Handlarz Iluzji
Autor obrazka: artanddetermination
Notka od tłumacza: Opowiadanie Sans x Ty. Opowiadanie dostosowane pod kobiecego czytelnika. Akcja ma miejsce zaraz po pacyfistycznym zakończeniu gry. Potwory egzystują sobie na ziemi, chodzą, robią swoje potworne rzeczy i ... No i jesteś Ty. Wcielasz się w studentkę sztuk pięknych. I z pewnych głupich okoliczności musisz udawać dziewczynę Sansa.
Autor: poubelle_squelette
Tłumaczenie: Yumi Mizuno
Oryginał: klik
SPIS TREŚCI 
Wpadka na imprezie
Pijacka wpadka z psem
Wpadka z pseudo-buziakiem
Wpadka spaghetti
Wpadka przy pozowaniu
Wpadka z lodami
Wpadka METTATONA // Punkt widzenia Sansa
Wpadka Grillbyego
Wpadka przy przytulaniu
Wpadka Undyne
Wpadka z pocałunkiem
Wpadka ze skradzioną bielizną
Wpadka przy kolacji
Wpadka w sklepie spożywczym
Wpadka METTATONA II
Wpadka przy anime  // Punkt widzenia Sansa
Wpadka w trakcie Halloween
Wpadka w galerii
Wpadka na wieczorze panieńskim
Wpadka w drodze
Wpadka na ślubie cz 1 // Punkt widzenia Sansa
Wpadka na ślubie cz 2
Wpadka Alphyne
Wpadka na randce
Wpadka w deszczowy dzień
Wpadka Papyrusa
Wpadka Mikołaja
Wpadka w śnieżny dzień
Wpadka w trakcie choroby
Wpadka w święta
Wpadka w Boże Narodzenie
Wpadka w Sylwestra
Wpadka treningowa
Wpadka z koszmarami // Punkt widzenia Sansa
Wpadka Burgerpantsa
 Wpadka przy automacie z przekąskami (obecnie czytany)
 Wpadka w sądzie
Wpadka u fotografa
Wpadka.. zaraz, co? [+18]
Wpadka w Walentynki
~Rozdziały od 41 i dalej~
-WITAJ PRZYJACIÓŁKO! MOGĘ POPROSIĆ O ZROBIENIE GORĄCEJ CZEKOLADY? - chwyciłaś za plastikowy kubek
-Czekolada, Pap? A to z jakiej okazji?
-NAGRADZAM SAM SIEBIE
-Cóż, to dobrze. Mam robić też coś dla Sansa, czy ten leń nadal w łóżku? - zapytałaś pisząc na jego kubku „Papaj-rus”.
-TAK WŁAŚCIWIE, SANS JUŻ JEST W SWOJEJ NOWEJ PRACY, A MOŻE POWINIENEM POWIEDZIEĆ NOWEJ-NOWEJ-NOWEJ-NOWEJ? PRACY. POWIEDZIAŁ, ŻE GOTOWAŁ SIĘ NA NIĄ OD TYGODNIA. COKOLWIEK TO MIAŁO ZNACZYĆ – wlałaś mleko do naczynia i dosypałaś czekolady. Wzruszyłaś ramionami
-A kto wie? Ale skoro to Sans to pewnie jest w tych słowach jakiś kawał czy coś...
-CO?! A NIBY GDZIE MÓGŁBY WSTAWIĆ TUTAJ JAKIŚ KAWAŁ? - Nim zdążyłaś odpowiedzieć, Twoja współpracownica wyszła z zaplecza i popatrzyła na Ciebie
-Nie powinnaś iść już na zajęcia? - Zerknęłaś na zegarek. Cholera, ma rację. Zapomniałaś, że dzisiaj pierwszy dzień kolejnego semestru. Ściągnęłaś fartuszek, zrobiłaś sobie kawę i chwyciłaś za plecak.
-Dzięki za przypomnienie! - krzyknęłaś chwytając za bajgla – Pogadamy potem Paps! - Prawie zapomniałaś, jak to jest wieść życie w ciągłym pośpiechu, do czasu aż nie wybiegłaś z prędkością huraganu ze sklepu na kampus dzierżąc małą kawę w dłoni. Byłaś podekscytowana. Pierwszy dzień w szkole no i będziesz na nim! Chwała Bogu, pomyślałaś. Wszystko powinno iść dobrze.
-Uwaga! - usłyszałaś głos, lecz nim odwróciłaś się by spojrzeć, jakiś chłopak na deskorolce mało na Ciebie nie wjechał. Chcąc Cię ominąć chwycił Cię za ramię. Pchnął Cię, kubek z kawą wypadł Ci z rąk, rozlał się pod Twoimi stopami. Natomiast bajgiel leżał niewinnie na brudnym chodniku.
-Nie no serio?! - Krzyczałaś za chłopakiem, ale jego już nie było. Popatrzyłaś na szkody – Uhg, będzie plama – powiedziałaś do siebie patrząc na zaplamioną koszulkę. No i nie masz śniadania. Zerknęłaś na telefon, masz jeszcze trochę czasu przed pierwszymi zajęciami, więc możesz udać się do uczelnianego bufetu. Nie przepadałaś za kawą jaką tam serwowali, no i nie lubiłaś płacić za coś, co w miejscu pracy masz za darmo, ale na zajęcia trzeba udać się z kawą pędzącą po żyłach jeżeli nie chce się usnąć. Gnając w stronę bufetu minęłaś automat z przekąskami. Bajgle tutaj są tańsze, a więc zaoszczędzisz. Choć nie są tak świeże. Wrzuciłaś monety do maszyny i wcisnęłaś numerek smakołyku. Przyglądałaś się, jak ten powoli wychodzi ze swojej półeczki, wypada i … zatrzymuje się gdzieś w środku. Westchnęłaś, lecz mimo to schyliłaś się i wsadziłaś rękę od spodu starając się palcami dosięgnąć przekąski.
Tak desperacko pragnęłaś pozyskać swoją nagrodę, że dopiero przy próbie wstania zorientowałaś się, że ręka nie chce Ci wyjść z środka. Pociągnęłaś mocniej, ale nic z tego. Próbowałaś się odepchnąć drugą ręką. Nadal nic.
ciadoodles
-To są chyba jakieś jaja – syknęłaś zerkając na swoje ramię. Nikt nie patrzył. Odstawiłaś plecak i usiadłaś mając nadzieję, że inna pozycja pomoże wyrwać rękę ze śmiertelnego uścisku automatu z przekąskami
-cześć – zadrżałaś odwracając się by ujrzeć Sansa, zerkającego na Ciebie z góry z wyraźnym rozbawieniem w oczach
-Nie robię niczego dziwnego – przysunęłaś się bliżej do maszyny, mając nadzieję ukryć swoją widoczną w szybie rękę
-jasne, jak na moje oko to tylko fisting* maszyny, nie ma w tym nic dziwnego – oparł się o szybę unosząc wysoko brwi. Warknęłaś i machnęłaś ręką która utknęła
-Dobra, a więc utknęłam próbując wydostać jedzenie jakie ta diabelna maszyna nie chciała mi wydać.
-mhmmm – popatrzyłaś na niego
-Wiem, że to naprawdę żałosne, ale możesz mi pomóc się wydostać?
-heh, nie wiem, to całkiem zabawne, nie każdego dnia widzi się człowieka zżeranego przez automat ze śmieciowym żarciem
-Możesz kpić sobie ile chcesz, choć z całą stanowczością mogę powiedzieć, że próbuję dogodzić maszynie
-cóż, do tego będzie trzeba zrobić trochę poślizgu – i jakby nigdy nic wyciągnął masło z kieszeni
-...
-tak, chciałem to powiedzieć odkąd tu przyszedłem
-Po kij czort ci masło?
-nom to magiczny przedmiot, który pomoże ci w tym cokolwiek robisz
-Sans
