nie oznacza, że nie możesz być złośliwa. 
A więc tak, opowiadanie Postać x Czytelnik. Dostosowane pod kobiecego czytelnika. Uniwersum - UnderFell. Związek Sans x Czytelniczka. Co warto wiedzieć? Wcielasz się w żyjącą kilka setek lat wampirzycę, która świetnie zaaklimatyzowała się w otaczającym świecie do takiego stopnia, że ... jest nerdem. Uwielbia gry komputerowe. Co jeszcze/ A tak, jesteś znacznie wyższa od Sansa. 
Czy Tobie, droga wampirzyco uda się skraść serce małego, wkurwionego na cały świat Sansa? 
Oryginał: klik
Tłumaczenie: Yumi Mizuno
Autor: poetax
SPIS TREŚCI
~Rozdziały od 1 do 40 tutaj~
Sypialnia świntucha
Najbardziej ludzkim kolorem jest niebieski
Dzięki, że poszedłeś ze mną
 Rozbudzone szkielety (obecnie czytany)
Doświadczenie rozrywające serce
Umarłaś!
 Zmysłowe zakupy
Ciekawski Sans
Miautastyczny prezent
Posępne dni [historia Muffet]
Droga do domu
Rozgrzewając atmosferę
Utknąć w rutynie
Pycha, w końcu coś kurwa smacznego!
...
Podziwiałaś nieco wyblakłe niebieskie niebo kiedy wchodziłaś do mieszkania z koszykiem pełnym czystych ubrań. Sobotni poranek, musisz wszystko przygotować przed wizytą Papyrusa. Wiedziałaś, że będzie patrzył krytycznym okiem na wszystko, więc całe mieszkanie musi być idealne. Pierwsze kroki skierowałaś w stronę sypialni. Przez chwilę stanęłaś i nasłuchiwałaś, czy sąsiad się już obudził. Delikatne oddychanie i cichutkie chrapanie, dobrze że choć raz się wyśpi. Zaczęłaś chować pranie do szafek. Właściwie tylko to zostało. Nie miałaś wiele do sprzątania, trzymasz porządek prawie cały czas. Ale i tak musiałaś załatwić kilka spraw. Kiedy skończyłaś z praniem poszłaś do kuchni i ściągnęłaś garczek z gotującymi się jajkami z palnika. Schłodziłaś je w zimnej wodzie nadal zastanawiając się, jak to możliwe, aby gotować jajka zrobione z magii. Jak już wystygły obrałaś je ze skorupek. Z głównym daniem będziesz musiała poczekać na przybycie Papyrusa, nie obrazi się jeżeli na początek podasz niewielką zakąskę. 
 Sans przekręcił się na łóżku, dzwonek telefonu odbijał się głośnym echem po jego czaszce.
-Spierdalaj – warknął zaspany nim zaczął macać ręką powierzchnię stolika w poszukiwaniu tego cholerstwa aby się zamknęło. Kiedy tak się stało podwinął pod siebie prześcieradło i już chciał wrócić znowu do spania, kiedy jego telefon znowu zaczął dzwonić – OBYŚ TO KURWA NIE TY DO MNIE DZWONIŁA! – krzyknął w stronę ściany nim chwycił za komórkę i przystawił ją do twarzy by zobaczyć kto do niego wydzwania.
Dzwoni NowyKontakt3... 
Zaczął warczeć jak tylko to zobaczył.
-CZACHO WSTAWAJ! – jego sąsiadka krzyczała przez ścianę, zaś komórka dzwoniła
-MAM JESZCZE PIERDOLONĄ GODZINĘ! – odkrzyczał wyłączając telefon i zwinął w kulkę pod kocem.
-A WIĘC SIĘ PRZYGOTUJ! – krzyknęłaś.
-NIE JESTEM TAK WOLNY JAK TY, WYSTARCZY MI PÓŁ GODZINY – nadal próbował się wygodnie ułożyć
-WRÓCISZ SPAĆ JAK JUŻ SIĘ PRZYGOTUJESZ!
-SPIERDALAJ! – wycharczał – NIE BĘDĘ ROBIŁ CO MI MÓWISZ. OBUDZĘ SIĘ KIEDY KURWA CHCĘ! – usłyszał oddalające się kroki i prychnął. Nie będziesz mu rozkazywać. Będzie spał tak długo jak chce. Drzwi do Twojego mieszkania się otworzyły, kroki na korytarzu zatrzymały się przed jego, a potem chrobotanie w zamku. Zaczął się pocić nasłuchując dalej. O-ona nie może się tu dostać.. prawda? D-drzwi są zamknięte… P-pewnie tylko zapuka… prawda…? Coś stuknęło w drzwiach I te stały otworem. – CO DO KURWY, NIE WŁAMUJ MI SIĘ DO DOMU! – krzyknął, jego dusza zabiła w przestrachu. Jest wkurwiona, musi być, a kiedy jest wkurwiona.. Słyszał Twoje kroki w korytarzu i podążając za głosem instynktu zrobił to co musiał. To nie tak, że się Ciebie boi… ale czasami… tradycyjne metody są najlepsze. Oswobodził szpony z prześcieradła i niemal natychmiast się teleportował.
-MAM NADZIEJĘ, ŻE JESTEŚ W NASTROJU NA PRZYTULACIE, BO CZAS CIĘ POTULIĆ! – krzyknęłaś otwierając drzwi do jego sypialni i weszłaś do środka. Przywitał Cię pusty pokój, ale czysty. Pozwijane prześcieradło i koc to jedyne co było na łóżku. Zmarszczyłaś brwi… Chowa się? Klik. Klik. Klik. Cichutkie stukanie dobiegło z ubikacji na końcu korytarza, wiesz już gdzie jest. – Dobrze, że nie śpisz! – powiedziałaś obniżając swój głos podchodząc do zamkniętej ubikacji
-B-biorę prysznic, więc spierdalaj! – woda zaczęła lecieć chwilę potem. Skrzyżowałaś ręce patrząc na drzwi. Tak niewiele brakowało.. aby został uściskany.  
 Sans szedł z ubikacji do sypialni, czysty, ale nagi, woda kapała za nim. W jego szafie choć raz panował porządek i pachniało świeżością, zarzucił na siebie ubranie. Posłał łóżko, starając się ukryć nowe dziury w prześcieradle i poszedł marudząc pod nosem do kuchni.
-Pieprzony, głupi jak but człowiek… Wstanę kiedy kurwa chcę.. Nie będę robił co mi mówi. Nie jestem kurwa dzieckiem. Dlaczego kurwa wydaje się jej, że może mi…
-Cześć Czaszeczko! – zawołałaś siedząc na jego kanapie. Zacisnął palce na drzwiach do lodówki – Lepiej nic nie jedz. Sporo jedzenia na dzisiaj przygotowałam – ostrzegłaś.
-Co ty tutaj kurwa jeszcze robisz?! – krzyknął, podnosząc czaszkę aby na Ciebie spojrzeć.
-Cóż.. – zaczęłaś opierając się wygodnie – Włamałam się bo doszłam do wniosku, że potrzebujesz tulaska pełnego miłości by dobrze rozpocząć dzień. A potem sobie usiadłam.
-N-nie możesz tak po prostu przyjść i robić to co.. – westchnął – Powiedz mi kiedy sobie pójdziesz! Zamierzałem właśnie…
-Czekam na twojego braciszka, więc spokojnie
-Nie możesz czekać na niego u siebie?
-Mmmm… Mogłabym, ale nie chcę. – popatrzyłaś na pęknięty sufit. W nocy jeszcze więcej się posypało, I kilka kawałków pobrudziło podłogę w kuchni. Zamierzałaś poczekać na jego brata kiedy zobaczyłaś nowy bałagan. To była przecież Twoja wina. Sans otworzył lodówkę
-Rób co chcesz…
-Czacho! Nie jedz! – nalegałaś.
-Nie będziemy jeść do wieczora, prawda? Zgłodnieję, jeżeli zjem rano – Od kilku godzin nie ma już poranka, ale zachowasz to dla siebie
-Zrobiłam zakąski, nic ci nie będzie.
-Zakąski? – uniósł brew
-Tak. Więc wstrzymaj się trochę.
-Dobra! – trzasnął lodówką by pojawić się koło kanapy i zająć miejsce na kanapie.
-Szef będzie zły za ten bałagan? – zapytałaś patrząc na kanapę
-Ani mi się śni tego znowu sprzątać – wyglądał na zmartwionego kiedy to mówił
-Ale…
-Spada co chwilę kiedy cokolwiek się ruszy. Nie ma szansy na utrzymanie porządku. Więc czy to ma jakiekolwiek znaczenie? – Postanowiłaś tym razem mu odpuścić. To Twoja wina.
-Zadzwoniłam I zostawiłam wiadomość w spółdzielni swoją drogą, ale wydaje mi się, że nikt nie przyjdzie się tym zająć do poniedziałku – Sans tylko warknął opierając głowę o podłokietnik by ułożyć się wygodnie – Zaraz.. idziesz spać? – zapytałaś patrząc jak się wierci.
-A no
-Ale…
-Powiedziałaś, że będę mógł po tym jak się przygotuję. Jestem gotowy, więc idę spać
-Ale zaraz przyjdzie
-A więc będę spał póki nie przyjdzie.  – Już miałaś coś powiedzieć kiedy usłyszałaś głośne pukanie do drzwi.
-SANS! SANS TY LENIWY OBIBOKU! OTWIERAJ TE DRZWI NATYCHMIAST! – Popatrzyłaś na godzinę w swoim telefonie. Jest wcześnie… Sans zaczął się pocić i wyskoczył z kanapy podbiegając do drzwi – JEŻELI ZNOWU BĘDĘ MUSIAŁ NA CIEBIE CZEKAĆ PRZYSIĘGAM , ŻE…
-Cz-cześć Szefie – rzucił nerwowo otwierając drzwi.
-DOBRZE, W KOŃCU OTWORZYŁEŚ NA CZAS – natychmiast przepchnął się do środka i udał do kuchni
-Co ty masz na….
-NIE TERAZ SANS! – do siatki jaką miał w ręce wpadł kawałek sufitu, popatrzył do góry – WIDZĘ, ŻE TWOJA KUCHNIA JEST W OPŁAKANYM STANIE, TAK JAK ZOSTAŁO POWIEDZIANE.
-T-tak Szefie.. A-ale niedługo naprawią więc nie musisz..
-MILCZEĆ! NIE JESTEM TUTAJ ABY SŁUCHAĆ TWOICH ŻAŁOSNYCH TŁUMACZEŃ. CZY PATRZEĆ NA TO W JAK ŻAŁOSNYCH WARUNKACH MIESZKASZ. MAM WAŻNIEJSZE SPRAWY NA GŁOWIE, DLATEGO PRZYBYŁEM WCZEŚNIEJ, ABY Z TOBĄ POROZMAWIAĆ NA TEMAT NASZEJ WIZYTY W DOMU CZŁOWIEKA!
-Uh… D-dobra, Szefie.. ale..
-JAK WIESZ, JA, WSPANIAŁY I PRZERAŻAJĄCY PAPYRUS JESTEM NA SZCZYCIE LISTY POTWORÓW W NASZYM GATUNKU I ZAWSZE SIĘ UPEWNIAM, ABY WE WSZYSTKIM BYĆ NAJLEPSZYM, TAKŻE W UTRZYMYWANIU ZNAJOMOŚCI. TO DLATEGO CZŁOWIEK BŁAGAŁ MNIE, ABYM RACZYŁ GO ZASZCZYCIĆ SWOJĄ OBECNOŚCIĄ W JEJ MIESZKANIU. BY JEDNAK NIE ZNISZCZYĆ MOJEJ OPINII MUSZĘ USTALIĆ KILKA ZASAD JAKIE MUSISZ PRZESTRZEGAĆ I SANS.. SANS.. PRZESTAŃ GAPIĆ SIĘ NA MNIE JAK IDIOTA I SŁUCHAJ TO CO DO CIEBIE MÓWIĘ!
-A-ale Szefie.. człowiek…
-WIEM, ŻE MIESZKA OBOK! TERAZ SŁUCHAJ UWAŻNIE, BO INACZEJ OBOJE BĘDZIEMY WYGLĄDAĆ JAK DEBILE! KIDY CZŁOWIEK OTWORZY DRZWI MASZ UŚCISNĄĆ I POTRZĄSNĄĆ JEGO DŁONIĄ, TAK LUDZIE SIĘ WITAJĄ I SOCJALIZUJĄ WZAJEMNIE. SIŁA Z JAKĄ ŚCIŚNIESZ MA ZNACZENIE, JEŻELI ZROBISZ TO ZA LEKKO UZNAJĄ CIĘ ZA SŁABEUSZA, A JAK ZA SILNO, TO ZŁAMIESZ IM RĘKĘ I UZNAJĄ TO ZA WROGIE ZACHOWANIE Z TWOJEJ STRONY I NIE BĘDĄ MOGLI SPOJRZEĆ CI W OCZY PÓŹNIEJ. A POTEM, KIEDY ZAPROSI NAS DO ŚRODKA, BĘDZIESZ MUSIAŁ…
-Tak właściwie, to możesz ściskać moją dłoń z taką siłą z jaką chcesz Wielki Szefie. Zniosę to – powiedziałaś podnosząc się z kanapy by przerwać kościotrupowi. To najlepszy sposób© aby zauważyć swoją obecność w pokoju i wtrącić się, nim Papyrus powie coś za dużo.
-MNNNGAAA CZŁOWIEK! DLACZEGO LENISZ SIĘ NA KANAPIE SANSA? – krzyknął rumieniąc się natychmiast, kiedy zdał sobie sprawę, że go słyszałaś.
-Cóż… czekałam na ciebie i .. zaraz… co ty masz na sobie? – zapytałaś, kiedy w końcu zauważyłaś. Nie miał tego samego co zawsze. Nie. Miał na sobie czarną koszulkę, a na niej czerwony sweter z … płomieniami… przechodzącymi w środku i po bokach.
-NIE CZEKAJ NA MNIE TUTAJ – krzyknął rzucając siatkę na stolik. Wskazał natychmiast palcem na drzwi wyjściowe – WRACAJ DO SIEBIE I TAM CZEKAJ!
-Eh? – rozejrzałaś się – Ale tak strasznie chciałam zobaczyć twoją słodką twarz, że nie mogłam się doczekać!