-właśnie miałem przerwę w pracy kiedy zobaczyłem twoją twarz.. jakby to powiedzieć? kiedy rozpoczęłaś swoją walkę o pożywienie z głodną ludzi maszyną – klęknął obok – pomyślałem, że przyda ci się pomoc, miałem nadzieję, że kawał poprawi nastrój – wyszczerzył się
-Skąd ty bierzesz te pomysły...?
-hej, robisz takie maślane oczy i sama się o nie prosisz – wywróciłaś oczami i podwinęłaś rękaw
-Dobra, smaruj mnie swoim masłem, miejmy to już za sobą – Sans otworzył pudełko i wziął trochę, by następnie zacząć smarować Twoją dłoń. Odwróciłaś wzrok, aby się na niego nie patrzeć. Kilka osób patrzyło na was lekko zdziwieni, lecz szybko udawali się w stronę swoich sal. Westchnęłaś i zerknęłaś na Sansa. To dziwne. Nie dziwne jak zawsze bywa między wami, ale dziwne bo to właściwie nie jest już dziwne, szczerze, to dziwnie typowe dla Ciebie. Jest styczeń, zimno się utrzymuje, a więc i masło nie roztapiało się zbyt szybko, sprawiając, że pojawiła się gęsia skórka i kilka razy przeszedł Cię dreszcz. Ponad to, masło wnikało między kości w ręce Sansa. Po kilku spędzonych w ciszy, niezręcznych minutach pełnych wcierania masła, udało się uwolnić Cię z potrzasku. Westchnęłaś z ulgą – Dziękuję Sans. Wiszę ci przysługę.
-heh, powiedziałbym, do usług... ale nie rób tego więcej – oboje wstaliście, Sans skinął na Ciebie głową – no weź, po tym jak cię uwolniłem, nie pozwolę ci umrzeć z głodu – poszłaś za nim i po chwili zdałaś sobie sprawę, że pracuje w szkolnym bufecie. Zaśmiałaś się, nie będąc aż tak zaskoczoną. To pewnie jest jego nowa praca o jakiej wspominał Papyrus. Sans stanął za ladą, przypomniały Ci się słowa Papsa z rana
-Gotowałeś się do tej roboty, co?
-kawę gotuje się całkiem prosto, co nie? - mrugnął do Ciebie. Chwycił za dwa ręczniki i jeden podał Tobie. Zaczęłaś wycierać mydło z ręki.
-Miła zmiana miejsca – uśmiechnęłaś się – Co u ciebie tak poza tym?
-nie mam na co narzekać – jego oczy lekko zajaśniały – choć godziny pracy są straszne – uśmiechnęłaś się lekko
-Powiesz coś więcej? Mam wrażenie, że od lat się z tobą nie widziałaś – Bo nie widziałaś się z nim przez kilka ostatnich dni. Głównie przez książki, przygotowania na studia. Twoje konto bankowe znowu świeciło pustkami, przez uczelniane czesne. Wzruszył ramionami
-nic nie robiłem, serio, po wizycie bp nie wydarzyło się nic niezwykłego, oh, ale paps czytał wszystkie wiadomości jakie zaczęły wychodzić, no i zaczął grzebać w waszym ludzkim prawie tak bardzo jak był w stanie – Mina Ci zrzedła. Undyne kilka miesiącu temu mówiła, że w styczniu będzie rozprawa sądowa z tymi co włamali Ci się do mieszkania. Cóż... styczeń już jest. Rozprawa będzie niedługo. Do tej pory lubiłaś udawać, że tamtego zdarzenia nigdy nie było. - … hej.
-Hm, co? - zamyśliłaś się, podniosłaś wzrok by spojrzeć potworowi w oczy
-co to? - zapytał pokazując na koszulkę. Opuściłaś głowę chcąc spojrzeć na miejsce
-Oh, haha, to ka.. - PAC. Natychmiast zasłoniłaś nos dłonią – Cz-czy ty właśnie dałeś mi prztyczka?
-hehehehe, nie mogę uwierzyć, że dałaś się na to nabrać – szczerzył się szeroko – zawsze łatwo się nabierasz
-A co to miało znaczyć? - pogładziłaś się po nosie nadal go osłaniając, jakby chciał czegoś znowu próbować.
-jest śmiesznie – wyciągnął kubek i długopis – teraz, czego sobie życzysz? - opuściłaś ręce i pochyliłaś się na ladzie zerkając na menu.
-Więc może tą dużą mrożoną orzechowo-karmelową latte z dwoma dodatkowymi kostkami cukru no i mleka ma być do połowy, na piance chcę też posypkę z cynamonu. No już już, Sans
-wybacz, twoje zamówienie jest zbyt wymyślne, heh, tego nie zrobię – zerknęłaś na zegarek
-Dobra, mam pięć minut, zadowolę się każdą kawą – włączył ekspres do kawy, przyglądałaś mu się z uwagą. Nie skorzystał z żadnego pojemnika z kawą, więc nie byłaś pewna co Ci robi. Podał Ci napój.
-ja stawiam – powiedział kiedy chwytałaś za portfel
-...Jesteś pewien? - to wydawało się dziwnie znajome
-tak, całkowicie, i dorzucę jeszcze muffinkę, abyś nie musiała sięgać po bułeczki maślane – odstawiłaś ręcznik na bok
-Będzie dobrze. Ugh i raz jeszcze dziękuję. Jesteś moim wybawicielem.
-liczę sobie te wszystkie razy, pewnego dnia będziesz mi wisiała milion golda
-Ta ta, do potem – poszłaś w stronę sali lekcyjnej mając nadzieję, że pierwszy dzień na uczelni nie będzie do końca sknocony. Kiedy dostałaś się do budynku sztuki zerknęłaś na plan upewniając się gdzie dokładnie zajmuje się twoja klasa. Pierwszy dzień nowego semestru zawsze był słodki. Powrót na tych kilka miesięcy było ekscytujące, będziesz mogła pracować nad rysunkami, pracą i swoimi fałszywymi znajomościami. No i jeszcze jeden miesiąc, abyś zaczęła pracować nad projektem końcowym. Ponad to była prezentacja najlepszych prac graficznych. Expo też pozostałych prac wszystkich studentów no i jak Ci się poszczęści, natrafisz na kogoś kto będzie chciał być twoim patronem. Będziesz musiała przyłożyć się do nauki w tym roku, lecz życie chce, abyś obracała się dookoła swojego (fałszywego) związku. Cóż.. będzie dobrze, pomyślałaś. Jeszcze nikt nigdy nie wyszedł źle na odkładaniu rzeczy na później, prawda? Całe szczęście, profesor jeszcze się nie pojawił. Usiadłaś przy pustym stoliku przyglądając się jak inni spóźnialscy wchodzą do środka. Rozpakowałaś się i usadowiłaś wygodnie.
-Cześ Gorąca Mamuśko
-Przepraszam? - podniosłaś wzrok – Jak mnie nazwałaś? - To była wysoka kobieta, na szyi wisiał jej aparat. Pokazała na Twoją kawę.
-Tak tutaj jest napisane, pomyślałam, że to będzie dobry początek na przełamanie pierwszych lodów. - odwróciłaś kubek w swoją stronę