-N-NIE JEST SŁODKA CZŁOWIEKU! – krzyknął przybierając nowy odcień czerwieni na twarzy – MOJA TWARZ JEST PRZERAŻAJĄCA! A TERAZ, WRACAJ DO SIEBIE I TAM NA MNIE CZEKAJ, TAK JAK POWINNAŚ! – popchnął Cię w stronę drzwi. Kładąc ręce na biodrach obserwował jak powoli  zakładasz swoje buty.
-To może przerażająco słodka? – powiedziałaś otwierając drzwi
-NIE MOŻNA STAWIAĆ SŁOWO PRZERAŻAJĄCY OBOK SŁOWA SŁODKI, KIEDY CHCE SIĘ OPISYWAĆ MOJĄ APARYCJĘ! A TERAZ ZNIKAJ CZŁOWIEKU!
-Ale nie skomplementowałam twojego..
-ŻEGNAM! – krzyknął, zobaczyłaś rechoczącego Sansa za jego plecami i drzwi trzasnęły Ci przed nosem. Stałaś chwilę w szoku, patrząc na wejście. – Z-ZACZNĘ JESZCZE RAZ SANS! SŁUCHAJ UWAŻNIE! – potem jego głos nieco się przyciszył, choć nadal był donośny. Słyszałaś szepty w odpowiedzi i śmiechy. - .. NAWET NIE PRÓBUJ ZROBIĆ KAWAŁU Z TEGO SŁOWA! NIE JESTEM SŁODKI SANS! – zachichotałaś wracając do siebie. Co jakiś czas słyszałaś uwaga Papyrusa jakie ten skrzętnie dawał swojemu bratu – TAK, ZAŁOŻYSZ TO!... MAM TO GDZIEŚ! TAK SIĘ UBIERAJĄ LUDZIE KIEDY JEDZĄ RAZEM! … NIE SANS!... A CZY TO WAŻNE, ŻE ONA TAKIEGO NIE MA?  - korzystając z czasu rozejrzałaś się po mieszkaniu raz jeszcze upewniając się, żę wszystko wygląda dobrze. Usiadłaś na kanapie trzymając laptopa na kolanach, nadal nasłuchując rozmowy zza ściany. 
 Usłyszałaś pukanie co do minuty w której miał pojawić się Papyrus i szybko wstałaś by otworzyć.
-Uh.. cześć Wielki Szefie, jesteś punktualnie – odparłaś
-OCZYWIŚCIE, ŻE JESTEM! JA WSPANIAŁY I PRZERAŻAJĄCY PAPYRUS ZAWSZE JESTEM NA CZAS! – skrzyżował ręce patrząc na Ciebie. Przesunęłaś się, aby wszedł ale ani drgnął. Po chwili gapienia się zdałaś sobie sprawę na co czeka.
-Uh… dziękuję że postanowiłeś przyjść… Wchodź – wyciągnęłaś rękę
-AHEM.. – chrząknął – OCZYWIŚCIE CZŁOWIEKU, MOŻESZ BYĆ SZCZĘŚLIWA, ŻE JA PAPYRUS POSTANOWIŁEM SPĘDZIĆ Z TOBĄ TEN CZAS OBIADOWY – potrząsnął delikatnie Twoją ręką, zaś Ty lepiej przyjrzałaś się jego ubraniu. W sumie sweter wyglądał na nim dobrze… jego kościste ramiona świetnie się prezentowały… ale.. po co te płomienie?
-Uh… podoba mi się… twój strój – jego twarz natychmiast się rozpogodziła
-OCZYWIŚCIE, ŻE CI SIĘ PODOBA, CZŁOWIEKU! JAKO MISTRZ POSZUKIWAŃ, SZYBKO ODKRYŁEM CO WASZ OBRZYDLIWY GATUNEK ZAKŁADA NA SPOTKANIA SOCJALIZUJĄCE WAS ROZUMIANE JAKO KOLACJE! WZIĄŁEM WASZ ZWYCZAJNY GOŚCINNY UBIÓR I PRZEROBIŁEM NA STO… NIE TYSIĄC RAZY LEPSZY NIŻ WASZ! NYEH HEH HEH HEH! – uśmiechał się pełen dumy.
-Oh.. więc… dodałeś te… płomienie
-NATURALNIE.. I OD RAZU UBRANIE STAŁO SIĘ LEPSZE! – zapozował raz jeszcze, zaś jego chusta dziwnym sposobem zaczęła powiewać.
-Heh… wygląda prawie tak dobrze jak ty! – skomentowałaś przesuwając się ponownie by pozwolić mu przejść
-K-KOMPLEMENTY NIGDZIE CIĘ NIE ZAPROWADZĄ CZŁOWIEKU – jego twarz zrobiła się odrobinę czerwieńsza gdy wszedł do środka – OBYŚ BYŁA GOTOWA NA MÓJ OSĄD! – Sans wszedł za nim, musiałaś walczyć ze śmiechem, kiedy zdałaś sobie sprawę że nie ma na sobie bluzy.  Właściwie to też miał na sobie sweter z ogniami na dole koszulki. Zdecydowanie na niego za duży, i jakoś nie prezentował się w nim tak dobrze jak jego brat. Pewnie to miało to też coś wspólnego z mową jego ciała, wyglądał jakby miał na sobie najbardziej niewygodne ubranie w całym swoim życiu
-Cześć Czacho.. –próbowałaś mówić normalnie – W-właź… zapraszam – parsknęłaś cicho śmiechem, zmierzył Cię wzrokiem
-Zawrzyj kurwa ryj – warknął.
-Co masz na sobie? – szepnęłaś
-Jakbym kurwa wiedział. Szef to przytargał i powiedział,  że muszę się w to ubrać. – wgapiał się intensywniej w Ciebie
-To miał w siatce?
-Tak! Po chuj wy ludzie nosicie takie szmaty? Są niewygodne jak worek na kartofle i wyglądam  w tym jak ostatni debil – znowu cicho prychnęłaś śmiechem
-A ja bym powiedziała, że ci ładnie, ale wyglądasz jakbyś zaraz miał eksplodować.
-To nie ma cholernych kieszeni.. Po chuj robić coś tak bezsensownego, co nie ma kieszeni – szeptał wściekle. Szedł powoli, zupełnie tak, jakby nie umiał chodzić w tym ubraniu tak jak trzeba. Zamknęłaś za nim drzwi, udał się natychmiast na Twoją kanapę. Lecz w połowie drogi się zatrzymał zdając sobie sprawę, że to chyba nie najlepsza pora na siadanie na niej. Papyrus w tym czasie ze zmrożonymi oczami przyglądał się figurkom na Twoich szafkach. 
-WIDZĘ, ŻE LUBISZ TRZYMAĆ FIGURKI DO INSCENIZACJI BITEW NA WIDOKU – skomentował przyglądając się im bliżej
-Uh…. Tak?
-CIEKAWY WYBÓR… POKAZUJE JAKIM JESTEŚ STRATEGIEM… - nie miałaś pojęcia co odpowiedzieć.
-Oh.. uh… Może pokażę ci resztę mojego mieszkania? – wskazałaś rękami na kuchnię
-T-TAK, OCZYWIŚCIE, SKORO NALEGASZ! – odkrzyczał mechanicznie. Korytarzem zaprowadziłąś ich do swojej sypialni. Papyrus szedł za Tobą, ale Sans dwa razy się zastanowił nim wszedł do środka. Starał się w nerwowej manierze schować ręce do kieszeni, ale nic nie znalazł. Jak tylko przekroczył próg natychmiast się zarumienił na wspomnienie swojej pierwszej wizyty w tym miejscu. Cały pokój był czysty i posprzątany. Twoje ubrania poskładane, zaś wielkie łóżko zasłane wieloma poduszkami. Pokój sam w sobie nie był wielki… większość miejsca zajmowało łóżko królewskich rozmiarów. Ponad połowę, jakby dokładniej opisać i z ledwością zmieściłaś do niego szafę. Nawet mimo braku przestrzeni miejsce było schludne, co wywołało pozytywne wrażenie na Twoim sąsiedzie. Papyrus opuścił wzrok jak wszedł do środka.
-HUMPH… TO ODPOWIEDNIA SYPIALNIA, TAK SĄDZĘ… JESTEM POD WRAŻENIEM, BO WIĘKSZOŚĆ SYPIALNI LUDZKICH SAMIC JEST RÓŻOWA… - rozglądał się dalej, chwilę podziwiał swoje odbicie w Twoim lustrze, nim zaczął przesuwać kilka przedmiotów na półce. Usiadłaś na swoim łóżku
-Może i nie jest różowy, ale i tak jest fajny. Siadaj – poklepałaś miejsce obok siebie – Bardzo miękkie.  – Papyrus usiadł na wskazanym miejscu natychmiast złączając nogi i krzyżując ręce na piersi w głębokiej zadumie
-FAKTYCZNIE JEST MIĘKKIE.. ALE NIEPOTRZEBNIE DUŻE..
-Co? Nie lubisz dużych łóżek?
- TSK… IM WIĘKSZE ŁÓŻKO, TYM WIĘKSZE LENISTWO
-Hmmm…? – uśmiechnęłaś się – Lenistwo? – popatrzyłaś w jego oczodoły.
-CIĄGŁE SPANIE, LEŻENIE, NIE ROBIENIE ABSOLUTNIE NICZEGO – odpowiedział wyliczając na palcach.
-To chyba prawda.. ale wiesz.. – zachichotałaś – Miękkie i wygodne łóżka mogą służyć do wielu innych rzeczy.. – poczułaś, że coś siada na łóżku. Sans nagle wcisnął się między was i gapił się.
-Ah tak…? Na ten przykład, do czego? – warknął wkurwiony sprawiając, że nie mogłaś patrzeć na jego brata. Głową ledwo sięgał Ci do ramienia, ale to i tak nie powstrzymało go od próbowania.
-U-uh… no wiesz… do s-skakania…? – czułąś, jak gniew z niego uchodzi. 
-A W JAKIM CELU MIAŁABYŚ SKAKAĆ PO ŁÓŻKU…?
-Dla.. ćwiczeń?- odpowiedziałaś.
-ĆWICZENIA!... HM… - zmarszczył brwi – ZAWSZE MYŚLAŁEM, ŻE ŁÓŻKA SĄ TYLKO DO LENIENIA SIĘ.. ALE SKORO TAK TO PRZEDSTAWIASZ…  
-Wiesz, moje łóżko jest dość duże, abyśmy wszyscy, we trójkę mogli razem poćwiczyć – znowu się uśmiechnęłaś
-We trójkę, co? – Sans wyszczerzył się – Robisz się całkiem chciwa, wiesz?
-Cóż… Nie chcę, aby ktoś czuł się pominięty… - nagle koścista dłoń zepchnęła Cię z łóżka, nie miałaś nawet czasu zareagować i wyrżnęłaś twarzą w podłogę.
-SANS! 
-Heh.. Ojej, omsknęło mi się – uśmiechnął się przebiegle kładąc się na Twoim łóżku – Nie jestem zainteresowany żadnymi ćwiczeniami na twoim łóżku z tobą, człowieku… Łóżka są do spania, a nie do pierdolonych ćwiczeń.
-Hm? – wstałaś z ziemi – I to mówi gość, który trzymał w pokoju.. gazetki do ćwiczeń.
-SANS MA GAZETKI DO ĆWICZEŃ?! – krzyknął Papyrus zmieszany i zaskoczony jednocześnie, patrząc to na swojego brata, to na Ciebie.  Sans usiadł szybko
-W-wydaje mi się, że lenistwo cię dopadło Szefie – zszedł z posłania – Pośpieszmy się i zobaczmy resztę domu albo obiad nigdy nie będzie gotowy na czas.
-OCZYWIŚCIE! – zgodził się i wstał z łóżka, czekając, aż zaprowadzisz ich dalej.
-Serio! – wyszeptał za Tobą
-Wybacz.. nie mogłam się powstrzymać.. – odszeptałaś
-Nie mów mu o tym kurwa!
-Przepraszam… przepraszam.. nie będę!  - Otwierając inne drzwi pozwoliłaś zobaczyć swój składzik. – To tutaj trzymam moje graty – pozwoliłaś im zajrzeć do środka. Papyrus po prostu zerknął i przytaknął. – A to.. łazienka! – otworzyłaś do niej drzwi. Sans oparł się o framugę mało zainteresowany tym, co brat zobaczy w środku. Ten skrzyżował ręce, rozejrzał się z uwagą, wyglądał jakby lekko zdenerwowany.
-TSK.. DOBRA! CZŁOWIEKU! – i po chwili dodał – PRZYZNAJĘ, ŻE TRZYMASZ PORZĄDEK JAKI DA SIĘ ZNIEŚĆ.. ALE LEDWO! 
Po zwiedzeniu całego Twojego mieszkania, pozwoliłaś im usiąść na kanapie zaś sama udałaś się do kuchni aby dokończyć przygotowania. Papyrus zaczął przeglądać kanały w telewizji szukając czegoś co możę zobaczyć. Był zły, bo jego ulubionego programu w tym tygodniu nie było.
-Ej – zawołałaś pojawiając się z tacą za kanapą – Coś na ząb nim dostaniecie właściwe danie – Papyrus wziął jajko od Ciebie i zaczął mu się z uwagą przygiąć.
- Diabelskie jajka
-HUMPH.. NIE WYGLĄDAJĄ DLA MNIE DIABELSKO
-Są smaczne, spróbuj – powoli ściągnął rękawiczkę z ręki, by ponownie wziąć jajko – Są z potworzego jedzenia… nie martw się – powiedziałaś
-OCZYWIŚCIE!... PO PROSTU… PRZYGLĄDAŁEM SIĘ NIM WEZMĘ TO DO UST! WYGLĄD JEST RÓWNIE WAŻNY CO SMAK, WIESZ? – wsunął jedno za zęby i zmarszczył brwi skupiając się na żuciu. 
-I?
-S-SĄ.. DO ZAAKCEPTOWANIA.. – sięgnął po kolejne.
-Jajeszcze nie spróbowałem – mruknął leniwie sięgając do tacy. Wrzucił jedno do gęby i powoli jadł myśląc. Chwilę potem nagle znieruchomiał i popatrzył szeroko otwartymi oczami na Ciebie - .. Musztarda?
-Może? – zaśmiałaś się – Wracam gotować – podałaś im tacę i wróciłaś do kuchni – Smacznego. Skończyłaś przygotowywać wszystkie składniki jakie potrzebowałaś, usłyszałaś głośny szept dobiegający z Twojego pokoju
-SANS… JUŻ DOŚĆ, RESZTA JEST MOJA!
-Co…? Ale jeszcze dużo zostało!
-WIDZIAŁEM JAK JESZ TRZY NA RAZ!
-Mogę to wyjaśnić Szefie… Zaostrzam twój apetyt przed głównym daniem!
-NIE WYGADUJ TAKICH BZDUR, SANS… NO I … W BRZUCHU WSPANIAŁEGO I PRZERAŻAJĄCEGO PAPYRUSA ZAWSZE ZNAJDZIE SIĘ MIEJSCE NA DOBRY POSIŁEK. MAM NADZIEJĘ, ŻE.. SANS! WIDZIAŁEM TO!
-Co?
-MÓWIŁEM, ŻE RESZTA JEST MOJA!
-To było małe jajeczko, nie martw się. 
-CZŁOWIEK ZE SWOIMI LUBIEŻNYMI ZAPĘDAMI ZROBIŁ TE PRZYSTAWKI DLA MNIE! B-BĘDZIE BARDZO ZŁA, JEŻELI NIE ZJEM ICH WIĘCEJ!
-Ale tutaj jest musztarda…
-CO TY PRÓBUJESZ POWIEDZIEĆ?! ŻE ZROBIŁA JE Z MYŚLĄ O TOBIE?!  - i zabrzmiał głośny kaszel.
-Nie… Szefie… S-są dla ciebie … kheeee… zdecydowanie dla ciebie…
-SANS, TWOJA TWARZ JEST CZERWONA. NIE ZADŁAWIŁEŚ SIĘ CZY COŚ? 
-N-nic mi nie jest Szefie…
-TO DOBRZE, BO GDYBY MÓJ OKROPNY BRAT UMARŁ W DOMU CZŁOWIEKA BO ZJADŁ JEJ… PASKUDNE ZROBIONE W LUDZKIM STYLU PRZYSTAWKI, SPRAWIŁOBY, ŻE… SANS! NIE DOTYKAJ ICH! – nagle coś mocno uderzyło o podłogę – PATRZ CO NAROBIŁEŚ! 
-Chłopcy! – zawołałaś odwracając się w stronę kanapy. Nim zareagowałaś, Papyrus wstał.
-N-NIC SIĘ NIE DZIEJE CZŁOWIEKU! SZYBKO WRACAJ DO GOTOWANIA! NATYCHMIAST! – próbował coś za sobą ukryć. Nie wychodziło mu to za dobrze, bez problem widziałaś… unoszące się jajka otoczone niebieską magią? Zza kanapy wyłaniała się mała rączka, która je zbierała. Zachichotałaś widząc, jak po chwili rączka sięgnęła po kolejne.
-Dobra.. ale nie bijcie się w moim domu.. jasne?
-OCZYWIŚCIE CZŁOWIEKU! – odpowiedział szybko – TAKIE OKROPNE ZACHOWANIE NIE BĘDZIE TOLEROWANE W CUDZYM DOMU. JEŻELI KTOKOLWIEK BY SIĘ TAK ZACHOWYWAŁ SZYBKO BYM GO ZGŁADZIŁ BO NIE MOŻNA KALAĆ DOBREGO IMIENIA POTWORÓW TAK PASKUDNYM ZACHOWANIEM – ostatnie słowa wymówił głośno i mocno, podczas kiedy mała koścista łapka chwytała kolejne jajko.
-Dobra, kolacja niedługo będzie gotowa i uh… masz coś na twarzy… - pokazałaś kącik własnych ust - Tutaj – Papyrus szybko przesunął palcem po zębach by zmazać żółtą przyprawę. Kiedy ją znalazł, zarumienił się lekko. – Te diabelskie jajka są całkiem smaczne, prawda?
-S-SĄ TYLKO DO PRZYJĘCIA CZŁOWIEKU! – krzyczał jak odchodziłaś – DO PRZYJĘCIA! ROZUMIESZ? NIJAK SIĘ MAJĄ DO MOICH KULINARNYCH TALENTÓW! – wróciłaś do krajania składników. Słyszałaś szmery w salonie. Po chwili panowała cisza, a potem.. – SANS! GDZIE SIĘ WSZYSTKIE PODZIAŁY!
-Młe wem ‘efie. Muały ‘iknąć.
-NIE RÓB SOBIE ZE MNIE JAJ, MASZ SZEŚĆ W GĘBIE!  
Gotowałaś dalej, a oni siedzieli na kanapie. Jak wszystkie przystawki zniknęły, zrobiło się cicho, i po kilku minutach Sans zaczął drzemać. Z jakiegoś powodu, czułaś, że jesteś obserwowana. Kilka razy się oglądałaś za siebie, ale drugi szkielet patrzył się w monitor telewizora. Po trzeciej próbie, spróbowałaś innej metody. Wzięłaś jeden z większych noży jaki miałaś i w odbiciu spojrzałaś za siebie. Para ślepi gapiła się na Ciebie z kanapy, bacznie śledząc każdy Twój ruch. Uśmiechnęłaś się przyłapując go.
-Wielki Szefie… - zawołałaś, natychmiast odwrócił wzrok – Podoba ci się to co widzisz?
-NIE CZŁOWIEKU… NIE PODPATRUJĘ JAK NIE UMIESZ GOTOWAĆ
-Ah, dobrze… Sans śpi? – Papyrus w końcu to zauważył.
-SANS! JAK ŚMIESZ …
-Ciii – odwróciłaś się przystawiając palec do ust – Jest dobrze… niech śpi. To mój dom i pozwalam ludziom w nim spać gdzie i kiedy chcą.
-A-ALE CZŁOWIEKU… NIE POWINNAŚ TOLEROWAĆ JEGO PASKUDNEGO ZACHOWANIA.
-Hm… cóż… - udałaś, że myślisz – Niektórzy potrzebują więcej snu niż inni, więc odpuśćmy mu dzisiaj – wróciłaś do krojenia warzyw i wrzucania ich na dużą patelnię. Papyrus westchnął patrząc na Twoją pracę
-CO TERAZ ROBISZ? – już nie ukrywał swojego zainteresowania.
-Smażę mięso i warzywa.
-SMAŻYSZ?! – rzucił pełen obrzydzenia – TO NAZYWASZ SMAŻENIEM?! JESTEM PEWIEN, ŻE JEDZENIE BĘDZIE SUROWE!
-Smażenie na niewielkim ogniu, dokładniej – poprawiłaś go – Jeżeli smaży się na małym, odpowiednim ogniu, potrawa będzie ładnie upieczona, podduszona nawet, jeżeli powiększysz ogień, to się spali.
-TSK.. ALE TEN PŁOMYK JEST ŻAŁOSNY, ZWIĘKSZ GO
-Ja gotuję, przypominam
-WIĘC JAK POZBĘDZIESZ SIĘ TEGO PASKUDNEGO SMAKU TŁUSZCZU Z JEDZENIA?
-Dałam mało oleju, tyle, aby nic nie przywarło do patelni, reszta wypłynie z mięsa kiedy będzie się smażyć. 
-TO MIĘSO MA TŁUSZCZ? – rzucił niedowierzając
-Uh… tak… zazwyczaj.. – zamrugał kilka razy nim popatrzył na swoją rękę
-CHYBA, POWINIENEM ZMIENIĆ SWOJE KULINARNE ZWYCZAJE – rzucił do siebie – NIE.. SMAK BĘDZIE PASKUDNY.. MOŻE SUBSTYTUTY.. ALPHYS ZNA WIELE ZASTĘPCZYCH WARZYW… ALE UDNYNE POZNAŁABY WTEDY MOJE PLANY I .. 
-Wiesz, odrobina tłuszczu nie zaszkodzi, Szefuńciu… Wiesz, wiem, że ludzie potrzebują go w swojej diecie
-TO WIELE WYJAŚNIA!  - chwyciłaś za rączkę i przemieszałaś warzywa z mięsem, potem dodałaś wcześniej ugotowany makaron. Jeszcze mokry od gotowania. W kuchni natychmiast pojawił się przyjemny zapach wypełniający całe mieszkanie. – SMAŻYSZ MAKARON?! 
-A no… woda i olej stworzą sos który doda smaku potrawie i … makaron tylko pogłębi smak. – chwyciłaś za pałeczkę i zaczęłaś mieszać potrawę, uważając, aby wszystko dobrze rozprowadzić.
-A TERAZ CO ROBISZ?
-Dodaję przyprawy.
-JEŻELI CHCESZ, ABY BYŁO PIKANTNE MUSISZ DODAĆ WIĘCEJ NIŻ ZAZWYCZAJ!
-Oh.. lubisz ostre jedzenie?
-JA… JA GO NIE NIENAWIDZĘ.. CHODZI BARDZIEJ O SANSA.. ALE NIE PRZESADŹ! NIECH TO DA SIĘ ZJEŚĆ!
- Myślę, że będzie dało się to zjeść.. Nie martw się
-GRRRHAAAA! WSZYSTKO ROBISZ ŹLE!- krzyknął uderzając pięściami w kanapę – GDZIE PASJA? GDZIE OKRZYKI ZWYCIĘSTWA? WSZYSTKO CO ROBISZ TO LENIWE STANIE I ŁĄCZENIE WSZYSTKO RAZEM NA ŻAŁOSNYM PŁOMYKU! JAK MAM KOSZTOWAĆ TWOJE LENISTWO POŁĄCZONE Z OKROPNYM GOTOWANIEM! GDZIE W TYM POJAWI SIĘ SMAK, SKORO NIC NIE ROBISZ? TO NAJGORSZA RZECZ JAKĄ WIDZIAŁEM W KUCHNI! A WIDZIAŁEM W NIEJ SANSA! – odwróciłaś się, by na niego spojrzeć i się sprzeczać, ale zamiast tego…
-Zaraz… w jakim najgorszym stanie widziałeś Sansa…?
-RAZ JAK PRZYSZEDŁEM DO DOMU BYŁ W KUCHNI Z BUTELKĄ ALKOHOLU W RĘCE I CAŁE POMIESZCZENIE UMAZAŁ MUSZTARDĄ!
-Ppppffffthh! Hahahaha… proszę, powiedz mi, że masz zdjęcie!
-ZDECYDOWANIE NIE.
-To brzmi jak najlepsze wspomnienie!
-TO NAJGORSZE WSPOMNIENIE JAKIE MAM! NATYCHMIAST WZIĄŁEM JEGO LENIWĄ PIJANĄ MIEDNICĘ DO MOJEGO SKŁADZIKA TORTUR I… I.. – zamilkł nim popatrzył na śpiącego brata obok siebie.
-Hm? – zapytałaś gdy milczał, wyłączyłaś ogień w kuchence.
-I.. U-UPEWNIŁEM SIĘ, ŻE NIGDY… NIE DOPROWADZI SIĘ DO TAKIEGO STANU…. U-UPEWNIŁEM SIĘ, ŻE… ZROZUMIE.. – nie spuszczał z brata oczu.
-Aż tak z nim źle, kiedy pije? – przełożyłaś potrawę z patelni do wielkiej miski.
-NIE WIEM CO SIĘ STAŁO… NIGDY NIE MIAŁ Z TYM WCZEŚNIEJ PROBLEMÓW… ALE PEWNEGO DNIA… PO PROSTU NIE UMIAŁ PRZESTAĆ. – Podeszłaś do kredensu by wziąć kubki herbaty jaką przygotowałaś wcześniej. Położyłaś je na małych talerzykach. Jeszcze tylko miski, sztućce, chusteczki i..  –P-POZWÓL! – powiedział stojąc teraz za Tobą.
-Oh… uh… jasne… skoro nalegasz – przesunęłaś się.
-TEN KTO ROBI OBIAD, NIE POWINIEN SZYKOWAĆ STOŁU… NIE WIESZ O TYM? – zapytał biorąc wszystko w ręce i zaczął to układać.
-Mmm, nie wiedziałam, że te zasady są tutaj
-POWINNY! – zerknął na Ciebie przez ramię – MASZ! – rzucił gdy skończył – A TERAZ ZBUDZĘ MOJEGO BEZWARTOŚCIOWEGO BRATA… POZWOLIŁAŚ MU MARNOWAĆ CZAS WIZYTY! – oparłaś się o blat oglądając go
-Jestem pewna, że tak się dobrze bawił… na swój sposób. A to właśnie się liczy – Papyrus cicho podszedł do niego i chwycił go za fraki trzęsąc gwałtownie
-WSTAWAJ LENIU! – krzyczał głośniej niż zwykle. 
-Gahhh! – krzyknął Sans nim zdał sobie sprawę, że ma brata przed oczodołami – Cz-cześć Szefie!
-OBIAD GOTOWY! PRZESPAŁEŚ CAŁY PROCES PRZYGOTOWANIA!
-Uh.. w-wybacz Szefie… te jaja mnie uśpiły…
-ZJADŁEŚ JE DAWNO TEMU SANS! TERAZ SIADAJ ABYŚMY MOGLI ZJEŚĆ OBIAD! – Papyrus podrzesz do stołu i usiadł. Założył nogę na nogę i tupał tą przy podłodze ponaglając brata. Sans zaspany poczłapał na swoje miejsce. Nadal miał trochę jajka na twarzy, ale wyglądał o wiele lepiej, teraz kiedy przespał się w ubraniu i zdołał do niego trochę przywyknąć. –A JAK TO SIĘ NAZYWA… CZŁOWIEKU? – rzucił kiedy zajęłaś swoje miejsce
- Zasmażany makaron z warzywami.. i wołowiną – Papyrus prychnął na samo słowo „zasmażany”
-PHI.. OSĄDZĘ TO SPRAWIEDLIWIE. NIE MOGĘ UWIERZYĆ, ŻE TAK ŻAŁOSNE POSTĘPOWANIE W KUCHNI POTWIERDZI TWOJE SŁOWA Z ZESZŁEGO TYGODNIA. PRZYGOTUJ SIĘ NA FALĘ OBELG I KRYTYKI Z POWODU SWOJEJ POWAŻNI
-Z przyjemnością usłyszę co myślisz o moim gotowaniu – chwyciłaś za jego miskę i nałożyłaś mu dużą porcję. Spróbował natychmiast, nie czekając, aż nałożysz jego bratu. Zatrzymałaś się i patrzyłaś przez chwilę w oczekiwaniu. Czekając, aż szkielet przełknie makaron. Kiedy tak zrobił, patrzył na jedzenie przed nim – I…? – Sans wziął swoją miskę od Ciebie pocąc się nerwowo, patrząc jak brat je… 
-NIE POPĘDZAJ MNIE CZŁOWIEKU! MUSZĘ JESZCZE RAZ SPRÓBOWAĆ! – na widelec nadział więcej klusek i wsadził je do buzi, głośno przełknął, pogryzł mięso i znowu patrzył się w ciszy na miskę. W końcu otworzył zęby - … JAK….? – szepnął głośno
-Uh.. co jak? – zapytałaś
-JAK ZROBIŁAŚ, ŻE TO.. TO JEDZENIE… NIE SMAKUJE PASKUDNIE. JAKIEJ SZTUCZKI UŻYŁAŚ?