gorąca mamuśko – popatrz na dobre strony, twoja skóra będzie teraz równie miękka jak masełko

Komplement na kawie. Komplement na kawie.
-Rany, Sans...
-Chyba gość z bufetu z tobą flirtuje – powiedziała siadając obok – Jestem Heather
-Wiesz... gość z bufetu to mój chłopak
-Fajnie. Jak się wam układa? - popatrzyłaś na nią
-Nie śledzisz wiadomości?
-Nie, niespecjalnie. Ciężko powiedzieć co w dzisiejszych czasach jest prawdziwe a co nie, dlatego unikam mediów. Wiesz?
-Nie, niespecjalnie – Profesor przyszedł i zamilkliście. Podał wam sylabus, informacje o projekcie na ten semestr. No i dość sugestywnie zrozumiał, że nie ma zamiaru czekać do ostatniego dnia jak oddacie prace... Ojej.. - Jakie masz pomysły? - zapytałaś dziewczynę mając nadzieję, że pozyskasz trochę inspiracji z jej pomysłów. Wzięła aparat zerkając w jego galerię
-Będę robić o różnych rodzajach miłości.
-Naprawdę?
-To piękne, więc się zamknij i nie rujnuj moich marzeń – pokazała Ci kilka zdjęć i zaczęła mówić o tym jak społeczeństwo postrzega miłość. To była naprawdę dobra przemowa gdybyś w ogóle jej słuchała. Kiedy mogliście się rozejść, zebrałaś swoje rzeczy i wyszłaś z budynku. Projekt zaliczeniowy o miłości. Ciekawe...
_____
* - rodzaj aktywności seksualnej polegający na penetracji pochwy lub odbytu (fisting analny) za pomocą całej ręki. Płytki fisting oznacza wsunięcie dłoni po nadgarstek, głęboki – prawie do łokcia. (wikipedia.org)
Witajcie moi kochani. 

Czas zacząć z kilkoma ważnymi rzeczami jakie pojawiły się ostatnio w mojej głowie. No i jakie się zebrały od czasu ostatniej takiej notki.

Przede wszystkim chcę powiedzieć, że czas jaki macie na składanie prac eventowych jest przedłużony. Do 31.10.2017. Na prośbę kilku osób. Tak więc nie ma się co spieszyć, nadal możecie oddać swoje straszne historie, albo okolicznościowe obrazki/opowiadania na mojego maila. 

Informacje o Evencie Halloweenowym

Spis treści zostanie zaktualizowany w przyszłym miesiącu i będę go aktualizowała systematycznie w pierwszym tygodniu każdego miesiąca. Tak aby zaoszczędzić sobie ciągłego edytowania jak tylko pojawi się jakaś nowa pozycja. 

Jako, że do końca tego miesiąca to jest mój ostatni wolny dzień i aż do wtorku mam na II zmianę, będę pojawiać się bardzo rzadko. Notki jakie będą publikowane w godzinach od 14 do 24 będą zaplanowane/automatyczne. Nie spodziewajcie się też mnie wtedy na mailu czy fanpage na facebooku. 

Serdecznie dziękuję tym, co się łączy z powyższym tematem - za pomoc w pracy nad blogiem. Dziękuję za każde nadesłane opowiadanie, one-shoot, komiks, tłumaczenie. To wszystko wiele dla mnie znaczy i nie tylko. Wasza pomoc jest dla mnie skarbem <3

No i nieco mniej ciekawe informacje czas zacząć.
Z racji, że przez ostatnie dwa miesiące miałam mniej czasu na nadzorowanie plagiatów jakie się pojawiały, zrobiło się ich całkiem sporo. Dodatkowo zauważyłam, że pojawiło się wiele nowych osób które nie wiedzą najwyraźniej jaki klimat panuje na Handlarzu. Dlatego:
Co do plagiatów - sprawa głównie się tyczy osób dubbingujących komiksy z tego bloga i wrzucających swoje prace na YouTube. Jak wiecie, nie mam przeciw wskazań aby tak robić. Możecie dubbingować prawie wszystkie komiksy jakie są na blogu. Mówię prawie. Bo są autorzy komiksów którzy NIE wyrazili zgody na dubbingowanie ich prac. Tak więc jako tłumacz muszę pilnować, aby jakiś Janusz nie zniszczył tego zakazu. 

Tak więc NIE wolno dubbingować komiksów z 

Seeing Eye Flowey 
 Naprzeciw

Co do tych dwóch jest kategoryczny zakaz. Jeżeli ktoś zrobi z nich fundub będzie przymusowe natychmiastowe skasowanie pracy. 

Natomiast komiksy tekitourabbit od SecuriTale można dubbingować tylko i wyłącznie wtedy kiedy się do niej napisze i otrzyma zgodę. 

Nie wiem jak się tyczą sprawy na innych blogach czy na WTT. Ostatnio było kilka plagiatów mojego spisu treści AU z Undertale. No i komiksy. Nie miałam jednak czasu jeszcze przejrzeć prac sprzed ostatnich dwóch miesięcy na tej stronie, aby poszukać czy ktoś przypadkiem czegoś nie ukradł. Jak tylko będę miała więcej czasu - czeka mnie sporo pracy.


To jeden z komentarzy od pewnej dziewczynki, i tylko dlatego, że nie chcę robić gównoburzy nie powiem od jakiego to dziecka. Dziecka. Dlatego sprawa mnie jakoś specjalnie nie obeszła, ani tym bardziej słowa nie zraniły. Boli mnie natomiast poziom wychowania dzieci, ale to już raczej głos mojego wewnętrznego pedagoga.

Oficjalnie daję znać, że prace z tego bloga jakie znajdują się na innych stronach w tym także dubbingi z YT jakie w opisie NIE będą posiadały linka do bloga do 31/10/2017 będą zgłoszone do administracji strony z informacją o łamaniu praw autorskich oraz z prośbą o ich usunięcie. Będzie to masowe kasowanie nagrań. Póki co wyczaiłam ich ponad 20. Z czego trzy osoby nie chcą współpracować i dostosować się do moich wymagań.

Przypominam. Działalność Handlarza Iluzji jest działalnością non-profit. Owszem, na górze jest strona gdzie możecie dobrowolnie podesłać swoje datki. Lecz
a) w tym momencie ona i tak nie działa i w ciągu najbliższych dni przeniosę się na inną stronę
b) datek/napiwek/darowizna jest oznaką tego, że podoba się wam to co robię i chcecie mnie wesprzeć nawet tymi dwoma złotówkami jakie dorzucę do czekolady. To symboliczny gest. Nic więcej.

Naprawdę WIEM kiedy autor opowiadania jakie tłumaczę wrzuci coś nowego. Nie muszę dostawać o tym informacji wszędzie gdzie się da od pięćdziesięciu osób. Proszę nie pytajcie się mnie też o to, kiedy pojawi się kolejny rozdział, bo nie wiem. Tłumaczę to co chcę, kiedy chcę i jak długo chcę. To samo też tyczy się pisarzy i tłumaczy jacy wrzucają swoje prace. Komentarz z informacją co się podobało etc jest znacznie lepszy, niż taki z treścią „kiedy następny rozdział?!” i pokrewne. Tego typu komentarze mogą wywierać na pisarzu presję. A co za tym idzie, przyjemność z pisania/tłumaczenia łatwo może przerodzić się w obowiązek.
Tak więc komentarze jasne, skłaniam was do komentowania, dzielenia się własnymi myślami, uczuciami, spostrzeżeniami etc. Komentujcie, bo to naprawdę miłe dla autorów kiedy ktoś skomentuje ich pracę. Nawet jak będzie to proste słowo „dziękuję”, czy wiadomość „czekam na dalszą część”. Świadomość, że gdzieś tam ktoś jest i czeka i czyta sprawia, że serce rośnie!

Kultura osobista, szacunek dla drugiego człowieka, jego pracy, wysiłku i poświęcenia to kluczowa sprawa. Dlatego też pozwól, że odpowiem tutaj na tekst jaki dostałam od ciebie. Mianowicie, kilka dni temu pewien osobnik zaszczycił mnie mailem, w którym informował mnie, że poziom Handlarza Iluzji jest niski, głównie dlatego, że publikuję wszystko co dostanę. W tym „bazgroły” oraz „wypociny szczeniarni z podstawówki”. Uznałam, że powiem tutaj co myślę na temat tej wiadomości, bo są to słowa, które powinni przeczytać wszyscy.
Każdy od czegoś zaczynał. Te bazgroły nie są bazgrołami. To prace malarzy, jacy poświęcili swój własny prywatny czas na stworzenie tego co chcieli. Czas którego już nigdy nie odzyskają. To mali artyści, jacy to co stworzyły ich wyobraźnie przelali na papier by pochwalić się najbliższym tym co drzemie w ich sercach. Oni zaczynają. Zaczynają swoją przygodę. Nie wiedzą jeszcze jakim ołówkiem będzie szkicowało się najlepiej. Nie wiedzą jak dobrze mieszać barwy, jak robić cienie, jak robić odbicia światła, uczą się anatomii, uczą się otoczenia. Uczą się. Aby w przyszłości malować lepiej, piękniej, cudowniej!
To nie są „wypociny szczeniarni z podstawówki”. Nawet jeżeli fabuła jest naiwna, nawet jeżeli błąd goni błąd i poświęcam godziny na redakcji jednego tekstu, jaki potem publikuję, a jaki mimo to nadal zawiera błędy. Nawet jeżeli postacie są płytkie, odrealnione, niekanoniczne. To NIE są wypociny. Sprawdzając pracę mam przed oczami człowieka, który z uśmiechem na ustach siedzi przed komputerem i klepie kolejne wersy swojej historii. Tej jaka pojawiła się w jego głowie. Tworzy opowiadanie w jakie wkłada część siebie, swoje myśli, ambicje, cele, ideały wkłada w usta i serca fikcyjnych postaci jakim nadaje życie. Potem ta sama osoba siedzi w swojej skrzynce pocztowej i z mocno bijącym sercem waha się, czy podesłać mi to co stworzyła, bo boi się odrzucenia. Boi się krytyki. Boi się tego, co Tobie tak łatwo przychodzi. Lecz to też jest osoba która zaczyna, osoba która szuka swojego stylu pisarskiego, osoba która poznaje, uczy się i nie rozumie do końca samej siebie. Ktoś kto dopiero zbiera własne doświadczenia, a tym lepszy pisarz im więcej wie o świecie... i o sobie samym.
Chwalę się pracami jakie powstały z myślą o Handlarzu Iluzji dlatego, że jestem DUMNA z każdego kto poświęcić czas, pracę i wysiłek na stworzenie czegoś z myślą o mnie. Fanarty, obrazki, opowiadania, są dla mnie znacznie cenniejsze niż cokolwiek innego.
Łatwo powiedzieć, że coś jest chujowe. Trzasnąć drzwiami i wyjść. Łatwo jest wytknąć błędy i zniszczyć kiełkujący talent, albo też po prostu zabawę komuś, kto robi coś z przyjemności. To jest bardzo łatwe. Znacznie trudniej jest nie tylko powiedzieć, że coś jest dobre. Ale też dopingować twórcę w jego tworzeniu, pomagać mu szukać nowych dróg i alternatyw. To właśnie chcę robić. Pomagać. Bo w każdej osobie jaka publikuje coś u mnie widzę taki mały nieoszlifowany diamencik, błyszczący, śmiejący się, który dopiero się wykształca. I nie jest ważne, czy osoba ma dwanaście, czy dwadzieścia lat. Wiek, płeć, pochodzenie, majątek - to mnie nie interesuje.
Dlatego też nie patrzę na „poziom” Handlarza, nie patrzę na statystyki, nie patrzę na nic. Nigdy nie pojawi się tutaj notka typu „klikajcie i polecajcie!” albo nigdy nie podpiszę współpracy z Durexem aby jego gumki reklamować na blogu tylko po to, aby otrzymać forsę.
Każdy z nas ma swoje własne zdanie na temat tego co się dzieje. Ja osobiście uważam, że blog trzyma się tego co planowałam. W komentarzach jest spokój, prace napływają, wszyscy się cieszą. Jedyne czego żałuję to to, że nie mogę poświęcać temu miejscu w sieci tyle czasu i wysiłku ile bym chciała. Głównie przez pracę, nie czarujmy się. 
 
Cóż... czuję, że powinnam napisać coś jeszcze, choć nie do końca wiem co. Lecz myślę, że wszystko co chciałam powiedzieć - już powiedziałam.

Teraz jeszcze jedna informacja. Już nieco lepsza. Albo raczej porada dla wszystkich pisarzy. Ostatnio Samael zrobiła mi wielką niespodziankę. Ściągnęła program do pisania. Zasadniczo taki bardziej odpicowany notatnik, jak to powiedział Aru. Lecz bardzo, bardzo pomocny. Jak widzicie, dzisiejsza notka w całości powstała na nim. Samael zrobiła mi też własny szablon, abym mogła czuć się dobrze. Ciemne tło mniej męczy wzrok, niż jasne, co pomaga pisanie. 

I nie, to nie jest wycięte okienko. To cały monitor. Zasłonięty zegarek, pasek menu, inne programy oraz przyjemy dźwięk przy pisaniu podobny do maszyny do pisania sprawia, że notkę pisze mi się znacznie wygodniej i szybciej. Nie ma udziwnień, nie ma walki z myślnikami, tekst jest podkreślany jak zawiera błędy. Można zapisywać pliki, kopiować, ściągać, pogrubiać tekst i dawać kursywę. Całe menu jest pochowane i pojawia się tylko wtedy, kiedy najedzie się na nie myszką. To co mnie jeszcze oczarowało to kalendarz oraz zegar, który liczy ile czasu dziennie poświęciło się na pisanie. Jest też alarm, który pojawia się, kiedy ustalimy sobie, że dajmy na to, do 22:00 skończymy pisać. No i kiedy wskazana godzina wybije - program daje nam znać, że czas skończyć.

Polecam. Bardzo polecam.

A jak się nazywa to małe cudo? FocusWriter. Możecie go pobrać stąd.

KLIK

No i to byłoby na tyle. Teraz idę oglądać film z Samael, a potem będę tłumaczyć Wpadki :D 

Autor: c-puff
Tłumaczenie; Nessa

Spis treści:
Rozdział I (obecnie czytany)
Rozdział II
Rozdział III
Rozdział IV
Rozdział V
Rozdział VI




























Notka od autora: Jest to opowieść sans x reader. Wcielasz się w osiemnastoletnią, przy-gotującą się do matury licealistkę plastyka. Mimo swojej z zewnątrz ciepłej i kochanej osobowości, tak na prawdę jesteś osobą z niską samooceną oraz mocno niestabilną psychicznie . Zawsze przyklejasz sobie łatki silnej, niezależnej i bardzo zdystansowanej do samej siebie, śmiejesz się z każdej obelgi gdzie bardzo, bardzo głęboko wszystko przeżywasz. Ubierasz się tylko i wyłącznie na czarno i nosisz sporo  kolczyków. Czyli w skrócie babcie na ulicy często odmawiają zdrowaśki jak cię widzą. Jesteś bardzo sceptyczna więc nie małe było twoje zdziwienie gdy na ulicę twojego miasta zawitały potwory. Jednak żyłaś sobie dalej mając to w sumie gdzieś, jak większość rzeczy otaczających cię. Jednak co się stanie gdy w środku nocy zawita do ciebie mały, pokiereszowany i nieprzytomny szkielecik? Który za wszelką cenę będzie próbował zmienić twój pogląd na świat?
Autor: strzzalka12