-Patrzyłeś jak gotuję cały czas – wzięłaś kęs swojej porcji, znacznie mniejszej niż braci
-ALE WSZYSTKO ROBIŁAŚ ŹLE! TIMER NAWET SIĘ NIE WŁĄCZYŁ! JEDZENIE NIE POWINNO TAK SMAKOWAĆ, KIEDY NIE JEST WŁAŚCIWIE ZROBIONE!
-Uh… skąd uczyłeś się gotowania Szefuńciu? – chwilę pomyślał nim odpowiedział.
-ZNIKĄD! SAM SIĘ NAUCZYŁEM, A POTEM JA I UNDYNE …. ZACZĘLIŚMY TRENOWAĆ.. I ZACZĘLIŚMY SIĘ SPRZECZAĆ O SHOW METTATONA I …
-Próbowałeś gotować w inny sposób?
-OCZYWIŚCIE, ŻĘ NIE, NIE MA INNEGO SPOSOBU NA GOTOWANIE!
-Naprawdę? Nie próbowałeś?
-NIE CHCIAŁEM! – pochyliłaś się, aby spojrzeć w jego oczodoły
-A co jeżeli w ten sposób pokonasz Undyne… - zamilkł i powoli spojrzał ponownie na swoją porcję – Cóż… nie mówię, że jestem mistrzem kuchni… ale mogę pokazać ci jak ludzie gotują
-TSK.. ALE… AKCEPTUJĄC COŚ TAKIEGO OD… OD…
-.;.. Od przyjaciela? – odwrócił wzrok rumieniąc się
- DOMYŚLAM SIĘ, ŻE JESTEM NA SZCZYCIE NAJPOPULARNIEJSZYCH POTWORÓW.. I … TAK… OCZYWIŚCIE, ŻE POZNAM SEKRETY LUDZKIEGO GOTOWANIA NYEH HEH HEH… SEKRETY O JAKICH NIE ŚNIŁA TA GWARDZISTKA! – uderzył rękami w stół – CZŁOWIEKU! POKAŻESZ MI JE WSZYSTKIEJ! NIE PRZYJMUJĘ ODMOWY!
-Oh? Jak władczo… - uśmiechnęłaś się. Sans zakrztusił się. 
-TAK, ZMUSZĘ CIĘ… I NIE POZWOLĘ CI ODEJŚĆ PÓKI NIE POWIESZ MI KAŻDEJ NAJMNIEJSZEJ TAJEMNICY JAKĄ SKRYWA LUDZKI SPOSÓB GOTOWANIA! – Sans bardziej się krztusił 
-U-uh… - nie wiedziałaś jak dobrze na to odpowiedzieć – Tak Szefie.. um.. to możę w przyszłym tygodniu kiedy ty będziesz gotował?
-DOSKONALE… UNDYNE NIE BĘDZIE MIAŁA POJĘCIA, SKĄD BIORĄ SIĘ MOJE NOWE UMIEJĘTNOŚCI.. CIESZĘ SIĘ, ŻE TOLERUJĘ CIEBIE JAKO SWOJEGO PRZYJACIELA NA TYLE DŁUGO CZŁOWIEKU. Z ROZKOSZĄ POPATRZĘ NA JEJ KLĘSKĘ!
-Co? Szefie! Tylko mnie tolerujesz? – udałaś obrażoną
-OCZYWIŚCIE! KTOŚ TAKI JAK JA NIGDY NIE ZAPRZYJAŹNIŁBY SIĘ Z CZŁOWIEKIEM NA POWAŻNIE
-Ale.. – próbowałaś wyglądać na zranioną
-NIE PATRZ TAK NA MNIE! JAKBYŚ WCZEŚNIEJ TEGO SIĘ NIE DOMYŚLAŁA… CZŁOWIEKU… POWIEDZIAŁEM, ABYŚ SIĘ TAK NA MNIE NIE PATRZYŁA! TO NIC CI NIE DA!
-Ale ja ci zrobiłam obiad i w ogóle… - rzuciłaś głosem pełnym smutku – Czuję się zdradzona
-DOBRA.. TOLERUJĘ CIĘ… CZASAMI.. MASZ… ZADOWOLONA! TERAZ SIĘ TAK NA MNIE NIE PATRZ!
-Aaaaw, dziękuję!
- TSK, JESTEŚ NIEMOŻLIWYM CZŁOWIEKIEM
-Heh… jakby ci to przeszkadzało – jedliście dalej, Papyrus zjadł całą swoją porcję i poprosił o dokładkę.
-T-tak czy siak – zaczął Sans – Szefie… nie opowiadałeś jak było w pracy
-TAK JAK ZAWSZE, JESTEM ZNAKOMITY! – powiedział dumnie.
-To dobrze
-ALE JEST COŚ.. COŚ CO MNIE MARTWI
-Ci debile.. uh… znaczy ludzie którzy mówią o tobie złe rzeczy? – zapytał Sans
-NIE BĄDŹ NIEDORZECZNY SANS! OCZYWIŚCIE ŻE ODNAJDUJĘ ZAWSZE RZECZY JAKIE MI POCHOWAJĄ! NIE… CHODZI O COŚ INNEGO… PAMIĘTASZ SCARF MOUSE?
-Mówisz o tym gościu, który narzekał na wszystko? 
-WYGLĄDA NA TO, ŻE ZACZEPIŁ POLICJANTÓW I TERAZ ZOSTAŁ WYDANY ROZKAZ JEGO ARESZTOWANIA
-Zaraz… możecie zostać za to aresztowani? – wtrąciłaś się
-OCZYWIŚCIE! NASZA INTEGRACJA Z LUDŹMI JEST KONTROLOWANA I MUSI PRZEBIEGAĆ WEDLE USTALONEGO PROCESU ASYMILACJI, CI CO NIE CHCĄ SIĘ DO TEGO DOSTOSOWAĆ MUSZĄ BYĆ ARESZTOWANI! CIĘŻKO TO ZROZUMIEĆ – nawet jak on to powiedział, masz wrażenie, że te słowa nie są jego. Wziął je od kogoś innego…
-I co dalej Szefie – Sans wrócił do rozmowy – Policja miała jego adres
-NIE BYŁ W DOMU… W PRACY TEŻ GO NIE WIDZIELI
-Więc co? Uciekł z miasta?
-TAK SIĘ UWAŻA.. ALE.. KTOŚ Z RODZINY ICEDRAKE POWIEDZIAŁ, ŻE ZNIKNĄŁ ZARAZ PO TYM, JAK JEGO PRZEPUSTKA WYGASŁA – Źrenice Sansa zamigotały
-Więc… zaginął?
-TSK… I TAK NAM NIE UWIERZĄ… ALE JA I UNDYNE UWAŻAMY, ŻE NIE OPUŚCIŁ MIASTA – przysłuchiwałaś się zmartwiona rozmowie. Miałaś nadzieję, że potwory nie są zabijane.. Jeżeli coś stałoby się kociemu potworowi jakiego poznałaś, potwory spopielane przez ludzi … to wydaje się możliwe i bardzo realne. – WIĘC NIE RÓB NICZEGO GŁUPIEGO SANS! … PRZYNAJMNIEJ NIE BARDZIEJ GŁUPIEGO NIŻ ZAZWYCZAJ.
-Ta, ta, Szefie, nie martw się. 
Po tym jak skończyliście jeść, wstałaś aby pozmywać naczynia.
-Wielki Szefie.. Chcesz wziąć trochę do domu? – powiedziałaś widząc jeszcze trochę w misce
-POWINIENEM PRZYPATRZEĆ SIĘ TWOJEMU GOTOWANIU, ABY PRZYGOTOWAĆ SIĘ NA PRZYSZŁY TYDZIEŃ – patrzył na potrawę. Zapakowałaś mu wszystko i podałaś – CÓŻ, NA MNIE JUŻ CZAS – powiedział idąc w stronę drzwi. 
-Naprawdę? Musisz.. znowu iść? – Sans poszedł za swoim bratem czekając przy nim, aż ten się ubierze.
-MAM COŚ DO ZROBIENIA I MUSZĘ SIĘ NA JUTRO PRZYGOTOWAĆ.. – popatrzył na Ciebie i odwrócił wzrok – DOMYŚLAM SIĘ, ŻE TU ZOSTAJESZ SANS – powiedział poprawiając swoje buty.
-Co? Uh… d-dlaczego… dlaczego tak myślisz Szefie? – zarumienił się
-NIE BĄDŹ NIEDORZECZNY SANS… ZAWSZE WSZYSTKO WIEM! NIE ROZUMIEM DLACZEGO PRÓBUJESZ UKRYĆ SWOJĄ PRZYJAŹŃ Z CZŁOWIEKIEM, ALE WYRAŹNIE WIDZĘ, ŻE SIĘ LUBICIE!
-Szefie… j-ja tylko… Zaraz! Nie przeszkadza ci to? – zapytał zaskoczony
-OCZYWIŚCIE, DLACZEGO MIAŁOBY?
-B-bo…
-Raaany Czacho – stanęłaś za nim- Naprawdę uważasz, że to coś dziwnego się ze mną przyjaźnić?
-T-to nie tak.. Ja tylko myślałem.. To nie wydaje się w porządku! – Jego twarz całą była czerwona. Był pewien.. ale Szef też Cię lubi… Ale zawsze mówi… Sans próbował to zrozumieć, ale ostatecznie westchnął
-IDĘ JUŻ – otworzył drzwi – ŻEGNAJ CZŁOWIEKU I … DO ZOBACZENIA ZA TYDZIEŃ… NA TRENINGU – Papytus popatrzył na Ciebie uważnie – I ANI DNIA WCZEŚNIEJ
-Papa Szefuńciu – pomachałaś. I z tym, drzwi się zamknęły
-Zaraz wrócę – Sans zniknął w chwilę po swoim bracie. Wróciłaś do naczyń kiedy Sansa nie było. – Kurwa, to było niewygodne! – narzekał już przebrany. Miał ze sobą komputer i usiadł na kanapie czekając na Ciebie
-Twój brat miał dzisiaj dobry humor – powiedziałaś z kuchni
-Tak.. było.. miło – odpowiedział opuszczając lekko oczy.  Wytarłaś talerz ręcznikiem
-Ej Czacho… chcę cię o coś zapytać
-O co? – przekręcił się na kanapie. Podeszłaś za niego i popatrzyłaś na niego
-Możesz wyciągnąć moją duszę? 
Obrazek autorstwa: artanddetermination
Notka od tłumacza: Jest to kolejne opowiadanie gdzie TY jesteś główną bohaterką i kolejne dostosowane głównie pod kobiecego czytelnika. Właściwie tylko pod kobiecego czytelnika. Postać w która się wcielamy jest już nieco bardziej zarysowana, a jednocześnie tak zrobiona, że cząstkę jej osoby możemy znaleźć w sobie. Oczywiście, związek Sans x Ty, co by nie było inaczej.
Rozdziały +18 będą oznaczone takim znaczkiem:❧
Fabuła maluje się tak: W wieku 14 lat urodziłyśmy Friska, nasza matka postanowiła podać się za jego matkę, aby nie psuć nam przyszłości i tak już 6 letni Frisk nie wie że jego siostra to jego matka. Z czasem to się oczywiście klaruje i prostuje. Po jednej z domowych awantur uciekasz wraz z Friskiem z domu i wpadasz do dziury na górze. Aaaaa reszta, reszty można się już domyśleć.
Tłumaczenie: Yumi Mizuno
Opowiadanie autorstwa OnaDacora. 
SPIS TREŚCI:
1. Spadliśmy
2. Ruiny domu 
3. Nowy kumpel 
4. Wszystko będzie dobrze
5. Skostniały
6. Dwa rodzaje blizn
7. Jej prawda
8. Gotując coś jadalnego
9. Cukier
10. RANDKOWANIE CZAS START!!!
11. Starając się miło spędzić czas
12. Dusza materii
13. Undyne
14. Mamusia
15. Serce do serca
16. Nie jest z nami dobrze
17. Wspólna samotność ❧
18. Pomyśl życzenie
19. Ona gra na pianinie
20. Strach przed szczęściem
21. Nowy współlokator
22. Gra na zwłokę
23. Komuś Naprawdę Na Tobie Zależy
24. Nowa normalność
25. Lekcja Biologii
26.Dzień wolny
27. Historia
28. Jestem Twoja ❧
29. Rada
30. Alphys (obecnie czytany)
31. Mettaton
32. Po północy
33. Nie słuchasz mnie
34. Pomóż mi znaleźć słowa
35. Słucham
...
Undyne powiedziała, że jej przyjaciółka imieniem Alphys wpadnie do Was w ten weekend, wtedy kiedy wszyscy będą w domu po szkole i pracy. Papyrus zaproponował swoją pomoc w sprzątaniu przed jej wizytą. Nie było wiele do robienia, ponieważ w domu panował względny porządek, ale zgodziłaś się na pomoc. Nie wiesz dlaczego, ale był lekko poddenerwowany. Sans nie przejął się wieściami, ale zmarszczył lekko brwi, kiedy wspomniane zostało imię Mettatona. Właściwie, coś ci ono mówi. Papyrus mówił o ulubionym robocie z programu telewizyjnego. Powiedział, że to doktor Alphys go stworzyła i wpadnie  z nią w goście. Miałaś nadzieję, że tak się stanie, bo Papyrus bardzo ekscytował się jego wizytą. Więc przez kolejne dwa dni, kiedy Papyrus był w domu, sprzątałaś i poprawiałaś wszystko w domu braci. Jego niegasnący entuzjazm zamienił się w nerwowe zachowanie i dzień przed wizytą Alphys znalazłaś Friska śpiącego na kanapie z Undyne. Papyrus pewnie przez sen strasznie się wiercił. Nie chciałaś czyścić kuchni czwarty raz w przeciągu dwóch dni, więc jak tylko zauważyłaś Papyrusa odezwałaś się pierwsza nim zaczął mówić. 
-Właśnie zamierzałam posprzątać pokój Sansa! Powiedziałeś, że chciałbyś, aby było tam czyściej! - patrzył na Ciebie, zamrugał kilka razy i przytaknął. 
-OH OCZYWIŚCIE! ALE ZAŁOŻĘ SIĘ, ŻE NIKT NIE WEJDZIE DO JEGO POKOJU, BO NIE LUBI JAK KTOŚ TAM WCHODZI... ALE JEŻELI CHCESZ SPRZĄTAĆ, ŚMIAŁO! - Starałaś się nie wyjść zbyt szybko z kuchni. Pokój Sansa potrzebował porządku, początkowo myślałaś, że jest między nimi jakaś cicha wojna o to. Ale teraz kiedy żyjesz z nimi ponad miesiąc szybko się nauczyłaś, że nie o to chodzi. Pomysł sprzątania pokoju jaki teraz dzielisz Sansaem kręciła Ci się po głowie od jakiegoś czasu. Wzięłaś koszyk na pranie z łazienki i udałaś się do pokoju. Zaczęłaś do niego wrzucać ubrania walające się po ziemi i niezliczoną liczbę skarpet. Potem udałaś się do pralki i włączyłaś ją. Nie było waszych ubrań na tyle, aby rozdzielać białe od kolorowego, ale ustawiłaś zimną wodę. Jak wróciłaś znowu do sypialni z koszę Sans stał w progu. Opierał się o niego z rękami w kieszeniach. Uniósł brew. 
-wiesz, że nie musisz tego robić ze względu na mojego brata 
-Wiem – oparłaś pusty kosz o biodro – No chyba że wiesz, wizja szorowania kranu piąty raz wydaje się kusząca – dęłaś wargi i zerknęłaś na salon. Był pusty, znowu popatrzyłaś na Sansa i szepnęłaś – Zawsze tak reaguje na myśl o gościach? 
-nie, chodzi tylko o mettatona – brew mu drgnęła. Wszedł do sypialni i skinął ręką abyś za nim poszła – wiesz, możesz udawać, że tutaj posprzątałaś, jestem pewien, że pap nie przyjdzie sprawdzić – zaśmiał się i zamknął za Tobą drzwi poruszając sugestywnie brwiami. Zarumieniona ledwo powstrzymałaś śmiech. 
-Sans, serio, jesteś niemożliwy 
-jestem kompletnie możliwy, no weź, dziecino, zapracujesz się na śmierć – wyciągnął kosz z twoich rąk i położył go na bieżni. Uśmiechnął się przebiegle kładąc ręce na Twoich biodrach, pozwoliłaś mu, aby Cię do siebie przyciągnął – nie chcesz, abym to ja się tobą zajął? - prychnęłaś śmiejąc się cicho, przygryzł Twój kark. Westchnęłaś lekko 
-Chcę uprać prześcieradło, ale lepiej będzie, jak je zabrudzimy przed tym, jak je umyję. 
-dokładnie – wymruczał. W trakcie jak pierwsze pranie się robiło, Ty spędziłaś czas na łóżku. 
Uścisk Sansa był nieco mocniejszy niż zwykle, kiedy siedzieliście na kanapie oczekując Alphys i Mettatona. Papyrus też próbował siedzieć, ale wstał by podejść i sprawdzić jak się miewa jego Skałka, a następnie po zerknięciu na drzwi, wrócił na kanapę. Undyne siedziała na schodach, niepewnie zerkając na telefon. Widząc ich zdenerwowanie, Tobie też zaczęło się ono udzielać. Nic na to nie poradzisz. Frisk siedział na ziemi bawiąc się Twoim telefonem. 
-Za długo będą? - zapytał jakby czytał myśli wszystkich. W jednej chwili wszyscy podskoczyli nawet Sans, kiedy nerwowe pukanie drzwi przebiegło odpowiedź. Undyne i Papyrus natychmiast znaleźli się przy wejściu, aby je otworzyć. Pierwsza jednak była rybia potworzyca. Ty wstałaś udając się do nich powoli, Sans szedł za Tobą. Ani na chwilę nie zabrał ręki z Twoich pleców. 
-ALPHYS! Przyszłaś! - krzyknęła Undyne przepychając Papyrusa ręką, tak, aby jej przyjaciółka mogła wejść. Po chwili, w progu pojawiła się niska postać. Miała na sobie długi sweter zasłaniający całkowicie twarz. Widziałaś tylko ogon i parę wielkich oczu wystających spod czapki i szalika. 
-MYŚLAŁEM, ŻE METTATON PRZYJDZIE Z TOBĄ – nie umiał ukryć zawodu w głosie. Undyne była zajęta pomocą Alphys w rozebraniu się z szalika, powoli pojawiły się żółte łuski jaszczurzego potwora. Była odrobinę wyższa od Sansa. Popatrzyła na Undyne, zarumieniła się i zaczęła nerwowo pocić. 
-M-M-Mettaton był dzisiaj zajęty, nie mógł przyjść – powiedziała bardzo skrzekliwym głosem, przekręcając głowę w stronę z której słyszała głos Papyrusa – M-mam nadzieję, że się nie gniewasz! - Czułaś, że Sans się nieco odprężył ale nie wiedziałaś dlaczego. 
-Oczywiście! To CIEBIE zaprosiłam – krzyknęła Undyne, patrząc znacząco na Papyrusa. Pomogła Alphys rozebrać się ze swetra, oczywiście ta mruczała pod nosem podziękowania. Miała na sobie koszulę w grochy. Starałaś się uśmiechnąć w jej stronę, ale obawiałaś się, że zbyt sztucznie i nerwowo to wyszło. Sama obserwacja, jak te dwie próbowały się do siebie zbliżyć, sprawiała, że chciałaś krzyczeć. 
-Cz-cześć! - powiedziała próbując się uśmiechnąć
-OH! - krzyknęła Undyne kładąc ręce na jej ramionach i popchnęła ją w Twoją stronę – To jest człowiek o którym ci mówiłam, ten co chodzi z Sansem! A to jej dzieciak Frisk! 
-Cześć! - Frisk pomachał jej energicznie. Ta w odpowiedzi słabo pomachała, uśmiech jej lekko zadrżał. Kiedy na Ciebie popatrzyła, również pomachałaś do niej ręką. Normalnie zaproponowałabyś uściśnięcie ręki, ale biorąc pod uwagę to jaka jest nerwowa, to chyba lepsze rozwiązanie. Sans przytaknął. 
-cześć alphys – rzucił zwyczajnie. 
-Cz-cześć Sans – patrzyła a to na niego, a to na Ciebie, kiedy przysunął się bliżej w Twoją stronę, ta w odpowiedzi schowała usta za szponami – M-mam nadzieję, że wszystko u c-ciebie dobrze! - wzruszył ramionami odwracając wzrok 
-jasne, monotonia skrzypi w kościach 
-UGH! - warknął Papyrus 
-Oh, znacie się? - zapytałaś patrząc na Sansa, nigdy nie wspominał nic o Alphys. 
-jedna z moich budek jest przy laboratorium – wyjaśnił – czasami na siebie wpadamy 
-T-tak! - Już chciałaś zapytać o Hotland, słyszałaś co nieco o tym miejscu, ale Undyne się wtrąciła
-Cieszę się, że przyszłaś! Wiem, że nie lubisz zimna, ale słodko wyglądałaś w tym swetrze! - mówiąc od niej lekko się w jej stronę pochyliła. Pani doktor zarumieniła się natychmiast 
-J-jest dobrze! N-nie przeszkadza mi aż tak... znaczy się! M-mogło być gorzej gdybyś to ty p-przyszła do Hotland! - wyjąkała. Sans pociągnął Cię za koszulkę i oboje wróciliście na kanapę. Zerkając na Alphys i Undyne, które ucięły sobie pogawędkę, zajęłaś miejsce obok niego. Wsunął swoje palce między Twoje i szturchnęłaś go ramieniem. 
-Ciężko mi się na to patrzy – mruknęłaś cicho, Sans powstrzymał śmiech 
-nawet papyrus wie co się świeci – potrząsnął głową – ale jak nakłonić którąś do kolejnego kroku? - I przyglądałaś się. Frisk podszedł do dwóch potworzyć i przedstawił się. Undyne zrobiła trochę miejsca, aby swobodnie mogli porozmawiać, co Alphys przyjęła z uśmiechem. Chyba wspomniała coś o anime... Zauważyłaś, że z czasem wszyscy się nieco zrelaksowali. Papyrus wyciągnął krzesełka z kuchni, więc każdy miał gdzie siedzieć. Sans nie robił zbyt wiele z wyjątkiem rzucania kawałami to tu to tam, i denerwowania tym samym Papyrusa i Undyne. Byłaś zaskoczona, kiedy Alphys dokończyła za niego jeden z kawałów, na co i on i Undyne odpowiedzieli śmiechem. Alphys wyglądała na zadowoloną. Lubiłaś ją. Była nieco nerwowa, ale kiedy zaczynała mówić o czymś, co naprawdę lubiła, nie dało się jej zatrzymać. Kiedy zaczęła mówić o programie jaki uwielbia, dopiero po kilku minutach zrozumiała, że nawija bez przerwy. Undyne się je przyglądała. Nie rozumiesz, jak to się dzieje, że Alphys nie widzi sposobu jaki Undyne na nią patrzy. Przypomina Ci to w jaki sposób Sans patrzy się na Ciebie. Miałaś wrażenie, że ta przyłapała Cię kilka razy z Sansem, za każdym razem, kiedy popatrzyłaś jej w oczy, uśmiechała się nerwowo, zerkała na Sansa i odwracała wzrok. Kiedy wstałaś aby przynieść zakąski z kuchni, słyszałaś jak ta szczęśliwie skrzeknęła patrząc, jak ręka Sansa puszcza Twoją. Zerkając na niego dostrzegłaś jego rumieniec, zaś Alphys zakryła usta łapami. Jak wróciłaś i usiadłaś na kanapie Alphys patrzyła na swój telefon wyraźnie poddenerwowana. 
-Coś się stało? - zapytała Undnyne 
-O-o tak! W-wszystko dobrze! - bąknęła podskakując lekko i schowała telefon do kieszeni. Słyszałaś, jak wibruje. 
-jesteś pewna? - zapytał Sans. Undyne zajęła miejsce obok niej. 
-Kto dzwoni? 
-N-nikt! 
-Ktoś ci dokucza Alphys? 
-N-nie, to nic takiego U-undyne! - nie wyglądała, aby to było nic takiego. Pociła się i zacisnęła łapy na kolanach 
-Zaraz dokopię temu kto ci dokucza! - warknęła Undyne zaciskając zęby. Alphys otworzyła usta, aby odpowiedzieć, ale wtedy ktoś zaczął głośno pukać w drzwi. Popatrzyłaś na Sansa, który popatrzył na Ciebie, a potem popatrzyliście na pozostałych. Undyne i Papyrus wyglądali na zmieszanych, lecz do Alphys miała najdziwniejsza reakcję, otworzyła szeroko oczy i mocniej zacisnęła palce na kolanach. Jak tylko Papyrus wstał by otworzyć, ta stanęła i krzyknęła
-S-stój! -ale nie posłuchał. Jak tylko drzwi się otworzyły znajomy robot pojawił się w pokoju, szczęka Papyrusowi opadła. Czerwono, żółte M błyszczało na monitorze kwadratowego ciała robota, oświetlając tym samym wnętrze. Sans stał na równych nogach między Tobą, a Mettatonem. Chwyciłaś go za rękę zmieszana. 
-Alphys, Alphys, Alphys – powiedział metalicznym głosem. Położył ręce po bokach ciała, tak jakby na biodra. Gdyby je miał. 
-M-M-Mettaton! - skrzyknęła wyglądając na przybitą – Myślałam, że będziesz d-dzisiaj z-zajęty!
-I miałbym przegapić spotkanie z dwójką olśniewających ludzi? Kochana, powinnaś wiedzieć, że nigdy bym nie przegapił okazji takiej jak ta! 
Obrazek autorstwa: artanddetermination
Notka od tłumacza: Jest to kolejne opowiadanie gdzie TY jesteś główną bohaterką i kolejne dostosowane głównie pod kobiecego czytelnika. Właściwie tylko pod kobiecego czytelnika. Postać w która się wcielamy jest już nieco bardziej zarysowana, a jednocześnie tak zrobiona, że cząstkę jej osoby możemy znaleźć w sobie. Oczywiście, związek Sans x Ty, co by nie było inaczej.
Rozdziały +18 będą oznaczone takim znaczkiem:❧
Fabuła maluje się tak: W wieku 14 lat urodziłyśmy Friska, nasza matka postanowiła podać się za jego matkę, aby nie psuć nam przyszłości i tak już 6 letni Frisk nie wie że jego siostra to jego matka. Z czasem to się oczywiście klaruje i prostuje. Po jednej z domowych awantur uciekasz wraz z Friskiem z domu i wpadasz do dziury na górze. Aaaaa reszta, reszty można się już domyśleć.
Tłumaczenie: Yumi Mizuno
Opowiadanie autorstwa OnaDacora. 
SPIS TREŚCI:
1. Spadliśmy
2. Ruiny domu 
3. Nowy kumpel 
4. Wszystko będzie dobrze
5. Skostniały
6. Dwa rodzaje blizn
7. Jej prawda
8. Gotując coś jadalnego
9. Cukier
10. RANDKOWANIE CZAS START!!!
11. Starając się miło spędzić czas
12. Dusza materii
13. Undyne
14. Mamusia
15. Serce do serca
16. Nie jest z nami dobrze
17. Wspólna samotność ❧
18. Pomyśl życzenie
19. Ona gra na pianinie
20. Strach przed szczęściem
21. Nowy współlokator
22. Gra na zwłokę
23. Komuś Naprawdę Na Tobie Zależy
24. Nowa normalność
25. Lekcja Biologii
26.Dzień wolny
27. Historia
28. Jestem Twoja ❧
29. Rada (obecnie czytany)
30. Alphys
31. Mettaton
32. Po północy
33. Nie słuchasz mnie
34. Pomóż mi znaleźć słowa
35. Słucham
...