Spis treści:
1 | 2 | 3(obecnie czytany)| 4 | 5 |
6 | 7 | 8 |

Słońce coraz bardziej zachodziło za horyzont, gdy obsypywałaś Sansa pytaniami.
-Twoje kości to normalne kości?
-Tak.
-Jak się poruszasz bez mięśni?
-Magia.
-Jak myślisz jak nie masz mózgu?
-Magia.
-Jak to się dzieje, że czujesz choć mnie masz nerwów?
-Magia.
-Gdzie trzeba cię dotknąć, żeby cię zmacać?
-Mag... zaraz, co?
-No bo, skoro nie masz siusiaka to on nie wchodzi w grę. Ale mówiłeś, że możesz to robić. Czyli musi być gdzieś twój punkt org...
-Cicho, cicho nie kończ, rozumiem.
-Więęęc?
-To, to, nie... Przestań mnie pytać o takie rzeczy!
-Hahahaha, wybacz, wybacz. Lubię się z tobą droczyć.
-A to podobno ja jestem wkurwiający.
-Yup! Tylko niektórzy bardziej.
Szkielet zaśmiał się lekko zakrywając zęby ręką.
-Och proszę, zdradź mi sekret wielkości twoich żartów.
To wszystko wina mojego zboczonego serduszka, proszę bardzo rozkość się w nim.
Sans znowu parskną śmiechem kierując wzrok na twoje oczy. Również się na niego spojrzałaś zatrzymując wzrok w jego malutkich, jasnych punkcikach. Patrzyłaś się na nie chwilę, analizując źródło ich blasku. Po chwili zauważyłaś, że potwór też cię wnikliwie obserwuje.
-Boskość twoich oczu zamraża mnie do szpiku kości.
Nie wytrzymałaś, zaczęłaś się głośno śmiać. Powietrze zaczęło kończyć ci się w płucach, z normalnego śmiechu przeszłaś naduszenie się swoim powietrzem.
-Hej, hej dziecino spokojnie. -Sans poklepał cię po plecach. - Bo mi się tu zapowietrzysz.
-Za... za późno. -Wykrztusiłaś między salwami śmiechu. -To było takie słabe, a jednocześnie w twoich ustach brzmiało to tak komicznie. -Już powoli się uspokajałaś i zaczęłaś głębiej oddychać.
-No, już wdech, wydech. -Poradził Sans gładząc cię po plecach. Na jego ponowne słowa znów zaczęłaś się śmiać, przypominając sobie jego wcześniejszy nieudany podryw.
-Przestań mnie rozśmieszać! -Zdołałaś wykrztusić.
-Ale teraz nic nie powiedziałem.
-Twój głos mi wystarczy.
-Ale że jak to.
-Wiesz co ... ech... -Zaczęłaś powoli już normalnie oddychać -Wiesz co mi się kojarzy z twoim głosem?
-No co? -Zaśmiał się lekko Sans.
-Dmuchaną piłeczkę.
-Jak to? -Zapytał już chichrający szkielet.
-No bo... -Poprawiłaś się na łóżku od wcześniejszej niewygodnej pozycji po śmianiu się. -Zobacz, jak jest taka dmuchana piłeczka co ma takie jak by trzymanki do skakania nie?
-No? -Przytakną cały czas szczerzący się Sans zasłaniając zęby ręką.
-I jak na niej skaczesz to robisz takie "Boing, boing" nie?
-No tak.
-I twój głos ma bardzo podobny wydźwięk, jak bym skakała na gadającej dmuchanej piłeczce.
-Och, czyli znajomość ze mną musi być dla ciebie bardzo zaskakująca. -Odpowiedział zadowolony z siebie potwór puszczając ci oczko. Minęła chwila zanim ogarnęłaś, że to był jeden z najgorszych jego żartów. Zaśmiałaś się lekko.
-Nawet nie wiesz jak bardzo.
-Przeprowadzasz się gdzieś?
-Ta... skąd wiedziałeś?
-Bo masz porozwalane pudełka po pokoju.
-Widzę, że mam do czynienia z mistrzem dedukcji.
-A no.
-I właśnie mi przypomniałeś, że muszę się kończyć pakować. Więc łaskawie wypierdalaj.
-Ałć, to zabolało. Żeby tak drastycznie mnie wyganiać?
-No już, już. Pan delikatny się znalazł. A właśnie, dzwoń jeszcze do Grillby'ego.
-Dobra, dobra. Ale skąd go znasz?
-A spotkałam go któregoś razu, dzwoń.
-No ok.
Szkielet wyjął telefon, wybrał kontakt i przyłożył urządzenie do czaszki.
-Hej Grillby.
Z telefonu rozległ się głośny krzyk, że potwór aż musiał odsunąć się dalej.
-Sans! Ty żyjesz!
-Nie da się ukryć. -Potem rozmówca mówił już ciszej i nie mogłaś usłyszeć całego dialogu. -Tak. No. Nie mam pojęcia, serio. Wiesz, zapewne zginąłbym marnie, gdyby nie moja bohaterka. -Tu spojrzał na ciebie, zarumieniłaś się lekko. -Co?! Nie, Grillby nic z tych rzeczy! Tak! Na pewno! Tak! Jestem pewny! -Szkielet rumienił się troszkę. Miałaś pewne przypuszczenia o co Grillby spytał, ale stwierdziłaś, że nie będziesz wnikać. -Ech... Co? Nie, nie wiem kto mógł mnie pobić. Och... naprawdę? Jakąż to masz teorię? Myślisz? Możliwe... -Dostrzegł, że zaczęłaś patrzeć się na niego zaciekawiona. -Wiesz co Grillby, ja będę kończył. Na pewno nie potrzebujesz już tej rzeczy co miałem odebrać? -Momentalnie odwróciłaś wzrok, domyślając się, że ta "rzecz" nie istnieje i ognisty potwór użył jej tylko jako pretekst by Sans mógł się z tobą spotkać. -Aha, okej, no dobra. To cześć. -Sans rozłączył się, wkładając telefon do kieszeni swojej bluzy.
-Jaką teorię miał Grillby?
-Powiem ci, że całkiem logiczną.
-Hm?
-Jest tu jeszcze wiele ludzi, którzy są przeciwko egzystencji potworów tutaj.
-Och..., czyli myślisz, że...
-Że zaatakowały mnie przeciw potworze dresy bez jaj do stanięcia do walki tylko woleli zaatakować mnie od tyłu.
-A jak znalazłeś się u mnie?
-Możliwe, że zupełnie przypadkiem, na przykład w chwili uderzenia patrzyłem się na twoje okno.
-Och...
-Ale. -Zaczął potwór patrząc się na podłogę. -Cieszę się, że trafiłem na ciebie. Nie wiem jak ci się odwdzięczyć za ratunek.
-Hmmm... -Mały uśmieszek powoli wracał na twoje usta. -Chyba wiem, jak możesz to zrobić.
-Nie, nie rozbiorę się przed tobą...
-Co? Nie! Nie o to... chociaż...
-Nie!
-Dobra, dobra żartowałam. Chodziło mi bardziej o to żebyś pomógł mi się pakować.
-Aaaa... spoko, co mam robić?
-Git, weź to. -Dałaś potworowi kilka tekturowych pudeł. -I pakuj mi tu wszystkie ubrania oddzielnie. Bluzki, spodnie, te sprawy.
-Ok.
-Nie musisz składać.
-Ok.
-Tylko zrób tak żeby się zmieściło.
-Ok.
Szkielet podszedł do szafy i zaczął robić to co mu powiedziałaś. A ty kontynuowałaś ogarnianie biurka, co jakiś czas oglądając się na Sansa jak mu idzie.