Dysząc, Sans popatrzył na masywne kamienne wrota, postawione wieki temu, aby oddzielić Ruiny. Patrzył, jak otwierają się setki razy, ale nigdy nie widział kobiety która była po drugiej stronie. Istnieje kilka miejsc, w które nie dostanie się za pomocą magii. Jak to co jest poza Barierą i coś w Ruinach sprawiało, że jego kości aż drżały z niechęci. Pewnie to ma coś wspólnego z fioletowymi kamieniami, tak przypuszczał. Westchnął i odwracając się do nich plecami, osunął na ziemię. Był poddenerwowany, bardziej niż chciałby przyznać. Zamyślił się, ale wydawało mu się że coś usłyszał po drugiej stronie. Nie ma co nasłuchiwać. Zapukał dwa razy, 
-Kto tam? - kobiecy głos ten sam co zawsze, ale słyszał, że się uśmiecha. Zawsze była szczęśliwa, kiedy z nim rozmawiała, to pomagało mu ukoić nerwy w piersi. 
-mojżesz – oparł głowę o drzwi tak, aby jego głos był wyraźniejszy. 
-Mojżesz jaki?
-mojżesz otworzyć te drzwi? - Po krótkiej ciszy, zaczęła się słabo śmiać. To jeden z tych dni. Pewnie powinien zacząć z czymś mniej grającym na nosie. Puk puk. - kto tam? - zapytał
-Tytus – znał ten. Mówiła go już, z jakichś powodów ta linia czasu trwa dłużej niż wcześniejsze 
-tytus jaki? 
-Ty tu stoisz, a mi stygnie herbatka – słyszał, że sama próbuje się nie śmiać ze swojego kawałów. Zaśmiał się. Bo lubił jej śmiech. Były takie chwile, ma wrażenie że bardzo dawno temu, że myślał, że się w niej zakochał. Ale troszeczkę. Lecz jak poznał ją lepiej zrozumiał, że jest dla niego bardziej jak matka. W najlepszym tego słowa znaczeniu. Nadal czuje się troszeczkę oczarowany, kiedy z nią rozmawia, ale tego nie da się porównać z uczuciem jakie żywi wobec Ciebie. A co to czuje, jest jednym z powodów przez które chce porozmawiać z tajemniczą przyjaciółką zza drzwi. Bo jeżeli ktokolwiek ma mu pomóc odkryć co roi się w jego pustym łbie, to tylko ona. Kolejna fala ciszy. Była, bo Sans nie umiał myśleć już o kawałach no i nie miał nastroju. Była wspaniałą widownią, ale nie tego teraz po niej oczekiwał. 
-Wydajesz się rozbity przyjacielu – usłyszał szmer po drugiej stronie. Wystawił rękę w stronę drzwi i przystawił ją do nich. 
-od czasu kiery ostatnio rozmawialiśmy, dzieciak poszedł do szkoły – zignorował jej słowa. No i wiedział, że chciała usłyszeć o tym jak sobie radzicie. 
-Oh – pomyślał, że zabrzmiała smutno – A więc naprawdę z tobą zostali
-na to wygląda, ej, jeżeli nie chcesz abym...
-O nie! Nie przeszkadza mi to, jestem po prostu trochę samolubna. Chciałabym sama go pouczyć. 
-wiesz, gdybyś tylko stamtąd wyszła.. - mówili o tym wcześniej, ale zawsze odmawiała. Teraz też odmówi, był tego pewien, ale i tak powiedział. 
-Opowiedz lepiej jak sobie Frisk radzi w szkole – nie przyjmowała odmowy. 
-dobrze, choć chodzi tam od kilku dni, ma już wielu znajomych w klasie, jestem pewien, że pamiętasz jaki frisk jest więc wszyscy go kochają – zaśmiał się do siebie, wyciągając telefon z kieszeni. Z ledwością mógł utrzymać Friska w miejscu, aby zrobić mu zdjęcie dla Ciebie nim ten pobiegł do szkoły. Był taki podekscytowany, również wieczorem jak wrócił. 
-Cieszę się, że to słyszę. Nikt nie wie, że Frisk jest człowiekiem? - była zmartwiona. Nie miał jej tego za złe. 
-nie, nie ma wielu którzy pamiętają jak takie wyglądają, znaczy się, gdyby wszystko działo się w stolicy moglibyśmy mieć więcej problemów, ale.. jest dobrze 
-Minęło sporo czasu od ostatniego człowieka – pauza, Sans zaczął się zastanawiać jak długo siedzi w Ruinach. Jak wielu ludzi widziała. Może i wszystkich.. - A co z siostrą Frisk? Jak się ma? - nie poprawił jej. Może pewnego dnia, kiedy nie będzie przeżywać tak waszego odejścia jej powie.. 
-wszystko u niej dobrze, ona... - przerwał przeglądając zdjęcia w telefonie. Miał kilka z Tobą, jakie zrobił kiedy nie patrzyłaś. Jak gotowałaś w kuchni, albo siedziałaś na kanapie z Frisk. Jest jedno, jak siedzisz na jego łóżko i patrzysz z lekkim uśmiechem na własną rękę. Zatrzymał się na nim chwilę, nim przeszedł do kolejnego - .. ona jest szczęśliwa – nie umiał ukryć drżenia we własnym głosie. 
-Dziękuję – powiedziała – Dziękuję, że dotrzymujesz obietnicy i chronisz ich kiedy ja nie mogę. 
-szczerze, nie robię tego dla ciebie, już nie, robię to dla niej... i chyba dla siebie też – przycisnął mocniej zęby podnosząc wzrok z telefonu by spojrzeć na ośnieżoną ścieżkę – nie planowałem tego, ale … ona i ja jesteśmy... jakby razem... 
-Oh! Mój przyjacielu, tak się cieszę! Nie brałam cię nigdy za kogoś zainteresowanego związkiem, ale cieszę się, że byłam w błędzie – jej entuzjazm w głosie lekko go przytłoczył. Przejechał na kolejne zdjęcie. Jego ulubione. Stoisz naprzeciwko Grillby's i pada śnieg. Płatki śniegu zatrzymały się na Twoich brązowych włosach. Pomarańczowy neon oświetla Twoją twarz, ciepły i serdeczny uśmiech jakiego nigdy nie widział. Wzrokiem szukasz gwiazd, ale tych tutaj nie ma. Zastanawiał się, czy straciłaś to przyzwyczajenie, miał nadzieję, że nie. Czekasz na niego, i wykorzystał tę chwilę kiedy go nie zauważyłaś. Ledwo mu się udało, bo wtedy po prostu stał zapatrzony w Ciebie. Poczuł znajome uczucie w piersi. Czuł się... dobrze... kiedy patrzył na Ciebie. 
-pani... byłaś kiedyś zakochana? - nie oczekiwał odpowiedzi. Nie wiedział zbyt wiele o niej, poza tym, że mieszka w Ruinach sama.... nie uważał, aby historia jej życia była szczęśliwa. Lecz jej odpowiedź go zaskoczyła. 
-Raz. Dawno temu – nie brzmiała na smutną, jej głos był przepełniony melancholią. 
-skąd wiedziałaś? - nigdy wcześniej się tak nie czuł. Przerażony i szczęśliwy, jakby wiecznie mu było mało Ciebie. Czasami budził się i po prostu patrzył się, zastanawiając co zrobił, że na Ciebie zasłużył. Sans chciałby spotkać się z nią oko w oko, aby usłyszeć od niej odpowiedź i zobaczyć jej minę na własne oczy. Zamiast tego, słyszał jedynie jej cichy głos – Miłość dla każdego wygląda inaczej. Dla mnie była... zawsze kiedy nie byliśmy razem, chciałam go zobaczyć. Liczyłam czas póki znowu nie będziemy razem – zaśmiała się delikatnie – Powiedział mi, kiedyś, że godzinami zastanawiał się jakie kwiaty dla mnie wybrać. Szukał tylko najpiękniejszych, najlepszych – pauza – Wybacz, wiem, że to mało pomocne. Ale myślę, że sam znasz odpowiedź, skoro zadałeś to pytanie
-ale skąd mam być pewny? nigdy wcześniej czegoś takiego nie robiłem, i czuję … tak dużo.. - zacisnął mocniej palce na telefonie, musiał szybko zwolnić uścisk, aby obudowa nie pękła. Wsadził go pośpiesznie do kieszeni spodni – jest piękna i chcę ją uszczęśliwiać, bo ona uszczęśliwia mnie, i czasami po prostu na nią patrzę i nie wierzę, że to co się dzieje, to prawda. - Poczuł drżenie, to kobieta zza drzwi się śmiała. Zarumienił się i zamilkł chowając ręce do kieszeni bluzy. 
-Mój przyjacielu, brzmi to dla mnie jak miłość. Zgodzisz się? - zamknął oczy i oparł o drzwi. Westchnął. 
-ta, chyba masz rację, kocham ją. 
Gdzieś w Hotlant, w środku laboratorium, ktoś zachłysnął się powietrzem, aby nie piszczeć. 
Papyrus był zajęty ustawianiem zagadek w lesie, kiedy usłyszał znajomy głos
-Siemaneczko! - trochę chrzęstu śniegu, Papyrus otrzepał ręce i odwrócił się do rozmówcy z wielkim uśmiechem. W cieniu drzewa uśmiechał się żółty kwiatek i machał do niego liściem. Podszedł do rośliny w kilku krokach i klęknął przed nim. 
-FLOWEY! CIESZĘ SIĘ, ŻE CIĘ WIDZĘ! ZACZYNAŁEM SIĘ MARTWIĆ! OD DAWNA CIĘ NIE WIDZIAŁEM! - patrzył na przyjaciela
-O rajuśku, Papyrus! Przepraszam, że się martwiłeś! - zasmucił się – Nie chciałem. Mam nadzieję, że mi wybaczysz. - Szkielet zaśmiał się 
-OCZYWIŚCIE! JA, WSPANIAŁY PAPYRUS, NIGDY NIE OBRAZIŁBYM SIĘ NA PRZYJACIELA! CIESZĘ SIĘ, ŻE MARTWIŁEM SIĘ NA DARMO! - kwiat westchnął z ulgą i lekko zadrżał liśćmi 
-To wiele dla mnie znaczy, że o mnie pomyślałeś. Jesteś naprawdę dobrym przyjacielem – Papyrus czując przypływ dumy klasnął w ręce i przystawił jedną z nich do piersi 
-NIE MA SPRAWY! CZYŻ NIE JESTEM WSPANIAŁY, PRAWDA? 
-Jasne! - przyznał śmiejąc się. Lecz szybko jego śmiech zamienił się w ciche łkanie – Ale Papyrus, martwię się! Czy ci ludzie nadal z tobą mieszkają? 
-TAK, MIESZKAJĄ, ALE FLOWEY, NIE MARTW SIĘ! SĄ MILI! WŁAŚCIWIE MÓJ BRAT UMAWIA SIĘ ZE STARSZYM. OD LAT NIE WIDZIAŁEM GO TAK SZCZĘŚLIWYM – poklepał kwiat delikatnie po płatkach. Nie zauważył, jak kwiat nerwowo drgnął. 
-A co jeżeli Undyne się dowie? Będzie zawiedziona na tobie. 
-ALE ONA JUŻ WIE! NO I BYŁA POCZĄTKOWO ZŁA, ALE TERAZ TEŻ Z NAMI MIESZKA I ZAPRZYJAŹNIŁA SIĘ Z CZŁOWIEKIEM! 
-Łał, to świetnie Papyrus! - zmusił się do uśmiechu – A więc będziesz w Gwardii? Musiała zauważyć, że znalazłeś człowieka – uśmiech Papyrusa nieco zmalał, ale nie zmienił pewnej i stabilnej postawy. 
-JESZCZE NIE, ALE JESTEM PEWIEN, ŻE MNIE WŁĄCZY GDY BĘDĘ GOTOWY! TAKIE RZECZY POTRZEBUJĄ CZASU. - Flowey popatrzył na Papyrusa podstępnie, a potem opuścił wzrok na ziemię. 
-Może, ale... zawiodłeś, nie złapałeś człowieka jak tego chciała – westchnął marszcząc brwi. Po chwili jakby się rozpogodził – O! Ale możesz zaprowadzić ich do Asgora, jestem pewien, że osobiście zapisze cię do Gwardii! 
-TO DOBRY POMYSŁ, FLOWEY, ALE NIE MOGĘ TEGO ZROBIĆ! TO MOI PRZYJACIELE I NIE CHCĘ, ABY SOBIE SZLI – potrząsnął głową – SĄ.. W ŻYCIU WAŻNIEJSZE RZECZY NIŻ DOŁĄCZENIE DO GWARDII KRÓLEWSKIEJ. NO I UNDYNE WIE CO JEST NAJLEPSZE – Flowey cicho mruknął coś pod nosem 
-Skoro tak mówisz 
-JESTEM TEGO PEWIEN! WIERZĘ UNDYNE, TRENUJE MNIE OD DAWNA – znowu się uśmiechał opierając ręce na biodrach – ALE JESTEŚ WSPANIAŁYM PRZYJACIELEM BO CHCESZ POMÓC FLOWEY 
-Oczywiście, znasz mnie, chcę aby ci się powodziło – powiedział kwiat. Po pauzie znowu zaczął – Rajuśku, ale skoro Undyne jest z wami, czy widziała się z … - Przez chwilę Papyrus przyglądał mu się badawczo, nim załapał o co chodzi. 
-OH! MASZ NA MYŚLI DOKTOR ALPHYS? UH, CHYBA NIE, RAJU, JAK JUŻ O TYM WSPOMNIAŁEŚ, UNDYNE JEST WSPANIAŁYM PRZYJACIELEM ALE MUSI SIĘ STRESOWAĆ ABY JĄ ZAPROSIĆ! POWIEM JEJ, ŻE MOŻE! 
-Może powinna zabrać ze sobą też swojego przyjaciela robota! Świetnie się ze sobą dogadają! - kwiat zamachał uradowany liśćmi – Masz takich wspaniałych przyjaciół, powinni się wszyscy poznać! - niewielki rumieniec pojawił się na kościach policzkowych potwora 
-OH, MÓWISZ O METTATONIE? CÓŻ, MOŻE, CHYBA... ONA GO ZROBIŁA, WIĘC SĄ BLISKO, ALE UH, UNDYNE ZA NIM NIE PRZEPADA... 
-Ale może ludzie będą chcieli go poznać! Prawdziwego robota! Nie zaszkodzi zapytać. 
-RACJA! ZROBIĘ CO MOGĘ FLOWEY, ZAPRZYJAŹNIĘ ZE SOBĄ SWOICH PRZYJACIÓŁ! 
 Notka od autora: Jest to opowiadanie autorskie w którym czytelnik odgrywa znaczącą rolę. Płeć obojętna. Miłośniczy opowiadań z dreszczykiem oraz duchów znajda tutaj coś dla siebie. Notki +18 będą oznaczone. Zaznaczam jednak, że nie będzie się to odnosiło tylko i wyłącznie do motywów erotycznych, ale także makabrycznych. Główną postać z Undertale jaka się tutaj będzie przewijać to G!Sans.
Wersety jako tytuły poszczególnych rozdziałów zaczerpnięte z wiersza "Syn Cieniów" -Zygmunta Krasińskiego.
Świat w jakim żyjemy jest pełen tajemnic, potwory nie są niczym nowym, ludzie zdążyli już do nich przywyknąć. W obliczu polityki od której już uciekasz, bo nawet nie masz dla niej czasu i sił, oraz głupoty nielicznych jednostek z jaką spotykasz się w internecie, myślisz, że już nic Cię nie zaskoczy. Mylisz się. Postanawiasz zaprosić szkolną outsiderkę na piwo i właśnie ten wypad odmienia całe Twoje dotychczasowe życie.
Spis treści:
Prolog - „Teraz żyć poczniesz...”
Rozdział I - „...boś uczuł, żeś razem”
Rozdział II - „Potęgą marzeń i marzeń obrazem”
Rozdział III - „W jednym wspomnieniu po długim pogrzebie”
Rozdział IV - „Tyś zlał się z sobą – tyś przypadł do siebie”
Rozdział V - „I wszystkie dusze co wierzyły tobie”
Rozdział VI - „I przez ciąg wieków spać się kładły w grobie”
Rozdział VII - „Coraz to wyżej, z grobu w grób na zmiany” (obecnie czytane)
Rozdział VIII - „Wschodząc i żyjąc – do ciebie wróciły”
Rozdział IX - „Tym są na końcu czym w początku były”
Rozdział X - „Świat jeden ducha z twoim duchem zlany”
Rozdział XI - „Lecz każda dusza na ciebie wyrosła”
Rozdział XII - „I siebie samą w twoje łono wniosła”
Rozdział XIII - „I wie o sobie – że stała się synem”
Rozdział XIV - „Równym ci Ojcze i wiecznie jedynym”
Rozdział XV - „Bo w każdej jeden Ty jesteś o Panie!”
Rozdział XVI - „I w każdej wołasz „ja” a oprócz Ciebie”
Rozdział XVII - „Nigdzie nic nie ma i nic nie powstanie!”
Epilog - „Teraz myśl, kochaj, stwarzaj niebo w niebie”
-Iiiii jak smakuje?
-Mmm to najbardziej...
-Ale szczerze. Proszę nie kłam.
-...obrzydliwe ciasto jakie w życiu jadłem. 
-Uh...
-Ja będę naprawdę grzeczny, tylko proszę nie zmuszaj mnie do jedzenia go.
-Uh... jasne spoko.
-Ej, nie smuć się! Przepraszam, że nie da się tego zjeść.
-Nie masz za co przepraszać, to ja przepraszam. - Drzwi do pokoju otworzyły się z głośnym skrzypnięciem. Wszedł Roman z plikiem papierów. Popatrzył na potwora i kobietę siedzących przy jego biurku. 
-Przeszkodziłem w czymś? - zapytał unosząc brew? Isza się rumieniła i zaprzeczyła szybko, G chrząknął kilka razy w rękę i odwrócił głowę na bok - Doooobra, nie wnikam. Cokolwiek to było, zostawcie to na później - zajął miejsce naprzeciwko nich i położył teczkę na stoliku. Otworzywszy wyciągnął z niej kilka akt. - Zgłosiła się do nas o pomoc pewna dziewczyna. 
-To nie jest dokumentacja zatwierdzona przez Watykan - zwrócił uwagę G, który jako pierwszy chwycił za papiery - Wiesz dobrze, że nie możemy zajmować się...
-Dobrze wiem. To nie będzie żaden egzorcyzm. Zgłosiła się do nas parafianka i cóż... - Isza uniosła jedną brew do góry
-I pominąłeś całą procedurę jaką powinno się stosować?
-Wstyd się przyznać, ale tak. Wiem, że by jej nie uwierzyli, tym bardziej, że zajmuje się tym czym zajmować się nie powinna. 
-Jakaś nawiedzona laska?
-Nieeee - ksiądz zaprzeczył szybko i podrapał się po kilkudniowym zaroście - Tarot. Wiecie co to jest, prawda?
-Karty do wróżenia - G wywrócił oczami - I co z nimi? Dostała złą wróżbę od cyganki?
-Nie. - mruknął stanowczo Roman - Ona sama wróży. 
-I w tym tkwi jej problem? - Isza przejęła od G dokumentację. 
-Nie. Możecie przestać mi wchodzić w słowo - wziął głęboki oddech. - Możecie się nie zgodzić, skoro to nie jest oficjalne polecenie dla was. Cała sprawa będzie wykonana raczej... na uboczu. Ale za zgodą kobiety i moją. Więc jakąś formę ochrony macie. 
-Ochrony przed czym?
-Sami dokładnie nie wiemy. Dziewczyna zajmuje się wróżeniem z kart Tarota od kilku lat. Ogłasza się w internecie, dorabia w ten sposób. Nic wielkiego, prawda? Ostatnio jednak przyszła zapłakana mówiąc, że jej wróżby się zawsze spełniają. 
-Wróżka płacze, że to co wywróży staje się prawdą? - G zaśmiał się wymuszenie - To źle? 
-Płacze, bo postawiła Tarot sobie samej. 
-Oł. I co?
-Samobójstwo. 
-Zabije się? - ruda uniosła brwi
-Tego właśnie nie wiemy. Samobójstwo w jej rodzinie, w gronie najbliższych. Poprosiła nas o pomoc, aby do tego nie doszło. 
-To raczej mało logiczne - G zmarszczył brwi - Aby była mowa o samobójstwie, musi ona chcieć się zabić, prawda? Jeżeli tego nie chce, to nie będzie już samobójstwo, a morderstwo. No i jak mamy zapobiec czemuś takiemu?
-Niech Isza sprawdzi karty. Czy przypadkiem coś ich nie... przejęło. 
-Dobra, nie ma sprawy - dziewczyna uderzyła otwartymi rekami w podłokietniki i dźwignęła się na nogi. G ociągał się, lecz również wstał. Był sceptycznie nastawiony do tego polecenia. - Kiedy ma dojść do tego samobójstwa?
-W przeciągu najbliższych trzech dni. - Kiedy para wyszła, usłyszała zza drzwi jak ksiądz po chwili dławi się i kaszle. - Boże, co za paskudne ciasto! - Ruda wywróciła oczami. 

Czego można się spodziewać po internetowej wróżce? Pentagramów na suficie? Łapaczy snów przy oknach? Kolorowych kryształów na parapecie? Ziół przy progu? Jakiejś zasłony zwisającej z góry? Tak. No i krzesełko i stolik. To wszystko było. Ale w jednym małym pokoiku, naprzeciwko kamery. Reszta domu wyglądała... normalnie. Kobieta miała na imię Mirosława w sieci znana jako Czarodziejka Miriam. Właśnie nalewała wrzącej wody do kubków zlewając tym samym kawę, jaką szykowała dla niecodziennych gości. 
-Tak się cieszę, że ksiądz was przysłał - rzuciła siadając koło nich. - Nie sądziłam, że pomoże wróżce! 
-Dlaczego miałby nie pomóc?
-Bo Biblia zakazuje tego, co robię - kobieta miała długie, gęste i kręcone włosy. Wyglądała troszeczkę jak cyganka, albo się na taką robiła. Pewne jest, że zielone oczy to szkła kontaktowe. Niemożliwym jest, aby człowiek miał taki odcień zielonego. Chyba, że nie jest człowiekiem. Isza przyglądała się jej uważnie, nie wyczuwała od niej nic. Nic, co sprawiałoby jakiekolwiek negatywne uczucia. - Ale nic - kobieta upiła kawę i odstawiła kubek na blat krzyżując ręce na nim - Pewnie macie pytania, nim przejdziemy do mojego problemu, prawda?
-Zasadniczo tak - ruda oparła się wygodnie. G milczał i słuchał - Musimy zrozumieć karty, tak aby wiedzieć z czym mamy do czynienia. Ma pani swoją talię?
-Miriam proszę. - uśmiechnęła się i sięgnęła do kieszeni dżinsów. Wyciągnęła z nich kluczyk - Tak, schowane. Chcecie je zobaczyć? - pytanie było zbędne. Po chwili przyniosła talie i wyciągnęła ją z pudełeczka. Kiedy Isza chciała wziąć karty, wróżka przyciągnęła je bardziej do siebie - Mmm wybacz, ale nie możesz ich dotykać
-Co? Dlaczego?
-Uhhh, jakby to powiedzieć, aby nie zabrzmieć źle... - zaśmiała się nerwowo. 
-Kart nie można dotykać. Należą do właściciela i tylko przez niego powinny być dotykane i stawiane. To sprawa intymniejsza od bielizny. Jeżeli karty dotknie ktoś inny, cała talia będzie musiała zostać oczyszczona, a to kosztuje wróżkę wiele energii - odezwał się G, który nadal nie podnosił wzroku.
-Uh, to... prawda. - przytaknęła zaskoczona wróżka. - Skąd to wiesz?
-Przeczytałem o tym gdzieś - tutaj podniósł głowę do góry i popatrzył na sufit
-Uhm, a więc tak. Już wiesz, dlaczego nie możesz ich dotknąć? - Isza patrzyła na potwora z niedowierzaniem, kiedy usłyszała pytanie przytaknęła nie spuszczając wzroku z G. Dopiero po chwili znowu spojrzała na kobietę, która rozkładała karty. Były piękne. Pastelowe obrazki, prześlicznych panienek, umięśnionych mężczyzn zdobiły niektóre z nich. Inne przedstawiały różne sceny. Była oczywiście karta śmierci, przedstawionej jako piękną, czarnowłosą kobietę odzianą w niebieski całun. Karta wisielca, czyli trefniś powieszony za jedną nogę do góry nogami. Było koło fortuny, z kobietą, która miała przewiązane oczy, symbolizując ślepy los. Była Moc, czyli umięśniony starzec na wielkim tronie. Było słońce, pod postacią młodego ojca czule tulącego do nagiej piersi dziecko. Były gwiazdy i inne karty Małego Tarota. Do tego Tarto Wielki, wszystkie Kije, Miecze, Kielichy, Denary. Na każdym osobny rysunek przedstawiający jakąś postać i symbolikę. Isza pierwszy raz w życiu widziała na własne oczy Tarota. W tym nie było nic strasznego. Każda karta przypominała niewielkie arcydzieło, pełne detali i barw.
-I pewnie, w tarocie jaki sobie stawiałaś trafiłaś na kartę śmierci? - Isza była oczarowana talią.
-Nie-e. - zaśmiała się wróżka - To jeden z tych mitów jakie krążą w hollywoodzkich filmach. Karta śmierci, nie jest straszna. Nie należy się jej bać. Oznacza przeważnie zmianę. Przemianę w tobie, decyzję, jaka permanentnie zmieni otaczający cię świat i ciebie - wróżka wzięła Śmierć i podniosła do góry. - O zmianach, które zapowiada Śmierć, możesz nie wiedzieć. Ale one się dzieją. Nie zatrzymasz ich i nie masz na to wpływu. Śmierć to zmiana. Czy to decyzji, czy zdania, czy poglądów... Śmierć nie oznacza śmierci, choć może, bo to też pewnego rodzaju .... przemiana. Ale, nie jest to jej jedyne znaczenie. W tarocie jaki sobie postawiłam. Miałam siedem kielichów obok dziesięciu mieczy - mówiąc to podniosła karty o których mówiła. Isza zmarszczyła brwi. 
-Nie do końca rozumiem... 
-Karty tarota mają różne znaczenia, same w sobie, oraz wobec tego jak zostaną ułożone w rozdaniu. Znaczenia kart się nie zmieniają, są takie same. Czasem, wraz ze wzrostem cywilizacji, bywa, że niektórzy dodają nowe znaczenia kartom - wróżka uśmiechnęła się - Jak uzależnienie od komputera i takie tam. Lecz nie wszyscy takie nowe symbole akceptują - wzruszyła ramionami - Siedem kielichów to symbol depresji, uzależnienia od alkoholu i ogólnie pojęta beznadzieja życiowa. To symbol choroby duszy. Dziesięć mieczy to samoagresja połączona z myślami samobójczymi. Jeżeli te dwie karty pojawią się obok siebie w rozdaniu, oznaczają samobójstwo. 
-Czy jest pani uzależniona od alkoholu albo innych używek? - nawet G wyglądał na zaciekawionego. 
-Piję nie mniej nie więcej od przeciętnego człowieka. Co jakiś czas piwko, co jakiś czas winko, ale nie piję, aby coś zapić. Nie miałam też myśli samobójczych. 
-Jakie są inne symbole tych kart? - zapytała Isza pochylając się nad rozstawioną talią. Jej uwagę przykuła ta, symbolizująca Diabła. Szpakowany mężczyzna o niebieskiej skórze uśmiechający się złośliwie.... 
-Dziesiątka mieczy oznacza definitywny koniec. Koniec czegoś. Życia? Może. Pracy. Przyjaźni. Znajomości. Bez szans na odnowienie, na powrót, na cofnięcie czasu, na zapobiegnięcie temu co ma się stać. To koniec. Rozumiany jako... koniec. 
-A kielichy?
-Kielichy są kartami traktującymi głównie o uczuciach i emocjach. Siódemka to cyfra nie z tego świata. Taka magiczna, mistyczna... Tak więc ciężko ją na dobrą sprawę interpretować. Oznacza to, że osoba woli swój wyimaginowany świat, niż realność. 
-A więc możemy założyć, że ten układ może oznaczać nie tyle samobójstwo co powiedzmy koniec tego, że ktoś jest marzycielem? - G uniósł brew patrząc na wróżkę. Ta zaprzeczyła.