Pracowaliście już jakiś czas, gdy zauważyłaś, że szkielet nagle zdębiał. Spojrzałaś się na niego zaciekawiona, ale postanowiłaś się jeszcze nie odzywać. Gdy stał tak bez ruchu, już jakiś czas, zaczęłaś się trochę niecierpliwić i już otwierałaś usta by coś powiedzieć.
-Dziecino? -Wyprzedził cię Sans.
-Hmm?
Szkielet obrócił się w twoją stronę trzymając twoje ulubione majtki w truskaweczki. -Do... do czego mam włożyć to? -Spytał się niepewnie z niebieskim rumieńcem.
-Po pierwsze. -Zaczęłaś niewzruszona. -Nie trzymaj tego jak jakieś obsrane gacie, bo są czyste. Po drugie, wrzuć je do bielizny Sherloku.
-Ale ja mam tylko na bluzki i spodnie.
-Boże... -Walnęłaś face palma. -Może na przykład wziąłbyś drugie pudełko?
Potwór patrzył się na ciebie chwilę. Wzdychnęłaś, złożyłaś następne pudło i podałaś szkieletu.
-Dzięki.
-To ja dziękuję, to ty mi pomagasz. -Sans uśmiechną się i kontynuował swoją robotę.
-Aa...
-Hm?
-Gdzie się przeprowadzasz?
-Na osiedle obok, chcę w końcu się usamodzielnić.
-To nie mieszkasz sama?
-Nie, mama i ojczym są na imprezie, nie będzie ich cały weekend.
-To może pomogę ci w przenoszeniu tych pudeł, kiedy masz zamiar się tym zająć?
-Jutro.
-To przyjdę i ci pomogę.
-Dzięki, to dużo dla mnie znaczy.
-Nie ma sprawy, ty nie zostawiłaś mnie na pastwę losu to ja ciebie też nie zostawię. Iii... już skończyłem. Szafa już pusta. -Stwierdził szkielet zrzucając ostatnią bluzkę do pudła.
-No to już wszystko.
-Serio?
-Tak, biorę tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Wszystkie inne pierdoły zostają.
-Chyba że... em... Wiesz co? Ja będę już się zbierał, będę jutro około trzynastej i ci pomogę.
-Jasne, dzięki.
-To cześć.
-Cześć. -Potwór znikną, poczułaś nagle taką pustkę. W ciągu sekundy zrobiło się tak cicho. Po chwili gapienia się w przestrzeń poszłaś się umyć a potem spać.


Seksowne kości szkieletu ocierały się o twój brzuch, robiąc na nim coraz to nowe zadrapania. Wchodził w ciebie mocno i zdecydowanie. Zrobił jeszcze kilka pchnięć by zaraz zatopiła was fala przyjemności.
-I jak dziecino? -Zapytał się czule.
-Sans... to było super...
-Dziecino...
-Sans...
-Dziecino.
-Sans.
-Dziecino!
-Sans? -Otworzyłaś szybko oczy. Byłaś znowu w swoim pokoju. Nad tobą wisiał szczerzący się szkielet.
-No hej. Co tam fajnego i mnie ci się śniło, że tak jęczałaś moje imię?
Zanim zdążyłaś ogarnąć sytuację, ścisnęłaś pięść i przywaliłaś Sansowi prosto między oczodoły. Zastygłaś w bezruchu, poczułaś przeszywający ból idący od pięści aż do łokcia. Szkielet odsunął się łapiąc za uderzone miejsce. A ty po cichu zwijałaś się z bólu po mocnym uderzeniu w twardą kość.
-Ałć. To bolało. Zapamiętać, nigdy więcej nie budzić cię z bliska.
Leżałaś tyłem do potwora mocno ściskając bolącą rękę.
-Dziecino?
Podniosłaś się ostrożnie. Twarda kość sprawiła, że skóra z kostek się zdarła, a z ran sączyła się lekko krew.
-Krwawisz!
-To... to nic takiego, przepraszam, że cię uderzyłam. To było niezamierzone. -Położyłaś zdrową rękę na policzku potwora. -Jak twoja głowa?
Szkielet lekko się zarumienił.
-Jest ok, zjadłem dzisiaj śniadanie i się zagoiło.
-Rany goją się wam przez jedzenie?
-A no.
-Wow, ekstra. -Przesunęłaś rękę na czubek czaszki i po pacałaś lekko.
-C ... co ty robisz?
-Pacam cię.
-Po co? -Roześmiał się Sans.
-Po prostu poczułam taką potrzebę.
-Aha. -Szkielet też położył swoją rękę na twojej głowie i zaśmiał się pacając cię.
-Dobra. -Wstałaś z łóżka. -Koniec pacania, pora zabrać się do pracy.
-Poczekaj!
-Co? -Odwróciłaś się na pięcie idąc w stronę łazienki.
-Musisz opatrzyć rękę.
Spojrzałaś na krwawiące jeszcze rany na kostkach.
-To nic takiego, zagoi się.
-Nie. -Odpowiedział stanowczo potwór. -Pomogę ci, gdzie trzymasz jakąś apteczkę czy coś?
-Ugh... na lodówce.
-Usiądź zaraz cię opatrzę.
-Hai, hai senpai. -Potwór wzdrygnął się. - Błagam, nie mów tak, bo aż mną telepie.
-Czemu?
-Przypomina mi się pewne opowiadanie znajomej.
Na twojej twarzy znowu pojawił się wredny uśmieszek.
-Nawet o tym nie myśl. -Zagroził Sans idąc po apteczkę. Otwierając drzwi, pod jego nogi potoczyło się małe, puchate cielsko twojego psa, wcześniej opierające się o drzwi.  Szkielet zdziwił się najpierw nie wiedząc co to.
-Och, to mój pies. Nie bój się, nie gryzie. Bardziej przesypia większość swojego życia.
-Czemu wczoraj go nie było?
-Był, tylko spał.
-Acha. -Potwór przykucną nad nadal śpiącym psem. -Hej maluchu, chyba mamy wspólne hobby wiesz?
Sans pogłaskał zwierzaka, ten otworzył oczy i orientując się, że to ktoś obcy, zaczął merdać ogonem, witając się z nowym gościem.
-Słodki. -Futrzak wstał, domagając się podniesienia na ręce. -Mogę go podnieść?
-Jasne.
-Chodź mały. -Szkielet podniósł psa, ten położył głowę na miękkim futerku jego bluzy. -Jak się wabi?
-______
-Słodziutko. Teraz idziemy opatrzyć twoją panią. -Sans poszedł z psem do kuchni, by zaraz wrócić z apteczką lewitującą w niebieskiej magii obok niego. Pies na jego rękach nadal leżał w tej samej pozycji, wtulając się w puszysty kaptur.
-Lubi cię.
-Myślisz?
-U mnie nie usiedzi w jednej pozycji dłużej niż minutę.
Potwór podszedł do ciebie kładąc zwierzaka na łóżko obok siebie.
-Pokaż tę rękę.
Wystawiłaś w stronę szkieletu jeszcze trochę krwawiącą dłoń. Ten obejrzał ją dokładnie.
-Bardzo boli?
-Piecze troszkę.
Sans wyciągną z apteczki potrzebne rzeczy i zaczął cię opatrywać.
-Więc. - Zaczął potwór, nadal zajmując się twoją ręką. -Co ci się takiego śniło dzisiaj?
Zaraz spaliłaś buraka, lecz pożałowałaś swojej reakcji widząc satysfakcję na twarzy Sansa.
-No weź, nie wstydź się.
-Spadaj.
-Czy to był jakiś… mokry sen?
Szkielet szczerzył się zadziornie. Odsuną się trochę widząc, że zaciskasz drugą pięść.
-No już, już nie denerwuj się.
-Umrzyj.
-A kto ci wtedy pomoże z pudłami?
-To umrzyj później.
-Nie udawaj, że nie byłoby ci trochę smutno.
-Pff...
-Jesteś okrutna.
Potwór robił już ostatni węzełek bandażując ci rękę.
-Skończone.
-Dzięki. Może zabierzemy się już do pracy?
-Ok.
-Umyję się i do ciebie wracam.
-Ok.


Właśnie znosiłaś drugie pudło, podczas gdy Sans znosił już jakieś czwarte. Jemu to łatwo z tą jego niebieską magią. Postawiłaś pudełko pod ogrodzeniem stojąc chwilę w miejscu by nabrać powietrza.
-Hej laska. -Usłyszałaś za sobą gruby męski głos. Odwróciłaś się w stronę jego właściciela. Za tobą szło dwóch łysych dresów. Którzy najprawdopodobniej słowo "kultura" znają tylko z lektur w podstawówce. -Mamy do ciebie kilka pytań.
Bałaś się z każdym ich krokiem coraz bardziej, przeklinając Sansa że tak długo mu idzie wygrzebywanie kolejnego pudła.
-Hej, odpowiadaj jak się ciebie pyta.
-J ...ja...
-Widziałaś tu może jednego z tych śmieci?
-Śmieci?
-Wiesz, potworów. Czy chuj wi jak chcą, żeby je nazywać. Widzieliśmy tu wczoraj takiego białego jakiegoś. Chcieliśmy dać mu nauczkę, żeby nie śmiecił swoją osobą przynajmniej tego osiedla.
Twoje wściekłość wzięła górę nad nieśmiałością.
-Czyli to wy go zraniliście?
-Bo co? Masz z tym jakiś problem?
Zacisnęłaś zdrową rękę w pięść
-Mam z tym kurewsko duży problem, a śmieciem jesteście właśnie wy.
Dresy chciały się do ciebie zbliżyć, ale zdążyłaś podwinąć rękaw bluzy, pod którą znajdowała się skórzana, pięciorzędowa pieszczocha. Zanim jeden z dresów zdążył się tknąć, przywaliłaś jednemu z pieszczochy prosto w nos. Dres złapał się za niego, lecz widać nie masz wystarczająco siły, bo zaraz się pozbierał i razem z kolegą patrzyli się na ciebie ze wściekłością.
-Ty szmato.
Drugi z nich podniósł na ciebie pięść. Zasłoniłaś się rękami. W momencie, gdy miał cię uderzyć, nagle zatrzymał się.
-Heya. -Odetchnęłaś z ulgą, gdy usłyszałaś głos Sansa. -Chciałbyś może wpierdol?
-Że co? Jakiś bezwartościowy potwór będzie mi groził?
-To nie jest groźba, tylko ostrzeżenie. -Nagle jeden jago oczodół gwałtownie się rozszerzył, emanując jasnym niebieskim światłem. -Łapy precz od mojego człowieka. -Za nim pojawiły się lewitujące kości. Dresy ewidentnie zmiękły i próbując zachować kamienną twarz zaczęli się oddalać.
-A pierdolcie się jebane potwory. -Rzucił jeden z nich na odchodne.
Wypuściłaś do tej pory trzymane powietrze. Odwróciłaś się w stronę Sansa, już miałaś zacząć mu dziękować, ale ten błyskawicznie pojawił się przed tobą.
-Zranili cię? -Spytał się zmartwiony. To pierwszy raz w życiu, kiedy słyszysz od niego taki ton. Aż coś ścisnęło cię w gardle.
-Nie ... jest ok.
-Na pewno? Z tego co zauważyłem masz w zwyczaju bagatelizować swoje rany.
-Nie, serio. Nawet mnie nie drasną. -Podniosłaś ręce do góry w geście uspokojenia go.
-Mam nadzieję.
-Wiesz... ja... dzięki...
-Nie masz za co, miałaś kłopoty to pomogłem.
Staliście chwilę w niezręcznej ciszy.
-Wiesz...- zaczął Sans. -To już było ostatnio pudło.
-Poczekaj, jest jeszcze coś. -Weszłaś na klatkę by za jakiś czas przyjść z futerałem w kształcie gitary.
-Grasz na gitarze?
-Troszkę...
-Koniecznie musisz mi coś zagrać.
-Jak będziesz grzeczny.
-Przecież ja jestem zawsze grzeczny.
-Tak, tak. -Poklepałaś szkielet po czaszce
-A twój pies?
-Och... on zostaje. Jest już za stary na przeprowadzki i tak już przeżywa to że mnie nie będzie.
-Ile ma?
-9 lat.
-To jeszcze nie tak dużo.
-Ale malutko też nie.
-No tak... to... jak masz zamiar dostarczyć to do twojego nowego domu?
-Tak w sumie... -Podrapałaś się nerwowo po karku. -Jeszcze o tym nie myślałam.
-Pogrzało cię?!
-Stwierdziłaś, że pomyślę o tym jak już ogarnę się z pudłami.
-Jesteś kretynką... -Sans wzdychną. -Co ty być poczęła, gdyby nie ja.
-Ty też zginąłbyś beze mnie marnie.
-Ech... poczekaj zadzwonię do Grillby' ego. Może przyjedzie swoją służbową furgonetką.
-Grillby ma służbową furgonetkę?
-A no. -Szkielet wygrzebał z kieszeni telefon i wybrał numer. -Włączę na głośnik.
-Ok.
-Sans? -Rozległ się głos ognistego potwora.
-Hej Grillby, mam do ciebie wielką prośbę.
-Słucham ja ciebie.
-____ się przeprowadza i oczywiście ta dupa wołowa nie pomyślała o tym jak przetransportować swoje pierdoły do nowego domu. -Grillby zaczął się śmiać. -Czemu mnie to nie dziwi.
Stałaś obok szkieletu z założonymi rękami, coraz bardziej zirytowana.
-Chcesz żebym przyjechał i was zawiózł tak?
-No czytasz ze mnie jak z otwartej księgi.
Ognisty potwór wzdychną. -Dobra, wyrwę się, za chwilę będę.
-Wiesz, gdzie ____ mieszka?
-Wiem, wiem.
Czekaliście chwilę, Grillby przybył kilka minut później. Potwór otworzył ci drzwi, nie zwracając specjalnie uwagi na obecność Sansa.
-Witaj koleżanko z autobusu.
-Proszę cię, jestem ____.
-Hej Grillby, też to jestem. -Zirytował się szkielet.
-Nie da się ukryć.
-Cicho Sans, nie przeszkadzaj, gdy dorośli rozmawiają. -Po pacałaś potwora po czaszce.
-Najprawdopodobniej jestem od ciebie starszy.
-Dopsz, dopsz.
Sans zakręcił zrezygnowany w stronę pudełek i zacząć je pakować do furgonetki. Dołączyliście do niego coraz bardziej wypełniając bagażnik twoimi rzeczami. Gdy wszystko było już w środku wyruszyliście we wskazanym przez ciebie kierunku.