-To samobójstwo. I to dotyczy ono mnie, albo kogoś w moim otoczeniu.
-Skąd ta pewność?
-To przeczucie. 
-Przeczucie... - powtórzył z niedowierzaniem.
-Tak. Tarot to głównie przeczucie. Karty... mówią do wróżbity, a ten z ich ułożenia odczytuje przyszłość dla innych. 
-Powróż mi - odezwała się nagle Isza
-Słucham? - wróżka nie bardzo wiedziała jak zareagować.
-Powróż mi. Proszę. 
-Uh, jesteś tego pewna? Karty nie zawsze pokazują to, co chcesz zobaczyć. 
-Jestem pewna. Boję się, ale .. powróż mi. 
-Boisz się?
-Boję się, że karty mogą być prawdziwe - zaśmiała się nerwowo. Wróżka patrzyła na nią przez chwilę, przytaknęła
-Dobrze, ale musisz mi zapłacić.
-Uhm, nie mam przy sobie wiele pieniędzy.
-Może być grosz. 
-Co?
-Grosz. W kontrakcie jaki zawiera wróżbita z człowiekiem nie ma podanej kwoty. Może być grosz. To symbol. Musisz mi zapłacić. - Isza pogrzebała w kieszeni za monetą. G w tym czasie wywrócił oczami. Choć wróżka go interesowała, to nie wierzył w to co mówi. Już szykował w głowie to co powiedzą księdzu, jak już wyjdą z jej mieszkania. Miriam wzięła monetę, chuchnęła na nią i schowała ją do kieszeni. Następnie potasowała talię i wyciągnęła ją w stronę Iszy - Przełóż. 
-Ale myślałam, że...
-Kiedy wróżysz, karty muszą cię dotknąć. Poznać twoją energię, aby wiedzieć co ci postawić. - ruda przytaknęła i wzięła talię w ręce. Były takie duże. Niepewnie próbowała je przetasować. Kilka wypadło jej z rąk. Słońce. As buław. Ósemka mieczy. Trójka kielichów i dwa denary. To wszystko miało znaczenie, ale o tym nie wiedziała. Nie znała się na kartach, podczas kiedy wróżce nic nie umknęło. Te karty jej nie lubiły. Nie lubiły rudej. Kiedy dziewczyna uznała, że już przełożyła je dość dobrze, wróżka je od niej zabrała - Zadaj pytanie. - O co może pytać?
-Czy będę miała dzieci? - G zakrztusił się kawą. Wróżka zmarszczyła brwi. 
-Poważnie? Wiesz, jak se zrobisz, to będziesz miała. Karty nie działają w ten sposób. Tu nie ma prostych pytań i prostych odpowiedzi, tu chodzi o interpretację. 
-Uh... co czeka mnie w przyszłości? - Wróżka popatrzyła na nią, a następnie na karty. Trzy z nich, z samej góry położyła na stole. Resztę odstawiła na bok. Odsłoniła pierwszą. 
-Osiem buław... - Miriam zamilkła na chwilę - W niedalekiej przyszłości, zobaczysz wiele różnych miejsc. Podróż, kilka podróży w jednej... - odsłoniła kolejną kartę, środkową - Wieża. To gwałtowna przemiana. Upadek świata jaki znasz. Może to być też osoba uparta, która będzie chciała zmienić twoje życie na siłę. Wieża to zmiany, świat jaki znasz legnie w gruzach, ale na jego zgliszczach będziesz mogła wznieść nowy. To nie jest zła karta - uśmiechnęła się czule widząc strach malujący się na twarzy dziewczyny - Bo ta zmiana, to początek czegoś innego. - ostatnia karta - I Gwiazda. To chyba jedna z piękniejszych kart. Nadzieja na lepsze jutro. Pozytywne myślenie i szansa. Szansa. Nowa szansa - wyprostowała się. Oczywiście, na tym się nie skończyło. W trakcie wróżby, która zaczęła schodzić na tematy takie jak nauka, życie osobiste, czy zawodowe, G wyszedł by zapalić na balkon. 
Od wróżki wyszli wieczorem, wsiedli do malucha G i udali się do domu. Do jej domu, znaczy się. 
-Myślisz, że coś takiego jak przeznaczenie istnieje? - zapytała się przełamując ciszę.
-Uh, może. Czasem mam wrażenie, że nasz los został już spisany...
-A mi się wydaje, że czegoś takiego nie ma - Isza popatrzyła na niego - Każdy ma wolną wolę. Prawda? Wolna wola oznacza brak przeznaczenia.
-A co jeżeli ta wolna wola, to właśnie przeznaczenie? I choć myślisz, że masz wolną wolę, to ostatecznie decyzje jakie podejmujesz są kwestią przeznaczenia? - w głosie G słyszała smutek. Ta wizja się jej nie podobała.
-Nie. To nie może być prawda. Popatrz na Miriam. To taka pozytywna kobieta. Nie wierzę, aby się zabiła. 
-A no. W każdym razie poczułaś coś w jej kartach?
-Nie. Nic. Nawet tego o czym mówiła. Nie czułam nic. 
-A no właśnie. Damy znać księdzu, że karty są czyste, nie ma żadnego ducha i już. 

Po tygodniu, okazało się jednak, że faktycznie doszło do samobójstwa. Nawet podwójnego. Pierwszym samobójcą był ukochany Miriam, który po nagłej i nieoczekiwanej utracie pracy poszedł zapić smutek i do domu już nigdy nie wrócił. Ponoć rzucił się pod samochód. Miriam się załamała, przedawkowała leki nasenne i popiła je wódką. Gdy Isza się o tym dowiedziała, popatrzyła z przestrachem na G, który gdyby mógł, to byłby bladszy niż jest do tej pory. 
Zadzwonił telefon. W pierwszej chwili nikt nie chciał go podnosić. Lecz ostatecznie G, jako właściciel mieszkania zdecydował się na podniesienie słuchawki starego aparatu telefonicznego z lat 90. 
-G! J-jak miło C-cię słyszeć!
-Alphys?
-A-a no. Słu-u-uchaj! M-mam dla ciebie i dla tej t-twojej koleżanki d-dwa bilety samolotowe d-do mnie! D-do Japonii! Pamiętasz? Obiecałam, że k-kiedyś was ś-ściągnę do siebie na jakiś cz-czas! P-pakujcie się, wszystko już o-opłacone. Wasz s-samolot odlatuje ju-utro o osiemnastej! 
Karty się spełniają?
~~
Opis kart zainspirowany tymi, posiadanymi przez Samael. Primavera Tarot. 
Nowsze posty Starsze posty Strona główna

Categories

  • ► DeltaRune 43
  • ► Do czego warto fapać 7
  • ► EddsWorld 52
  • ► Głos Ludu 1
  • ► Hazbin Hotel 7
  • ► Helltaker 10
  • ► Helluva Boss 20
  • ► Inne gry 72
  • ► Inne komiksy 246
  • ► My Little Pony 68
  • ► Tajemnica prostoty 15
  • ► Undertale 2933
  • ► Zootopia 228
  • ♥ 18 [Dla pełnoletnich] 418
  • ♥ Anime/Manga 41
  • ♥ Crushon.ai 1
  • ♥ Discord 56
  • ♥ Eventy 333
  • ♥ Handlarzowe gry 285
  • ♥ Komiksy 2727
  • ♥ Ogłoszenia 190
  • ♥ Oneshoot 170
  • ♥ Opowiadania 871
  • ♥ Papytus - maskotka blogowa 50
  • ♥ Prace czytelników 39
  • ♥ Tłumaczenia 3107
  • ♥ Ukończone 1621
  • ♥ Yaoi/yuri 98
  • Audio 1
  • Blizny czasu [Time Scar] 11
  • Córka Discorda [Daughter of Discord] 15
  • Cross x Dream 3
  • Czy to uczyni Cię szczęśliwą? [Would That Make You Happy?] 35
  • DeeperDown 23
  • Deos Numbria 9
  • Endertale 10
  • Fallen Flowers 23
  • Gra w kości [The Skeleton Games] 54
  • Handplates 86
  • Hellsiblings 4
  • HorrorTale 34
  • Mendertale 9
  • Między Ciałem & Kością [Between Flesh & Bone] 1
  • Mój martwy chłopak 16
  • My boo 43
  • Naprzeciw [Stand-in] 31
  • Nie jest to najlepszy sposób na życie 2
  • nieTykalny 14
  • Ocalić Blitzo 17
  • Opiekun Ruin 14
  • Poniżej zera 2
  • Prędzej czy później będziesz moja [Sooner od Later You're Gonna be Mine] 18
  • Projekt badawczy potwór 22
  • Słodkie Tajemnice 1
  • Springtrap i Deliah 33
  • SwapOut 10
  • Timetale 1
  • Uleczyć Blitzo 2
  • Wpadka na Imprezie i inne wstydliwe anegdoty [The Party Incident and Other Embarrassing Anecdotes] 48
  • Zagrajmy 12
  • Zapomniana Wytrwałość 4
  • ZombieTale 11

POPULAR POSTS

  • Undertale: AU - AlterTale
  • Undertale: AU - Under(her)tail +18
  • Undetale: AU - ReaperTale
  • Undertale by Skele-Ton of Sin [tłumaczenie PL] [+18]
  • Undertale: //Wczesne dni// [//Early Days//- tłumaczenie PL] 2/2
  • Undertale: 50 twarzy Friska: Rozdział IV - Alea iacta est [+18]
  • Und3rt8l3: S8n2 x F11sk x P86yrus [ by K8yl8-N8 - tłumaczenie PL] [+18]
  • Undertale: Underlust [AU - Underfell - tłumaczenie PL] cz I
  • Undertale: AU - Spis Treści
  • Undertale: Sposób o jaki nikt nie prosił [The Crossover No One Asked For - tłumaczenie PL]
Obsługiwane przez usługę Blogger.

ARCHIWUM BLOGA

  • ▼  2026 (2)
    • ▼  maja 2026 (1)
      • Kanał na YT i Multiuniwersum Influencerów AI #1
    • ►  marca 2026 (1)
  • ►  2025 (10)
    • ►  kwietnia 2025 (1)
    • ►  lutego 2025 (2)
    • ►  stycznia 2025 (7)
  • ►  2024 (3)
    • ►  grudnia 2024 (1)
    • ►  października 2024 (1)
    • ►  stycznia 2024 (1)
  • ►  2023 (26)
    • ►  listopada 2023 (2)
    • ►  października 2023 (1)
    • ►  sierpnia 2023 (1)
    • ►  lipca 2023 (1)
    • ►  czerwca 2023 (2)
    • ►  maja 2023 (2)
    • ►  kwietnia 2023 (1)
    • ►  marca 2023 (5)
    • ►  lutego 2023 (4)
    • ►  stycznia 2023 (7)
  • ►  2022 (36)
    • ►  grudnia 2022 (4)
    • ►  listopada 2022 (7)
    • ►  października 2022 (7)
    • ►  września 2022 (6)
    • ►  sierpnia 2022 (4)
    • ►  lipca 2022 (5)
    • ►  stycznia 2022 (3)
  • ►  2021 (119)
    • ►  grudnia 2021 (7)
    • ►  listopada 2021 (4)
    • ►  października 2021 (7)
    • ►  września 2021 (10)
    • ►  sierpnia 2021 (5)
    • ►  lipca 2021 (11)
    • ►  czerwca 2021 (5)
    • ►  maja 2021 (17)
    • ►  kwietnia 2021 (17)
    • ►  marca 2021 (14)
    • ►  lutego 2021 (13)
    • ►  stycznia 2021 (9)
  • ►  2020 (192)
    • ►  grudnia 2020 (7)
    • ►  listopada 2020 (11)
    • ►  października 2020 (29)
    • ►  września 2020 (26)
    • ►  sierpnia 2020 (6)
    • ►  lipca 2020 (21)
    • ►  czerwca 2020 (12)
    • ►  maja 2020 (2)
    • ►  kwietnia 2020 (26)
    • ►  marca 2020 (23)
    • ►  lutego 2020 (19)
    • ►  stycznia 2020 (10)
  • ►  2019 (412)
    • ►  grudnia 2019 (6)
    • ►  listopada 2019 (37)
    • ►  października 2019 (60)
    • ►  września 2019 (4)
    • ►  sierpnia 2019 (20)
    • ►  lipca 2019 (63)
    • ►  czerwca 2019 (48)
    • ►  maja 2019 (2)
    • ►  kwietnia 2019 (1)
    • ►  marca 2019 (19)
    • ►  lutego 2019 (23)
    • ►  stycznia 2019 (129)
  • ►  2018 (1142)
    • ►  grudnia 2018 (107)
    • ►  listopada 2018 (82)
    • ►  października 2018 (88)
    • ►  września 2018 (84)
    • ►  sierpnia 2018 (83)
    • ►  lipca 2018 (82)
    • ►  czerwca 2018 (61)
    • ►  maja 2018 (134)
    • ►  kwietnia 2018 (111)
    • ►  marca 2018 (121)
    • ►  lutego 2018 (78)
    • ►  stycznia 2018 (111)
  • ►  2017 (2190)
    • ►  grudnia 2017 (117)
    • ►  listopada 2017 (93)
    • ►  października 2017 (138)
    • ►  września 2017 (149)
    • ►  sierpnia 2017 (203)
    • ►  lipca 2017 (310)
    • ►  czerwca 2017 (195)
    • ►  maja 2017 (277)
    • ►  kwietnia 2017 (326)
    • ►  marca 2017 (146)
    • ►  lutego 2017 (108)
    • ►  stycznia 2017 (128)
  • ►  2016 (680)
    • ►  grudnia 2016 (134)
    • ►  listopada 2016 (179)
    • ►  października 2016 (99)
    • ►  września 2016 (134)
    • ►  sierpnia 2016 (50)
    • ►  lipca 2016 (60)
    • ►  czerwca 2016 (23)
    • ►  stycznia 2016 (1)
  • ►  2015 (33)
    • ►  grudnia 2015 (3)
    • ►  listopada 2015 (1)
    • ►  października 2015 (4)
    • ►  maja 2015 (4)
    • ►  kwietnia 2015 (8)
    • ►  marca 2015 (12)
    • ►  stycznia 2015 (1)
  • ►  2014 (1)
    • ►  grudnia 2014 (1)

Labels

Obserwatorzy

Copyright © Kinsley Theme. Designed by OddThemes