Gdy zbliżaliście się do twojego nowego domu poczuliście dziwny zapach dymu.
-Czujecie to? -Spytał się Sans, podczas gdy ty oraz Grillby patrzyliście się z otwartą na oścież buzią. Szkielet spojrzał tam, gdzie wy i również opadła mu szczęka.
-Dziecino?
-No?
-Czy to twój dom? -Zapytał się potwór wskazując na stojący w płomieniach dom oraz kilka karetek, policji i straży pożarnej próbującej uporać się z płomieniami.
-Taa... -Odparłaś nadal nie mogąc uwierzyć w to co widzisz



Autor: potoobrigham
Tłumaczenie: Twister
Nowsze posty Starsze posty Strona główna

Categories

  • ► DeltaRune 43
  • ► Do czego warto fapać 7
  • ► EddsWorld 52
  • ► Głos Ludu 1
  • ► Hazbin Hotel 7
  • ► Helltaker 10
  • ► Helluva Boss 20
  • ► Inne gry 72
  • ► Inne komiksy 246
  • ► My Little Pony 68
  • ► Tajemnica prostoty 15
  • ► Undertale 2933
  • ► Zootopia 228
  • ♥ 18 [Dla pełnoletnich] 418
  • ♥ Anime/Manga 41
  • ♥ Crushon.ai 1
  • ♥ Discord 56
  • ♥ Eventy 333
  • ♥ Handlarzowe gry 285
  • ♥ Komiksy 2727
  • ♥ Ogłoszenia 188
  • ♥ Oneshoot 170
  • ♥ Opowiadania 871
  • ♥ Papytus - maskotka blogowa 50
  • ♥ Prace czytelników 39
  • ♥ Tłumaczenia 3107
  • ♥ Ukończone 1621
  • ♥ Yaoi/yuri 98
  • Audio 1
  • Blizny czasu [Time Scar] 11
  • Córka Discorda [Daughter of Discord] 15
  • Cross x Dream 3
  • Czy to uczyni Cię szczęśliwą? [Would That Make You Happy?] 35
  • DeeperDown 23
  • Deos Numbria 9
  • Endertale 10
  • Fallen Flowers 23
  • Gra w kości [The Skeleton Games] 54
  • Handplates 86
  • Hellsiblings 4
  • HorrorTale 34
  • Mendertale 9
  • Między Ciałem & Kością [Between Flesh & Bone] 1
  • Mój martwy chłopak 16
  • My boo 43
  • Naprzeciw [Stand-in] 31
  • Nie jest to najlepszy sposób na życie 2
  • nieTykalny 14
  • Ocalić Blitzo 17
  • Opiekun Ruin 14
  • Poniżej zera 2
  • Prędzej czy później będziesz moja [Sooner od Later You're Gonna be Mine] 18
  • Projekt badawczy potwór 22
  • Słodkie Tajemnice 1
  • Springtrap i Deliah 33
  • SwapOut 10
  • Timetale 1
  • Uleczyć Blitzo 2
  • Wpadka na Imprezie i inne wstydliwe anegdoty [The Party Incident and Other Embarrassing Anecdotes] 48
  • Zagrajmy 12
  • Zapomniana Wytrwałość 4
  • ZombieTale 11

POPULAR POSTS

  • Und3rt8l3: S8n2 x F11sk x P86yrus [ by K8yl8-N8 - tłumaczenie PL] [+18]
  • Undertale: Underlust [AU - Underfell - tłumaczenie PL] cz I
  • Undertale: Sposób o jaki nikt nie prosił [The Crossover No One Asked For - tłumaczenie PL]
  • Gra: Żądanie #2 [ZAMKNIĘTE]
  • Gra: Żądanie #5 [ZAMKNIĘTE]
  • Gra: Żądanie #4 [ZAMKNIĘTE]
  • Gra: Żądanie #3 [ZAMKNIĘTE]
  • Undertale: AU - AlterTale
  • Postaw mi kawusię.
  • Ogłoszenie: Roczek Zwierzogrodu
Obsługiwane przez usługę Blogger.

ARCHIWUM BLOGA

  • ▼  2025 (10)
    • ▼  kwietnia 2025 (1)
      • Undertale: Horrortale- Część XIII [18+] KONIEC KSI...
    • ►  lutego 2025 (2)
    • ►  stycznia 2025 (7)
  • ►  2024 (3)
    • ►  grudnia 2024 (1)
    • ►  października 2024 (1)
    • ►  stycznia 2024 (1)
  • ►  2023 (26)
    • ►  listopada 2023 (2)
    • ►  października 2023 (1)
    • ►  sierpnia 2023 (1)
    • ►  lipca 2023 (1)
    • ►  czerwca 2023 (2)
    • ►  maja 2023 (2)
    • ►  kwietnia 2023 (1)
    • ►  marca 2023 (5)
    • ►  lutego 2023 (4)
    • ►  stycznia 2023 (7)
  • ►  2022 (36)
    • ►  grudnia 2022 (4)
    • ►  listopada 2022 (7)
    • ►  października 2022 (7)
    • ►  września 2022 (6)
    • ►  sierpnia 2022 (4)
    • ►  lipca 2022 (5)
    • ►  stycznia 2022 (3)
  • ►  2021 (119)
    • ►  grudnia 2021 (7)
    • ►  listopada 2021 (4)
    • ►  października 2021 (7)
    • ►  września 2021 (10)
    • ►  sierpnia 2021 (5)
    • ►  lipca 2021 (11)
    • ►  czerwca 2021 (5)
    • ►  maja 2021 (17)
    • ►  kwietnia 2021 (17)
    • ►  marca 2021 (14)
    • ►  lutego 2021 (13)
    • ►  stycznia 2021 (9)
  • ►  2020 (192)
    • ►  grudnia 2020 (7)
    • ►  listopada 2020 (11)
    • ►  października 2020 (29)
    • ►  września 2020 (26)
    • ►  sierpnia 2020 (6)
    • ►  lipca 2020 (21)
    • ►  czerwca 2020 (12)
    • ►  maja 2020 (2)
    • ►  kwietnia 2020 (26)
    • ►  marca 2020 (23)
    • ►  lutego 2020 (19)
    • ►  stycznia 2020 (10)
  • ►  2019 (412)
    • ►  grudnia 2019 (6)
    • ►  listopada 2019 (37)
    • ►  października 2019 (60)
    • ►  września 2019 (4)
    • ►  sierpnia 2019 (20)
    • ►  lipca 2019 (63)
    • ►  czerwca 2019 (48)
    • ►  maja 2019 (2)
    • ►  kwietnia 2019 (1)
    • ►  marca 2019 (19)
    • ►  lutego 2019 (23)
    • ►  stycznia 2019 (129)
  • ►  2018 (1142)
    • ►  grudnia 2018 (107)
    • ►  listopada 2018 (82)
    • ►  października 2018 (88)
    • ►  września 2018 (84)
    • ►  sierpnia 2018 (83)
    • ►  lipca 2018 (82)
    • ►  czerwca 2018 (61)
    • ►  maja 2018 (134)
    • ►  kwietnia 2018 (111)
    • ►  marca 2018 (121)
    • ►  lutego 2018 (78)
    • ►  stycznia 2018 (111)
  • ►  2017 (2190)
    • ►  grudnia 2017 (117)
    • ►  listopada 2017 (93)
    • ►  października 2017 (138)
    • ►  września 2017 (149)
    • ►  sierpnia 2017 (203)
    • ►  lipca 2017 (310)
    • ►  czerwca 2017 (195)
    • ►  maja 2017 (277)
    • ►  kwietnia 2017 (326)
    • ►  marca 2017 (146)
    • ►  lutego 2017 (108)
    • ►  stycznia 2017 (128)
  • ►  2016 (680)
    • ►  grudnia 2016 (134)
    • ►  listopada 2016 (179)
    • ►  października 2016 (99)
    • ►  września 2016 (134)
    • ►  sierpnia 2016 (50)
    • ►  lipca 2016 (60)
    • ►  czerwca 2016 (23)
    • ►  stycznia 2016 (1)
  • ►  2015 (33)
    • ►  grudnia 2015 (3)
    • ►  listopada 2015 (1)
    • ►  października 2015 (4)
    • ►  maja 2015 (4)
    • ►  kwietnia 2015 (8)
    • ►  marca 2015 (12)
    • ►  stycznia 2015 (1)
  • ►  2014 (1)
    • ►  grudnia 2014 (1)

Labels

Obserwatorzy

Copyright © Kinsley Theme. Designed by OddThemes